Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeczytane w oryginale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeczytane w oryginale. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 kwietnia 2023

"Warkocz ze Szmaragdowego Morza" Brandon Sanderson ("Tress of the Emerald Sea")

Pierwsza spośród czterech powieści napisanych przez Brandona Sandersona w trakcie pandemii. Dedykowana raczej młodszym czytelnikom. Opinia pisana w oparciu o anglojęzyczne wydanie noszące tytuł Tress of the Emerald Sea, tego też tytułu używam w poniższym tekście.

Proste życie Warkocz na wyspie na szmaragdowym oceanie wypełniały proste przyjemności – zbieranie kubków przywożonych przez marynarzy z odległych krain i słuchanie opowieści przyjaciela Charliego. Ale kiedy ojciec zabiera Charliego w podróż, aby znaleźć mu narzeczoną, i dochodzi do tragedii, Warkocz musi ukryć się na statku i odnaleźć Czarodziejkę ze śmiertelnie niebezpiecznego Nocnego Morza. Czy Warkocz uda się pozostawić za sobą proste życie i znaleźć sobie miejsce pośród piratów na oceanach zarodników, gdzie kropla wody może oznaczać natychmiastową śmierć?

Do lektury Tress of the Emerald Sea zabrałam się z wielkim entuzjazmem. Raczej niespieszny początek, skupiony na wprowadzeniu czytelnika w wykreowany świat, okazał się całkiem przyjemny i intrygujący, nawet jeśli zalążki fabuły sugerowały, że historia kierowana będzie do czytelników nieco młodszych niż ja. Bohaterka szybko zyskała moją sympatię, wykazując się kreatywnością, odwagą i rozsądnym podejściem do życia oraz problemów, które napotykała na swojej drodze. Niebawem okazało się, że powyższe atuty to jednak... za mało.

poniedziałek, 20 lutego 2023

"Pachinko" Minjin Lee

Koreańska saga rodzina, współczesny klasyk i... mój ogromny literacki zachwyt!

Głęboko poruszająca i napisana z wdziękiem powieść śledzi losy koreańskiej rodziny na przestrzeni pokoleń, poczynając od początku XX wieku.

Sunja, dziewczyna z biednej, ale dumnej rodziny, zachodzi w nieplanowaną ciążę, co może okryć jej bliskich hańbą. Odepchnięta przez zamożnego kochanka znajduje ratunek w ramionach młodego ministra, który oferuje jej małżeństwo i nowe życie w Japonii.

Tak zaczyna się wciągająca saga o wyjątkowych ludziach w fascynujących czasach. Rodzina Sunji doświadcza wzlotów i upadków. Tęskni za ojczyzną, której nie zna, i stara się dostosować do miejsca, którego nie rozumie.

"Pachinko" to uniwersalna historia o tym, co muszą poświęcić imigranci, by znaleźć swoje miejsce w świecie.

🔸Finalistka National Book Award

🔸Jedna z dziesięciu najlepszych książek roku 2017 wg „The New York Times"

🔸Wyróżniona przez m.in. „USA Today”, „Washington Post” i „Boston Globe”

Lekturę Pachinko zaczynałam, nie wiedząc o fabule właściwie niczego. Miałam świadomość, że to jedna z tych świetnie ocenianych historii. Ach, no i wiedziałam, czym jest pachinko. Nie spodziewałam się, że tytułowa gra pojawi się w fabule tak późno, a wcześniej będzie działo się tak niewiele, a jednocześnie... tak wiele!

niedziela, 16 czerwca 2019

"Punk 57" - Penelope Douglas

Na Punk 57 natknęłam się, przygotowując dla Was Książkowe nowinki z Polski na maj 2019. Blurb wydał się interesujący, więc postanowiłam zapoznać się z tą historią. Planowałam przeczytać ją jeszcze przed premierą, ale poległam; niemniej zachęcam do lektury tej lekko po-premierowej recenzji gorącej świeżynki!

Ryen i Misha poznali się w czasach podstawówki - ich szkoły zorganizowały projekt mający na celu nawiązanie korespondencyjnych przyjaźni pomiędzy uczniami. Ich listowna znajomość przetrwała dłużej, niż ktokolwiek mógłby podejrzewać. W ciągu siedmiu lat pisania do siebie, para zdołała dobrze się poznać, ale wskutek zawartego pomiędzy sobą układu - zero wyszukiwania się na Facebooku, odwiedzania w domu, rozmów telefonicznych czy wymiany zdjęć - nigdy się tak naprawdę nie zobaczyła. Obydwoje zaczynają czuć do siebie coś więcej niż zwykłą przyjaźń i nagle... kontakt się urywa. Kilka miesięcy później w szkole Ryen pojawia się nowy uczeń, Masen, który zdaje się mieć na celu zdyskredytowanie jej w oczach innych i doskonale wie, gdzie uderzyć, by zabolało ją to najbardziej.

sobota, 16 lutego 2019

"Dominic" - L.A. Casey

Macie takie gatunki literackie, o których wiecie, że raczej nie wpasowują się w Wasze gusta; książki, które omijacie szerokim łukiem, ponieważ czujecie, że to "nie Wasza bajka"? To wiecie, jakie odczucia towarzyszyły mi w chwili, gdy sięgałam po powieść Dominic irlandzkiej pisarki L.A. Casey.

Bronagh Murphy uczy się w liceum. Kiedy była dzieckiem, jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym, a dziewczynka trafiła pod opiekę starszej siostry, która był już wtedy pełnoletnia. Bohaterka jest cicha i zamknięta w sobie, nie chce się angażować w przyjaźnie w obawie, że wypadek po raz kolejny zabierze kogoś z jej życia, a ona znowu będzie musiała borykać się z bolesną stratą. Gdy do jej klasy dołącza dwóch nowych uczniów - dwóch przystojnych (i niepodobnych do siebie) bliźniaków z Ameryki - Bronagh stara się nie zwracać na siebie ich uwagi, ale ponosi klęskę. Jeden z braci, Dominic, wybiera ją na obiekt swoich drwin i żartów, choć jednocześnie, w jakiś dziwny sposób, próbuje ją chronić przed zaczepkami innych.

poniedziałek, 14 stycznia 2019

"The Red Mohawk" ("Czerwony Czub") - Anonim

Macie czasami tak, że zaczynacie lekturę jakiejś serii nie od początku? Na przykład od trzeciego tomu? Mnie się to zdarzyło. Przeczytałam The Devil's Graveyard, potem The Book of Death, a nawet nowelkę dotyczącą tej serii. Dziś prezentuję Wam inną książkę autora, który popełnił wspomniane utwory. Autora, którego imienia nie znam, a którego cenię za sposób opowiadania historii. I nieprzewidywalność. I brutalność świata przedstawionego. Przed wami... Czerwony Czub!

B Movie Hell to niewielkie miasteczko, w którym pewnego dnia dochodzi do brutalnego morderstwa policjanta na służbie. Zaczynają ginąć kolejne osoby, a władze miasta wyznaczają ogromną nagrodę za złapanie zbója. Czerwonym Czubem - jak nazwano mordercę, bazując na noszonej przez niego masce - interesuje się także FBI. Do miasteczka zmierza parka agentów. Kto kogo zabije najpierw? Agenci FBI mordercę, morderca całe miasto, czy... może prawda będzie jeszcze inna?

The Red Mohawk, bo o tej książce mowa, to kolejna powieść pióra Anonima. Akcja rozkręca się dość niemrawo, z trudem przebrnęłam przez pierwsze rozdziały, ale gdy pojawił się drugi trup, zrobiło się dużo ciekawiej! W tej powieści brakuje chyba tylko romansu, bo poza nim jest wszystkiego po trochu: kryminału, horroru, thrillera, erotyka, sensacji, czarnego humoru, dramatu, psychologii... W sumie nawet wątek romantyczny by się znalazł! Fabuła nie jest skomplikowana - przynajmniej na pozór. Parafrazując znane powiedzenie, im dalej w książkę, tym więcej się dzieje, tym więcej jest zaskakujących zwrotów akcji. Po zakończeniu lektury (a także kilka razy podczas niej) miałam w głowie mętlik i sama siebie pytałam: jak to się mogło tak skończyć?!

The Red Mohawk pojawia się sporo postaci i, co ciekawe, są to bohaterowie istotni dla powieści. Przedstawienie wszystkich mijałoby się z celem, ale uwierzcie - każdy z tej menażerii jest tak niepowtarzalny, tak nietuzinkowy, że nie sposób ich pomylić!

Fajnym zabiegiem i, w moich oczach, atutem tej powieści jest wprowadzenie nawiązań do kultowych filmów z ubiegłego wieku. Jedna z głównych bohaterek, przez wszystkich zwana Baby, uwielbia Dirty Dancing. Wspomina się także o Terminatorze czy Wygranych marzeniach. Nie zapomnę śmiechu, jakim parsknęłam, kiedy na kartach powieści pojawił się Dominic Touretto - niby nie ten z Szybkich i wściekłych, ale i tak non-stop miałam go przed oczami ;) A że znalazł się w takiej, a nie innej sytuacji...

Czy warto przeczytać The Red Mohawk? Moim zdaniem TAK, zdecydowanie TAK. To fajne, nieskomplikowane połączenie wielu książkowych gatunków, choć ze względu na sceny przemocy, tortur i seksualne aluzje polecane raczej dojrzałym czytelnikom. Już czekam na kontynuację, tej powieści - we Francji ma ukazać się 10 września bieżącego roku (tak, już!), a wedle zapowiedzi nastąpi w niej spotkanie Czerwonego Czuba z Bourbon Kidem, bohaterem wzmiankowanej na początku Księgi bez tytułu (której, swoją drogą, jeszcze nie przeczytałam).
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: lubiącym dynamiczną akcję, nie zrażającym się wulgarnym językiem i dużą dawką przemocy


Tytuł: The Red Mohawk (ang. Czerwony Czub)
Autor: Anonim
Seria: The Red Mohawk #1
Wydawnictwo: nie wydano w Polsce (org. Black Shadow Press)
Data wydania: nie wydano w Polsce (premiera: maj 2015 r.)
Ilość stron: 244

piątek, 7 sierpnia 2015

"Pawn" ("Pionek") - Aimee Carter

Aimee Carter miała szanse zaistnieć na polskim rynku dzięki The Goddess Test. Miała, ale nie zaistniała - nie wiem dlaczego. Ja zapoznałam się z pierwszym tomem innej trylogii jej autorstwa, mianowicie Pawn otwierającym The Blackcoat Rebellion. Sprawdźcie, czy było warto.

W dniu siedemnastych urodzin Extra (drugie dziecko z rodziny, nie mające możliwości życia ze swoimi rodzicami) imieniem Kitty Doe zostaje zakwalifikowana do klasy III. Oznacza to, że nie znalazła się na samym dnie społecznej hierarchii, ale może zapomnieć o szacunku i dobrze płatnej pracy. Jeszcze tego samego dnia dziewczyna trafia w ręce premiera Daxtona Harta, a niebawem otrzymuje propozycję nie do odrzucenia. Jej klasa może zostać zmieniona na VII (najwyższą), a ona sama stanie się "tragicznie zmarłą" siostrzenicą premiera, Lilą Hart.

Pawn to dość sztampowa młodzieżówka. Wokół głównej bohaterki obowiązkowo kręci się dwóch uroczych młodzieńców - Benjy, którego Kitty zna od dziecka i z którym pragnie spędzić resztę życia, oraz Knox, narzeczony Lili, z którym ta miała wziąć ślub. Wbrew moim obawom, wątek romantyczny jest utrzymany w ryzach. Autorka skupiła się na przedstawieniu wykreowanego przez siebie świata i tajnej działalności Lili. Kitty, choć jako III żyła ledwie kilka godzin, dostrzega ogromną przepaść pomiędzy tym, czym karmi się "plebs" a tym, co w rzeczywistości ich czeka.
Miejsce akcji to absolutnie typowa dystopijna konstrukcja. Na skutek jakiejś apokalipsy wprowadzono zmiany w ustroju politycznym, miasta oddzielono od siebie grubym murem, poza którym czai się bliżej nieokreślone zło. Występuje tu także frakcja buntowników - wspomniane w tytule serii Czarne Płaszcze - której celem jest, hm, właściwie nie do końca wiem co. Chyba chcą obalić obecnie rządzących i dojść do władzy. (Jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o kasę. Potwierdzone info.)

Największym mankamentem Pawn jest główna bohaterka, Kitty Doe aka Lila Hart. Dziewczyna początkowo trzyma się "kupy", a później jej kreacja staje się niesamowicie niekonsekwentna. Raz jest odważna, zaraz potem tchórzliwa, skora do refleksji, impulsywna, opanowana, płaczliwa... Ja rozumiem, że to nastolatka, że targają nią hormony, ale strasznie mnie wkurzała. Najbardziej sfrustrowałam się mniej więcej w połowie tomu - prawdopodobnie miał to być punkt kulminacyjny tej powieści. Mnie zawiódł do tego stopnia, że rozważałam (wieczne) przerwanie lektury. W Pawn chyba nie znalazłam postaci, którą bym szczerze polubiła. Najbardziej zbliżył się do tego Benjy - być może dlatego, że poświęcono mu niewiele czasu i nie miał okazji, by mi czymś podpaść.

Na koniec pragnę wspomnieć, że podoba mi się wymowa tytułu tej powieści. Pawn - czyli Pionek - doskonale pasuje do roli, jaką Kitty Doe odgrywa w tym utworze. Choć nie mogłam jej strawić (dobrze że nie zaczęła robić z siebie męczennicy dla dobra ogółu - wtedy pewnie przerwałabym lekturę), w roli szachowego piona sprawdziła się znakomicie. Chcę więcej takich dobranych, ale niejednoznacznych tytułów!

Pawn nie porwało mnie. Pomysł był ciekawy, wykonanie troszkę mniej, ale gwoździem do trumny okazała się główna bohaterka. Niemniej jeśli szukacie czegoś lekkiego, utrzymanego w dystopijno-politycznym klimacie, a do tego znacie język angielski, sięgnijcie po tę książkę. Może Wam spodoba się bardziej niż mnie ;)
Ocena końcowa: 3+/6
Polecam: fanom dystopijnych młodzieżówek

Tytuł: Pawn (pl. Pionek)
Autor: Aimee Carter
Seria: The Blackcoat Rebellion #1 (pl. Rebelia Czarnego Płaszcza)
Wydawnictwo: Harlequin Teen
Data wydania: nie wydano w Polsce (premiera: październik 2013 r.)
Ilość stron: 347
Recenzja realizuje wyzwania:
1. Klucznik na sierpień 2015 - Przeczytana w obcym języku

środa, 5 listopada 2014

"Wybrałam ciebie" - Amanda Hocking

Tytuł: Wybrałam ciebie (org. My Blood Approves)
Autor: Amanda Hocking
Seria: Wybrałam ciebie #1
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 2 stycznia 2013 r. (premiera: marzec 2010 r.)
Ilość stron: 256

Do ostatniej chwili (do szukania okładki do zilustrowania recenzji) nie wiedziałam, że na książka została wydana w Polsce. Bo w sumie, co wspólnego ma Wybrałam ciebieMy Blood Approves, czyli Moja krew popiera (uwielbiam ten tytuł xD )? Moim zdaniem zgoła nic - ale ja się nie znam.

Alice Bonham jest licealistką i raczej szarą myszką, nienawykłą do wzbudzania zainteresowania u chłopców. Pewnego wieczoru (czy raczej pewnej nocy), gdy wraca z przyjaciółką z nieudanego rajdu po nocnych klubach, napotykają kilku typów, którzy chcą je zabić (czemu nie zgwałcić? ja pomyślałabym najpierw o gwałcie, a nie o morderstwie). Z opresji wybawia je chłopak w różowej koszulce (!) - oczywiście nieprzeciętnej urody. Tak Alice poznaje dwudziestoczteroletniego Jacka, z którym zaczyna spędzać coraz więcej nocy... ale bynajmniej nie w sposób, o jakim pomyśleliście. Umawiają się zawsze po zmierzchu, a w nieco dziwnych reakcjach Jacka na niektóre sytuacje nasza bohaterka dopatruje się likantropii. Ale nie, przecież wilkołaki nie istnieją...

Amanda Hocking nie wtajemnicza czytelnika, czy wilkołaki istnieją czy nie. Uświadamia nas natomiast (jako kolejna), że wampiry żyją wśród nas. Tym razem nie błyszczą w promieniach słońca, ani nie rozpadają się w pył pod ich wpływem. Nie piją zwierzęcej krwi. Nie zadają bólu gryzionemu człowiekowi; przeciwnie, wprawiają w prawdziwą ekstazę. A po przemianie każdy człowiek pozbywa się nadmiaru tłuszczu, poza tym koniecznym po rozpoznania jego płci (więc kobiece piersi pozostają nienaruszone). Myślicie, że tym akapitem zaspojlerowałam Wam nieco fabuły? Szczerze wątpię, ponieważ Alice okazuje się jeszcze mniej bystra od Belli Swan i nie przychodzi jej do głowy, że jej nowy przyjaciel jest wampirem. Ale czytelnik wie - czy choćby przeczuwa - to niemal od samego początku.
Odejdźmy od wampiryzmu, wszak Wybrałam ciebie posiada jakąś fabułę (posiada?)! W sumie ciężko nazwać to "fabułą". Alice spędza z Jackiem coraz więcej czasu, poznaje jego czarującą rodzinę - Petera, Ezrę i Mae (tylko to ostatnie to kobieta) - i do szaleństwa zakochuje się w Peterze. Nie, to też nie jest spojler. Ten serdecznie jej nienawidzi, a ona cierpi męki z tego powodu. Z czasem Alice dowiaduje się, że została zaakceptowana przez krew wampirzej rodziny (!), więc powinna... Nie, więcej nie powiem. Ale pewnie i tak się domyślicie.

Wybrałam ciebie czytałam na telefonie (w drodze do/z pracy) i nieraz miałam ochotę wyrzucić mój kochany sprzęt za okno pędzącego (powiedzmy) autobusu. Nie tylko z powodu okrutnie przewidywalnej fabuły, ale i samych bohaterów. Alice uznałam za najgłupszą i najdziwniejszą książkową bohaterkę, z jaką miałam ostatnio do czynienia. Bardzo ostrożnie unika podejrzewania Jacka o wampiryzm, woli wierzyć w jego likantropię. Chce olać rodzinę - dziwaczną matkę i uroczego brata - rzucić szkołę i zamieszkać z wampirzą familią (która posiada wielki dom-zamek i garaż na pięć aut). Przypomnę: Peter okazuje jej wrogość, Jack nie chce dopuścić do czegokolwiek pomiędzy nimi, a ona nie może się zdecydować, którego z "braci" woli. Nie polubiłam jej. Z pozostałych bohaterów dość dobrze wypadli wspomniany Peter oraz Milo, młodszy brat Alice, który w sumie zachowuje się jak jej ojciec (a w najlepszym przypadku starszy brat). Matka przedstawiona zostaje w złym świetle, a Jacka, Ezrę i Mae kreuje się na chodzące po ziemi anioły. Mam stanowczo dość takich przesłodzonych wampirów. Wujaszek Drakula w grobie się przewraca!

Wybrałam ciebie nie broni się absolutnie niczym. Zabrakło nawet tego dramatu, który Stephenie Meyer zaplanowała na końcówkę Zmierzchu. Recenzowana książka odtwarza ograne schematy, po raz kolejny próbuje wcisnąć nam nastolatkę, której przeznaczeniem jest miłość do wampira. Nie wiem jak Wam, ale mnie się to przejadło. Zdecydowanie nie polecam.
Ocena końcowa: 1/6
Polecam: nie polecam

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

"Jej mroczne szaleństwo" ("Her dark curiosity") - Megan Shepherd

Tytuł: Her dark curiosity (pl. Jej mroczne szaleństwo)
Autor: Megan Shepherd
Seria: The Madman's Daughter #2
Wydawnictwo: Balzer+Bray
Data wydania: - (premiera: styczeń 2014 r.)
Ilość stron: 420

Być może pamiętacie wpis sprzed kilku miesięcy, w którym recenzowałam niewydaną w Polsce książkę The Madman's Daughter, czyli Córkę szaleńca. Dziś chcę Wam przybliżyć jej kontynuację, Her dark curiosity, a po polsku Jej mroczna ciekawość.

Po tym, co wydarzyło się w poprzednim tomie, życie Juliet uległo zmianie. Choć wróciła do "domu", od razu wpakowała się w niemałe tarapaty. Pomaga jej niegdysiejszy znajomy jej ojca, profesor Victor von Stein. Niestety, tragedie zdają się prześladować naszą bohaterkę, ponieważ niebawem w mieście uaktywnia się seryjny morderca. Juliet szybko odkrywa istnienie powiązania pomiędzy sobą a każdą z ofiar. Wnioski, które wyciąga, to dopiero początek dramatów, jakie napotka na swojej drodze.

Nie ukrywam, że nie mogłam doczekać się lektury tej części - zwłaszcza po tym, jak zakończyła się Córka szaleńca. Druga część, jakkolwiek mało prawdopodobne się to wydawało, jest jeszcze bardziej ciarkogenna i momentami naprawdę przerażająca. Wystarczy uruchomić wyobraźnię - co przy literackim warsztacie autorki nie stanowi większego problemu - i niepewne przemierzanie ciemnych korytarzy własnego mieszkanie macie zapewnione!
Autorka zaplanowała na ten tom ciekawą intrygę. Co najlepsze, do samego końca udało jej się trzymać mnie w niepewności odnośnie tego, kto za tym wszystkim stoi. Sekrety odkryłam wraz z Juliet, co uznaję za niesamowity plus - rzadko zdarza mi się tak długo kluczyć (chyba że są to kryminały Agathy Christie). W Her dark curiosity nie zabrakło też miejsca na romans. Ale taki pełnokrwisty, bez zbędnego "nie możemy", "nie powinniśmy" (więcej przeczytacie w poście Miłosne podchody nastolatków). Nie zajmuje on dużo miejsca, stanowi wręcz tło dla pozostałych wydarzeń, ale dreszczu emocji nie można nie poczuć. Tak, dobrze zgadujecie, uwielbiam tę książkę....

Nie chcąc zdradzać zakończenia Córki szaleńca, wspomnę jedynie o nowych bohaterach. Autorka wprowadziła cztery istotne postacie. Pierwszą jest profesor Victor von Stein, uroczy starzec który wziął Juliet pod opiekę, gdy ta wplątała się w poważne tarapaty. Kolejną jest Elizabeth, jego bratanica, z biegiem czasu zastępująca Juliet dawno zmarłą matkę. Nie stanowią typowego dla młodzieżówek rodzinnego tła, ale odgrywają w powieści całkiem znaczną rolę. Podobnie rzecz ma się z ojcem Lucy, panem Radcliffem (nie wiem, czy jego imię gdzieś padło), który z ledwie epizodycznej postaci pierwszego tomu wybija się na drugi plan. Nie można zapomnieć też o charyzmatycznym, pewnym siebie i uroczo niezaradnym inspektorze Johnie Newcastle, wysokim oficerze Scotland Yardu, prywatnie zalotniku Lucy. Nawet nie przypuszczacie, jak bardzo mogą poplątać się losy tej czwórki oraz tych, których poznaliśmy w Córce szaleńca.

W Her dark curiosity, tak jak w The Madman's Daughter, pojawiają się odniesienia do innych, szeroko znanych utworów. O ile tam autorka czerpała pełnym garściami z Wyspy doktora Moreau, teraz skoncentrowała się na Doktorze Jekyll i panu Hyde a także, pośrednio, baśni Piękna i Bestia. Mieszanka wybuchowa? Na pewno niesamowicie wciągająca. Klimat recenzowanej powieści bardzo dobrze oddaje utwór Konfrontacja z musicalu Jekyll i Hyde. Zachęcam do wsłuchania się :)


Cóż więcej mogę powiedzieć o Jej mrocznej ciekawości? Ubolewam, że nie ukazała się jeszcze w Polsce, niemniej zachęcam do zapoznania się z moim tłumaczeniem dostępnym w Chomikuj (link po prawej oraz poniżej). Osobiście jestem zachwycona Her dark curiosity i już nie mogę doczekać się ostatniego tomu debiutanckiej trylogii Megan Shepherd. Was natomiast jeszcze raz zachęcam!
Ocena końcowa: 6-/6
Polecam: miłośnikom gotyckich i / lub przerażających opowieści

Pobierz z Chomikuj.pl

środa, 30 lipca 2014

"Mechaniczny książę" - Cassandra Clare

Tytuł: Mechaniczny książę (org. Clockwork Prince)
Autor: Cassandra Clare
Seria: Piekielne maszyny #2
Wydawnictwo: Mag
Data wydania: 9 maja 2012 r. (premiera: 6 grudnia 2011 r.)
Ilość stron: 502

Nadszedł dzień, w którym zaczęłam czytać Mechanicznego księcia. I nadszedł także dzień, w którym lekturę zakończyłam. Częściowo ku swej radości, ale też ku utrapieniu...

Na skutek wydarzeń z Mechanicznego anioła kierownictwo Instytutu w Londynie może ulec zmianie na korzyść niejakiego Benedicta Lightwooda. Charlotte ma dwa tygodnie na udowodnienie swojego autorytetu i odnalezienie Mortmaina. Czasu niewiele, biorąc pod uwagę raczej słabe osiągi na tym polu. Tymczasem Tessa, nasza główna bohaterka, oraz służąca Sophie zostają poddane przymusowemu szkoleniu przez synów wspomnianego Lightwooda. Rzezimieszek sam się nie odnajdzie, a poszukiwania nie idą dokładnie po myśli Charlotte.

Mimo że po powyższym akapicie można wywnioskować inaczej, Mechaniczny książę to przede wszystkim książka o nastolatkach. O ich miłosnych rozterkach, miłostkach, nadziejach i rozczarowaniach (że nie wspomnę o pocałunkach, które wzburzyły mnie na tyle, by skrobnąć tematyczną notkę). Przez niemal cały tom bohaterowie nie posuwają sprawy Mortmaina do przodu. Dopiero pod koniec następuje wielka kulminacja połączona z dramatycznym zgonem, który nadszedł za szybko (zmarły oczywiście nie powiedział tego, co chciał, tudzież powinien, powiedzieć). Po namyśle stwierdzam jednak, że nie czuję zawodu! Wprawdzie nie potrafiłam współczuć Tessie, ale wobec pozostałych bohaterów zaczęłam żywić coś na kształt... empatii. Nie spodobało mi się to, co Cassandra Clare zrobiła z Willem - czy raczej jego przeszłością: chyba prędzej przekonałoby mnie rozdwojenie jaźni niż to, co mi zaserwowano.

Mechaniczny książę wprowadza kilka nowych postaci, w tym kilka całkiem istotnych dla fabuły. Poznajemy zatem Gideona i Gabriela Lightwoodów, którzy początkowo wydają się bohaterami stricte epizodycznymi, ale okazują się znacznie ważniejsi w kolejnych rozdziałach. Pojawia się także zrzędliwy Aloysius Starkweather, który miał predyspozycje do zostania charakterem drugoplanowym, ale pozostał w cieniu, nie wprowadzając niczego istotnego do fabuły. Wprowadzono także kilku oficjeli Clave oraz osóbkę, która zapewne niemało namiesza w Mechanicznej księżniczce... tak wnioskuję po zakończeniu tomu. Pośród "starych" postaci nie uświadczyłam specjalnych zmian, choć to co zaplanowała autorka dla Jessamine mocno mnie zaskoczyło (pozytywnie). Will pozostał wredny (z przebłyskami wrodzonego uroku), Jem słodki, Sophie pomocna, a Tessa rozdarta w miłości pomiędzy dwoma wspomnianymi panami... Bo czegóż innego spodziewać się po powieści Cassandry Clare?

Nie mam zastrzeżeń do kreowanego przez autorkę uniwersum pełnego Nefilim, Łowców, wampirów czy wilkołaków. Owszem, jej tendencja do idealizowania wszystkich paniczów i panien robi się coraz bardziej męcząca, ale poza tym jestem zadowolona.
Och, jakże mogłabym zapomnieć! W Mechanicznym księciu pojawiło się coś, czego w ogóle się nie spodziewałam! Byłam tym tak zaskoczona, że musiałam zrobić sobie chwilową przerwę od czytania. Nie mogę zdradzić, co to takiego, ale w żadnej ze znanych mi serii to się nie wydarzyło tak wcześnie. Cóż, może to Was nieco zachęci...?

Mechaniczny książę to godna uwagi kontynuacja Mechanicznego anioła, choć początkowo nie mogłam się weń "wkręcić". Może to kwestia długiej rozłąki z serią. Mimo obaw, naprawdę dobrze bawiłam się przy lekturze tej książki i na pewno sięgnę po Mechaniczną księżniczkę (dobrze, że mam już kupioną... choć nieco się boję, czego dowiem się o przeszłości Tessy), licząc na podobną mieszankę romansu, komedii i żywiołowej akcji.
Ocena końcowa: 5-/6
Polecam: miłośnikom twórczości autorki; fanom gatunku young adults

piątek, 7 marca 2014

"Obsidian" - Jennifer L. Armentrout

Tytuł: Obsidian (pl. Obsydian)
Autor: Jennifer L. Armentrout
Seria: Lux, #1
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 21 maja 2014 r. (premiera: listopad 2011 r.)
Ilość stron: 335

Mimo wiadomej większości czytelników wtórności powieści młodzieżowych, wciąż sięgam po kolejne pozycje i szukam "tego czegoś", co wyróżniłoby daną książkę spośród setek innych. Sięgnęłam więc po Obsidian pióra Jennifer L. Armentrout, który - jak mi się wydawało - miał ukazać się w Polsce.

Główna bohaterka, Katy Schwartz, przeprowadza się do małego miasteczka, uciekając z matką przed wspomnieniami po zmarłym ojcu. Ma to miejsce w wakacje, a od września Kat ma zacząć naukę w lokalnym liceum. Wcześniej poznaje dwójkę nastoletnich sąsiadów - Deamona i Dee Blacków - oczywiście w jej wieku. O ile Dee chce zaprzyjaźnić się z nową dziewczyną, jej brat jest temu zdecydowanie przeciwny. Rodzeństwo zachowuje się poniekąd dziwnie - co zauważa nie tylko Kat, ale większość dzieciaków z liceum - do tego pojawiło się w szkole z jeszcze jednym bratem oraz jeszcze jednymi trojaczkami. Dziwne wydarzenia zaczynają kumulować się wokół niepozornej Kat, która w głębi duszy toczy bój: czy kocha Deamona, czy go nienawidzi?

Nie mylicie się - Obsidian to kolejny romans paranormalny, z naciskiem na romans. Do tego skonstruowany niemal tak samo jak Zmierzch. Brakuje tylko balu wieńczącego tom. Bohaterka znów trafia do nowego z jednym rodzicem (choć tym razem z matką), zawiera znajomość z Elitarnymi Dziwakami i Elegantami szkoły, zakochuje się w chłopaku, który za nic w świecie z nią nie będzie (jakże miałby zwrócić uwagę na taką szarą myszkę jak ona?), do tego nie chce jej związków z kimkolwiek z jego rodziny. Oczywiście na jednej lekcji siedzą w pobliżu siebie, oczywiście on kilka razy ją ratuje i twierdzi przy tym uparcie, że wcale ale to wcale mu na niej nie zależy. Oczywiście jakiś wątek fabularny też dodano, żeby móc podciągnąć to pod literaturę młodzieżową a nie stricte harlequin, ale jest on nieustannie tłamszony przez romans. Po skończeniu lektury naprawdę dość miałam wysłuchiwania, że Kat musi odciąć się od Blacków "dla jej własnego dobra / bezpieczeństwa" (choć pojawił się też argument, że chodzi o "dobro / bezpieczeństwo" Dee).

Nie zapałałam sympatią do głównych postaci. Początkowo lekko utożsamiałam się z Kat, która czyta książki i prowadzi bloga z recenzjami, ale szybko zrezygnowałam z tej więzi. Dziewczyna należy do tych, które mówiąc "Nie" mają na myśli "Tak". Oczywiście nie przyznaje się do zauroczenia postacią Deamona - i chodzi raczej o jego ciało, bo z charakteru to typ mocno... rozbieżny. Dlaczego? Nasz kochaś na co dzień jest szorstki jak papier ścierny, ale zdarzają mu się chwile wręcz przerysowanej czułości i tkliwości. Oczywiście w stosunku do Kat. Oczywiście mają potem kłopoty. Ale to, oczywiście, nie ma dla nich większego znaczenia (choć poziom bezpieczeństwa Dee gwałtownie wtedy maleje).

W Obsidian udało mi się znaleźć dwie zalety. Pierwsza to ciekawy pomysł na tę "paranormalną" część osobowości Dee i Deamona. Przynajmniej nie są to wilkołaki ani wampiry, choć ich pochodzenie wydaje się równie mocno naciągnięte. Cóż, takimi prawami rządzi się ten gatunek. Druga zaleta to długość: mękę udało mi się zakończyć względnie szybko.

Gdyby policzyć, ile razy w tej recenzji padło słowo "oczywiście", można wyciągnąć bardzo poprawny wniosek, że to lektura przewidywalna. Niespodzianką może być ewentualnie tożsamość Dee i Deamona oraz brak balu maturalnego (choć jest jakaś inna potańcówka, nie pomnę z jakiej okazji). Według mnie czas spędzony na lekturze był czasem straconym. Być może dlatego, że Zmierzch odebrałam jako czytadło nudne i przewidywalne, a Obsidian to jego prawie doskonałe ksero.
Ocena końcowa: 2/6
Polecam: fanom Zmierzchu

środa, 26 lutego 2014

"Córka szaleńca" ("The Madman's Daughter") - Megan Shepherd

Tytuł: The Madman'd Daughter (pl. Córka szaleńca)
Autor: Megan Shepherd
Seria: The Madman's Daughter, #1
Wydawnictwo: nie wydano w Polsce (Balzer + Bray)
Data wydania: nie wydano w Polsce (premiera: 29 stycznia 2013 r.)
Ilość stron: 420

Po Córkę szaleńca sięgnęłam, bo zaintrygował mnie tytuł, jak i opis. Pozwolę sobie zacytować: "Inspirowana klasykiem Wyspa doktora Moreau, Córka szaleńca to mroczny i nie pozwalający złapać oddech gotycki thriller o sekretach, które chcemy za wszelką cenę poznać i prawdach, których chcemy chronić". Zapraszam na wyspę doktora Moreau!

Akcja zaczyna się w Londynie końca XIX wieku. Poznajemy szesnastoletnią Juliet Moreau, sierotę pracującą jako sprzątaczka w uniwersytecie. Jej matka zmarła z powodu choroby, a ojciec został wygnany, być może również już nie żył. Dość niespodziewanie dziewczyna trafia na asystenta swojego rzekomo zmarłego tatuśka, który niegdyś służył w ich domu - Montgomery'ego. Przekonuje go, by wziął ją do ojca. Chłopak się zgadza, ruszają w drogę, przy okazji ratując wycieńczonego rozbitka, Edwarda. Cała trójka, wraz z licznymi dobrami, trafia na niewielką wyspę doktora Moreau. Juliet nie wie jeszcze, czym zajmuje się jej ojciec - a gdy się dowiaduje, czuje do niego bezgraniczną odrazę. Tym bardziej, że wcześniej wyspa była bezludna, a teraz wręcz tętni życiem.

Początek Córki szaleńca był intrygujący - nawet więcej niż początek. Mniej więcej do połowy książki pierwsze skrzypce grały mroczne tajemnice, a potem pojawił się... romans. Jakże inaczej, skoro wokół bohaterki było dwóch zacnych młodzieńców: trochę starszy, ale dobrze znany Montgomery i Edward, równolatek z tajemnicami. Przez pewien czas historia kręciła się wokół tego miłosnego trójkąta - tym mocniej, że narratorką jest Juliet. Później autorka jakby się opanowała, postanowiła podkręcić tempo i udało jej się to. Wróciły dreszcze, mroczne sekrety i ciarki u czytającej. W całej książce pojawiło się kilka niespodzianek - takich prawdziwych, których nigdy bym się nie spodziewała. Kulminacja następuje późno, przy samym finiszu książki, ale jest bardzo... porywająca. Podobnie jak koniec, który teoretycznie zamyka opowieść, ale pozostawia furtkę na kontynuację (której lektury nie mogę się doczekać).

Sama Juliet jest dość ciekawą postacią. Żyjąc w cieniu legendy o swoim ojcu, czuła się źle. Kiedy trafiła na wyspę i przekonała się, że legendy były prawdziwe, poczuła się jeszcze gorzej. Znienawidziła rodziciela do tego stopnia, by życzyć mu śmierci. Nie dziwię się jej, ja również ze strony na stronę czułam wobec niego coraz większą antypatię. Charakter bohaterki załamywał się dopiero w chwilach sam-na-sam z którymś z młodzieńców. Montgomery'ego od zawsze podziwiała, imponowało jej jego oddanie ojcu, wierność i odwaga. Natomiast Edward był dla niej czymś nowym, jak powiew chłodnej bryzy. Wydawał się bardziej skory do spisków przeciwko ojcu, początkowo nie widziała w nim kandydata do swojego serca, a jednak... Cóż, możecie obstawiać, którego z nich wybrała bohaterka, i jak to wpłynęło na rozwój wydarzeń (tak - myślę, że gdyby wybrała inaczej, cała historia potoczyłaby się zupełnie inaczej). Sporą rolę w powieści odgrywają też mieszkańcy wyspy, szczególnie urocza Alice (która wzbudzała w Juliet pewną zazdrość) i wierny jak pies, choć zdeformowany Balthazar. Ten ostatni podbił moje serce i, tak jak bohaterka, czułam wyrzuty sumienia, gdy go oszukiwała.

Córka szaleńca nie jest jednak książką bez wad. Pierwsze i zasadnicze zastrzeżenie to istota tego, czym zajmuje się doktor Moreau. Jakkolwiek by TO opisywać, udowadniać i tłumaczyć, jego działania są niemożliwe - nawet dla współczesnej nauki, a co dopiero dla tej sprzed ponad stu lat. Kolejne zastrzeżenie kieruję w stronę Alice i sposobu, w jaki Juliet do niej podchodziła. Owszem, była przyjazna, ale podejrzewała ją o romans z Montgomerym. Nadmienię tylko, że Alice miała jakieś 13 lat, a Montgomery 20 - zakrawało mi to na pedofilię; fuj! Ostatnia wada to, niestety, gatunkowość. Książka miała być dreszczowcem - i była, ale nie w pełnym wymiarze. Romantyczne elementy czasem przesłaniały te "ciarkogenne".

Podczas lektury naszła mnie refleksja, kto tak naprawdę jest zły. Ten, kto tworzy potwory? Ten, kto jest potworem? Ten, kto zabija czy ten, kto tworzy? Ten, kto pociąga za spust czy ten, kto pociąga za sznurki? Pozostawiam to Waszemu osądowi.

Córka szaleńca wciągnęła mnie niesamowicie. Gotycki Londyn, a następnie dzika dżungla na wyspie tworzyły wspaniałe tło dla opisywanych wydarzeń. Nie zważałam nawet na pojawiający się pośrodku romans, ciekawa rozwiązania zagadek. Moim zdaniem, książką warto się zainteresować. Polecam! (Tylko nie popełniajcie moje błędu i nie czytajcie tego po nocach - to szkodzi na sen :).)
Ocena końcowa: 6-/6
Polecam: miłośnikom dreszczowców i powieści młodzieżowych

Polską wersję książki możecie ściągnąć z mojego Chomika (link na górze prawego paska).

niedziela, 9 lutego 2014

"Niezgodna" - Veronica Roth

Tytuł: Niezgodna (org. Divergent)
Autor: Veronica Roth
Seria: Niezgodna, #1
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 20 marca 2013 r. (premiera: maj 2011 r.)
Ilość stron: 352 

Wielkimi krokami zbliża się premiera filmu Niezgodna. Czułam niemal palącą potrzebę, by przeczytać literacki pierwowzór, mając nadzieję za zrozumienie fenomenu tej serii. Jak postanowiłam, tak też uczyniłam i - oczywiście - przepadłam.

Społeczeństwo podzielono na pięć frakcji: Prawość, Altruizm, Nieustraszoność, Serdeczność i Erudycję. W wieku szesnastych lat Beatrice z Altruizmu przechodzi test, do której frakcji powinna należeć - choć wybór i tak należy do niej. Jej wynik nie jest jednoznaczny, okazuje się Niezgodną. Dziewczyna postanawia wyrwać się z rodzinnego gniazda i wstępuje do Nieustraszonych. Aby zostać jednym z nich, Beatrice (już pod imieniem Tris) wraz z pozostałymi kandydatami musi przejść proces inicjacji i ukończyć go na jednej z dziesięciu pierwszych lokat. W zupełnie nowym świecie, do którego trafiła, Tris odnajduje swoją inną stronę - odważną, skłonną do ryzyka, bezczelną - oraz przyjaźń, miłość. Ale czy altruistka będzie w stanie pokonać wrogów, by wspiąć się na szczyt?

Niezgodna zaczyna się dość sztampowo. Ot, nastolatka w nowym świecie, zmuszona do walki o przetrwanie. Nowe podejście do życia, nowe znajomości, cudowny chłopak, do którego czuje pewien afekt, grupka nienawidzących jej rywali. Długo myślałam, że dokładnie znam zakończenie tej książki - czytywałam już podobne! I wtedy następuje niesamowity zwrot akcji. Niesamowity, niespodziewany, ale jakże potrzebny i podnoszący poziom całego tomu! W "przewidywalnej" części nie brakuje napięcia i dreszczyku, ponieważ i w tej części autorka postarała się o pewne niespodzianki (dla mnie niestety przewidywalne), ale dopiero finisz pokazuje, na co Veronicę Roth stać. Choć i w tym cudownym zakończeniu nie obyło się bez pewnej naiwności.

W Niezgodnej przewija się wiele postaci z różnych frakcji, choć najwięcej czasu poświęca się Tris, kandydatom spoza Nieustraszonych oraz ich trenerowi, Fourowi (czytałam wersję angielską i nie wiem, czy tłumacz zdecydował się na pozostawienie jego oryginalnej ksywki, czy zaszalał z odmianą słowa "cztery" przez przypadki). Główna bohaterka przechodzi widoczną przemianę, z szarej altruistycznej myszki zmienia się w nieustraszoną czarną mambę zdolną do wszystkiego. Wewnątrz niej cały czas walczą ze sobą resztki altruistycznego wychowania, masy nauk nieustraszonych oraz niewielkie ilości cech charakterystycznych dla innych frakcji. Takie uroki Niezgodnej. Ale przecież nie w tym tkwi jej niebezpieczeństwo, prawda? Jeszcze nie wiem, na czym ono polega, ale w kolejnych tomach na pewno się dowiem.

Niezgodna rozpoczyna kolejną dystopijną serię, która miała być trylogią. W chwili, gdy piszę te słowa, wydano już sześć książek (w tym Niezgodną z perspektywy innego bohatera - czyżbym skądś już to znała?), kolejne trzy "shorty" są zaplanowane na bieżący rok. Nie wiem, czy autorce udaje się utrzymać tak wysoki poziom przez cały czas. Obawiam się, że Niezgodna stała się "kurą znoszącą złote jaja", z którą pani Roth nie może się rozstać. Poczytamy, zobaczymy, a tymczasem...

Niezgodna to bardzo dobra, wręcz świetna książka. Na okładce porównuje się ją do Igrzysk śmierci - nie mogę się nie zgodzić, ponieważ obydwie historie osadzają nastoletnie bohaterki w ekstremalnych sytuacjach, opowiadają o przyjaźni, dorastaniu, miłości. Jednak w Igrzyskach śmierci nie było wspomnianej wyżej "przewidywanej" części - stąd trochę niższa ocena tej książki. I tak polecam, jeśli jeszcze nie przeczytaliście. Już nie mogę się doczekać filmu!
Ocena końcowa: 6-/6
Polecam: miłośnikom Igrzysk śmierci, powieści dystopijnych

czwartek, 23 stycznia 2014

"Alicja w krainie zombie" - Gena Showalter

Tytuł: Alicja w krainie zombie (org. Alice in Zombieland)
Autor: Gena Showalter
Seria: Kroniki Białego Królika, #1
Data wydania: 25 września 2013 r. (premiera: wrzesień 2012 r.)
Wydawnictwo: Mira
Ilość stron: 512

Motyw Alicji z Krainie Czarów był już kilkakrotnie eksploatowany, powstała pełnometrażowa bajka Disneya, film fabularny z Johnym Deppem, anime (ale podobno niewarte oglądania). Nadeszła pora na "adaptację" literacką. Do roboty wzięła się Gena Showalter, znana polskim Czytelnikom głównie z romansów.

Alicja Bell od zawsze uważała ojca za wariata przewrażliwionego na punkcie zombie. Trzymał całą rodzinę pod kloszem, nie pozwalał na wieczorne wyjścia. Raz dał się przekonać - i skończyło się tragicznie. Gdy na niebie pojawił się obłok w kształcie królika, rodzina Bellów miała wypadek, w którym zginęli wszyscy - oprócz Alicji. Szesnastoletnia bohaterka w delirium dostrzegła dziwne, cuchnące zgnilizną postacie wgryzające się w jej rodziców... i nie był to skutek powypadkowego szoku! Gdy trafiła pod dach dziadków i do nowej szkoły, upiory nie przestały się pojawiać. Na horyzoncie zamajaczyła też grupka tutejszych rozbijaków z niesamowitym Colem na czele.

Książka koncentruje się na dwóch rzeczach: rozgryzaniu tajemnic zombie i walce z nimi oraz coraz bliższym poznawaniu Cole'a i jego paczki. Co ciekawe, temu pierwszemu elementowi poświęcono więcej miejsca niż romansowi. Alicja cały czas wzdycha do Cole'a, ale ich drogi jakoś się nie schodzą. Za to na swojej drodze coraz częściej napotykają zombiaki, które ostatnio mocno się uaktywniły. Oczywiście tylko nieliczni widzą te stwory (i do tych nielicznych zombie czują szczególny pociąg), ale "normalnym" ludziom też mogą zaszkodzić - zwłaszcza, gdy ci się boją. I oczywiście z nieprzeliczoną hordą zombie walczą nastoletni wojownicy (i wojowniczki) - choć dorośli też mają pewien udział w tym pogromie. Autorka pozwoliła sobie też na wprowadzenie dodatkowych wątków, także miłosnych, które mogą się ciekawie rozwinąć w kolejnych częściach - oby nie zdominowały ciekawego, pełnego akcji zomielementu.

Przez cały czas czytania miałam wielki problem z wyobrażeniem sobie głównej pary bohaterów. Dziewczyna z okładki - w domyśle Alicja - nie byłaby tak waleczna i pełna buty jak kreowana na kartach książki bohaterka. Wygląda raczej na osóbkę, którą trzeba wiecznie ratować z opresji - nawet Cole stwierdził, że wygląda jak księżniczka z bajki, nie jak wojowniczka. O Cole'u mówiąc: waleczny, odważny, pewny siebie, pokryty tatuażami, przystojny i... marzący o studiach prawniczych. Nie za dużo tych zalet? Pewnym uzasadnieniem jego kryształowego wizerunku niech będzie narracja prowadzona przez Alicję, ale mimo wszystko ten chłopak był zbyt idealny.

Podsumowując, Alicja w krainie zombie to wciągająca, choć długa lektura dla fanek szybkiej akcji, pięknych i niebezpiecznych facetów oraz elementów fantastycznych. Nie obeszło się bez pewnej naiwności czy uproszczeń, ale można przymknąć na nie oko. W końcu po taką książkę sięga się dla jej zalet, a nie by wytykać jej uchybienia w kreacji bohaterów. Ja na pewno przeczytam drugą część - a Wam polecam pierwszą.
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: tym, którzy nie czują awersji do nastolatków ratujących świat przed Zagładą

piątek, 10 stycznia 2014

"Furie" - Elizabeth Miles

Tytuł: Furie (org. Fury)
Seria: Furie, #1
Autor: Elizabeth Miles
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 28 kwietnia 2012 r. (premiera: sierpień 2011 r.)
Ilość stron: 240

Nie wiem, ile razy mówiłam sobie, że kończę z romansami dla młodzieży. Zawsze znajduję jakiś powód, by jeszcze raz po nie sięgnąć. Tym razem skusiłam się na Furie - chyba przez wzgląd na mitologiczne skojarzenia, które mogłyby zapobiec katastrofie podobnej do Zmierzchu.

Furie mają dwóch głównych bohaterów, obydwoje w wieku licealnym: Emily Winters, która wdaje się w romans z chłopakiem swojej przyjaciółki Gabby, gdy ta jest za granicą oraz Chase Singer, który uczucia lokuje w tajemniczej i przepięknej Ty. Emily nieustannie walczy ze sobą, bo wciąż czuje, że nie powinna angażować się z związek z tym konkretnym chłopakiem, ponieważ to może złamać serce Gabs. Chase nie ma takich problemów, ale musi borykać się z czymś innym: upokarzającymi fotografiami, które ktoś rozprowadza po szkole. Co łączy tę dwójkę poza wspólnymi znajomymi i miejscowością zamieszkania?

Furie to przez znakomitą większość objętości romans. Poplątany, naiwny, bezsensowny w swej płytkości romans. Emily nie może się zdecydować, czy kocha Zacha czy nie, czy powinna zostawić go Gabby czy nie, czy jej stary przyjaciel stał się kimś więcej czy nie... Ile razy już o tym czytaliśmy (a może raczej czytałyśmy, bo panowie od takich lektur raczej stronią, o ile mi wiadomo)? Związek Chase'a jest jeszcze dziwniejszy i bardziej naiwny. Mimo ewidentnych dowodów, że Ty go oszukuje, on nie widzi świata poza nią, a kiedy już postanawia zerwać tę znajomość - czyli mniej więcej po 4/5 książki - robi się ciekawiej! Wtedy autorce udało się zaskoczyć mnie po raz pierwszy. Później akcja robi się bardziej dynamiczna, tandetny romans schodzi na dalszy plan, a pojawia się coś jakby... thriller. Tak, coś jakby thriller. Samo zakończenie pozostaje otwarte i wręcz woła o kontynuację - choć nie wiem, czy w Polsce się jej doczekamy.

Pasowałoby napisać coś więcej o bohaterach. Emily nie udało się wzbudzić mojej sympatii, podobnie jak jej przyjaciółce Gabby i jej chłopakowi Zachowi. Cała trójka wydawała mi się sztuczna i przerysowana, jakby Elizabeth Miles chciała dopasować ich na siłę do szablonu "typowego licealisty Stanów Zjednoczonych". Chase'owi współczułam: przede wszystkim naiwności i ślepoty, a dopiero potem nieszczęść które go spotkały. Ty oraz jej dwie kuzynki, które pojawiły się znikąd i zaczęły mieszać w życiu protagonistów, odgrywały w tej historii dość istotną rolę, ale zachowywały się sztucznie. Najsympatyczniejszym bohaterem, moim zdaniem, był JD, przyjaciel Emily: taki pozytywnie zakręcony i wyluzowany... no, może trochę za bardzo. Ale i tak był najlepszy.

Względnie wysoką ocenę Furie zawdzięczają ciekawemu i dynamicznemu finiszowi. Bez tego elementu książka by się nie odratowała: większość jest sztampowa, przewidywalna i naiwna. Tak jak bohaterowie. Jest to pierwsza książka w dorobku Elizabeth Miles, jednak nie wiem, czy pokuszę się o lekturę kolejnych - choćby tych kończących trylogię Furii. Jest mnóstwo lepszych powieści, nawet tych o nastoletniej miłości.
Ocena końcowa: 3/6
Polecam: zagorzałym miłośnikom romansów

czwartek, 26 grudnia 2013

"The Devil's Graveyard" ("Diabelski cmentarz") - Anonim

Tytuł: The Devil's Graveyard (pl. Diabelski cmentarz)
Seria: Księga bez tytułu, #3
Autor: Anonim
Wydawnictwo: Michael O'Mara
Data wydana: - (świat: 1 września 2010 r.)
Ilość stron: 382

Mówi się, że nie powinno się czytać książek w serii niechronologicznie. Moim zdaniem nie jest to zawsze prawdą - wszystko zależy od serii. Ja rozpoczęłam przygotę z tetralogią o Bourbon Kidzie od trzeciego tomu - The Devil's Graveyard, czyli Diabelski cmentarz. I wcale nie miałam problemu.
W hotelu na pustyni odbywa się konkurs wokalny, na który zjeżdżają "kopie" znanych piosenkarzy. Pojawiają się też znani z wcześniejszych tomów bohaterowie: Sanchez, Rodeo Rex, Mistyczna Dama i, oczywiście, Bourbon Kid. Parafrazując reklamową frazę: jest Kid, jest impreza. Krwawa, pełna przekleństw i czarnego humoru impreza, ale tego właśnie oczekuje się po kolejnej części tej serii.
Osoby znające styl pisania autora wiedzą, czego się po nim spodziewać: nieoczekiwanych zwrotów akcji. Zupełnie niewinny konkurs wokalny okazuje się mieć drugie dno, organizator za grubą warstwą sztucznej opalenizny skrywa drugie oblicze, a pustynia... tylko potęguje klimat powieści. Tak, tyle mogę napisać, by rozbudzić Waszą ciekawość i nie zdradzić za dużo. Na kilkuset stronach znalazło się miejsce na momenty śmieszne (dominuje humor czarny i rubaszny, o czym muszę uprzedzić), straszne (naprawdę), napakowane akcją, ale też melancholijne i wzruszające.
Jak dowiedziałam się od Mamy, która jest wziętą fanką Anonima i jego twórczości, trzeci tom to historia poboczna, której akcja dzieje się pomiędzy pierwszą (Księga bez tytułu) a drugą (Oko Księżyca) częścią. Brak znajomości bohaterów wcale nie przeszkadza w lekturze, ponieważ ci "starzy" mają bardzo... wyraziste charaktery, a "nowi", debiutujący na łamach powieści, nakreśleni są krótko - w sumie pojawiają się tylko tutaj.
Moim zdaniem, niepowetowaną stratą jest fakt, że Świat Książki - wydawca dwóch pierwszych tomów - nie podjął się kontynuacji serii. Diabelski cmentarz na pewno przypadłby do gustu fanom - co oni sami manifestują choćby na LubimyCzytać.pl.
Pasowałoby jakoś podsumować tę - dość krótką - recenzję. Uważam, że Diabelski cmentarz to bardzo dobra książka, zwłaszcza na Czytelników. Szybka akcja, niespodziewane zwroty akcji, przekleństwa i przemoc mogą przypaść do gustu także Czytelniczkom - tak jak mnie. Znajomość poprzednich tomów naprawdę nie jest potrzebna. Polecam.
Ocena końcowa: 4/6
Polecam: miłośnikom szybkiej akcji

Jeśli nie czujesz awersji do e-booków, zachęcam do zapoznania się z fanowskim tłumaczeniem książki dostępnym w serwisie Chomikuj -> tutaj

poniedziałek, 23 grudnia 2013

"Inferno" - Dan Brown

Tytuł: Inferno (org. Inferno)
Seria: Robert Langdon, #4
Autor: Dan Brown
Wydawnictwo: Sonia Draga
Data wydana: 9 października 2013 r. (świat: 14 maja 2013 r.)
Ilość stron: 608
Nad Inferno spędziłam wiele (naprawdę mnóstwo) godzin i poznałam je od przysłowiowej podszewki - ponieważ postanowiłam podarować Mamie na urodziny własne tłumaczenie kolejnej książki jej ulubionego pisarza. W poniższej recenzji znajdą się więc nie tylko moje myśli o fabule, ale także o tym, dlaczego podziwiam tłumaczy prozy Dana Browna.

Robert Langdon po raz kolejny musi ocalić świat. Tym razem budzi się we Florencji z dziurą w głowie i pamięci - skąd się tu wziął? czemu ktoś do niego strzelał? czemu zabójca pojawił się w szpitalu? Cała intryga ma związek z Boską komedią Dantego, Mapą piekła Botticelliego oraz zarazą, która ma za zadanie zlikwidować problem przeludnienia Ziemi. Mając do pomocy zdolną doktor Siennę Brooks, Langdon musi rozwiązać tajemnicę, zanim niebezpieczny wirus zacznie zbierać żniwo oraz unikać niebezpiecznych agentów w czerni.

Każdy, kto miał wcześniej styczność z prozą Browna, wie, że autor nie oszczędza czytelników i serwuje im zupełnie niespodziewane zwroty akcji. Tak jest i w przypadku Inferno. Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy fabuła mnie zaskoczyła - ale zawsze pozytywnie. Recenzowana książka nie zawiera odniesień do religii - jak w przypadku dwóch dotychczas najpopularniejszych powieści z serii - za to momentami jest wręcz przesadzona naukową gadaniną. Trzeba to znieść, bo jak inaczej mądrze opisać sposób działania zarazy?

Kolejną dość charakterystyczną cechą prozy Browna jest koncentracja na architekturze i sztuce. Właśnie te opisowe elementy najmocniej dały mi się we znaki: w poszukiwaniu tłumaczenia kolejnych specjalistycznych nazw zmuszona byłam przekopywać słowniki papierowe, internetowe, wikipedie (polską i angielską), a po konsultacji z kuzynką studiującą architekturę okazywało się, że to tak się po prostu nazywa... Autor zaszalał też na polu językowym, bawiąc się z czytelnikiem w dwuznaczności, a tłumacza doprowadzając zapewne do białej gorączki. Nie miałam okazji przekonać się, jak brzmi oficjalne polskie tłumaczenie, jak pan Szmidt poradził sobie z tym wyzwaniem, ale mnie było ciężko.

Sama końcówka Inferno pozostawia jednak co nieco do życzenia. Nie mogę napisać dlaczego, ponieważ zdradziłabym tym samym, jak kończy się książka, ale zaserwowane tłumaczenie wydało mi się naciągane. Także wcześniej, wszystkie istotne wątki zostały wyjaśnione, historia gdzieniegdzie ponaciągana, ale idee transhumanizmu - o ile wiem - są zgodne z tymi przedstawionymi w książce. Lektura skłania do refleksji, czy ludzkość faktycznie zmierza ku upadkowi, wyginięcia przez przeludnienie? A jeśli faktycznie, jak można jej zapobiec?

Inferno, mimo paskudnego, problematycznego słownictwa, uważam za całkiem miłą lekturę, wartą uwagi ze strony wszystkich miłośników ciekawie skonstruowanych powieści sensacyjnych. Mogłabym polecić tę książkę też osobom zaniepokojonym wspomnianym zmierzaniem naszego gatunku do zagłady.
Ocena końcowa: 4/6
Polecam: miłośnikom powieści sensacyjnych

środa, 18 grudnia 2013

"Dark Descandant" - Jenna Black

Tytuł: Dark Descendant (pl. Mroczny Potomek)
Seria: Nikki Glass, #1
Autor: Jenna Black
Wydawnictwo: Pocket Books
Data wydana: świat: 11 kwietnia 2011 r.
Ilość stron: 325

Urban fantasy nie należy do moich ulubionych gatunków literackich, ponieważ autorzy często epatują (niepotrzebną) erotyką, wulgaryzmami. Tym razem postanowiłam pokusić się o lekturę niedostępnej w jezyku polskim książki Dark Descendant pióra Jenny Black.

Główną bohaterką historii jest Nikki Glass, prywatny detektyw. Wszystko co złe zaczyna się, kiedy kobieta śmiertelnie potrąca swojego znajomego, Emmetta. Problem w tym, że on jakby chciał, żeby go przejechała... Nikki niemal natychmiast zostaje pojmana przez dziwnych przyjaciół denata, którzy stanowią jakby sektę. Ich przywódca, Anderson, oferuje jej przyłączenie się do nich. Panna Glass odmawia, udaje jej się uciec, ale nie na długo - pojawia się kolejny podejrzany tynek, Alexis, który też hcce ją zwerbować. Nikki Glass jest bowiem potomkinią Artemidy, greckiej bogini łowów, a od momentu przypadkowego zabicia Emmetta zyskała też nieśmiertelnosć. Problem w tym, że w ową przypadkowość właściwie nikt nie wierzy.

Nikki otrzymała od Andersona pewne zadanie, którego realizacja ma ostatecznie oczyścić ją z zarzutów, ale to nie takie proste. Kobieta musi użyć wszystkich swoich umiejetności i narazić ukochaną przyrodnią siostrę. Fabuła biegnie szybko, mimo pierwszoosobowej narracji i licznych wewętrznych komentarzy bohaterki. Ciężko było mi w to uwierzyć, zwłaszcza że większość stron zajmowało wprowadzanie Nikki do świata Potomków i rozwiązywanie wspomnianej wyżej sprawy. Autorka miała wiele ciekawych pomysłów, wykorzystując boskie pochodzenie kreowanych postaci i przydzielając im specjalne moce. Warto nadmienić, że "używa" nie tylko bóstw greckich, ale też nordyckich czy egipskich, co zwiększa potencjał pisarski. Co prawda Artemida zostaje tu przedstawiona jako ukryta nie-dziewica, ale jestem w stanie przymknąć na to oko.

Czytelnik ma możliwość poznania przeszłości Nikki - jest sierotą, była niegrzecznym dzieckiem i często zmieniała rodziny zastępcze, aż wreszcie trafiła do Glassów, u których została. O jej ojcu nie wiemy nic, za to matka pojawiła się na chwilę we wspomnieniach i czuję, że jej wątek pojawi się jeszcze w kolejnych tomach. Oprócz niej poznajemy jeszcze trzy kobiety, dalej już tylko mężczyźni - przystojni, boscy (dość dosłownie, toż to synowie bogów i bogiń) i niebezpieczni - czyli tacy, jak każda pani sobie marzy. Z racji sporego męskiego haremu, każda Czytelniczka może znaleźć kogoś dla siebie.

Akcja, tajemnice, boskie moce, niebezpieczne panie i groźni panowie - tak można w kilka słowach streścić Dark Descendants. Ciężko mi sprecyzować, do kogo adresowana jest ta książka. Czytelniczki mogą lgnąć do męskiego haremu, Czytelnicy do akcji... choć ja raczej uznałabym to za literaturę skierowaną głównie do Pań. Ja na pewno kiedyś sięgnę po kolejne tomy serii, a Was zachęcam do zapoznania się z tą częścią!
Ocena końcowa: 5-/6
Polecam: osobom nie do końca przekonanym do urban fantasy

czwartek, 12 grudnia 2013

"Mroczny anioł" - Eden Maguire

Tytuł: Mroczny anioł (org. Dark Angel)
Seria: Mroczny anioł, #1 (org. Dark Angel)
Autor: Eden Maguire
Wydawnictwo: Mak
Data wydana: 17 listopada 2012 r. (świat: 4 sierpnia 2012 r.)
Ilość stron: 384

Literatura młodzieżowa, choć teoretycznie niesie za sobą nieograniczone możliwości i jest prawdziwą kopalnią pomysłów, stała się niezwykle przewidywalna. Czasami aż przykro czyta się kolejną taką samą książkę, w której występują tylko inni bohaterowie. A za Mrocznego anioła się wzięłam - właściwie z nudów, bo znalazłam angielskiego e-booka na czytniku.

Tania Ionescu to osiemnastoletnia (uniosłam brew, to już jakiś postęp: bohaterka nie ma 16 lat) Amerykanka, córka Rumuna i Amerykanki, posiadaczka cudownego chłopaka imieniem Orlando. Akcja zaczyna się, gdy jej luby znajduje się daleko i z różnych przyczyn nie da rady pojawić się na imprezie organizowanej przez emerytowaną gwiazdę rocka, Zorana. Tania nie zamierza iść sama, ale koleżanki przekonują ją. Na imprezie jest... dziko. Tania nie wie, jak trafiła do domu, co gorsza jej przyjaciółka Grace zaczyna zachowywać się bardzo dziwnie. Nie tylko ona - coraz więcej znajomych Tanii ciągnie do siedziby Zorana. Co gorsza, Tania również obserwuje u siebie dziwny pociąg do tego miejsca...

Fabuła zaskoczyła mnie swoją nieprzewidywalnością. Tak, dobrze widzicie. Spodziewałam się czegoś zgoła innego, koncentracji na rozpadającym się związku dwójki młodych ludzi i ich próbach ocalenia go. Tymczasem wątek Tania - Orlando potraktowany został niemal po macoszemu, trochę tam się "migdalą", ale niewiele. Podobała mi się też tajemnica skrywana przez Zorana - niby wcześniej podejrzewałam, co się dzieje, ale rozwiązanie i tak mnie zdziwiło. W czasie lektury nie miałam stuprocentowej pewności, czym zaskoczy mnie Autorka.

Dużą zaletą książki okazała się też psychologiczna spójność bohaterów. Nawet początkowo "nielogiczna" Tania z czasem wyskała w moich oczach, ponieważ Maguire wyjaśniła przyczynę owej bezsensowności. Poczułam się jak głupia nastolatka, ale zadurzyłam się w Orlandzie... Chłopak-ideał, może nawet zbyt "przytulaśny", ale dla nastolatki szukającej swojego księcia z bajki - idealny. Tak tylko piszę... Wystarczy tych bezproduktywnych bzdur (ale i tak Orlando jest cudny :) ).

Wiele obytych w temacie Czytelniczek (tak, to pozycja zdecydowanie dla pań i to też nie w każdym wieku) odrzucać może perfekcja ukochanego Tanii, jednak ich zwiazek nie jest taki jak większość w literaturze młodziezowej. Tutaj bohaterowie uprawiają seks - przynajmniej jest to wspomniane, bez szczegółów. Nie pomija się problemu gwałtu, co uwiarygadnia lekturę i czynią ją jeszcze bardziej wciągającą.

Maguire potrafi utrzymać czytelnika przy książce. Kazdy rozdział kończy się w takim momencie, że odbiorca po prostu MUSI zacząć kolejny. Oczywiście pod warunkiem, że się wciągnie. Jeśli przez pierwsze kilkanaście stron nie poczuje ducha Mrocznego anioła, ciężko będzie mu dotrwać do tych ciekawszych wątków. Więc komu polecić Mrocznego anioła? Myślę, że w tym klimacie najlepiej odnajdą się nastolatki oraz te z pań, które szukają chwili relaksu przy niewymagającej książce. Pozostałym paniom oraz panom - raczej odradzam.
Ocena końcowa: 4+/6
Polecam: nastolatkom

wtorek, 6 marca 2012

"Hades" - Alexandra Adornetto

Tytuł: Hades (org. Hades)
Autor: Alexandra Adornetto
Seria: Blask, #2
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: 7 marca 2012 r. (premiera: sierpień 2011)
Ilość stron: 392

Anielska Beth i jej ludzki chłopak Xavier wracają. Co tym razem ich czeka, skoro ich perypetie doczekały się niedwuznacznego tytułu Hades?

Spieszę z wyjaśnieniem tajemnicy. Nastoletnia anielica została uprowadzona przez Jacka - szatana - i trafiła właśnie do świata podziemi. Kiedy zniknęła, zarówno Xavier jak i jej niebiańskie, nieziemsko urodziwe rodzeństwo - Gabriel i Ivy - wyruszyli na poszukiwania. Nadzieje na odnalezienie dziewczyny wydają się nikłe... Beth tymczasem próbuje na własną rękę wydostać się z Hadesu. Poznaje tam sympatyczną Hannę (która moim zdaniem wcale zasłużyła na potępienie) i kombinuje. Wreszcie udaje jej się, w pewnym sensie, wydostać z więzienia i nawiązać kontakt z ukochanym. Czy młodzi odnajdą się mimo ogromnego dystansu, który ich dzieli? Czy pokonają granice Ziemi i Piekła? Czy miłość znów zwycięży?

Przypuszczam, że odpowiedź na powyższe pytania nie przysporzy Czytelnikowi problemu. To właśnie największy fabularny mankament Hadesu: przewidywalność, brak jakichkolwiek niespodzianek. Przykro mi to pisać, ale pomijając dość ciekawy początek (chociaż nie SAM początek, bo to kolejne przygotowania do balu...), cała książka jest pozbawiona niespodzianek. Akcja niemiłosiernie się przez to wlecze, brak tu jakiejkolwiek dynamiki, lektura się dłuży. Nie potrafiłam się wciągnąć, mimo chęci.

Akcję śledzimy z perspektywy Bethany, która jest jednocześnie narratorką. Mamy przez to dostęp do jej rozmyślań, komentarzy - niezwykle tkliwych, przepełnionych silnym uczuciem do Xaviera, chęcią wydostania się z Hadesu (by z NIM być) i nienawiścią względem Jacka. Główna protagonistka zdaje sobie sprawę z tego, że ma jakichś odbiorców, udzielając nam pewnych wyjaśnień, które dla niej samej są nieprzydatne. Dla mnie też opisy mogłyby być krótsze - i tak większą uwagę zwracam na akcję.

Główny wątek skupia się na przygodach Beth w Piekle. Drugi, prowadzony równolegle (i również opisywany przez naszą anielicę) to "powierzchniowe" poszukiwania nastolatki. Tutaj też bez niespodzianek, Adornetto stosuje typowe, utarte schematy. Zauroczenia, kłótnie, mniej lub bardziej zabawne dialogi... Nic wyróżniającego się, na rynku dostępnych jest mnóstwo podobnych powieści.

Troszkę lepiej wypada kreacja bohaterów, szczególnie Bethany, która pod wpływem wizyty w zupełnie obcym dla siebie świecie zmienia pogląd na wiele spraw, dostrzega więcej. Porywacz Jack również został dość dobrze nakreślony, Ivy i Gabriel jakoś się nie zmienili... Ale Xavier zdecydowanie przeszedł metamorfozę na gorsze. Tak jak Sam w Niepokoju, stał się drażniąco wrażliwym typkiem, skorym do depresji i łez... Gdzie ci twardzi mężczyźni?

Nie zdradzę zakończenia, ale ono również nie jest niczym "świeżym", spotkałam się z podobnym w innej serii paranormalnej. Ostatnie linijki wzbudzają zainteresowanie, zachęcając odbiorcę do sięgnięcia po trzecią część. Ja zapewne to zrobię - raczej nie z potrzeby serca, raczej z powodu chęci dokończenia serii. Hades to przeciętna kontynuacja Blasku, nawet fanki romansu mogą poczuć się zawiedzione. Więc dla kogo...? Chyba tylko tych, którzy chcą ponownie spotkać się z nastoletnią anielicą i jej chłopakiem.
Ocena końcowa: 3/6
Polecam: fanom Blasku

Zachęcam do udziału w ankiecie :)

czwartek, 6 października 2011

"Pomiędzy" - Tara Hudson

Tytuł: Pomiędzy (org. Hereafter)
Autor: Tara Hudson
Seria: Pomiędzy, #1 (org. Hereafter)
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 30 września 2011 r. (premiera: czerwiec 2011)
Ilość stron: 344
 
Pomiędzy, jeszcze przed premierą, wzbudzało wiele emocji - zarówno w Polsce, jak i na świecie. Nie mogłam doczekać się, by na własnej skórze ocenić "fenomen" tej historii. Skończyłam czytać w niedzielę. I zaczęłam się zastanawiać...

Ogólna koncepcja książki jest oryginalna i interesująca. Oto Amelia - młoda, pozbawiona wspomnień, na zawsze przywiązana (nie fizycznie, raczej mentalnie) do rzeki, w której umarła. (Nie?)Łaskawy los stawia przed nią nastoletniego Joshuę, który na skutek wypadku prawie podzielił jej los. Chłopak jednak przeżył. Co więcej, zyskał zdolność widzenia naszego ducha topielicy i - w podzięce za ratunek - postanowił pomóc jej poznać zapomnianą przeszłość. Żeby nie było zbyt różowo, na horyzoncie pojawia się kolejny umarlak - Eli. On zdaje się znać historię Amelii, ale wyjawi ją dopiero wtedy, gdy spełni pewien warunek...

Miłą odmianę, powiew świeżości, stanowi główna bohaterka. Tym razem nie jest wampirem, wilkołakiem, sukubem (tudzież innym czortem), tylko "zwykłym" duchem, do tego dobrym, a nie złośliwym poltergeistem (jak Eli). Początkowo oschła, wyobcowana (lata bycia niewidzialną, niedoinformowaną), sprawia wrażenie wariatki. Do Joshuy podchodzi początkowo nieufnie, także Eli nie wzbudza jej zaufania - wie jednak, że sama sobie nie poradzi, musi znaleźć sojusznika.
Gorzej wypada kreacja wspomnianego prawie-topielca. Kiedy dowiaduje się prawdy o Amelii, zamiast zwiać (niewidzialny duch powinien wzbudzić chociaż lekki strach), zaczyna się wokół niej kręcić. Odkryty zupełnie przypadkiem dar widzenia duchów traktuje jak łaskę, co bardzo nie podoba się jego babce, która też posiada tę umiejętność. I ma to jakiś cel, który naszemu kochasiowi się zdecydowanie nie podoba.

Fabułę można ocenić wysoko, intrygowała mnie tajemnica śmierci głównej bohaterki. Chciałam dowiedzieć się, czemu nie przeszła na "drugą stronę". Rozwiązanie zagadki właściwie od początku było na wyciągnięcie ręki, ale nieraz wykonanie tego drobnego gestu kosztuje naprawdę wiele... Także później, udzieliwszy  spójnego i logicznego wyjaśnienia, autorka w akcję wplątuje siostrę Joshui - emocje sięgają zenitu, ale na finiszu opadają do zera...

Książkę oceniłabym bez wątpienia dużo wyżej, gdyby ciekawej intrygi nie przesłaniała (jak w Nieziemskiej) wyidealizowana, pokonująca wszelkie opory miłość. Od początku czytelnik wie, Amelię i Joshuę połączy uczucie silniejsze niż śmierć czy krzywo patrzący na całą sytuację ludzie. Pod tym względem na Pomiędzy się zawiodłam - oczekiwałabym czegoś oryginalniejszego (a może to ja jestem zbyt wybredna?).

Na koniec wspomnę jeszcze o stylu pisania. Mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową, w czasie przeszłym, co oznacza ogromną koncentrację na emocjach i przeżyciach wewnętrznych bohaterki. Autorka sporo miejsca poświęca też opisom wnętrz, otoczenia, w którym znajdują się postacie, ale to jestem w stanie znieść. Nie do przetrawienia okazały się "ambitne" dialogi o miłości - nie wnoszące absolutnie NIC poza kwiecistymi zapewnieniami o dozgonności uczucia i kilkoma dodatkowymi stronami.

Nie rozumiem, co wzbudzało (i wzbudza) takie emocje w przypadku tej książki. Dla mnie Pomiędzy to kolejny romans paranormalny, w którym nastoletnia miłość przesłoniła fajny pomysł. Bez wątpienia sięgnę po część drugą (Arise, dosł. Powstała [z martwych], planowana premiera: lipiec 2012), wiążąc z tytułem dość spore nadzieje. Obym się nie rozczarowała...
Ocena końcowa: 3/6
Polecam: miłośnikom romansów paranormalnych; poszukującym lekkiej i przyjemnej młodzieżowej historii z duchami w tle

Książkę otrzymałam do recenzji od wydawnictwa Jaguar.
Serdecznie dziękuję!
+++++++
Kilka kolejnych nowości wydawniczych:
Krwawe szaleństwo – Karen Marie Moning (2. część serii Kroniki Mac O’Connor)
Autorka "Mrocznego szaleństwa" powraca z opowieścią o erotycznej tajemnicy i mrocznej magii, która zapiera dech w piersiach.
Zwyczajne życie MacKayli Lane uległo całkowitej przemianie, gdy postawiła stopę na irlandzkiej ziemi i została wrzucona w świat zabójczej magii i starożytnych tajemnic.
Walcząc o ocalenie życia, Mac musi odnaleźć Sinsar Dubh, mającą miliony lat księgę najmroczniejszej magii, w której znajduje się klucz do władzy nad światami elfów i ludzi. Śledzona przez elfich zabójców, otoczona tajemniczymi postaciami, którym nie może zaufać, Mac czuje się rozdarta między dwoma niebezpiecznymi i kuszącymi mężczyznami - V'lane’em, nienasyconym elfem, który może zmienić podniecenie w obsesję każdej ludzkiej kobiety, i nieprzeniknionym Jericho Barronsem, równie pociągającym, jak tajemniczym.
Przez stulecia mroczne królestwo elfów współistniało ze światem ludzi. Teraz mury zaczynają  pękać, a Mac jest jedynym, co stoi między obiema krainami.
Premiera: 5 października
Ilość stron: 389
Cena: 35,00 zł
Wydawnictwo: MAG


Dzieci potopu - Emily Diamand (2. część serii Okup drapieżców)
Kontynuacja opowieści o świecie, który niewiele się zmienia, lecz wszystko jest w nim inne. Londyn to miasto biedaków. Mocarstwem jest Większa Szkocja. Na morzu prym wiodą drapieżcy. Ludzie żyją bez technologii i komputerów. Czy Lilly po raz kolejny udowodni, że jest mądrzejsza i sprytniejsza od innych? Czy uratuje swojego przyjaciela?
W pierwszej historii – Okup drapieżców – porwana zostaje córka premiera.Na pomoc dziewczynce wyrusza trzynastoletnia Lilly Melkun, właścicielka niezwykłego kota morskiego. Jako okup chce ofiarować drapieżcom stary bardzo cenny klejnot.
Czy Lexy, córce premiera, uda się ostatecznie uwolnić od podłego ojca i zostać z Lilly? Czy Zeph poradzi sobie jako szef rodziny drapieżców?
Premiera:
Ilość stron: 450
Cena:
Wydawnictwo: Wilga