Tytuł: Klepsydra Aldibaha (org. La clessidra di Aldibah)
Autor: Licia Troisi
Seria: Dziedziczka smoka, #3 (org. La Ragazza Draco)
Wydawnictwo: Videograf II
Data wydania: 17 lutego 2011 r. (premiera: czerwiec 2010)
Ilość stron: 224
Nadszedł czas, by zakończyć przygodę z Sofią i jej ludzkimi oraz smoczymi przyjaciółmi. Poprzednie tomy utrzymywały dobry poziom: były przewidywalne, ale przyjemne w odbiorze. Jak wypada trzecia część?
Wywalczony w Drzewie Idhunn Pączek Drzewa Świata zaczyna słabnąć. Aby go nie stracić, Sofia, Lidja i profesor Schlafen ruszają do Niemiec, do Monachium, gdzie nieco wcześniej doszło do dziwnej zbrodni. Na miejscu okazuje się, że zamordowany nastolatek był Smokończykiem, a jego śmierć uniemożliwia zwycięstwo nad Nidhoggrem. Istnieje jeszcze szansa: potężny artefakt, tytułowa Klepsydra Aldibaha, która podobno umożliwia podróże w czasie. Czy uda się jej użyć i ocalić Karla?
Fabuła jest spójna i przemyślana. Śmierć istotnego bohatera początkowo wydaje się ogromną przeszkodą, ale kiedy pojawia się legendarny czasomierz, staje się przewidywalna. Na szczęście tylko na chwilę. Autorka, oprócz oklepanych schematów, serwuje czytelnikom kilka ciekawych zwrotów akcji. Nic wielkiego, nie spadniemy z fotela, ale ja czułam się zaskoczona - mile zaskoczona. Ponownie dochodzi też do starcia dobra ze złem. Walka przebiega emocjonująco, niemal do końca nie wiadomo, kto wygra (chociaż "starzy wyjadacze" już znają odpowiedź).
Przyznaję, że nieco bałam się podróży w czasie. Jak wyjaśnić pewne paradoksy? Na szczęście pani Troisi poradziła sobie z tym całkiem dobrze.
W tym tomie poznajemy dwójkę nowych postaci: nastoletniego Karla i jego przybraną matkę Effi. Oboje odgrywają bardzo ważną rolę, autorka poświęciła dość sporo czasu na ich wprowadzenie. Mnie osobiście irytowali, szczególnie Karl. Także Sofia, coraz bardziej szalejąca z miłości, zaczyna działać mi na nerwy - ale tak zachowują się normalne, zakochane nastolatki, cóż poradzić...
Pani Troisi używa prostego, zrozumiałego języka. Pisze jasno, dzięki czemu nawet młodsi czytelnicy nie będą mieli trudności ze zrozumieniem tekstu. Nie wyłapałam błędów interpunkcyjnych czy ortograficznych, za to znalazłam pewien błąd logiczny. Ale to nic, można przymknąć na to oko.
Klepsydra Aldibaha to bardzo dobra kontynuacja cyklu. Utrzymuje poziom, a zakończenie pozostawia czytelnika z wieloma pytaniami. Nie mogę doczekać się tomu czwartego. Wam, drodzy Czytelnicy, polecam całą serię Dziedziczka smoka. Może i jest naiwna, przewidywalna, ale niezwykle lekka i przyjemna w odbiorze. Dla bardziej wyrobionego czytelnika będzie relaksem, "odmóżdżaczem". Albo środkiem perswazji, żeby młodsze, oporne rodzeństwo zaczęło czytać książki :)
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: poszukującym lekkiej, niewymagającej lektury; młodszym czytelnikom
"Zamknięta książka jest niema; przemówi tylko wtedy, gdy zostanie otwarta." E.E. Schmitt
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Videograf II. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Videograf II. Pokaż wszystkie posty
piątek, 29 lipca 2011
piątek, 4 marca 2011
"Drzewo Idhunn" - Licia Troisi
Tytuł: Drzewo Idhunn (org. L'albero di Idhunn)
Autor: Licia Troisi
Seria: Dziedziczka smoka, #2
Wydawnictwo: Videograf II
Data wydania: 25 listopada 2010 (świat: kwiecień 2009)
Ilość stron: 224
Nie mogło być inaczej. Pierwsza część serii - mimo naiwności niektórych wątków - tak mnie zafascynowała, że kontynuację zaczęłam czytać w dniu zakończenia lektury. Wybaczcie mi zatem lekką monotematyczność - następnym razem będzie coś innego :)
Od wydarzeń z Testamentu Thubana minęło troszkę czasu. Profesor przebywa w Budapeszcie i szuka kolejnego Uśpionego, natomiast Sofia i Lidja zostają w cyrku we Włoszech. W czasie ich pobytu w Benewencie poznają chłopca, w którym Sofia zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Niedługo okazuje się, ze chłopiec - Fabio - jest kolejnym Zniewolonym. Co zwycięży w tym przypadku: miłość czy misja? Nie zapomnimy o poszukiwaniu kolejnych owoców. Poznamy też nową, wykreowaną na potrzeby tego tomu postać - Idhunn - która jest z nimi dość mocno powiązana.
Fabuła nie zaskakuje. Wróć, źle się wyraziłam. Zaskakiwałaby, gdybyśmy śledzili wydarzenia tylko z jednej perspektywy. Tymczasem w niektórych rozdziałach towarzyszymy Sofii a w innych Fabiowi, co rozwiązuje wiele tajemnic. Nie wiem, czy uznać to za zaletę czy wadę: czytelnik zna sekrety bohaterów i nieco się irytuje, gdy inni powoli odkrywają prawdę.
Autorka popracowała nad rozkładaniem napięcia. Akcja płynie wartko, zmiany jej tempa są nieznaczne. Dzieje się dużo, ale każdy powinien bez problemu się odnaleźć. Czytelnik wsiąka w przedstawiony świat, mnie osobiście ciężko było się oderwać.Wątek romantyczny rozwija się w tle, nie wychodzi na pierwszy plan (nie ukrywam, że bardzo się tego bałam). Dodatkowymi atutami są humor oraz lekki, przystępny język.
W tym tomie profesor Schlafen i Nidafjoll schodzą na dalszy plan. Nawet Lidja gra drugie skrzypce, bowiem najważniejsi są Sofia, Ratatoskr (sługa Nidhoggra) i Fabio. Tego ostatniego poznajemy dość dobrze: autorka przytacza jego historię, znamy motywy jego postępowania. Mimo tragicznej przeszłości (która na pewno miała na niego wpływ), nie zdołałam zapałać do niego sympatią.
Drzewo Idhunn jest godną następczynią Testamentu Thubana. Ba, dzięki mniejszej objętości wszystko jest bardziej skondensowane, co wychodzi historii tylko na dobre. Sekrety, wartka akcja, realne postaci i ta lekkość czytania... Na podstawie dotychczas przeczytanych książek uważam, że Dziedziczka smoka to idealna propozycja na ostatnie zimowe wieczory. A nuż dacie się porwać wydarzeniom rozgrywającym się w pokrytych cienką warstwą śniegu Włoszech?
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: jako lekturę do poduszki, coś lekkiego między poważniejszymi pozycjami
Autor: Licia Troisi
Seria: Dziedziczka smoka, #2
Wydawnictwo: Videograf II
Data wydania: 25 listopada 2010 (świat: kwiecień 2009)
Ilość stron: 224
Nie mogło być inaczej. Pierwsza część serii - mimo naiwności niektórych wątków - tak mnie zafascynowała, że kontynuację zaczęłam czytać w dniu zakończenia lektury. Wybaczcie mi zatem lekką monotematyczność - następnym razem będzie coś innego :)
Od wydarzeń z Testamentu Thubana minęło troszkę czasu. Profesor przebywa w Budapeszcie i szuka kolejnego Uśpionego, natomiast Sofia i Lidja zostają w cyrku we Włoszech. W czasie ich pobytu w Benewencie poznają chłopca, w którym Sofia zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Niedługo okazuje się, ze chłopiec - Fabio - jest kolejnym Zniewolonym. Co zwycięży w tym przypadku: miłość czy misja? Nie zapomnimy o poszukiwaniu kolejnych owoców. Poznamy też nową, wykreowaną na potrzeby tego tomu postać - Idhunn - która jest z nimi dość mocno powiązana.
Fabuła nie zaskakuje. Wróć, źle się wyraziłam. Zaskakiwałaby, gdybyśmy śledzili wydarzenia tylko z jednej perspektywy. Tymczasem w niektórych rozdziałach towarzyszymy Sofii a w innych Fabiowi, co rozwiązuje wiele tajemnic. Nie wiem, czy uznać to za zaletę czy wadę: czytelnik zna sekrety bohaterów i nieco się irytuje, gdy inni powoli odkrywają prawdę.
Autorka popracowała nad rozkładaniem napięcia. Akcja płynie wartko, zmiany jej tempa są nieznaczne. Dzieje się dużo, ale każdy powinien bez problemu się odnaleźć. Czytelnik wsiąka w przedstawiony świat, mnie osobiście ciężko było się oderwać.Wątek romantyczny rozwija się w tle, nie wychodzi na pierwszy plan (nie ukrywam, że bardzo się tego bałam). Dodatkowymi atutami są humor oraz lekki, przystępny język.
W tym tomie profesor Schlafen i Nidafjoll schodzą na dalszy plan. Nawet Lidja gra drugie skrzypce, bowiem najważniejsi są Sofia, Ratatoskr (sługa Nidhoggra) i Fabio. Tego ostatniego poznajemy dość dobrze: autorka przytacza jego historię, znamy motywy jego postępowania. Mimo tragicznej przeszłości (która na pewno miała na niego wpływ), nie zdołałam zapałać do niego sympatią.
Drzewo Idhunn jest godną następczynią Testamentu Thubana. Ba, dzięki mniejszej objętości wszystko jest bardziej skondensowane, co wychodzi historii tylko na dobre. Sekrety, wartka akcja, realne postaci i ta lekkość czytania... Na podstawie dotychczas przeczytanych książek uważam, że Dziedziczka smoka to idealna propozycja na ostatnie zimowe wieczory. A nuż dacie się porwać wydarzeniom rozgrywającym się w pokrytych cienką warstwą śniegu Włoszech?
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: jako lekturę do poduszki, coś lekkiego między poważniejszymi pozycjami
wtorek, 1 marca 2011
"Testament Thubana" - Licia Troisi
Tytuł: Testament Thubana (org. L'eredità di Thuban)
Autor: Licia Troisi
Seria: Dziedziczka smoka, #1
Wydawnictwo: Videograf II
Data wydania: 15 listopada 2010 (świat: styczeń 2008)
Ilość stron: 293
Licia Troisi zadebiutowała na polskim rynku trylogią Wojny Świata Wynurzonego. Seria cieszyła się tak dużym powodzeniem, że Videograf postanowił kontynuować wydawanie jej pozycji. Recenzowany dzisiaj Testament Thubana to pierwszy tom już trzeciej trylogii - Dziedziczki smoka.
Trzynastoletnia Sofia, ośmieszana przez innych sierotka, zupełnie niespodziewanie zostaje adoptowana przez tajemniczego profesora. Dziewczynka nie wie czego się spodziewać, bowiem mężczyzna jest podejrzanie optymistycznie nastawiony wobec całego procesu. Także jego dom - potężny budynek nad jeziorem - spowija aura tajemniczości. Sekret jednak szybko się wyjaśnia - Sofia nosi w sobie Thubana, najpotężniejszego z żyjących przed wiekami smoków. Jej nowy opiekun chce, by podjęła walkę z Nidhoggrem i jego poplecznikami, których celem jest zniszczenie ludzkości (jakże mogłoby być inaczej?). Trzynastolatka nie musi walczyć sama. Pojawia się Lidja, wewnątrz której mieszka Rastaban - również bardzo potężny smok. Dziewczynki jednak nie pałają wobec siebie sympatią. Czy uda im się zjednoczyć w walce przeciw wspólnemu wrogowi?
Poznajemy także dwunastoletniego Mattię. Chłopiec zostaje zwerbowany przez "ciemną stronę mocy" i staje się Zniewolonym. Co to oznacza? Nie panuje nad sobą, a jego jedynym celem jest służba Nidhoggrowi. A on pragnie odnaleźć Uśpione (jak nazywa nasze bohaterki) oraz zniszczyć Drzewo Świata...
Fabuła nie jest wyjątkowo oryginalna. Przeciwnie, wiele momentów możemy przewidzieć. Co więcej, akcja płynie raczej niespiesznie, dopiero pod koniec przyspiesza. Mnie jednak to nie przeszkadzało, głównie dzięki sympatycznym bohaterkom i przystępnemu językowi. Dziewczynki zachowują się jak prawdziwe trzynastolatki i dzięki temu jestem w stanie wybaczyć im nawet najbardziej irytujące akcje. Nieśmiała i wątpiąca w siebie Sofia bardzo przypominała mi mnie samą, toteż niemal natychmiast zapałałam do niej sympatią. Aktywna i pewna siebie Lidja doskonale ją dopełnia. Bohaterowie drugoplanowi również są wyraźnie nakreśleni, choć na pewno kryją w sobie wiele tajemnic.
Wspomniałam o przystępnym języku. Autorka (oraz tłumaczka) ułatwiają nam czytanie, stosując proste ale nie banalne słowa. Dużą uwagę zwrócono na emocje, ale nawet ich opisy nie są przesadzone. Uszczęśliwił mnie brak jakiegokolwiek romantycznego wątku. Jak widać można napisać książkę dla młodzieży bez wprowadzania "nieziemskiego chłopaka, który jest wampirem/aniołem/diabłem/innym dziwadłem".
Testament Thubana to dopiero wprowadzenie do trylogii, jednak już teraz wiem, że sięgnę po kolejne tomy. Nie powala oryginalnością, zniechęca naiwnością, ale w gruncie rzeczy to naprawdę bardzo dobra, ciepła lektura. Jeśli chcecie miło spędzić kilka wieczorów (czyta się naprawdę szybko), mogę Wam polecić Testament Thubana.
Ocena końcowa: 4+/6
Polecam: miłośnikom lekkiej fantastyki, którym nie przeszkadza naiwność i przewidywalność
+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
ANKIETA
W ankiecie na najbardziej pożądaną pozycję miesiąca zwyciężył "Blask" Alexandry Adornetto (6 głosów). Pozostałe książki zdobyły po 1-2 głosy (tylko "Lament" Maggie Stiefvater i "Zadziwiający Maurycy i jego edukowane gryzonie" Terry'ego Pratchett nie znalazły miłośników).
W ankiecie wzięło udział 18 osób - dziękuję i zachęcam do udziału w kolejnych (tym razem z mniejszą ilością opcji)!
PRZECZYTANE KSIĄŻKI
W lutym przeczytałam 7 książek, w tym 2 po angielsku i 1 lekturę (Konrad Wallenrod - nie umieszczałam recenzji, naprawdę nie warto). Dało to 2852 stron - równiutkie 700 więcej niż w styczniu!
Najlepsza książka: Crescendo Becca Fitzpatrick
Największy zawód: Nieziemska Cynthia Hand
Autor: Licia Troisi
Seria: Dziedziczka smoka, #1
Wydawnictwo: Videograf II
Data wydania: 15 listopada 2010 (świat: styczeń 2008)
Ilość stron: 293
Licia Troisi zadebiutowała na polskim rynku trylogią Wojny Świata Wynurzonego. Seria cieszyła się tak dużym powodzeniem, że Videograf postanowił kontynuować wydawanie jej pozycji. Recenzowany dzisiaj Testament Thubana to pierwszy tom już trzeciej trylogii - Dziedziczki smoka.
Trzynastoletnia Sofia, ośmieszana przez innych sierotka, zupełnie niespodziewanie zostaje adoptowana przez tajemniczego profesora. Dziewczynka nie wie czego się spodziewać, bowiem mężczyzna jest podejrzanie optymistycznie nastawiony wobec całego procesu. Także jego dom - potężny budynek nad jeziorem - spowija aura tajemniczości. Sekret jednak szybko się wyjaśnia - Sofia nosi w sobie Thubana, najpotężniejszego z żyjących przed wiekami smoków. Jej nowy opiekun chce, by podjęła walkę z Nidhoggrem i jego poplecznikami, których celem jest zniszczenie ludzkości (jakże mogłoby być inaczej?). Trzynastolatka nie musi walczyć sama. Pojawia się Lidja, wewnątrz której mieszka Rastaban - również bardzo potężny smok. Dziewczynki jednak nie pałają wobec siebie sympatią. Czy uda im się zjednoczyć w walce przeciw wspólnemu wrogowi?
Poznajemy także dwunastoletniego Mattię. Chłopiec zostaje zwerbowany przez "ciemną stronę mocy" i staje się Zniewolonym. Co to oznacza? Nie panuje nad sobą, a jego jedynym celem jest służba Nidhoggrowi. A on pragnie odnaleźć Uśpione (jak nazywa nasze bohaterki) oraz zniszczyć Drzewo Świata...
Fabuła nie jest wyjątkowo oryginalna. Przeciwnie, wiele momentów możemy przewidzieć. Co więcej, akcja płynie raczej niespiesznie, dopiero pod koniec przyspiesza. Mnie jednak to nie przeszkadzało, głównie dzięki sympatycznym bohaterkom i przystępnemu językowi. Dziewczynki zachowują się jak prawdziwe trzynastolatki i dzięki temu jestem w stanie wybaczyć im nawet najbardziej irytujące akcje. Nieśmiała i wątpiąca w siebie Sofia bardzo przypominała mi mnie samą, toteż niemal natychmiast zapałałam do niej sympatią. Aktywna i pewna siebie Lidja doskonale ją dopełnia. Bohaterowie drugoplanowi również są wyraźnie nakreśleni, choć na pewno kryją w sobie wiele tajemnic.
Wspomniałam o przystępnym języku. Autorka (oraz tłumaczka) ułatwiają nam czytanie, stosując proste ale nie banalne słowa. Dużą uwagę zwrócono na emocje, ale nawet ich opisy nie są przesadzone. Uszczęśliwił mnie brak jakiegokolwiek romantycznego wątku. Jak widać można napisać książkę dla młodzieży bez wprowadzania "nieziemskiego chłopaka, który jest wampirem/aniołem/diabłem/innym dziwadłem".
Testament Thubana to dopiero wprowadzenie do trylogii, jednak już teraz wiem, że sięgnę po kolejne tomy. Nie powala oryginalnością, zniechęca naiwnością, ale w gruncie rzeczy to naprawdę bardzo dobra, ciepła lektura. Jeśli chcecie miło spędzić kilka wieczorów (czyta się naprawdę szybko), mogę Wam polecić Testament Thubana.
Ocena końcowa: 4+/6
Polecam: miłośnikom lekkiej fantastyki, którym nie przeszkadza naiwność i przewidywalność
+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
ANKIETA
W ankiecie na najbardziej pożądaną pozycję miesiąca zwyciężył "Blask" Alexandry Adornetto (6 głosów). Pozostałe książki zdobyły po 1-2 głosy (tylko "Lament" Maggie Stiefvater i "Zadziwiający Maurycy i jego edukowane gryzonie" Terry'ego Pratchett nie znalazły miłośników).
W ankiecie wzięło udział 18 osób - dziękuję i zachęcam do udziału w kolejnych (tym razem z mniejszą ilością opcji)!
PRZECZYTANE KSIĄŻKI
W lutym przeczytałam 7 książek, w tym 2 po angielsku i 1 lekturę (Konrad Wallenrod - nie umieszczałam recenzji, naprawdę nie warto). Dało to 2852 stron - równiutkie 700 więcej niż w styczniu!
Najlepsza książka: Crescendo Becca Fitzpatrick
Największy zawód: Nieziemska Cynthia Hand
Subskrybuj:
Posty (Atom)

