Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Henryk Sienkiewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Henryk Sienkiewicz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 września 2015

30 Day Book Challenge - dzień 30 (TOP 10 ulubionych książek)


Dzień 30 - Ulubiona książka wszech czasów
    Witajcie w ostatnim dniu trzydziestodniowego książkowego wyzwania! Ciężko uwierzyć, że to już koniec. No i dzisiejsza misja jest... niełatwa. Bo jak mam wybrać swoją najukochańszą książkę, skoro a) uwielbiam wszystkie książki, b) przeczytałam tyle wspaniałych pozycji?
    Nie ma możliwości, żebym ograniczyła się do jednej! Przynajmniej nie od razu. Więc to wyzwanie trochę zmodyfikuję i przedstawię Wam TOP 10 moich ulubionych książek. Mam wrażenie, że nie będzie to łatwe zadanie, bo ranking zawiera numerowane miejsca. Wiedzcie jednak, że różnice w miłości, jaką darzę kolejne książki, są minimalne. Serce mi krwawi, ponieważ nie znajdzie się tu kilka wspaniałych książek (być może, czytając ten post, zgadniecie, o jakich mówię, a na końcu znajdziecie listę największych nieobecnych), ale TOP 10 to TOP 10.
Gotowi? Zaczynamy!

10. Wybrana - Naomi Novik
Najświeższa książka dzisiejszego rankingu. Podbiła moje serce całkiem niedawno i nie wiem, jak długo będę pod wpływem uroku, jaki na mnie rzuciła, dlatego trafiła na miejsce dziesiąte.

9. Ogniem i mieczem (Trylogia #1) - Henryk Sienkiewicz
Tej książki nie mogło tu zabraknąć. Co prawda podobała mi się odrobinę mniej niż film (stąd lokata dziewiąta, a nie wyższa), ale i tak jestem nią zachwycona. Przygodą, sposobem opisu batalii, tempem akcji, poruszaną tematyką, konstrukcją postaci. Wcześniej mogłam polecać tylko ekranizację (z niesamowitą, wspaniałą obsadą!), ale teraz z czystym sumieniem rekomenduję i książkowy pierwowzór. (Tym bardziej, że Bohun jest jeszcze bardziej... bohunowaty? niż w filmie.)

8. Faza szósta. Światło (GONE. Zniknęli #6) - Michael Grant
Tak naprawdę nie jestem pewna, czy właśnie ta część wywarła na mnie największe wrażenie. Wszystkie części (poza Fazą drugą. Głodem) oceniłam na LubimyCzytać na 9 gwiazdek, a ta dostała 10, więc chyba jednak była najlepsza. Niemniej polecam Wam całą tę serię bardzo, ale to bardzo gorąco.
I nie wiem, czy wiecie, ale na 2017 rok zapowiedziano premierę siódmej części! Mam nadzieję, że Michael Grant nie zrobi z GONE tasiemca pokroju Pretty Little Liars (nie mam nic przeciw tej serii, ale jest taka dłuuuuugaaaaaa... I ile to już A. odkryliśmy? Dwie, trzy?).

7. Krew elfów (Saga o Wiedźminie #1) - Andrzej Sapkowski
Wiedźmina Geralta nie mogło tu zabraknąć. Tę część wspominam szczególnie miło, ponieważ właśnie od niej rozpoczęłam swoją przygodę z "dorosłą" fantastyką. Czytałam ją na potrzeby jakiegoś konkursu polonistycznego i złapałam bakcyla. Zakupienie pozostałych części i ich lektura nie zajęły mi dużo czasu. Tym bardziej cieszę się, że - pomimo okropnego filmu - seria nie popadła w zapomnienie i nadal jest chętnie czytana przez młodzież i dorosłych. Nawet jeśli sięgają po nią pod wpływem fascynacji grą komputerową :)

6. Pan Lodowego Ogrodu - Jarosław Grzędowicz
Czterotomowa opowieść, która pierwotnie miała być jednotomową (to prawie jak Pieśń Lodu i Ognia, która miała zamknąć się w trzech tomach...). Wymyślne, pomysłowe i niebanalne połączenie fantasy i science fiction, które wypłynęło spod palców polskiego pisarza. Żałuję i dziwię się, iż powieść nie cieszy się w Polsce większym powodzeniem - bo naprawdę na to zasługuje.

5. Igrzyska śmierci / W pierścieniu ognia - Suzanne Collins
Nie potrafię zdecydować, która z tych powieści była lepsza. Obydwie są pełne emocji, akcja pędzi w zadowalającym tempie, a bohaterowie są bardzo wyraziści i charyzmatyczni. W powieściach Suzanne Collins jest jakaś magia - odmienna od tej z Wybranej - która przyciąga do nich kolejne rzesze czytelników i trzyma tę serię na piedestale najbardziej poczytnych utworów młodzieżowych. (Dobra, wiem, że ta magia nazywa się "filmy" :P)

4. Więzień labiryntu (Więzień labiryntu #1) - James Dashner
Niesamowita, hipnotyzująca, ale też nieco odrażająca i przerażająca pierwsza część trylogii, której zakończenia jeszcze nie znam (ale muszę poznać przed obejrzeniem filmu na podstawie Prób ognia). Podobnie jak Igrzyska śmierci, może poszczycić się niepowtarzalnym klimatem, szybkim tempem wydarzeń, nieoczekiwanymi zwrotami akcji i fajnymi bohaterami. Natomiast w odróżnieniu od prozy Suzanne Collins, tutaj jest "bohater z jajami". Przykro mi, Katniss, w porównaniu z Thomasem wypadasz nieco blado (chociaż on też wygląda blado w porównaniu z innymi chłopakami z Labiryntu czy bohaterami powieści, które zajmują wyższe pozycje).

3. Powrót króla (Władca pierścieni #3) - J.R.R. Tolkien
Tom wieńczący wspaniałą, bez wątpienia przełomową dla fantastyki, trylogię. Nie mogłam o nim nie wspomnieć, gdyż uważam - chyba nie ja jedna - Pana Tolkiena za ojca (choćby chrzestnego) moich ulubionych gatunków literackich: fantasy oraz high fantasy. Powrót króla domyka historię Śródziemia i pozwala czytelnikom pożegnać się z uroczymi, walecznymi bohaterami. Genialnie zrealizowany film na podstawie tego tomu - mimo licznych różnic - również mu nie szkodzi. Kto nie zna książkowej historii Froda, Sama, Meriadoka, Pippina, Legolasa, Gimlego, Aragorna, Boromira i Gandalfa niech żałuje - bo mimo licznych, nieraz rozwlekłych opisów przyrody, po tę trylogię warto sięgnąć.

2. Gra o tron (Pieśń Lodu i Ognia #1) - George R.R. Martin
Tak jak w przypadku GONE. Zniknęli, nie jestem pewna, czy to moja ulubiona część. Na pewno udało jej się przekonać mnie do zakupu kolejnych (nie takich tanich) tomów. Serial nie wciągnął mnie tak jak książki - chociaż może poszczycić się niesamowitą, świetnie dobraną obsadą, której w powieściach brakuje. Osobiście powoli dawkuję sobie kolejne tomy twórczości Martina, by nie musieć za długo czekać na następną część. Ach, ciekawi Was, dlaczego Westeros wylądowało wyżej niż Śródziemie? Bo a) ma więcej tomów, b) ma więcej wątków, c) ma więcej charyzmatycznych bohaterów, d) ma mniej opisów przyrody ;)

1. I nie było już nikogo - Agatha Christie
Tę powieść możecie znać po tytułami Dziesięciu Murzynków, Dziesięciu małych Indian lub Dziesięciu Małych Żołnierzyków. To przemyślany kryminał, poruszający horror i powieść pełna niespodzianek w jednym. Pisarka ma na koncie wiele wspaniałych, na pozór nierozgryzalnych kryminałów, ale ten konkretny najbardziej zapadł mi w pamięć. Może dlatego, że to moje pierwsze - i od razu bardzo udane - spotkanie z tą autorką. Dziewiętnaste miejsce w rankingu 100 najlepszych kryminałów wszech czasów o czymś świadczy!

Jak widzicie, w rankingu zabrakło miejsca dla wielu wspaniałych powieści, np. Love, Rosie Cecelii Ahern, Swobodnej Niepokornej S.C. Stephens, Pół świata Joe Abercrombiego, Nocnego anioła Brenta Weeksa, Mechanicznej księżniczki oraz Miasta niebiańskiego ognia Cassandry Clare, ReligiiDwanaścioro z Paryża Tima Willocksa, Robocalipsy Roberta H. Wilsona, Harry'ego Potter J.K. Rowling, Opowieści z Narnii C.S. Lewisa czy Ani z Zielonego Wzgórza Lucy Maud Montgomery. Niestety, miejsc miałam tylko dziesięć, a tu - w kilka minut - wypisałam jedenaście różnych serii / utworów ;).

Jakie są Wasze ulubione książki wszech czasów? Możecie przedstawić swój ranking, możecie komentować moje wybory - chętnie poczytam :)
Miłej niedzieli!

środa, 26 sierpnia 2015

"Potop" - Henryk Sienkiewicz

Jednym z moich tegorocznych postanowień było przeczytanie polskiego klasyka literatury, z którym nie miałam okazji zapoznać się w szkole, czyli Trylogii Henryka Sienkiewicza. W tegoroczne ferie przeczytałam Ogniem i mieczem, a na wakacje zaplanowałam sobie Potop, spodziewając się dużo dłuższego posiedzenia. Ale nie AŻ TAK długiego!

Panna Aleksandra Billewiczówna, szlachcianka ze znamienitego roku, na mocy testamentu niedawno zmarłego ojca ma wyjść za mąż za niejakiego Andrzeja Kmicica, którego to wojaka rodzic jej cenił i uznał odpowiednim dla swojej jedynaczki, lub - jeśli taka jej wola - wstąpić do klasztoru. Miłości tych dwojga przeszkadza jednak porywczy charakter pana Andrzeja oraz jego rodaków. Panna Aleksandra zaczyna nienawidzić kawalera wcześniej, niż ten się tego spodziewa. On próbuje odzyskać serce szlachcianki, ale Rzeczpospolitą od północy zaczynają nękać Szwedzi. Młody wojak musi ruszyć w pole, ale czy jeszcze kiedykolwiek ujrzy swoją Oleńkę?

Potop to utwór bardzo obszerny (ja dysponuję wydaniem jednotomowym, liczącym 851 stron wypełnionych drobniutkim tekstem), ale też wiele się w nim dzieje. Proza opisuje wydarzenia z lat 1655-1660. Na kartach tej powieści uwieczniono mnóstwo bitew, liczne wybiegi polityczne, zasadzki, postępy, ale także lżejsze w odbiorze libacje czy słowne przepychanki. Sienkiewicz, jak w Ogniem i mieczem, postawił na dynamiczne i szczegółowe przedstawienie starć, co jest jednocześnie wadą i zaletą; zaletą, bo pozwala wczuć się w klimat starcia; wadą, bo długie opisy momentami nużą, a do tego wydłużają lekturę.
Jeśli natomiast ciekawi Was, co dokładniej znajduje się w kolejnych częściach Potopu, przygotowałam króciuteńką pomoc:
- I - wprowadza czytelnika w ideę konfliktu polsko-szwedzkiego, przedstawia najważniejszych bohaterów i kończy się brzemienną w skutki przemianą Kmicica (czy raczej jej początkiem), którą spokojnie można porównać do przemiany Gustawa w Konrada z Dziadów,
- II - przede wszystkim obrona Częstochowy przed Szwedami, ale też inne zbrojne potyczki obrońców i najeźdźców; no i nie ma panny Aleksandry,
- III - najkrótsza, ale wcale nie najmniej dynamiczna, w której Kmicic jest kimś zupełnie innym, powraca Oleńka, a Szwedzi zaczynają się wycofywać z ziem polskich. Co wcale nie znaczy, że wojny się skończyły.

Przejdźmy może do bohaterów! Ucieszyłam się, że na kartach Potopu spotkałam bohaterów, których pokochałam (bardziej lub mniej) dzięki Ogniem i mieczem. Co prawda Bohun nie brał udziału w bitwach (chociaż kilka razy się o nim wspomniało), ale obecność rubasznego, niesamowicie charyzmatycznego i prześmiesznego pana Jana Onufrego Zagłoby niejako mi to wynagrodziła. Względnie ważną rolę odgrywa tu także pan Michał Wołodyjowski. Zachwycające, jak konsekwentnie Sienkiewicz przedstawia tych dwóch mężów. Jeden przechwala się, jakich wspaniałych czynów dokonał; drugi z niesamowitą finezją wymachuje szabelką. Pierwszy zdobywa przyjaciół sposobem bycia, a wrogów pokonuje dowcipem i podstępami; drugi darzony jest szacunkiem z powodu swoich umiejętności szermierczych.
Okej, to może napiszę co nieco o parce głównych bohaterów Potopu. Panna Aleksandra Billewiczówna od samego początku działała mi na nerwy swoją wyniosłością, chłodnym obejściem, a także nieustającymi wewnętrznymi dylematami "Czy mogę kochać Kmicica, skoro on taki a taki? Nie, nie mogę kochać zdrajcy. Nie zasłużył sobie na moją miłość, pójdę do klasztoru. Ale przecież był taki przystojny, tak bardzo chciałabym go mieć!" Argh! Wobec takich wad jej odwaga i upór wydają się blednąć. No i teraz najważniejszy: Andrzej Kmicic, młody i przystojny wojak z Litwy, bezgranicznie zauroczony Oleńką. Podobało mi się to, jak Autor pokierował jego losami, z jakimi problemami kazał mu się mierzyć i jak go owe wydarzenia zmieniły. Choć drażniła mnie jego przesadna (naprawdę przesadna!) bogobojność, zapałałam do niego sympatią. I wiecie co? Bo przypominał mi Jurka Bohuna - nieustraszonego wodza wzbudzającego postrach wśród nieprzyjaciół, walczącego nie tylko dla kraju i władcy, ale także dla siebie, by się zemścić. Tyle że Bohun był "tym złym", a Kmicic "tym dobrym" (i stracił ukochaną).

Chociaż Potop to utwór bardzo długi, jego końcówka wydaje się niejako... przyspieszona. Trzecia część powieści znacząco różni się od reszty: zbrojne potyczki zostają tylko wspomniane, Autor koncentruje się tylko na kilku większych starciach. Henryk Sienkiewicz chyba uznał, że napisał dość dużo i nie chce przedłużać. Tym sposobem ostatnie kilka stron to przebieżka przez dwa ostatnie lata konfliktu.
Nie mogę nie wspomnieć o stricte obyczajowym obliczu Potopu. Choć utwór koncentruje się na wojnie polsko-szwedzkiej, na jej wojskowym aspekcie, Autor kreśli także precyzyjny wizerunek społeczeństwa tego okresu. Pięknie oddał opieszałość szlachty, jej naiwność, przekupność, a także ogromną wiarę w Boga. To ten ostatni element z jednej strony ogromnie mnie irytował - jak wielką ufność pokładano w wierze! - ale z drugiej mam świadomość, że tak właśnie było w XVII wieku.

Bez bicia przyznaję, że Potop podobał mi się znacznie mniej niż Ogniem i mieczem. (Może to kwestia podejścia początkowego: ekranizację Ogniem i mieczem kochałam, a Potopu w całości nie poznałam.) Utwór okrutnie mi się dłużył, pomimo dynamicznych opisów bitew i przesympatycznych bohaterów. Winą za ten stan rzeczy obarczam długość tej powieści. I Oleńkę. Od bardzo, bardzo dawna żadnej książki nie męczyłam tak długo (dwa miesiące). Niemniej Wam polecam: takiego klasyka nie wypada nie znać!
Ocena końcowa: 4/6
Polecam: każdemu - taką klasykę wypada znać!

Tytuł: Potop
Autor: Henryk Sienkiewicz
Seria: Trylogia #2
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: rok 1998 (premiera: 1886 rok)
Ilość stron: 851
Recenzja realizuje wyzwania:
1. Książkowe wyzwania 2015 - Miałam przeczytać w szkole, ale się nie udało
2. Wyzwanie czytelnicze 2015 - Trylogia

niedziela, 23 sierpnia 2015

30 Day Book Challenge - dzień 29


Dzień 29 - Książka, której wszyscy nienawidzą, ale tobie się podoba
    Witajcie w kolejnym dniu książkowego wyzwania! Dziś temat fajny, chociaż trochę trudny, bo przeważnie to ja hejtuję książki, które wszyscy uwielbiają... Ale może, może coś uda się znaleźć. Pozwólcie, że zagłębię się w swoją biblioteczkę.

Na pewno mogłabym tu wymienić Pięćdziesiąt twarzy Greya E.L. James. Nie, nie pokochałam tej książki - a kontynuacji nie czytałam, bo nie mam chęci - ale też nie jestem jej tak przeciwna, jak większość Blogerek. Mnie też wkurzała wewnętrzna bogini tańcząca salsę i okrutnie bezpłciowa główna bohaterka, ale... Dostrzegłam w tej powieści coś w miarę dobrego, przez co mogę ją określić jako "przeciętną", a nie "złą, be i fuj".
Tyle że chyba nie o to chodzi w dzisiejszym wyzwaniu?

Jedyną inną książką, która spełniałaby dzisiejsze kryterium, jest Ogniem i mieczem Henryka Sienkiewicza. To lektura, a przez to znienawidzona przez wielu (czasem jeszcze przed przeczytaniem) powieść. Ja pierwszą część Trylogii czytałam z własnej woli, bez przymusu, i naprawdę świetnie się przy tym bawiłam. Podobały mi się zachowanie Zagłoby, poruszona tematyka, starodawny język, no i Bohun ;) Potop, który obecnie katuję, nie przypadł mi tak bardzo do gustu. (Ale o tym będzie przy innej okazji.)

A jakie książki Wam się podobały, choć inni wieszają na nich psy? Macie takie w ogóle?
Miłego popołudnia / wieczoru! 

niedziela, 14 czerwca 2015

30 Day Book Challenge - dzień 24


Dzień 24 - Książka, którą według Ciebie powinno przeczytać więcej osób
    Witajcie w tę jakże upalną i duszną niedzielę (z resztą cały tydzień taki jest... koszmar w najczystszej postaci)!
    Dziś opowiem Wam co nieco o książkach, które moim zdaniem zasługują na większe zainteresowanie czytelników. Okrutna prawda jest taka, że obecnie żywot książki jest krótki - po miesiącu, maksymalnie sześciu, od premiery czytelnicy zapominają o nowince, przytłoczeni innymi nowościami. O książkach starych - i nie mówię tu o utworach z czasów średniowiecza, ale już o, powiedzmy Harrym Potterze - wspomina się niewiele: kto czytał, ten zna; kto nie czytał, już raczej nie przeczyta, bo woli sięgnąć po coś nowszego. Nawet genialny Władca pierścieni przeżył renesans dopiero przy okazji premiery filmów na podstawie trylogii, a później - po ponad dziesięciu latach - kolejnych trzech filmów Hobbit. Z polskiego podwórka podobną "nawrotkę" zaobserwowałam przy okazji Wiedźmina Andrzeja Sapkowskiego. Zupełnie niedawno na rynku pojawiła się trzecia gierka z Geraltem z Rivii w roli głównej - i w autobusie przyuważyłam co najmniej trzy osoby zaczytujące się w książkach Sapkowskiego! Nie zrozumcie mnie źle: wiem, że rozwój jest potrzebny, że nie można cały czas żyć przeszłością, ale niektóre utwory pasuje znać. Nawet jeśli nie są obecnie "na topie".
Dlatego w ramach dzisiejszego wyzwania chciałabym Wam napisać o klasykach literackich. Klasykach, które część z Was mogła czytać i omawiać w ramach szkolnych zajęć, ale niekoniecznie (bo przecież nie wszyscy czytają lektury, a kanon zmienny jest). Zaczynamy od...

Lolity Władimira Nabokowa
....czyli prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjnej, wzbudzającej skrajne emocje prozy pióra rosyjskiego pisarza. Lolitę ekranizowano dwukrotnie (chyba), ale nie oglądałam żadnego z filmów. Czemu mówię o tej książce? Powiedzmy sobie szczerze, na temat tej powieści trzeba wyrobić sobie własne zdanie. Każdy człowiek ma nieco inne podejście do tego typu spraw, do tego typu ludzi. Ja myślę, że warto przeczytać tę powieść i samodzielnie wyrobić sobie zdanie na jej temat.

Ania z Zielonego Wzgórza - Lucy Maud Montgomery
Powieść - czy nawet cały cykl - pojawia się na Moich Czytadłach już po raz n-ty (chyba powinnam zmienić nazwę na "Czytadła z Zielonego Wzgórza" albo "Czytadła z Krakowskiego Wzgórza" ;) ), ale uważam, że o tej kilkutomowej serii warto mówić. Nie wiem, czy obecnie w szkołach omawia się przygody Ani (ja w podstawówce miałam okazję przeczytać tylko fragmenty z podręcznika, ale to było już ładnych kilka lat temu i nie wiem, jak to obecnie wygląda). Mam nadzieję, że tak, ponieważ to wspaniała historia o nierozważnej sierotce, która jest lustrzanym odbiciem wielu prawdziwych dziewczyn. Uważam, że o tej książce powinno się mówić równie dużo jak o Małym Księciu (którego - przykro mi - nie polubiłam; być może nie zrozumiałam go wtedy, kiedy czytałam po raz pierwszy, i do tej pory pozostał mi uraz).

    Stwierdziłam, że o Ogniem i mieczem nie będę się rozpisywać, ale chociaż wspomnieć należy. Jeśli czytujecie mnie nieco dłużej, na pewno wiecie, że tę historię uwielbiam i będę rekomendować ku utrapieniu gawiedzi nieprzepadającej za starodawną, kwiecistą mową polską.

Jakie książki według Was powinno przeczytać więcej osób? Wybralibyście coś z klasyki czy raczej nowinki?
Miłej niedzieli!

niedziela, 31 maja 2015

30 Day Book Challenge - dzień 23


Dzień 23 - Książka, którą od dawna chcesz przeczytać i nadal tego nie zrobiłaś
Witajcie! Jak wskazuje powyższy temat, dziś co nieco o książkach do przeczytania. Jak chyba każdy mam wręcz nieskończone ilości utworów, które bardzo chcę przeczytać. Niestety, doba ma 24 godziny, muszę kiedyś spać, uczyć się i robić inne prozaiczne czynności (na przykład chodzić do księgarni i kupować nowe książki...), więc stos TBR zamiast maleć, rośnie.
Ale ale, wróćmy do tematu! (Choć na dobrą sprawę pod dzisiejszym postem mogłabym wkleić całą swoją listę "Chcę przeczytać", więc powyższy wstęp nie jest dokładnie pozbawiony sensu.)

Jeszcze niedawno napisałabym, że od dawna czaję się na Marę Dyer. Tajemnicę Michelle Hodkin, ale w kończącym się tygodniu mieliście okazję przeczytać falę hejtu, którą wyplułam z siebie po zakończeniu lektury.

Na pewno mogę stwierdzić, że od dawna przymierzam się do prawdopodobnie największego klasyka polskiej literatury, czyli Trylogii Henryka Sienkiewicza. W tym roku zdążyłam już przeczytać Ogniem i mieczem (wspaniałe, niesamowite czytadło, naprawdę polecam!), a na nadchodzące wakacje założyłam sobie lekturę PotopuPana Wołodyjowskiego. Wprawdzie filmów na ich podstawie nie pokochałam tak bardzo jak Ogniem i mieczem, ale uważam, że warto zapoznać się z tym kawałkiem literatury rodzimej :)

Wśród bardziej współczesnej twórczości na wyróżnienie zasługuje Lek na śmierć, czyli ostatnia część trylogii Więzień labiryntu Jamesa Dashnera. Pierwsza część mnie zachwyciła, druga też nie była zła i wręcz usycham z ciekawości, co wydarzy się na koniec! Niedawno (wreszcie) kupiłam sobie egzemplarz tej powieści, więc nic (?) nie stoi na przeszkodzie, bym mogła zachwycić się kolejnymi przygodami Thomasa. Jednocześnie odwlekam lekturę w czasie, ponieważ boję się tego tomu - wiem, że ktoś w nim umiera... i pewnie umrze ten, którego lubię najbardziej :C
Które książki długo goszczą na Waszych listach TBR, choć bardzo chcecie je przeczytać?
Miłej niedzieli!

poniedziałek, 9 marca 2015

"Ogniem i mieczem" - Henryk Sienkiewicz

Henryka Sienkiewicza chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. W szkole nie miałam okazji zapoznać się z jego największym dziełem, czyli Trylogią, co postanowiłam nadrobić teraz. Zaczęłam więc od Ogniem i mieczem - książki, na podstawie której powstał jeden z moich ulubionych filmów.

Rok 1647 był to dziwny rok. Pod jego koniec Jan Skrzetuski, namiestnik i dowódca husarski, ocalił życie człowiekowi, który okazał się kozackim atamanem, Chmielnickim. Ten niebawem zapoczątkował kozackie powstanie na Ukrainie, mające na celu odzyskanie zabranych przywilejów. Wcześniej jednak Skrzetuski poznaje niezwykle urodziwą pannę, Helenę Kurcewiczównę, w której z miejsca się zakochuje. Problem w tym, że dziewczyna obiecana jest już innemu wojownikowi, dzielnemu Kozakowi, Bohunowi. Wobec zaogniającego się konfliktu namiestnik Jan zawiązuje sojusz z trzema wojownikami - Janem Onufrym Zagłobą, Longinem Podbipiętą oraz Michałem Wołodyjowskim - tak bardzo różnymi, iż niemożliwym wydaje się ich przyjaźń.

Pierwsza z dwóch ksiąg (lub dwie z czterech, zależnie od wydania) utrzymana jest w romantyczno-historycznym klimacie. Skrzetuski dzieli swój czas pomiędzy myśli o pięknej kniaziównie i kolejne bitwy. Okrutny los wyrywa jednak pannę z rąk husarza. Druga część utworu utrzymana jest w znacznie bardziej ponurym klimacie, skoncentrowana na konflikcie polsko-kozackim. W całym Ogniem i mieczem nie można jednakże narzekać na nudę, bo nieustannie coś się dzieje. Jeśli akurat nie uczestniczymy w jakiejś bitwie, obserwujemy jakąś naradę, pojedynek, ewentualnie wędrówkę upstrzoną różnymi przeszkodami.
W powieści zastosowano narrację trzecioosobową, niemal w każdym rozdziale towarzyszymy innym postaciom, obserwując wydarzenia i mając dostęp do niektórych ich myśli. Ogniem i mieczem to jednak powieść wielowątkowa i rozwleczona w czasie, a że autor (raczej) nie cofa narracji w czasie, o niektórych zdarzeniach dowiadujemy się z rozmów pomiędzy bohaterami. Te utrzymane są w klimacie epoki, przepełnione łacińskimi wtrętami, a wypowiedzi kozackie są odpowiednio stylizowane.

W Ogniem i mieczem pojawia się mnóstwo najróżniejszych postaci, choć do najistotniejszych bez wątpienia należą wspomnieni w drugim akapicie Skrzetuski, Podbipięta, Zagłoba, Wołodyjowski, Chmielnicki oraz Bohun. Sama kniaziówna schodzi na dalszy plan, gdyż w samej wojnie udziału nie bierze. Właściwie każdego z wymienionych mężczyzn poznajemy dogłębnie, a stanowią doprawdy różnoraką menażerię! Sienkiewicz zabawił się z czytelnikiem, niejednoznacznie definiując dobro i zło w odniesieniu do dowódców wojsk (Chmielnickiego i Wiśniowieckiego); niemal przez całą powieść obydwaj przedstawiani byli jako "dobrzy" i "źli" jednocześnie. Ale też, czym są zło i dobro w czasach wojny?
Osobną kwestią, o której można by elaborat napisać (czego nie wykluczam w bliżej nieokreślonej przyszłości), są postacie Skrzetuskiego i Bohuna, dwóch rywali o rękę Heleny. Nie chcąc zdradzać zbyt wiele z fabuły, napiszę tylko, że wyznawane wcześniej zamiłowanie do Bohuna podtrzymuję, a Skrzetuski... Cóż, on jest dobry, odważny, po wiśniowieckiej stronie walczy - ale moim zdaniem, w tym konflikcie zachował się haniebnie. Kropka.

Ogniem i mieczem to nie tylko powieść wojenno-polityczna. To przecież także romans: Sienkiewicz wprowadził do swojej historii trójkąt miłosny. Autor tak opisał wydarzenia, że czytelnik ma wrażenie, iż to od kobiety zaczęła się krwawa, bolesna dla obydwu stron wojna domowa (rozżalony po utracie żony na rzecz Czaplewskiego Chmielnicki wyruszył na Sicz...).
Nie można zapomnieć o międzynarodowej popularności recenzowanej powieści (i całej Trylogii). Nie każda polska opowieść może poszczycić się tak licznymi przekładami na języki obce: angielski, niemiecki, turecki, rumuński, rosyjski... Cieszy mnie, że nie-Polacy sięgają ten kawał polskiej prozy i wysoko go oceniają.

Ogniem i mieczem nie przypadnie do gustu każdemu. Trudny do zrozumienia język i momentami dziwny sposób narracji (a także obecność w kanonie lektur szkolnych) mogą uprzykrzać lekturę. Na szczęście nieznajomość historii w niczym nie przeszkadza. Jeśli nie mieliście jeszcze okazji zapoznać się ze słynną polską Trylogią, szczerze Was do tego zachęcam. Jej pierwszy tom - co próbowałam udowodnić Wam tą recenzją - to wciągająca i złożona opowieść o wojnie polsko-ukraińskiej (czy raczej polsko-polskiej, bo wtedy Ukraina należała do Polski) z trójkątem miłosnym w tle.
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: absolutnie każdemu

"Są głosy, że jeśli król miłościwy wojnę z Turczynem zacznie, to książę wojewoda Krym ogniem i mieczem nawiedzi, od których to wieści wielka jest radość na całej Ukrainie i na Niżu, bo jeśli pod takim wodzem nie pohulamy w Bakczysaraju, tedy pod żadnym." [strona 36]

Tytuł: Ogniem i mieczem
Autor: Henryk Sienkiewicz
Seria: Trylogia #1
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 1999 r. (premiera: 1884 r.)
Ilość stron: 521
Recenzja realizuje wyzwania:
1. Książkowe wyzwanie 2015 - Ma ponad 100 lat
2. Wyzwanie czytelnicze 2015 - Książka, która liczy sobie więcej niż 100 lat; Trylogia 1/3
3. Klucznik na marzec - Coś czerwonego

piątek, 13 lutego 2015

Obecnie się czyta #25

Ogniem i mieczem (Trylogia Sienkiewicza, #1) - Henryk Sienkiewicz
Do tego klasyka zabierałam się od co najmniej dwóch lat. W te ferie - konkretnie wczoraj - wreszcie się zmobilizowałam i zaczęłam lekturę.
Ogniem i mieczem napisane jest zupełnie inaczej niż obecnie publikowane powieści. Nie tylko pod względem językowym... choć to także, bo po raz pierwszy od dawna z czterowyrazowego zdania zrozumiałam tylko jedno słowo, resztę domyślając się z kontekstu (Naściże talera za musztuluk - tylko "za" było mi znane). W powieści znajdziemy naprawdę dokładne i barwne opisy bohaterów czy lokacji. Kiedy ostatnio czytałam pełny opis wyglądu jakiejś postaci? Nie pamiętam.
Posiadane przeze mnie wydanie liczy sobie 520 stron, ale każdą z nich można by liczyć podwójnie: z powodu małej czcionki i wąskich marginesów. Na lekturę na pewno poświęcę sporo czasu.
Postęp: 8%

Co Wy obecnie czytacie? Zapoznaliście się z Trylogią? A jeśli nie - zamierzacie w ogóle "męczyć się" ze starą polszczyzną poprzeplataną makaronizmami?

niedziela, 1 lutego 2015

30 Day Book Challenge - dzień 15


Dzień 15 - Ulubiony męski bohater
Witajcie! Dziś stajemy na półmetku trzydziestodniowego książkowego wyzwania. Padło na temat trudny dla każdego mola książkowego, czyli na ulubionego bohatera literackiego. Drogie Panie i drodzy Panowie, rozumiecie, że wybór jednego, jedynego Numeru 1 jest niemożliwy... Prawda?
Dlatego też pozwoliłam sobie wybrać trzech ulubieńców: jednego stricte z książki, drugiego z książki i ekranizacji, a trzeciego tylko z ekranizacji. Dlaczego taki podział? Przeczytajcie, a się dowiecie :)

Edilio - seria GONE: Zniknęli Michael Grant
Edilio nie od razu stał się moim ukochanym bohaterem. Początkowo nawet nie zwracałam na niego uwagi, był kolejnym dzieciakiem, którego cechą charakterystyczną było meksykańskie pochodzenie. Z czasem zaczął pełnić coraz ważniejszą rolę w patologicznej społeczności, którą tworzyły dzieciaki z Perdido Beach. Okazał się rozsądnym chłopakiem, dobrym doradcą i wiernym przyjacielem. Jako jeden z nielicznych do końca zachowywał się normalnie, nie zwariował mimo niecodziennej sytuacji. Choć nie obdarzono go żadnymi nadprzyrodzonymi mocami, uważam go za jedną z najsilniejszych i najpotężniejszych osób w ETAPie. Potężna osobowość i nietuzinkowy charakter w nastoletnim ciele - oto cały Edilio :)

Thorin Dębowa Tarcza - Hobbit J.R.R. Tolkien
Przywódca krasnoludzkiej armii zmierzającej na Samotną Górę,  oziębły i zdeterminowany, ślepo zapatrzony w swój cel. Czemu miałabym go polubić? Po lekturze książki nie darzyłam Thorina szczególnymi względami, ale dzięki ekranizacji Petera Jacksona miałam okazję zapoznać się z nim na nowo. Reżyser przedstawił Dębową Tarczę jako bohatera tragicznego, dążącego do celu nie tylko dla siebie, ale i dla swoich poddanych. Już w pierwszej części podbił moje serce, w drugiej nieco je złamał, a w trzeciej na nowo odzyskał moje względy. Do tej pory trwam pod jego urokiem. I nie sądzę, bym kiedykolwiek się spod niego wyrwała.

Jurko Bohun - Ogniem i mieczem Henryk Sienkiewicz
Bohater, którego ubóstwiam ze względu na film, bo książki jeszcze nie czytałam (wstyd i hańba, kajam się uniżenie, w ferie spróbuję nadrobić te klasyczne zaległości). Uwierzcie mi, nie tylko o wygląd tu chodzi - chociaż te oczy... naprawdę... no, wróćmy do tematu.
Oglądając film (a robiłam to dziesiątki razy) odniosłam wrażenie, że Bohun jest czarnym bohaterem głównie dlatego, iż odważył się kochać Kniaziównę i walczyć o nią, gdy pojawił się Skrzetuski. Oraz dlatego, że walczył przeciw Polakom, a nie wraz z nimi. Oto bohater nieustraszony, oddany sprawie i wierny. Że porywczy i szalony? Być może, dla czy wzmiankowany porucznik husarski również nie wydawał się nieco pozbawiony zdrowego rozsądku?
Kto jest Waszym ulubionym bohaterem literackim? Popieracie moje typy, a może przeciwnie - Edilio, Thorin i Jurko budzą w Was najgorsze instynkty?