Powieść dziwaczna, niepokojąca, momentami niesmaczna, ale jednocześnie dziwnie fascynująca.
Z pozoru Masayuki Kawashima jest szczęśliwym mężem i ojcem. Ale gdy staje nad łóżeczkiem dziecka ze szpikulcem do lodu w ręku, zadaje sobie pytanie: czy byłbym zdolny pchnąć? Odpowiedź wcale nie jest dla niego oczywista. Aby powstrzymać to obezwładniające go uczucie, Masayuki postanawia przeprowadzić niezwykły plan…
Chiaki Sanada nocami pracuje jako call girl, a dni spędza otumaniona tabletkami nasennymi. Jedno i drugie to dla niej zasłona dymna, mechanizm obronny, aby stać się kimś innym, nie myśleć i nie śnić najgorszych koszmarów. Gdy wyrwana z błogiej drzemki zostaje wezwana do biznesowego hotelu, nie wie jeszcze, w co właśnie zostaje wplątana.
Piercing wciąga jak thriller i przeraża jak opowieść true crime. To historia o demonach przeszłości i spustoszeniu, jakie w psychice dorosłych ludzi sieje przemoc, której doświadczyli w dzieciństwie.
Przedstawiony na okładce rys fabularny wydał mi się dziwny. Rozpoczynając lekturę, czytając o nietypowym pragnieniu głównego bohatera, krzywiłam się z niesmakiem. Wyglądało na to, że w moje ręce ponownie trafiła azjatycka powieść o nadzwyczaj dużej ilości absurdu (jak czytana w podobnym okresie w zeszłym roku Wegetarianka). Tu jednak było... inaczej.
