Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tom Knox. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tom Knox. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 czerwca 2015

"Skarb heretyków" - Tom Knox

Tom Knox to dość znany w Polsce brytyjski pisarz thrillerów sensacyjnych. Ja miałam okazję przeczytać dwie z jego książek: nie zwaliły mnie z nóg, ale też nie były najgorsze. Natomiast najnowsza powieść autora, czyli recenzowany dziś Skarb heretyków... dała mi do myślenia. Więcej na ten temat - poniżej.

Samotny brytyjski uczony, Victor Sasoon, wyrusza w ostatnią przygodę swojego życia: pragnie wejść w posiadanie legendarnego skarbu. Niebawem ciało naukowca zostaje znalezione na Saharze. Na miejscu pojawia się były uczeń zmarłego, Ryan Harper, który chce rozwikłać zagadkę śmierci Sasoona. Martwym interesują się także izraelskie siły zbrojne - a może chodzi im bardziej o wzmiankowany skarb? Równocześnie w Kornwalii dochodzi do dziwnego incydentu z udziałem kilkuset kotów. Prowadzenia sprawy podejmuje się Karen Trevithick, ambitna funkcjonariuszka. Jak się niebawem okaże, koty to dopiero początek.

Thrillery Toma Knoxa - niestety - powielają pewne schematy. Tak jak w innych jego książkach, mamy dwa równoległe, pozornie niepowiązane wątki fabularne, które pod koniec jednak się splatają. Mamy tajemnicze zgony, pradawną tajemnicę, którą chce poznać jakieś wojsko czy zagadki mające doprowadzić bohaterów do poznania prawdy. Nieodłącznym elementem jego twórczości są różnorakie seksualne dewiacje, ale - na szczęście - w Skarbie heretyków pozostają one elementem pobocznym.
Utwór do pewnego momentu czytało mi się przyjemnie, autor zaskoczył mnie kilkoma zwrotami akcji. Do tego samego momentu tajemnica wydawała się naprawdę nierozwiązywalna. Natomiast gdy już została rozgryziona (to chyba nie spoiler - w tego typu książkach wielki sekret zawsze rozstaje objawiony), złapałam się za głowę. Knox mógł rozwinąć swoją intrygę w dowolny sposób, a zdecydował się na absolutnie absurdalną, pozbawioną sensu ideę. Przyjemność czerpana z lektury natychmiast drastycznie spadła. Ostatnie "egipskie" rozdziały czytałam z ironicznym uśmieszkiem na twarzy, zastanawiając się, jakie jeszcze bzdety napotkam na tych kartkach. Odniosłam wrażenie, że autor miał początkowo zupełnie inne plany, że ktoś kazał mu zmienić zakończenie, żeby wypadło bardziej fantastycznie. Cóż, coś poszło bardzo nie tak.

Nie zapałałam sympatią do głównych bohaterów. Victor Sasoon zyskiwał moją sympatię, ale okazał się tylko bohaterem drugoplanowym (diabelnie inteligentnym: rozwiązał wielką zagadkę w jedną noc, a Ryan i jego kompani potrzebowali na to wielodniowej wycieczki po całym Egipcie, ucieczek przed izraelską armią, szukania skryptów oraz zwiedzania zabytków). Niestety, on także zarobił w moich oczach minusa za to, jak postąpił pod koniec swojego długiego żywota. Ryana odebrałam jako sztampowego wdowca, który w pracy szuka ucieczki od swojej ponurej rzeczywistości. Towarzysząca mu Niemka Helen to z kolei typowa - wybaczcie kolokwializm - baba z jajami. (Gdyby byli małżeństwem, to on cerowałby skarpety i gotował obiadki, a ona uczyłaby synów, jak skutecznie bić się z kolegami. Nie, to nie ma nic wspólnego z fabułą właściwą. To tylko dygresja.) Stanowili duet tak sztampowy, że aż przykro się robiło. Schemat nieco przełamał Albert Hanna, "łowca" egipskich zabytków i przydatny pomocnik dwójki bohaterów.
Nieco inaczej wygląda sytuacja w Kornwalii. Tam główną bohaterką jest Karen, wysoko postawiona funkcjonariuszka policji, która bardzo chciała mieć dziecko, ale nie chciała mieć męża, więc zaszła w ciążę, a gościa po prostu rzuciła. Kobieta bardzo kocha swoją córeczkę, ale ze względu na pracę nie może poświęcać mu tyle czasu, ile by chciała. Sprawa, którą musi się zająć, doprowadza ją na granice obłędu - może nawet o krok dalej. Nie potrafiłam jej współczuć, choć nie potrafię uzasadnić powodów.

Tom Knox osadził akcję Skarbu heretyków w czasie tzw. Arabskiej Wiosny Ludów, kiedy w krajach arabskich doszło do obalenia wielu dyktatorów i zmian ustrojowych. Dość dobrze udało mu się oddać ten "rebeliancki" klimat Egiptu, brak turystów oraz, dość paradoksalne, szczegółowe kontrole tych nielicznych zagranicznych gości, którzy odważyli się na wyjazd w okolice targane buntami.
Na szczęście Rebis nie zawiódł. Tłumaczenie jest dobre, bez błędów, a nasza polska okładka zwraca uwagę na półce. Wygląda znacznie lepiej niż oryginał i lepiej oddaje klimat powieści - tym bardziej, że akcja dzieje się głównie w środkowym Egipcie, gdzie oceanu czy morza na pewno nie widać ;).

Jak widzicie, Skarb heretyków w moich oczach składa się głównie z wad. Marne zakończenie, sztampowi i mało przekonujący bohaterowie, no i przede wszystkim kosmicznie absurdalna fabuła. Szkoda, bo po Tomie Knoxie spodziewałam się czegoś lepszego. A przynajmniej mniej bezsensownego. Skarb heretyków broni się tylko w miarę niezłym, intrygującym początkiem. Obawiam się, że tę powieść mogę polecić tylko fanom gatunku, obdarzonym sporymi pokładami cierpliwości i determinacji. Reszcie raczej odradzam.
Ocena końcowa: 2+/6
Polecam: osobom odpornym na ogromną ilość absurdu
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Rebis
http://rebis.com.pl

Tytuł: Skarb heretyków (org. The Deceit)
Autor: Tom Knox
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 2 czerwca 2015 r. (premiera: maj 2013)
Ilość stron: 408
Recenzja realizuje wyzwania:
1. Wyzwanie czytelnicze 2015 - Książka, która cię przeraża

piątek, 28 czerwca 2013

"Rytuał babiloński" - Tom Knox

Tytuł: Rytuał babiloński (org. The Babylon Rite)
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 18 czerwca 2013 r. (premiera: 1 lutego 2013)
Ilość stron: 390

Miłość do literatury zaszczepiła mi Mama. Ona także przekazała mi zamiłowanie do literatury sensacyjnej, kryminałów i thrillerów. Jako wierna fanka Toma Knoxa serdecznie polecała mi jego książki. Wreszcie - skuszona - sięgnęłam po nowość wydawnictwa Rebis.

W Peru, na oczach młodej antropolog Jessiki, ktoś wysadza muzeum sztuki Mochica. Szkocki naukowiec Archibald McLintock popełnia samobójstwo. Świadkiem jest reporter Adam Blackwood, do którego niebawem zgłasza się córka uczonego - Nina. Twierdzi ona, że jej ojciec został zamordowany. Policja zdecydowanie wyklucza taką możliwość, ale kobieta przekonuje Adama i razem zaczynają zgłębiać tajemnicę. Niebawem w Londynie dochodzi do kilku brutalnych samobójstw - a może morderstw...? Co łączy te trzy - pozornie odrębne - historie?

Historia wciągnęła mnie od samego początku. Samobójstwo McLintocka wydaje się niemal pewne: Adam na własne oczy widział, że mężczyzna był w samochodzie sam, gdy wjechał w ścianę. Pojazd był w pełni sprawny, ale Nina upiera się, że to NIEMOŻLIWE. Archibald pasjonował się historią Templariuszy i podobno odkrył ich wielką tajemnicę, która zupełnie zmienia sposób ich oceny przez świat. Czy to z jej powodu nie żyje...? W Peru nie jest weselej. Archeolodzy odkrywają grobowiec Mochica, a w nim dokonują szokujących odkryć. Co ciekawe, są one blisko powiązane z tym, co dzieje się we współczesnej Anglii.

Nie chcę zdradzić zbyt wiele z fabuły, ale jest ona naprawdę... mordercza. I zaskakująca. Akcja mknie szybko. Historię śledzimy z perspektywy Adama i Niny, Jessiki oraz londyńskiego głównego detektywa Ibsena. Dzięki temu mamy równocześnie podgląd na wszystkie trzy sytuacje. Nie zdążymy znudzić się jednym wątkiem, bo w kolejnym rozdziale mamy kolejny. Owszem, wszystko jakoś (ale jak - doczytajcie sami) się ze sobą łączy. Mnie osobiście to zadziwiło. Z drugiej strony... nie od dziś wiadomo, że naukowcy nie zawsze pracują tylko dla samozadowolenia i satysfakcji...

Jeśli chodzi o słabe strony powieści, według mnie jest nią mocno naciągania teoria, na której opiera się cała intryga. Jest to coś podobnego do Kodu da Vinci pióra Dana Browna. Bohaterowie dość opacznie interpretują powszechnie znane fakty, dopasowując je do zamysłu autora. Ale przecież to nie literatura faktu! W sensacji w sumie o to chodzi, prawda? Knox zadbał jednak o zgodność opisywanych miejsc z rzeczywistością, a także spójność przytaczanych dziejów historycznych z tym, co znajdziemy w podręcznikach do historii.

Jestem bardzo zadowolona, że sięgnęłam po Rytuał babiloński. Przeczytałam go szybko (mimo sesji na studiach... po prostu nie mogłam się oderwać) i serdecznie polecę Mamie. Wam też rekomenduję - to porcja dobrej literatury z domieszką historii, w sosie z upajających żółtych kwiatuszków... Ups, chyba troszkę za dużo napisałam!
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: miłośnikom sensacji oraz "mocnych" historii

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Rebis
 

środa, 16 maja 2012

"Biblia umarłych" - Tom Knox

Tytuł: Biblia umarłych (org. Bible of the Dead)
Autor: Tom Knox
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 15 maja 2012 r. (premiera: styczeń 2012)
Ilość stron: 420

Tom Knox zdobył międzynarodową sławę dzięki Znamionom Kaina oraz Sekretowi Genesis - podobno genialnym książkom sensacyjnym (wedle opinii mojej Mamy). Zachęcona, sięgnęłam po jego ostatnie dzieło, którego akcja dzieje się w Kambodży...


W książce śledzimy dzieje trzech postaci. Julia Kerrigan, amerykańska archeolog, podczas wykopalisk we Francji trafia na bardzo stare czaszki z dziwną dziurą w części czołowej. Jej nadzorca ignoruje znalezisko, uznając je za typowe. Niedługo później mężczyzna umiera, zamordowany w sposób wskazujący na rytuał, a panna Kerrigan coraz bardziej zaczyna interesować się "nieistotnymi" kośćmi, które znalazła. W tym samym czasie w południowo-wschodniej Azji ambitny fotoreporter Jake Thurby poznaje młodą, atrakcyjną prawniczkę Chemdę Tek, która chce rozgryźć tajemnicę Doliny Dzbanów. Węsząc sensację, mężczyzna postanawia jej towarzyszyć. Niepozorna wyprawa przeradza się jednak w trudną ucieczkę, bowiem niektórym bardzo zależy na tym, by tajemnica Doliny na zawsze tajemnicą pozostała.


Historie bohaterów łączy wspólny mianownik: czaszki z dziurami w czołach. Te znalezione we Francji bez wątpienia pochodzą sprzed wielu lat, jednak laotańskie okazy wyglądają na bardziej współczesne. Niebawem okazuje się, że w sprawę zamieszani są Czerwoni i Czarni Khmerowie zamieszkujący Laos przed kilkudziesięciu laty a także Chińczycy i... pewna atrakcyjna Azjatka. Giną naukowcy - dość wcześnie jednak dowiadujemy się, co ich łączy. I w tym momencie cała intryga traci na atrakcyjności. Z ciekawego thrillera ze starożytnym sekretem w tle, Biblia umarłych staje się średnio ciekawym thrillerem dotykającym raczej współczesnych wydarzeń. Nie tego się spodziewałam. Zawiodło mnie również rozwiązanie fabuły, bowiem pan Tom zdradził wszystkie sekrety około stu stron przed końcem! Później została tylko psychologia postaci...


Nie mogę jednak napisać, że fabuła w ogóle mnie nie zaintrygowała. Wielkie tajemnice co prawda rozgryzłam dość szybko, ale autor ciekawie połączył komunistyczne, stalinowskie idee z pradawnymi obrzędami. Nie wiedziałam, że Stalin aż do tego stopnia interesował się stworzeniem żołnierza idealnego (sprawdźcie, w czym to się objawia - zachęcam!). Dużą uwagę Knox przywiązał do psychiki swoich bohaterów, przedstawienia ich przeszłości. Postaci są wielowymiarowe i wierne swoim przekonaniom - w przypadku Jake'a przywiązanie do minionych wydarzeń staje się wręcz męczące. Oprócz głównej trójki pojawiają się też postaci drugoplanowe, równie dobrze przemyślane - nikt nie występuje "ot tak".


Ciekawostką jest fakt, iż w oryginale książka nosi tytuł The Lost Goddess, czyli "Zaginiona Bogini" i ma dużo ciekawszą szatę graficzną niż brytyjska wersja (na tytule której opiera się polski). Obydwie propozycje mają sens, jednak "Zaginiona Bogini" wyjaśnia się dużo wcześniej niż Biblia Umarłych. Wspomnę też, że autor zadbał o realizm swojej opowieści przez... podróż śladami swoich bohaterów! Na jego stronie internetowej możecie znaleźć szczegółową fotorelację z jego pobytu w Azji.

Niesamowicie spodobało mi się polskie wydanie. Ciekawa, "wytłaczana" okładka oraz grubiutki i lśniącobiały papier, do tego właściwie pozbawione błędów (kilka drobnych interpunkcyjnych tłumaczenie to standard dla Rebisu. Szkoda, że nie dla wszystkich rodzimych wydań.


Podsumowując, Biblia umarłych bez wątpienia warta jest spędzenia nad nią kilku godzin. To ciekawa, sensacyjna książka, łącząca elementy thrillera, horroru, romansu i dramatu psychologicznego. Jeśli nie przeszkadza Wam lekkie naginanie prawdy, a przepadacie za wymienionymi gatunkami: koniecznie przeczytajcie! Ja mam zamiar zapoznać się z poprzednimi książkami Toma Knoxa - liczę, że się nie zawiodę.


Ocena końcowa: 4/6
Polecam: miłośnikom sensacji, thrillerów; znającym inne książki Knoxa


Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Rebis