Tytuł: Tehanu
Autor: Ursula K. Le Guin
Seria: Ziemiomorze, #4
Ilość stron: 240
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 8 czerwca 2001 (premiera: 1990 r.)
Przed Wami ostatnia część cyklu "Ziemiomorze" znanej amerykańskiej autorki. Chociaż napisana 17 lat po "trójce", zachowuje w sobie wszystko to, co czytelnicy pokochali w poprzednich tomach.
Jedną z głównych bohaterek Tehanu jest Goha. Nic Wam to nie mówi? Spokojnie, to tylko stara - znana z Grobowców Atuanu - Tenar. Osiedliła się na Goncie, znalazła męża i wychowała dzieci, które trysnęły w świat. Mieszka samotnie aż do dnia, gdy w wiosce pojawia się poparzona, zgwałcona i mocno okaleczona dziewczynka. Kobieta przygarnia dziewczynkę, nadaje jej imię Therru i stara się wychować ją na w miarę otwartą osobę: bo czy człowiek brutalnie wykorzystany będzie w stanie w pełni się otworzyć na innych?
Bohaterki dużo podróżują, ale wędrówka to nie ich jedyne zajęcie. Najpierw idą do Ogiona - tego samego, który przyuczał Geda w Czarnoksiężniku z Archipelagu. Stary mag niedomaga i umiera, a niedługo później na Gont przybywa smok Kalessin z Arcymagiem na plecach (końcówka Najdalszego brzegu). Krogulec osiada na wyspie, nie bacząc na zamieszanie, jakie wywołuje zniknięcie najwyższego maga i jedynego panującego Archipelagiem. Niebawem powraca król Lebannen, którego również pamiętamy z Najdalszego brzegu. Młodzian chce, by Ged był obecny przy jego koronacji, przynosi także wróżbę, wedle której Archipelag przed całkowitym chaosem może ocalić jedynie kobieta z Gontu. Łatwizna: przecież Gont to taka pustelnicza wyspa...
Spieszę nadmienić, że książka nie odpowiada na pytanie, kim jest tajemnicza kobieta. Autorka pozostawia to domysłom czytelników. Historia, jak zawsze, porusza istotne w życiu codziennym problemy, których nie dostrzegamy lub które lekceważymy. Jak traktujemy osoby kalekie? Czy zawsze zastanawiamy się, co ten oszpecony człowiek czuje, co przeszedł? A może raczej wyśmiewamy się z takich ludzi, unikamy ich i oskarżamy o podłość (musiał sobie na taką karę zasłużyć!). W późniejszej części tomu, gdy poznajemy dzieci Gohy, nasuwają się także pytania o rolę matki w kształtowaniu rodziny. Czy jako dzieci okazywaliśmy jej wystarczająco dużo szacunku? I co ważniejsze, czy także w dorosłym życiu traktujemy ją, jak należy? A może dzieci mają prawo oczekiwać po rodzicielce wiecznego posługiwania i uległości?
Książkę czytało mi się dobrze, przygody kobiety i dziewczynki przepełnione są bólem, smutkiem i cierpieniem, ale także radością i nadzieją. Pełno tu różnych złotych myśli. Także bohaterowie wykreowani się bardzo dobrze, a ich losy tworzą spójną całość z tym, co czytaliśmy we wcześniejszych tomach. Drobiazgowo przemyślany świat przedstawiony pomaga "wejść" w tę opowieść i pozostać w niej na długie godziny.
Podsumowując, Tehanu podobało mi się najbardziej z całego cyklu. Historia postawiła przede mną wiele pytań, ale delikatnie pomogła znaleźć na nie odpowiedź. Liczę, że także i Wam się spodoba. Nie przejmujcie się, jeśli nie znacie poprzednich tomów: lektura tej jednej książki wystarczy w zupełności, by cieszyć się jej zawartością.
Ocena końcowa: 4+/6
Polecam: osobom ceniącym literaturę z ukrytym, lekko podanym przesłaniem
"Zamknięta książka jest niema; przemówi tylko wtedy, gdy zostanie otwarta." E.E. Schmitt
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 9 października 2018
wtorek, 2 lipca 2013
"Saga o Rubieżach. Tom 1" - Liliana Bodoc
Tytuł: Saga o Rubieżach (org. Los días del venado, Los Días de la Sombra)
Seria: Saga o Rubieżach, #1
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 17 sierpni 2012 r. (premiera: czerwiec 2000)
Ilość stron: 728
Najlepsze fantasy napisane w języku hiszpańskim nareszcie w Polsce! Jak nie skusić się na takie słowa? No jak!? Tym bardziej że Prószyński i S-ka zdecydowali się na połączenie dwóch oryginalnych tomów w jeden. Więcej przygód, więcej fantasy...
Recenzowany pierwszy tom Sagi o Rubieżach dzieli się na "Dni Jelenia" i "Dni Pomroki". Akcja rozgrywa się w świecie alternatywnym, na kontynencie zwanym Żyznymi Ziemiami. Mieszkańcy czekają na przepowiedziane w proroctwach przybycie okrętów. Nie spodziewają się, że to, na co czekają, może stać się ich zgubą. Gdy bowiem na horyzoncie pojawiają się statki, nie znajdują się w nich waleczni bohaterowie, a wojska wcielenia zła, syna samej Kostuchy, Misáianesa. Żyjący spokojnie ludzie muszą stawić mu czoła. A to przecież dopiero najbardziej zewnętrzna warstwa tej opowieści!
Faktycznie, świat wykreowany przez Lilianę Bodoc jest złożony, skomplikowany i niezwykle przypominał mi uniwersum Ziemiomorza Ursuli Le Guin. Tutaj także znajdziemy niespotykane istoty, rośliny, plemiona z drobiazgowo obmyślonymi rytuałami. Bohaterowie również mierzyć się będą ze Złem Wcielonym, miłość wystawiona będzie na niejedną próbę, politycy ukażą swoje drugie (a czasami i trzecie) oblicze. Niby wszystko fajnie, powinno być miło i przyjemnie.
ALE! Lektura niesamowicie mi się dłużyła. Co z tego, że lubię fantasy? Co z tego, że nie przeszkadzają mi szczegółowe opisy ceremonii, przyrody (ba - nawet przepadam za nimi!)? Sagę o Rubieżach, te siedemset stron, męczyłam bity miesiąc (wakacyjny, dodajmy), i chwilami ogarniało mnie zwątpienie, czy w ogóle zmęczę. Wiele zachowań bohaterów oscylowało na granicy absurdu, opisy były aż przesadnie drobiazgowe. Owszem, fabuła ciekawa, pomysły oklepane, ale podane w troszkę innej formie, ale ta forma sromotnie mnie zawiodła.
Szkoda. Saga o Rubieżach zapowiadała się bardzo ciekawie. Na wieść, że ta trylogia uznawana jest na "najlepsze hiszpańskie fantasy", zacierałam ręce. Jednak po lekturze tego tomu stwierdzam, że na kolejny już się nie skuszę. Zazwyczaj daję szansę serii, czytam kolejne tomy w nadziei na "lepsze jutro". Sadze o Rubieżach nie dam tej szansy. Jeśli nie przeszkadzają Ci wręcz komiczne absurdy i rozwlekłe opisy, a przepadasz za fantastyką a'la Le Guin - przeczytaj. Jeśli nie spełniasz tego pierwszego warunku - raczej sobie odpuść, chyba że akurat cierpisz na nadmiar wolnego czasu.
Ocena końcowa: 3/6
Polecam: zagorzałym miłośnikom rozwlekłego, przerysowanego fantasy
Seria: Saga o Rubieżach, #1
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 17 sierpni 2012 r. (premiera: czerwiec 2000)
Ilość stron: 728
Najlepsze fantasy napisane w języku hiszpańskim nareszcie w Polsce! Jak nie skusić się na takie słowa? No jak!? Tym bardziej że Prószyński i S-ka zdecydowali się na połączenie dwóch oryginalnych tomów w jeden. Więcej przygód, więcej fantasy...
Recenzowany pierwszy tom Sagi o Rubieżach dzieli się na "Dni Jelenia" i "Dni Pomroki". Akcja rozgrywa się w świecie alternatywnym, na kontynencie zwanym Żyznymi Ziemiami. Mieszkańcy czekają na przepowiedziane w proroctwach przybycie okrętów. Nie spodziewają się, że to, na co czekają, może stać się ich zgubą. Gdy bowiem na horyzoncie pojawiają się statki, nie znajdują się w nich waleczni bohaterowie, a wojska wcielenia zła, syna samej Kostuchy, Misáianesa. Żyjący spokojnie ludzie muszą stawić mu czoła. A to przecież dopiero najbardziej zewnętrzna warstwa tej opowieści!Faktycznie, świat wykreowany przez Lilianę Bodoc jest złożony, skomplikowany i niezwykle przypominał mi uniwersum Ziemiomorza Ursuli Le Guin. Tutaj także znajdziemy niespotykane istoty, rośliny, plemiona z drobiazgowo obmyślonymi rytuałami. Bohaterowie również mierzyć się będą ze Złem Wcielonym, miłość wystawiona będzie na niejedną próbę, politycy ukażą swoje drugie (a czasami i trzecie) oblicze. Niby wszystko fajnie, powinno być miło i przyjemnie.
ALE! Lektura niesamowicie mi się dłużyła. Co z tego, że lubię fantasy? Co z tego, że nie przeszkadzają mi szczegółowe opisy ceremonii, przyrody (ba - nawet przepadam za nimi!)? Sagę o Rubieżach, te siedemset stron, męczyłam bity miesiąc (wakacyjny, dodajmy), i chwilami ogarniało mnie zwątpienie, czy w ogóle zmęczę. Wiele zachowań bohaterów oscylowało na granicy absurdu, opisy były aż przesadnie drobiazgowe. Owszem, fabuła ciekawa, pomysły oklepane, ale podane w troszkę innej formie, ale ta forma sromotnie mnie zawiodła.
Szkoda. Saga o Rubieżach zapowiadała się bardzo ciekawie. Na wieść, że ta trylogia uznawana jest na "najlepsze hiszpańskie fantasy", zacierałam ręce. Jednak po lekturze tego tomu stwierdzam, że na kolejny już się nie skuszę. Zazwyczaj daję szansę serii, czytam kolejne tomy w nadziei na "lepsze jutro". Sadze o Rubieżach nie dam tej szansy. Jeśli nie przeszkadzają Ci wręcz komiczne absurdy i rozwlekłe opisy, a przepadasz za fantastyką a'la Le Guin - przeczytaj. Jeśli nie spełniasz tego pierwszego warunku - raczej sobie odpuść, chyba że akurat cierpisz na nadmiar wolnego czasu.
Ocena końcowa: 3/6
Polecam: zagorzałym miłośnikom rozwlekłego, przerysowanego fantasy
Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka
niedziela, 26 lutego 2012
"Nieśmiertelność zabije nas wszystkich" - Drew Magary
Tytuł: Nieśmiertelność zabije nas wszystkich (org. The Postmortal)
Autor: Drew Magary
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania:21 lutego 2012 r. (premiera: sierpień 2011)
Ilość stron: 463
Zabierając się za lekturę tej książki, nie miałam pojęcia, co mnie czeka. Antyutopia osadzona w niedalekiej przyszłości? A może w odległych czasach? Albo zupełnie fantastyczny, alternatywny świat? A może przeciwnie, znajdę tu poglądy starożytnych na temat przyszłości (czyli współczesności)? Ewentualnie jakiś romans paranormalny... Co ostatecznie otrzymałam?
Nieśmiertelność zabije nas wszystkich to historia opowiedziana z perspektywy Johna Farrella. Historia zaczynająca się w całkiem niedalekiej przyszłości, bo w roku 2019. Wtedy to wynaleziono lek dający nieśmiertelność. Specyfik, początkowo dostępny jedynie w podziemiu, po trzech latach zostaje zalegalizowany. Jakie będą skutki powszechnego dostępu do wiecznego życia? Jakie są jego zalety i wady? Czy w ogóle istnieją jakiekolwiek mocne/słabe strony...?
Książka została podzielona na cztery części (Prohibicja, Upowszechnienie, Nasycenie i Korekta) z różnych okresów. W Prohibicji z 2019 roku widzimy, jak John decyduje się na nielegalny zabieg unieśmiertelnienia. Natomiast Upowszechnienie, opisujące rok 2029, to już "wolna Amerykanka", niemal wszyscy obywatele podjęli decyzję, by żyć wiecznie. Zaczynają się jednak pewne problemy, których apogeum osiągnięte zostanie kilka lat później. Tę sytuację autor przybliża w Nasyceniu (2059 rok): ludzi jest zbyt wielu, zaczynają się problemy z żywnością, wodą, mieszkaniami, dostępem do służby zdrowia... Pojawia się nuda, monotonia, mieszkańcy zaczynają szukać odskoczni od codzienności. A to tylko przykłady! Nawet ostatnia część (2079) nie przynosi stabilizacji, a samo zakończenie - intrygujące, otwarte - pozostawia czytelnika z wieloma pytaniami.
Tematyka powieści na pewno nie jest rozrywkowa, choć poczas lektury natrafimy zarówno na momenty radose, jak i smutne. Wykreowana przez autora rzeczywistość sprawia wrażenie bardzo prawdopodobnej. Duża w tym zasługa narracji: wszystko opisuje John, używając czasu przeszłego - jakby to już się zdarzyło. Bohater nie snuje filozoficznych dywagacji o wadach i zaletach nieśmiertelości, po prostu prezentuje nam swoje życie - i robi to niesamowicie barwnie. Książka pełna jest ciekawych i przerażających koncepcji, odbiorca zaczyna się zastanawiać: Co by było, gdyby faktycznie...?
Zainspirowana Nieśmiertelnością..., zaczęłam dyskutować na ten temat z mamą. O ile początkowo obydwie dostrzegałyśmy głównie zalety długowieczności, o tyle z upływem kartek (zdecydowanie zbyt szybkim!) zaczęłam zwracać uwagę na wady: tak oczywiste, a jednocześnie ujawniające się dopiero pod wpływem lektury. Na pewno i Wy zweryfikujecie swoje poglądy na ten temat. Jeśli jesteście ciekawi, jak może wyglądać świat Waszych dzieci i wnuków, dajcie się przekonać i sięgnijcie po dzieło Drewa Magary'ego. Zdecydowanie mniej fantastyczne niż Robokalipsa, ale równie porywające i przerażające. Oto kolejna, naprawdę godna uwagi książka "ku przestrodze" - polecam!
Ocena końcowa: 6-/6
Polecam: zainteresowanym możliwym przyszłym porządkiem świata; tym którzy polubili Robokalipsę
Autor: Drew Magary
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania:21 lutego 2012 r. (premiera: sierpień 2011)
Ilość stron: 463
Zabierając się za lekturę tej książki, nie miałam pojęcia, co mnie czeka. Antyutopia osadzona w niedalekiej przyszłości? A może w odległych czasach? Albo zupełnie fantastyczny, alternatywny świat? A może przeciwnie, znajdę tu poglądy starożytnych na temat przyszłości (czyli współczesności)? Ewentualnie jakiś romans paranormalny... Co ostatecznie otrzymałam?
Nieśmiertelność zabije nas wszystkich to historia opowiedziana z perspektywy Johna Farrella. Historia zaczynająca się w całkiem niedalekiej przyszłości, bo w roku 2019. Wtedy to wynaleziono lek dający nieśmiertelność. Specyfik, początkowo dostępny jedynie w podziemiu, po trzech latach zostaje zalegalizowany. Jakie będą skutki powszechnego dostępu do wiecznego życia? Jakie są jego zalety i wady? Czy w ogóle istnieją jakiekolwiek mocne/słabe strony...?
Książka została podzielona na cztery części (Prohibicja, Upowszechnienie, Nasycenie i Korekta) z różnych okresów. W Prohibicji z 2019 roku widzimy, jak John decyduje się na nielegalny zabieg unieśmiertelnienia. Natomiast Upowszechnienie, opisujące rok 2029, to już "wolna Amerykanka", niemal wszyscy obywatele podjęli decyzję, by żyć wiecznie. Zaczynają się jednak pewne problemy, których apogeum osiągnięte zostanie kilka lat później. Tę sytuację autor przybliża w Nasyceniu (2059 rok): ludzi jest zbyt wielu, zaczynają się problemy z żywnością, wodą, mieszkaniami, dostępem do służby zdrowia... Pojawia się nuda, monotonia, mieszkańcy zaczynają szukać odskoczni od codzienności. A to tylko przykłady! Nawet ostatnia część (2079) nie przynosi stabilizacji, a samo zakończenie - intrygujące, otwarte - pozostawia czytelnika z wieloma pytaniami.
Tematyka powieści na pewno nie jest rozrywkowa, choć poczas lektury natrafimy zarówno na momenty radose, jak i smutne. Wykreowana przez autora rzeczywistość sprawia wrażenie bardzo prawdopodobnej. Duża w tym zasługa narracji: wszystko opisuje John, używając czasu przeszłego - jakby to już się zdarzyło. Bohater nie snuje filozoficznych dywagacji o wadach i zaletach nieśmiertelości, po prostu prezentuje nam swoje życie - i robi to niesamowicie barwnie. Książka pełna jest ciekawych i przerażających koncepcji, odbiorca zaczyna się zastanawiać: Co by było, gdyby faktycznie...?
Zainspirowana Nieśmiertelnością..., zaczęłam dyskutować na ten temat z mamą. O ile początkowo obydwie dostrzegałyśmy głównie zalety długowieczności, o tyle z upływem kartek (zdecydowanie zbyt szybkim!) zaczęłam zwracać uwagę na wady: tak oczywiste, a jednocześnie ujawniające się dopiero pod wpływem lektury. Na pewno i Wy zweryfikujecie swoje poglądy na ten temat. Jeśli jesteście ciekawi, jak może wyglądać świat Waszych dzieci i wnuków, dajcie się przekonać i sięgnijcie po dzieło Drewa Magary'ego. Zdecydowanie mniej fantastyczne niż Robokalipsa, ale równie porywające i przerażające. Oto kolejna, naprawdę godna uwagi książka "ku przestrodze" - polecam!
Ocena końcowa: 6-/6
Polecam: zainteresowanym możliwym przyszłym porządkiem świata; tym którzy polubili Robokalipsę
Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka
czwartek, 23 lutego 2012
"Bojowa pieśń tygrysicy" - Amy Chua
Tytuł: Bojowa pieśń tygrysicy (org. Battle Hymn of the Tiger Mother)
Autor: Amy Chua
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 8 marca 2011 r. (premiera: styczeń 2011)
Ilość stron: 218
Już okładka Bojowej pieśni tygrysicy intryguje pytaniem "Dlaczego chińskie matki są lepsze?". Jeszcze przed rozpoczęciem lektury zastanawiałam się, co wobec tego zastanę w środku. Powiem jedno: tego bym się nie spodziewała.
Bojowa pieśń tygrysicy to swego rodzaju pamiętnik, zapis wspomnień czterdziestokilkuletniej Amy Chua, będącej narratorką i autorką. Urodziła się w Chinach, ale we wczesnym dzieciństwie wyemigrowała z rodzicami i trzema siostrami do USA. Wyszła za mąż za Żyda imieniem Jed, doczekała się dwóch cudownych córek: Sophii i Louise (Lulu). Chcąc zapewnić im jak najlepszy start w życie, drobiazgowo zaplanowała ich dzieciństwo od najmłodszych lat. A później i w późniejszych latach...
Dziewczynki uczyły się więc chińskiego mandaryńskiego, nauki gry na fortepianie, musiały być grzeczne, ułożone i doskonale się uczyć. Już w pierwszym rozdziale bawią - i szokują - słowa, że ocena słabsza niż szóstka jest złą oceną. Amy faktycznie wymaga od swoich pociech bezwarunkowego oddania i sukcesów w tym, co dla nich wybrała. Wielogodzinne ćwiczenie na instrumencie i brak czasu na cokolwiek innego, według matki, przyniosą im szczęście w przyszłości. O ile starsza Sophia biernie poddaje się presji, o tyle bardziej waleczna, mniej uległa Lulu wciąż się buntuje, na linii matka-córka dochodzi nieustannie do scysji.
Książka w lekki, mniej lub bardziej zabawny sposób prezentuje chiński model wychowania. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, czemu z Kraju Środka pochodzi tak wielu mistrzów, z tej niepozornej historii dowiecie się prawdy. Autorka odróżnia "zachodnią matkę", która za każdy, najmniejszy sukces dziecka nagradza je, chwali publicznie, od "chińskiej matki", która wciąż wymaga więcej. Teoretycznie zwiększa to szanse dziecka na odniesienie sukcesu, ale czy warto od najmłodszych lat żyć w takim napięciu...?
Bojowa pieśń tygrysicy porusza czytelnika do głębi: do czego można się posunąć "dla dobra dzieci". Ponad dwieście stron czyta się błyskawicznie, dzięki lekkiemu w odbiorze i plastycznemu językowi stajemy się członkami rodziny Chua, doświadczamy ich radości i smutków. Kiedy lektura się kończy, zdziwiłam się, że to już... Chętnie spędziłabym więcej czasu w tym świecie, gdzie matka nie pyta ukochanych potomków o zdanie; a nawet jeśli pyta, i tak sama podejmuje decyzje, mówiąc "Przecież tak będzie dla CIEBIE lepiej". Serdecznie polecam!
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: zainteresowanym chińskim modelem wychowania dziecka; osobom narzekającym na zbyt surowych rodziców.
++++++++++
Czerwony dostatek - Francis Spufford
Ta głośna książka wielokrotnie nagradzanego już pisarza i eseisty pokazuje dziwaczne działania sowieckiej ekonomii i polityki. Podejmuje też rozważania czy nie było jednak możliwe stworzenie (planowego) raju na Ziemi. Czy komunizm rzeczywiście był przegrany już na starcie?
Ubodzy chłopi w kołchozach i wszechpotężni sekretarze partyjni. Dysydenci i karierowicze. Uczeni i politycy. Szoferzy, inżynierowie, tajniacy, prywaciarze i zwykli ludzie. Przewijają się oni przez karty tej zaskakującej, mozaikowej powieści o Związku Radzieckim i jego gospodarce, w której wszystko łączy się ze wszystkim, a literacka fikcja miesza się z najprawdziwszą prawdą.
Premiera: 21 marca 2012 r.
Ilość stron: 448
Cena: ??
Wydawnictwo: Muza
Martwy i nieobecny - Charlaine Harris
Zmiennokształtni, idąc w ślady wampirów, ujawniają się światu. Sookie, oczywiście, doskonale wie o ich istnieniu, w końcu jej brat zmienia się w panterę w czasie pełni, a szef Sam Marlotte jest jednym z nich. Na początku wszystko idzie dobrze, do czasu, kiedy na tyłach baru Sama zostaje odnalezione zmaltretowane ciało zmiennokształtnej. Sookie zgadza się wykorzystać swój talent do wytropienia zabójcy. Nie zdaje sobie, jednak, sprawy, że istnieje większe zagrożenie niż morderca, który pojawił się w Bon Temps - rasa nieludzkich istot, starszych, potężniejszych i bardziej tajemniczych niż wampiry i wilkołaki, gotująca się do wojny…
Premiera: 22 lutego 2012 r.
Ilość stron: 368
Cena: 35,00 zł
Wydawnictwo: Mag
Nieznośna lekkość maślanych bułeczek - Alexander McCall Smith
Legendarna seria 44 Scotland Street bije rekordy sprzedaży na całym świecie.
28 marca ukaże się po polsku kolejny, piąty już tom tej serii zatytułowany Nieznośna lekkość maślanych bułeczek.
Bertie, niezwykle utalentowany sześciolatek, wciąż zmaga się z Irene, swą kontrolującą wszystko matką. Czasami udaje mu się od niej uwolnić, więc wstępuje do drużyny młodszych skautów. Matthew wykazuje się niespodziewanie silnym charakterem w roli nowo poślubionego małżonka, podczas gdy Domenica, kobieta oddana karierze intelektualnej, wciąż cierpi na samotność. Narcystyczny Bruce przewartościowuje swoje dotychczasowe życie. Malarz portrecista, Angus Lordie, znów ma problemy ze swym psem Cyrilem, gdyż ten złotozęby gwiazdor wpada w sidła psiej namiętności...
Książki McCall Smitha są jak gorące kakao w mroźny wieczór, jak ciepła bielizna na zimę.
Powinny być zapisywane przez lekarzy jako lek na zimową chandrę. ["The Times" ]
Premiera: 28 marca 2012 r.
Ilość stron: ??
Cena: ??
Wydawnictwo: Muza
Autor: Amy Chua
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 8 marca 2011 r. (premiera: styczeń 2011)
Ilość stron: 218
Już okładka Bojowej pieśni tygrysicy intryguje pytaniem "Dlaczego chińskie matki są lepsze?". Jeszcze przed rozpoczęciem lektury zastanawiałam się, co wobec tego zastanę w środku. Powiem jedno: tego bym się nie spodziewała.
Bojowa pieśń tygrysicy to swego rodzaju pamiętnik, zapis wspomnień czterdziestokilkuletniej Amy Chua, będącej narratorką i autorką. Urodziła się w Chinach, ale we wczesnym dzieciństwie wyemigrowała z rodzicami i trzema siostrami do USA. Wyszła za mąż za Żyda imieniem Jed, doczekała się dwóch cudownych córek: Sophii i Louise (Lulu). Chcąc zapewnić im jak najlepszy start w życie, drobiazgowo zaplanowała ich dzieciństwo od najmłodszych lat. A później i w późniejszych latach...
Dziewczynki uczyły się więc chińskiego mandaryńskiego, nauki gry na fortepianie, musiały być grzeczne, ułożone i doskonale się uczyć. Już w pierwszym rozdziale bawią - i szokują - słowa, że ocena słabsza niż szóstka jest złą oceną. Amy faktycznie wymaga od swoich pociech bezwarunkowego oddania i sukcesów w tym, co dla nich wybrała. Wielogodzinne ćwiczenie na instrumencie i brak czasu na cokolwiek innego, według matki, przyniosą im szczęście w przyszłości. O ile starsza Sophia biernie poddaje się presji, o tyle bardziej waleczna, mniej uległa Lulu wciąż się buntuje, na linii matka-córka dochodzi nieustannie do scysji.
Książka w lekki, mniej lub bardziej zabawny sposób prezentuje chiński model wychowania. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, czemu z Kraju Środka pochodzi tak wielu mistrzów, z tej niepozornej historii dowiecie się prawdy. Autorka odróżnia "zachodnią matkę", która za każdy, najmniejszy sukces dziecka nagradza je, chwali publicznie, od "chińskiej matki", która wciąż wymaga więcej. Teoretycznie zwiększa to szanse dziecka na odniesienie sukcesu, ale czy warto od najmłodszych lat żyć w takim napięciu...?
Bojowa pieśń tygrysicy porusza czytelnika do głębi: do czego można się posunąć "dla dobra dzieci". Ponad dwieście stron czyta się błyskawicznie, dzięki lekkiemu w odbiorze i plastycznemu językowi stajemy się członkami rodziny Chua, doświadczamy ich radości i smutków. Kiedy lektura się kończy, zdziwiłam się, że to już... Chętnie spędziłabym więcej czasu w tym świecie, gdzie matka nie pyta ukochanych potomków o zdanie; a nawet jeśli pyta, i tak sama podejmuje decyzje, mówiąc "Przecież tak będzie dla CIEBIE lepiej". Serdecznie polecam!
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: zainteresowanym chińskim modelem wychowania dziecka; osobom narzekającym na zbyt surowych rodziców.
++++++++++
Czerwony dostatek - Francis Spufford
Ta głośna książka wielokrotnie nagradzanego już pisarza i eseisty pokazuje dziwaczne działania sowieckiej ekonomii i polityki. Podejmuje też rozważania czy nie było jednak możliwe stworzenie (planowego) raju na Ziemi. Czy komunizm rzeczywiście był przegrany już na starcie?
Ubodzy chłopi w kołchozach i wszechpotężni sekretarze partyjni. Dysydenci i karierowicze. Uczeni i politycy. Szoferzy, inżynierowie, tajniacy, prywaciarze i zwykli ludzie. Przewijają się oni przez karty tej zaskakującej, mozaikowej powieści o Związku Radzieckim i jego gospodarce, w której wszystko łączy się ze wszystkim, a literacka fikcja miesza się z najprawdziwszą prawdą.
Premiera: 21 marca 2012 r.
Ilość stron: 448
Cena: ??
Wydawnictwo: Muza
Martwy i nieobecny - Charlaine Harris
Zmiennokształtni, idąc w ślady wampirów, ujawniają się światu. Sookie, oczywiście, doskonale wie o ich istnieniu, w końcu jej brat zmienia się w panterę w czasie pełni, a szef Sam Marlotte jest jednym z nich. Na początku wszystko idzie dobrze, do czasu, kiedy na tyłach baru Sama zostaje odnalezione zmaltretowane ciało zmiennokształtnej. Sookie zgadza się wykorzystać swój talent do wytropienia zabójcy. Nie zdaje sobie, jednak, sprawy, że istnieje większe zagrożenie niż morderca, który pojawił się w Bon Temps - rasa nieludzkich istot, starszych, potężniejszych i bardziej tajemniczych niż wampiry i wilkołaki, gotująca się do wojny…
Premiera: 22 lutego 2012 r.
Ilość stron: 368
Cena: 35,00 zł
Wydawnictwo: Mag
Nieznośna lekkość maślanych bułeczek - Alexander McCall Smith
Legendarna seria 44 Scotland Street bije rekordy sprzedaży na całym świecie.
28 marca ukaże się po polsku kolejny, piąty już tom tej serii zatytułowany Nieznośna lekkość maślanych bułeczek.
Bertie, niezwykle utalentowany sześciolatek, wciąż zmaga się z Irene, swą kontrolującą wszystko matką. Czasami udaje mu się od niej uwolnić, więc wstępuje do drużyny młodszych skautów. Matthew wykazuje się niespodziewanie silnym charakterem w roli nowo poślubionego małżonka, podczas gdy Domenica, kobieta oddana karierze intelektualnej, wciąż cierpi na samotność. Narcystyczny Bruce przewartościowuje swoje dotychczasowe życie. Malarz portrecista, Angus Lordie, znów ma problemy ze swym psem Cyrilem, gdyż ten złotozęby gwiazdor wpada w sidła psiej namiętności...
Książki McCall Smitha są jak gorące kakao w mroźny wieczór, jak ciepła bielizna na zimę.
Powinny być zapisywane przez lekarzy jako lek na zimową chandrę. ["The Times" ]
Premiera: 28 marca 2012 r.
Ilość stron: ??
Cena: ??
Wydawnictwo: Muza
poniedziałek, 16 stycznia 2012
"Magia krwi" - Anthony Huso
Autor: Anthony Huso
Seria: ??
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 17 listopada 2011 r. (premiera: sierpień 2010)
Ilość stron: 656
Literacka seria "Nowej Fantastyki" reklamuje się jako "prawdopodobnie najlepsze fantasy na świecie". Zazwyczaj sceptycznie podchodzę do tego typu zapowiedzi, ale postanowiłam sprawdzić - może faktycznie coś w tym jest...?
Caliph Howl, następca tronu Stoneholdu, pobiera nauki holomorfii w szkole magii w Dreasae. W tym samym czasie uczy się tam także Sena, całkiem zdolna i cwana czarownica z klanu Shradnae. Zawarta przypadkiem znajomość nie urywa się wraz z końcem edukacji: młodzi spotykają się po jakimś czasie. On, już jako Wielki Król, musi zmierzyć się z potężnym wrogiem pragnącym zająć jego ziemie. Ona, pełnoprawna wiedźma, zostaje wysłana na jego dwór w celu odnalezienia Cisrym Ta - potężnego magicznego artefaktu, mogącego zniszczyć świat - i otwarcia go (a do tego potrzeba tytułowej magii krwi). Los na dobre splótł ze sobą losy tego duetu, rodzi się między nimi miłość. Czy uczucie przetrwa nadchodzącą wojnę? Czy okaże się silniejsze niż żądza władzy i dworskie spiski? I wreszcie: czy Cisrym Ta naprawdę zagrozi ludzkości?
Wykreowany przez autora świat wciągnął mnie od pierwszych stron. Niby nic nadzwyczajnego, kolejne fantasy pełne magii, konfliktów zbrojnych, poważnych rozmów na tematy polityczno-gospodarcze, bohaterskich wyczynów i niemal narkotycznych, niezrozumiałych wizji. Do tego całkiem spora szczypta miłości - autentycznego, nie wyidealizowanego uczucia, potraktowanego jednak trochę po macoszemu, jako źródła seksualnej uciechy. Fabuła nie powala oryginalnością: kolejny Wielki Król musi obronić swoje państwo, kolejny mag/czarodziej musi użyć potężnego artefaktu... Sztampa. Ciężko za to określić czas akcji: z jednej strony mamy wychodki, z drugiej "nowoczesne" słownictwo i technologie... Nie wiem, czy to autor nie potrafił się zdecydować, w jakim czasie chce osadzić swoją opowieść, czy jest to jego alternatywna wizja współczesności...?
Oryginalnym - dla mnie - elementem okazał się bardzo luźny, mało polityczny bieg akcji. Huso nie serwuje czytelnikom długich Poważnych Rozmów między Caliphem i jego doradcami, temat wojny poruszany jest bardzo rzadko. Zdecydowanie więcej miejsca poświęca się codziennemu życiu. Spodobało mi się to: magia i tak unosiła się w powietrzu, a ja nie musiałam wytężać zbytnio umysłu i przypominać sobie, kim był ten czy inny bohater.
Zaimponował mi też styl pisania. Pan Anthony sprawnie operuje piórem, sporo miejsca poświęca opisom, narracja jest rozbudowana i stylizowana lekko na starodawną. Lekko razi wspomniany, ale może to zabieg brak konsekwencji jeśli chodzi o czas celowy. Niemniej trochę dziwnie czytało mi się o Wielkim Królu używającym potocznego języka.
Muszę napisać o polskim wydaniu książki. O ile okładka prezentuje się ładnie (choć kolano uwiecznionej na niej Seny na pierwszy rzut oka wydaje się inną częścią ciała... co wprowadziło w konsternację moją mamę), o tyle edycja woła o pomstę do nieba. Braki przecinków zdarzają się sporadycznie, mnóstwo jest za to literówek (w pierwszej części tekstu) oraz, od pewnego momentu, brakuje myślników sygnalizujących początek wypowiedzi bohatera. Ogromnie utrudnia to lekturę.
Magia krwi stanowi właściwie zamkniętą historię. Ważne wątki zostały dopięte, jednak autor pozostawił sobie furtkę na kontynuację. Nie wiem, czy zapowiadana na ten rok Czarna butelka (org. Black Bottle) okaże się ciągiem dalszym czy oddzielną historią, ale na pewno po nią sięgnę. Dlaczego? Ponieważ pokochałam styl pisania tego debiutującego w fantastycznym świecie autora. Jeśli macie ochotę na lekką i dobrą historię fantasy, sięgajcie bez wahania!
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: miłośnikom lekkiej, przyjemnej fantastyki
Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka
++++++++++
Zemsta najlepiej smakuje na zimno - Joe Abercombie
Wiosna w Styrii. A to oznacza wojnę. Od dziewiętnastu lat płynie krew. Okrutny wielki książę Orso zaciekle zmaga się ze skłóconą Ligą Ośmiu i wykrwawia kraj. Podczas gdy maszerują armie, spadają głowy i płoną miasta, bankierzy, kapłani oraz starsze, mroczniejsze potęgi toczą śmiertelną zakulisową rozgrywkę, usiłując
wskazać, kto zostanie królem.
Być może wojna to piekło, jednakże dla Monzy Murcatto, Węża Talinsu, najstraszliwszej i najsłynniejszej najemniczki na usługach wielkiego księcia Orso, jest także znakomitym sposobem na zarobek. Zwycięstwa Monzy uczyniły ją sławną — nieco zbyt sławną jak na gust jej pracodawcy, który każe ją strącić z górskiego szczytu. Zdradzonej Monzie pozostają jedynie strzaskane ciało i paląca żądza zemsty. Bez względu na cenę, siedmiu ludzi musi umrzeć. Sojusznikami Monzy zostają najbardziej zawodny pijaczyna i najbardziej zdradziecki truciciel w całej Styrii, masowy morderca z obsesją na punkcie liczb oraz barbarzyńca, który chce jedynie czynić dobro. W poczet jej wrogów zalicza się ponad połowa narodu. A to jeszcze nie koniec, wkrótce bowiem jej tropem zostaje posłany najniebezpieczniejszy człowiek na świecie, mający dokończyć to, co zaczął książę Orso...
Książka Abercrombiego to krwawa i bezkompromisowa epicka opowieść o zemście i obsesji. Splatterpunkowa fantasy najwyższych lotów, niczym Hrabia Monte Christo napisany na modłę Michaela Moorcocka. Pojawiają się w niej tyrani i oprawcy, truciciele, seryjny zabójca, zdradziecki pijak, wojownik mający krew na rękach i brutalna najemniczka. A to tylko postacie pozytywne... Walki są efektowne i emocjonujące, sceny akcji brutalne, a tempo szaleńcze. Abercrombie piętrzy kolejne zdrady, przemiany i zwroty akcji, zachęcając nas do zgadywania, jak to wszystko się skończy. To jak dotąd jego najlepsza powieść. (George RR Martin)
Premiera: 13 stycznia 2011 r.
Ilość stron: 812
Cena: 49,00 zł
Wydawnictwo: Mag
Być może wojna to piekło, jednakże dla Monzy Murcatto, Węża Talinsu, najstraszliwszej i najsłynniejszej najemniczki na usługach wielkiego księcia Orso, jest także znakomitym sposobem na zarobek. Zwycięstwa Monzy uczyniły ją sławną — nieco zbyt sławną jak na gust jej pracodawcy, który każe ją strącić z górskiego szczytu. Zdradzonej Monzie pozostają jedynie strzaskane ciało i paląca żądza zemsty. Bez względu na cenę, siedmiu ludzi musi umrzeć. Sojusznikami Monzy zostają najbardziej zawodny pijaczyna i najbardziej zdradziecki truciciel w całej Styrii, masowy morderca z obsesją na punkcie liczb oraz barbarzyńca, który chce jedynie czynić dobro. W poczet jej wrogów zalicza się ponad połowa narodu. A to jeszcze nie koniec, wkrótce bowiem jej tropem zostaje posłany najniebezpieczniejszy człowiek na świecie, mający dokończyć to, co zaczął książę Orso...
Książka Abercrombiego to krwawa i bezkompromisowa epicka opowieść o zemście i obsesji. Splatterpunkowa fantasy najwyższych lotów, niczym Hrabia Monte Christo napisany na modłę Michaela Moorcocka. Pojawiają się w niej tyrani i oprawcy, truciciele, seryjny zabójca, zdradziecki pijak, wojownik mający krew na rękach i brutalna najemniczka. A to tylko postacie pozytywne... Walki są efektowne i emocjonujące, sceny akcji brutalne, a tempo szaleńcze. Abercrombie piętrzy kolejne zdrady, przemiany i zwroty akcji, zachęcając nas do zgadywania, jak to wszystko się skończy. To jak dotąd jego najlepsza powieść. (George RR Martin)
Premiera: 13 stycznia 2011 r.
Ilość stron: 812
Cena: 49,00 zł
Wydawnictwo: Mag
wtorek, 13 grudnia 2011
"Bezduszna" - Gail Carriger
Tytuł: Bezduszna (org. Soulless)
Autor: Gail Carriger
Seria: Protektorat parasola, #1 (org. Parasole Protectorate)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 22 marca 2011 r. (premiera: październik 2009)
Ilość stron: 320
Klimat wiktoriańskiej Anglii jest absolutnie niepowtarzalny. Osobiście uwielbiam wszelkie powieści osadzone w tych realiach - piękne suknie, pierwsze maszyny parowe, przygody Sherlocka Holmesa. Dlatego moje spotkanie z Gail Carriger i jej Bezduszną musiało w końcu dojść do skutku. I oto wrażenia z lektury...
W dziewiętnastowiecznym Londynie obok siebie żyją ludzie, wilkołaki, wampiry i inne istoty nadprzyrodzone. Wśród nich - Alexia Tarabotti - niewiasta nieposiadająca duszy. Mająca za to wybuchowy charakterek i nieodłączną towarzyszkę - parasolkę. Podczas pewnego przyjęcia kobieta zostaje zaatakowana przez wampira, na skutek czego krwiopijca traci życie. Sytuacja raczej nietypowa, zaczyna się śledztwo, w które mocno angażuje się niejaki lord Maccon - dobrze znany pannie Tarabotti wilkołak. Okazuje się, że ostatnio przedstawiciele tej ssącej rasy w tajemniczych okolicznościach znikają, za to pojawiają się zupełnie nowe... Czy Alexii uda się dowieść swojej niewinności i odnaleźć winnego? A może (wreszcie, na złość niesympatycznej rodzince) znajdzie sobie męża?
Pomysł na fabułę nie należy do najbardziej oryginalnych czy ambitnych. Ot, kolejna historia z paranormalnymi postaciami i romantycznym wątkiem w tle. Ale pani Carriger wykazała się oryginalnością już przy nazewnictwie: na przykład siedziba wampirów to ul, ich przywódczyni to królowa, a trutnie to... z resztą domyślcie się sami. W książce znajdziemy momenty godne oznaczenia +18. Takich scen nie ma wiele, opisane są pobieżnie i "nieuświadomiony" czytelnik może ich nawet nie dostrzec (hm... chociaż tak się zastanawiam, czy to w ogóle jeszcze możliwe ;)). Opowieść wciąga od samego początku, lektura nie dłuży się - głównie za sprawą...
Niesamowitego języka! Nie mogę się nadziwić, że debiutująca autorka w takim stopniu opanowała niełatwą sztukę pisania w sposób lekki i przyjemny w odbiorze. Łączy zwięzłe, inspirujące wyobraźnię opisy (szczególnie sukni - jednego z najbardziej charakterystycznych elementów epoki), wartką akcję i niewymuszony, momentami lekko prostacki humor. Historię opowiada nam wszechwiedzący narrator, który doskonale zdaje sobie sprawę z tego, iż ma odbiorcę (stąd zwroty typu "Zważcie iż...") i za pomocą anegdotek, zabawnych dopowiedzeń uprzyjemnia czytanie.
Bohaterowie stanowią niezwykle barwną i przemyślaną menażerię. Oprócz panny Tarabotti, której głównym zmartwieniem wcale nie są nadprogramowe kilogramy a brak męża i niemożność stania się wzorową panią domu (czyli ideałem wiktoriańskiej kobiety), spotykamy przedstawicieli wampirów (lord Akeldama) i wilkołaków (wspomniany Maccon). Zwykli ludzie stanowią odległy plan i kreowani są na "ograniczonych" konserwatystów (rodzina Alexii) lub beztroskie trzpiotki (najlepsza przyjaciółka). Moją sympatię zdobyli wszyscy, a sympatyczni bohaterowie to niemal połowa sukcesu powieści.
Nie zawodzi również polskie wydanie. Tytuł stanowi dokładne tłumaczenie oryginału (rzadko spotykana rzecz...). Tłumaczka wyśmienicie poradziła sobie z gawędziarskim stylem narratora oraz oddaniem klimatu epoki, a korekta zadbała, by błędy nie raziły oczu upierdliwego czytelnika ani recenzenta. Dobrym pomysłem było pozostawienie oryginalnego projektu okładki, ale ta cna niewiasta raczej Alexią nie jest (chyba że wybujały biust w XIX wieku wyglądał inaczej niż teraz...).
Bezduszna to niesamowicie wciągająca i przyjemna historia godna polecenia każdemu, komu niestraszne lekko paranormalne klimaty. Nawet panowie powinni czuć się usatysfakcjonowani - akcji jest tu co nie miara. Jestem pewna, że podczas lektury nikt nie będzie narzekać na nudę, a Wasz humor ulegnie zdecydowanej poprawie. Aż do ostatniej strony - niestety, to już koniec...
Ocena końcowa: 5+/6
Polecam: miłośnikom wiktoriańskich klimatów
++++++++++
Autor: Gail Carriger
Seria: Protektorat parasola, #1 (org. Parasole Protectorate)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 22 marca 2011 r. (premiera: październik 2009)
Ilość stron: 320
Klimat wiktoriańskiej Anglii jest absolutnie niepowtarzalny. Osobiście uwielbiam wszelkie powieści osadzone w tych realiach - piękne suknie, pierwsze maszyny parowe, przygody Sherlocka Holmesa. Dlatego moje spotkanie z Gail Carriger i jej Bezduszną musiało w końcu dojść do skutku. I oto wrażenia z lektury...
W dziewiętnastowiecznym Londynie obok siebie żyją ludzie, wilkołaki, wampiry i inne istoty nadprzyrodzone. Wśród nich - Alexia Tarabotti - niewiasta nieposiadająca duszy. Mająca za to wybuchowy charakterek i nieodłączną towarzyszkę - parasolkę. Podczas pewnego przyjęcia kobieta zostaje zaatakowana przez wampira, na skutek czego krwiopijca traci życie. Sytuacja raczej nietypowa, zaczyna się śledztwo, w które mocno angażuje się niejaki lord Maccon - dobrze znany pannie Tarabotti wilkołak. Okazuje się, że ostatnio przedstawiciele tej ssącej rasy w tajemniczych okolicznościach znikają, za to pojawiają się zupełnie nowe... Czy Alexii uda się dowieść swojej niewinności i odnaleźć winnego? A może (wreszcie, na złość niesympatycznej rodzince) znajdzie sobie męża?
Pomysł na fabułę nie należy do najbardziej oryginalnych czy ambitnych. Ot, kolejna historia z paranormalnymi postaciami i romantycznym wątkiem w tle. Ale pani Carriger wykazała się oryginalnością już przy nazewnictwie: na przykład siedziba wampirów to ul, ich przywódczyni to królowa, a trutnie to... z resztą domyślcie się sami. W książce znajdziemy momenty godne oznaczenia +18. Takich scen nie ma wiele, opisane są pobieżnie i "nieuświadomiony" czytelnik może ich nawet nie dostrzec (hm... chociaż tak się zastanawiam, czy to w ogóle jeszcze możliwe ;)). Opowieść wciąga od samego początku, lektura nie dłuży się - głównie za sprawą...
Niesamowitego języka! Nie mogę się nadziwić, że debiutująca autorka w takim stopniu opanowała niełatwą sztukę pisania w sposób lekki i przyjemny w odbiorze. Łączy zwięzłe, inspirujące wyobraźnię opisy (szczególnie sukni - jednego z najbardziej charakterystycznych elementów epoki), wartką akcję i niewymuszony, momentami lekko prostacki humor. Historię opowiada nam wszechwiedzący narrator, który doskonale zdaje sobie sprawę z tego, iż ma odbiorcę (stąd zwroty typu "Zważcie iż...") i za pomocą anegdotek, zabawnych dopowiedzeń uprzyjemnia czytanie.
Bohaterowie stanowią niezwykle barwną i przemyślaną menażerię. Oprócz panny Tarabotti, której głównym zmartwieniem wcale nie są nadprogramowe kilogramy a brak męża i niemożność stania się wzorową panią domu (czyli ideałem wiktoriańskiej kobiety), spotykamy przedstawicieli wampirów (lord Akeldama) i wilkołaków (wspomniany Maccon). Zwykli ludzie stanowią odległy plan i kreowani są na "ograniczonych" konserwatystów (rodzina Alexii) lub beztroskie trzpiotki (najlepsza przyjaciółka). Moją sympatię zdobyli wszyscy, a sympatyczni bohaterowie to niemal połowa sukcesu powieści.
Nie zawodzi również polskie wydanie. Tytuł stanowi dokładne tłumaczenie oryginału (rzadko spotykana rzecz...). Tłumaczka wyśmienicie poradziła sobie z gawędziarskim stylem narratora oraz oddaniem klimatu epoki, a korekta zadbała, by błędy nie raziły oczu upierdliwego czytelnika ani recenzenta. Dobrym pomysłem było pozostawienie oryginalnego projektu okładki, ale ta cna niewiasta raczej Alexią nie jest (chyba że wybujały biust w XIX wieku wyglądał inaczej niż teraz...).
Bezduszna to niesamowicie wciągająca i przyjemna historia godna polecenia każdemu, komu niestraszne lekko paranormalne klimaty. Nawet panowie powinni czuć się usatysfakcjonowani - akcji jest tu co nie miara. Jestem pewna, że podczas lektury nikt nie będzie narzekać na nudę, a Wasz humor ulegnie zdecydowanej poprawie. Aż do ostatniej strony - niestety, to już koniec...
Polecam: miłośnikom wiktoriańskich klimatów
++++++++++
Zainteresowanych kupnem trzech wydanych dotychczas tomów Protektoratu parasola odsyłam do Empików (tam na pewno są, czy gdzieś indziej - nie wiem), gdzie czeka na Was wyjątkowa okazja! Pakiet trzech książek za 69,90 zł :)
Jeszcze ciekawa zapowiedź od Prószyńskiego i S-ki:
Dzieci demonów - J.M. McDermott
Pełnokrwiste, mroczne
fantasy o świecie skażonym przez demony
Bezimiennych,
sługi bogini Elishty, przed laty zapędzono do podziemi. Niestety, ich pomiot,
zrodzony przez śmiertelne kobiety, wciąż plugawi te ziemie. To półdemony,
przeklęta krew. Wszystko, czego dotkną, zostaje skażone. Chroniący się
w miastach ludzie wysłali ich tropem Wędrowców Erin Błogosławionej, biegających
z wilkami, członków watahy. Wędrowcy nie spoczną, dopóki nie wytropią ostatniego z dzieci demonów. Co jednak,
jeżeli potomkowie Bezimiennych mają dusze?
Na jednym z największych amerykańskich serwisów poświęconych
fantastyce, SF Signal, powieść McDermotta otrzymała pięć gwiazdek
– maksymalną ocenę!
Premiera: 17 stycznia 2012 r.
Ilość stron: ??
Cena: 32 zł
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
"Tehanu" - Ursula K. Le Guin
Tytuł: Tehanu
Autor: Ursula K. Le Guin
Seria: Ziemiomorze, #4
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 240
Data wydania: 8 czerwca 2001 (premiera światowa: 1990)
Oto ostatni tom cyklu o Ziemiomorzu. Co przygotowała dla nas autorka? Co czeka na nas w zwieńczeniu tej znanej i szanowanej tetralogii?
Główną bohaterką jest Goha. Momencik, nowa bohaterka w ostatnim tomie? Skąd, to tylko Tenar - była kapłanka, którą poznaliśmy w Grobowcach Atuanu. Osiedliła się na Goncie (tam, gdzie urodził się Ged), ożeniła i urodziła dwójkę dzieci. Teraz została sama, syn i córka "prysnęli" w świat, a szanowny małżonek odszedł w zaświaty. Jej samotny i monotonny żywot zostaje urozmaicony dość niepodziewanie, gdy w wiosce pojawia się okaleczona, pobita i poparzona dziewczynka. Tenar podejmuje się opieki nad nieszczęsną, nadaje jej imię Therru.
Tehanu różni się od wcześniejszych tomów głównie tym, że bohaterki nie podróżują. Powiem inaczej: podróżują, ale ich wędrówka nie jest najważniejsza. Najpierw wyruszają do starego Ogiona (tak, ten z Czarnoksiężnika z Archipelagu), by zaopiekować się nim w ostatnich chwilach życia. Niebawem na wyspę przybywa Ged na grzbiecie Kalessina (końcówka Najdalszego brzegu). Arcymag postanawia zignorować swoje obowiązki i pozostać w ukryciu. Niedługo później pojawia się kolejny znajomy: książę Lebannen. Młodzieniec poszukuje Geda, by prosić go o udział w koronacji. Przynosi również wieść, że w przywróceniu ładu w Archipelagu istotną rolę odegra kobieta z Gontu. Wszystko jasne, prawda?
W międzyczasie Tenar wychowuje Therru, próbuje otworzyć ją na innych, dziewczynka bowiem ma poważne obawy jeśli chodzi o kontakty z mężczyznami. To jedno z ukrytych przesłań powieści: jak postrzegamy osoby kalekie, oszpecone? Czy dostrzegamy ich ból, cierpienie, smutek? Czy może nie widzimy jedynie brzydotę, na którą kaleka "na pewno sobie zasłużył"? Opowieść ukazuje również - w pewnym stopniu - świat widziany oczyma dziecka zdającego sobie sprawę z własnych braków. Czy naprawdę musi byś skazane na smutek i odrzucenie ze strony rówieśników, gesty przyjaźni okazywane tylko przez "swoich"?
Innym poruszonym zagadnieniem jest stosunek do rodziców. Wraz z rozwojem wydarzeń poznajemy bowiem dzieci Tenar - córkę Jabłko i syna Iskrę. Możemy porównać ich stosunek do matki, możemy odnieść się również do tego, jak traktuje ją Therru. Czytelnik stawia sobie pytania: Czy szanuję/szanowałem matkę i jej pracę? A może traktuję/traktowałem ją jak służącą?
Ostatnim ważnym aspektem, o którym chcę wspomnieć, jest sposób, w jaki traktowane są kobiety. Goha spotyka na swojej drodze młodego maga Coba. On, chociaż rozpoznaje w niej znaną i szanowaną Tenar, nie okazuje szacunku i szuka sposobu, by ją upokorzyć. Zupełnie jakby chciał pokazać, że jako młody MĘŻCZYZNA może i potrafi więcej niż stara kobieta. Także to, jak potraktowano Therru na samym początku, woła o pomstę do nieba. Jako przedstawicielka płci żeńskiej cieszę się, że nie żyję w opisanych w książce czasach.
Rozpisałam się na temat poruszanych zagadnień, ale nie wymieniłam wszystkich - jedynie te najważniejsze, najbardziej zapadające w pamięć. Bohaterowie są wyraziści, stali w swoich postanowieniach, chociaż czasami zbyt "płascy", jednowymiarowi (np. Cob - bezwzględnie zły, bez odcieni szarości). Ci ważniejsi jednak przedstawieni są spójnie i sympatycznie.
Wspomnę jeszcze o stylu pisania. Pani Le Guin przyzwyczaiła nas do dużego nacisku na detale, codzienne czynności i emocje towarzyszące ich wykonywaniu. Tutaj jest ich mnóstwo. Także opisom otoczenia nic nie brakuje: z łatwością "wtapiałam się" w tło wydarzeń.
Podsumowując, Tehanu to godne zwieńczenie serii. Nie zamyka wszystkich wątków, dzięki czemu mogły powstać kolejne książki z tego uniwersum (nie zaliczane jednak do samej tetralogii). Mimo pewnych przewidywalnych elementów i miejscowej naiwności, książkę czyta się szybko i przyjemnie, a przesłania w niej zawarte zapadają w pamięci. A przecież o to chodzi w tym cyklu: by po lekturze być lepszym, niż przed nią. Nawet jeśli nie czytaliście tomów 1-3... Polecam!
Ocena końcowa: 4+/6
Polecam: osobom szukającym ciekawej historii fantastycznej z ukrytym, nienachalnym morałem
Autor: Ursula K. Le Guin
Seria: Ziemiomorze, #4
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 240
Data wydania: 8 czerwca 2001 (premiera światowa: 1990)
Oto ostatni tom cyklu o Ziemiomorzu. Co przygotowała dla nas autorka? Co czeka na nas w zwieńczeniu tej znanej i szanowanej tetralogii?
Główną bohaterką jest Goha. Momencik, nowa bohaterka w ostatnim tomie? Skąd, to tylko Tenar - była kapłanka, którą poznaliśmy w Grobowcach Atuanu. Osiedliła się na Goncie (tam, gdzie urodził się Ged), ożeniła i urodziła dwójkę dzieci. Teraz została sama, syn i córka "prysnęli" w świat, a szanowny małżonek odszedł w zaświaty. Jej samotny i monotonny żywot zostaje urozmaicony dość niepodziewanie, gdy w wiosce pojawia się okaleczona, pobita i poparzona dziewczynka. Tenar podejmuje się opieki nad nieszczęsną, nadaje jej imię Therru.
Tehanu różni się od wcześniejszych tomów głównie tym, że bohaterki nie podróżują. Powiem inaczej: podróżują, ale ich wędrówka nie jest najważniejsza. Najpierw wyruszają do starego Ogiona (tak, ten z Czarnoksiężnika z Archipelagu), by zaopiekować się nim w ostatnich chwilach życia. Niebawem na wyspę przybywa Ged na grzbiecie Kalessina (końcówka Najdalszego brzegu). Arcymag postanawia zignorować swoje obowiązki i pozostać w ukryciu. Niedługo później pojawia się kolejny znajomy: książę Lebannen. Młodzieniec poszukuje Geda, by prosić go o udział w koronacji. Przynosi również wieść, że w przywróceniu ładu w Archipelagu istotną rolę odegra kobieta z Gontu. Wszystko jasne, prawda?
W międzyczasie Tenar wychowuje Therru, próbuje otworzyć ją na innych, dziewczynka bowiem ma poważne obawy jeśli chodzi o kontakty z mężczyznami. To jedno z ukrytych przesłań powieści: jak postrzegamy osoby kalekie, oszpecone? Czy dostrzegamy ich ból, cierpienie, smutek? Czy może nie widzimy jedynie brzydotę, na którą kaleka "na pewno sobie zasłużył"? Opowieść ukazuje również - w pewnym stopniu - świat widziany oczyma dziecka zdającego sobie sprawę z własnych braków. Czy naprawdę musi byś skazane na smutek i odrzucenie ze strony rówieśników, gesty przyjaźni okazywane tylko przez "swoich"?
Innym poruszonym zagadnieniem jest stosunek do rodziców. Wraz z rozwojem wydarzeń poznajemy bowiem dzieci Tenar - córkę Jabłko i syna Iskrę. Możemy porównać ich stosunek do matki, możemy odnieść się również do tego, jak traktuje ją Therru. Czytelnik stawia sobie pytania: Czy szanuję/szanowałem matkę i jej pracę? A może traktuję/traktowałem ją jak służącą?
Ostatnim ważnym aspektem, o którym chcę wspomnieć, jest sposób, w jaki traktowane są kobiety. Goha spotyka na swojej drodze młodego maga Coba. On, chociaż rozpoznaje w niej znaną i szanowaną Tenar, nie okazuje szacunku i szuka sposobu, by ją upokorzyć. Zupełnie jakby chciał pokazać, że jako młody MĘŻCZYZNA może i potrafi więcej niż stara kobieta. Także to, jak potraktowano Therru na samym początku, woła o pomstę do nieba. Jako przedstawicielka płci żeńskiej cieszę się, że nie żyję w opisanych w książce czasach.
Rozpisałam się na temat poruszanych zagadnień, ale nie wymieniłam wszystkich - jedynie te najważniejsze, najbardziej zapadające w pamięć. Bohaterowie są wyraziści, stali w swoich postanowieniach, chociaż czasami zbyt "płascy", jednowymiarowi (np. Cob - bezwzględnie zły, bez odcieni szarości). Ci ważniejsi jednak przedstawieni są spójnie i sympatycznie.
Wspomnę jeszcze o stylu pisania. Pani Le Guin przyzwyczaiła nas do dużego nacisku na detale, codzienne czynności i emocje towarzyszące ich wykonywaniu. Tutaj jest ich mnóstwo. Także opisom otoczenia nic nie brakuje: z łatwością "wtapiałam się" w tło wydarzeń.
Podsumowując, Tehanu to godne zwieńczenie serii. Nie zamyka wszystkich wątków, dzięki czemu mogły powstać kolejne książki z tego uniwersum (nie zaliczane jednak do samej tetralogii). Mimo pewnych przewidywalnych elementów i miejscowej naiwności, książkę czyta się szybko i przyjemnie, a przesłania w niej zawarte zapadają w pamięci. A przecież o to chodzi w tym cyklu: by po lekturze być lepszym, niż przed nią. Nawet jeśli nie czytaliście tomów 1-3... Polecam!
Ocena końcowa: 4+/6
Polecam: osobom szukającym ciekawej historii fantastycznej z ukrytym, nienachalnym morałem
poniedziałek, 28 marca 2011
"Najdalszy brzeg" - Ursula K. Le Guin
Tytuł: Najdalszy brzeg (org. The Fahrest Shore)
Autor: Ursula K. Le Guin
Seria: Opowieści z Ziemiomorza, #3
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 29 października 1996 (pierwsze wydanie: 1972 r.)
Ilość stron: 224
Przed Wami kolejny tom o Ziemiomorzu. Został jeszcze jeden (przeczytam - mam nadzieję - niebawem), ale już wiem, że seria nie jest tym, czego oczekiwałam. Przyczynę podam pewnie w ostatniej recenzji (może coś się zmieni?).
W Najdalszym brzegu poznajemy Arrena - syna księcia Enladu, raczej odległej wyspy. Chłopiec przybył na Roke, by zobaczyć się z Arcymagiem, by donieść mu o przypadkach zanikania magii. Arcymag - doskonale znany nam z poprzednich części Ged zwany Krogulcem - wierzy chłopcu i, upewniwszy się o powadze sytuacji, wyrusza wraz z nim podróż poszukiwawczą. Czego szukają? Właściwie nie wiadomo, ale kiedy znajdą, będą wiedzieć, że to to.
Rozpoczyna się długi rejs. Bohaterowie odkrywają nieznane czytelnikowi lądy, spotykają wiele nietuzinkowych postaci. Nie mogę napisać, że wyjaśnienia zagadki nie znajdują. Odpowiedzi na piętrzące się pytania zaczynają się pojawiać mniej więcej w 3/4 książki. Samo zakończenie jest emocjonujące, właściwie nie wiemy, czy Arrenowi i Gedowi uda się "naprawić" system magii.
W trakcie podróży Arren z niedoświadczonego dzieciaka zmienia się w odpowiedzialnego młodego mężczyznę. Ged z kolei traci siły witalne, jego koniec zbliża się nieubłaganie. Pod koniec jest starcem "przydatnym" tylko wtedy, gdy potrzebne jest użycie magii. Smutne, ale prawdziwe - bo czyż nie tak traktujemy dziadków i starszych rodziców?
Historia zmusza do postawienia pytań nie tylko o rolę rodziców-mentorów w życiu człowieka, ale też o śmierć. Autorka ukryła wiele złotych myśli, chociażby (na podstawie angielskich cytatów): "Człowiek nie tworzy swojego przeznaczenia: akceptuje je lub odrzuca" czy "Życie i śmierć są jak dwie strony mojej dłoni: grzbiet i środek. Grzbiet i środek nie są tym samym... Jednak nie mogą zostać rozdzielone ani przemieszane".
Przyznaję, że odnośnie tej książki nie miałam zbytnich oczekiwań: ot, kolejna historia-droga w poszukiwaniu skarbu (w sensie dosłownym) oraz prawdziwego siebie (metaforycznie). I właśnie to tutaj znalazłam. Gdyby nie była to kolejna opowieść w tym stylu, mogłabym ocenić ją wyżej, bo Najdalszy brzeg to naprawdę kształcąca, napisana prostym językiem pozycja.
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: tym, którzy nie mają dość książek-wędrówek wgłąb siebie i wgłąb świata przedstawionego jednocześnie
Autor: Ursula K. Le Guin
Seria: Opowieści z Ziemiomorza, #3
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 29 października 1996 (pierwsze wydanie: 1972 r.)
Ilość stron: 224
Przed Wami kolejny tom o Ziemiomorzu. Został jeszcze jeden (przeczytam - mam nadzieję - niebawem), ale już wiem, że seria nie jest tym, czego oczekiwałam. Przyczynę podam pewnie w ostatniej recenzji (może coś się zmieni?).
W Najdalszym brzegu poznajemy Arrena - syna księcia Enladu, raczej odległej wyspy. Chłopiec przybył na Roke, by zobaczyć się z Arcymagiem, by donieść mu o przypadkach zanikania magii. Arcymag - doskonale znany nam z poprzednich części Ged zwany Krogulcem - wierzy chłopcu i, upewniwszy się o powadze sytuacji, wyrusza wraz z nim podróż poszukiwawczą. Czego szukają? Właściwie nie wiadomo, ale kiedy znajdą, będą wiedzieć, że to to.
Rozpoczyna się długi rejs. Bohaterowie odkrywają nieznane czytelnikowi lądy, spotykają wiele nietuzinkowych postaci. Nie mogę napisać, że wyjaśnienia zagadki nie znajdują. Odpowiedzi na piętrzące się pytania zaczynają się pojawiać mniej więcej w 3/4 książki. Samo zakończenie jest emocjonujące, właściwie nie wiemy, czy Arrenowi i Gedowi uda się "naprawić" system magii.
W trakcie podróży Arren z niedoświadczonego dzieciaka zmienia się w odpowiedzialnego młodego mężczyznę. Ged z kolei traci siły witalne, jego koniec zbliża się nieubłaganie. Pod koniec jest starcem "przydatnym" tylko wtedy, gdy potrzebne jest użycie magii. Smutne, ale prawdziwe - bo czyż nie tak traktujemy dziadków i starszych rodziców?
Historia zmusza do postawienia pytań nie tylko o rolę rodziców-mentorów w życiu człowieka, ale też o śmierć. Autorka ukryła wiele złotych myśli, chociażby (na podstawie angielskich cytatów): "Człowiek nie tworzy swojego przeznaczenia: akceptuje je lub odrzuca" czy "Życie i śmierć są jak dwie strony mojej dłoni: grzbiet i środek. Grzbiet i środek nie są tym samym... Jednak nie mogą zostać rozdzielone ani przemieszane".
Przyznaję, że odnośnie tej książki nie miałam zbytnich oczekiwań: ot, kolejna historia-droga w poszukiwaniu skarbu (w sensie dosłownym) oraz prawdziwego siebie (metaforycznie). I właśnie to tutaj znalazłam. Gdyby nie była to kolejna opowieść w tym stylu, mogłabym ocenić ją wyżej, bo Najdalszy brzeg to naprawdę kształcąca, napisana prostym językiem pozycja.
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: tym, którzy nie mają dość książek-wędrówek wgłąb siebie i wgłąb świata przedstawionego jednocześnie
poniedziałek, 21 marca 2011
"Grobowce Atuanu" - Ursula K. Le Guin
Tytuł: Grobowce Atuanu
Autor: Ursula K. Le Guin
Seria: Ziemiomorze, #2
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 1 lutego 2011 (świat: 1971, pierwsze polskie wydanie: 1991)
Ilość stron: 224
Tak, ZNOWU Le Guin. Cóż, pożyczyłam książki z biblioteki, muszę je w miarę sprawnie przeczytać i, oczywiście, zrecenzować;) Ale spokojnie, teksty rozłożę w czasie: mam nadzieję, że się nie znudzicie!
W "Grobowcach Atuanu" poznajemy Tenar (przybiera później imię Arha, czyli Pożarta), która jest kolejnym wcieleniem Kapłanki Boga-Króla. Dziewczynka nie może liczyć na specjalne traktowanie - tak jak inne nowicjuszki podlega surowym regułom świątyni, w której służy Bezimiennym. Dopiero później, gdy zostaje "pełnoprawną" Arhą, otrzymuje pewne przywileje, w tym prawo do przebywania w Podgrobiu. Poznaje także mroczne sekrety świątyni, o których wcześniej nikt jej nie mówił.
Bezimienni malują się jako bóstwa bezwzględne, podobnie jak kapłanki. Ofiary z ludzi to u nich norma. W świątyni mogą przebywać tylko nieliczni mężczyźni, jeszcze mniej ma prawo wejścia do podziemnych korytarzy, nigdy nieskalanych światłem. Jakże wielkie jest zdziwienie Arhy, gdy pewnego dnia spotyka tam maga - możemy się domyślać, kim jest, a przypuszczenia potwierdzają się. Tak, to nasz znajomy Krogulec. Jego życiu grozi niebezpieczeństwo: nikt niepowołany nigdy nie wyszedł z Podgrobia...
Książka początkowo opisuje życie w świątyni, wprowadza czytelnika w panujące realia. Razem z Arhą poznajemy rozbudowane tereny podziemne, a gdy pojawia się Krogulec, pomagamy mu przeżyć. Tak, dobrze widzicie. W tej historii bardzo ważną rolę odgrywa przemiana głównej bohaterki. Początkowo bezwzględna i okrutna, spotkawszy maga, zaczyna mieć wątpliwości, czy powinna go zabijać. Postanawia utrzymywać go przy życiu, dla rozrywki. Z czasem jednak zabawa przemienia się w swego rodzaju uzależnienie. Do samego końca nie wiadomo, czy go ocali, czy skaże na śmierć, tudzież czy sama nie popełni samobójstwa.
Autorka nie wprowadziła wielu postaci. Oprócz wspomnianych Arhy i Krogulca (który przybył na wyspę w poszukiwaniu pewnego skarbu), spotkamy dwie starsze kapłanki: oschłą, ale w gruncie rzeczy dbającą o Arhę Thar oraz niesympatyczną Kossil. Do tego eunucha Manana, najbliższego przyjaciela Pożartej i jej koleżankę. Dzięki temu poznajemy ich dość dobrze, choć i tak zdecydowanie dominuje postać Tenar. Jest jej aż za dużo.
Znajomość Czarnoksiężnika z Archipelagu nie jest konieczna, by zrozumieć tę historię. Owszem, lekko wzbogaca opowieść, ale i bez niej wszystko jest zrozumiałe i czytelne. Pani Le Guin nie wymaga od czytelnika znajomości całego uniwersum, mimochodem dorzuca jednak kolejne elementy, dzięki którym świat jest bardziej szczegółowy.
Grobowce Atuanu przypadły mi go gustu bardziej niż Czarnoksiężnik z Archipelagu. Być może dlatego, że bohaterka ma wyrazisty charakter. Być może dlatego, że już wiedziałam, czego się spodziewać. Ciężko mi to ocenić. Grunt, że uważam lekturę za wartą zainteresowania, nawet jeśli nie czytaliście pierwszej części cyklu Ziemiomorze.
Ocena końcowa: 4+/6
Polecam: miłośnikom historii fantastycznych, bohaterek o wyrazistym, niekoniecznie pozytywnym charakterku
Autor: Ursula K. Le Guin
Seria: Ziemiomorze, #2
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 1 lutego 2011 (świat: 1971, pierwsze polskie wydanie: 1991)
Ilość stron: 224
Tak, ZNOWU Le Guin. Cóż, pożyczyłam książki z biblioteki, muszę je w miarę sprawnie przeczytać i, oczywiście, zrecenzować;) Ale spokojnie, teksty rozłożę w czasie: mam nadzieję, że się nie znudzicie!
W "Grobowcach Atuanu" poznajemy Tenar (przybiera później imię Arha, czyli Pożarta), która jest kolejnym wcieleniem Kapłanki Boga-Króla. Dziewczynka nie może liczyć na specjalne traktowanie - tak jak inne nowicjuszki podlega surowym regułom świątyni, w której służy Bezimiennym. Dopiero później, gdy zostaje "pełnoprawną" Arhą, otrzymuje pewne przywileje, w tym prawo do przebywania w Podgrobiu. Poznaje także mroczne sekrety świątyni, o których wcześniej nikt jej nie mówił.
Bezimienni malują się jako bóstwa bezwzględne, podobnie jak kapłanki. Ofiary z ludzi to u nich norma. W świątyni mogą przebywać tylko nieliczni mężczyźni, jeszcze mniej ma prawo wejścia do podziemnych korytarzy, nigdy nieskalanych światłem. Jakże wielkie jest zdziwienie Arhy, gdy pewnego dnia spotyka tam maga - możemy się domyślać, kim jest, a przypuszczenia potwierdzają się. Tak, to nasz znajomy Krogulec. Jego życiu grozi niebezpieczeństwo: nikt niepowołany nigdy nie wyszedł z Podgrobia...
Książka początkowo opisuje życie w świątyni, wprowadza czytelnika w panujące realia. Razem z Arhą poznajemy rozbudowane tereny podziemne, a gdy pojawia się Krogulec, pomagamy mu przeżyć. Tak, dobrze widzicie. W tej historii bardzo ważną rolę odgrywa przemiana głównej bohaterki. Początkowo bezwzględna i okrutna, spotkawszy maga, zaczyna mieć wątpliwości, czy powinna go zabijać. Postanawia utrzymywać go przy życiu, dla rozrywki. Z czasem jednak zabawa przemienia się w swego rodzaju uzależnienie. Do samego końca nie wiadomo, czy go ocali, czy skaże na śmierć, tudzież czy sama nie popełni samobójstwa.
Autorka nie wprowadziła wielu postaci. Oprócz wspomnianych Arhy i Krogulca (który przybył na wyspę w poszukiwaniu pewnego skarbu), spotkamy dwie starsze kapłanki: oschłą, ale w gruncie rzeczy dbającą o Arhę Thar oraz niesympatyczną Kossil. Do tego eunucha Manana, najbliższego przyjaciela Pożartej i jej koleżankę. Dzięki temu poznajemy ich dość dobrze, choć i tak zdecydowanie dominuje postać Tenar. Jest jej aż za dużo.
Znajomość Czarnoksiężnika z Archipelagu nie jest konieczna, by zrozumieć tę historię. Owszem, lekko wzbogaca opowieść, ale i bez niej wszystko jest zrozumiałe i czytelne. Pani Le Guin nie wymaga od czytelnika znajomości całego uniwersum, mimochodem dorzuca jednak kolejne elementy, dzięki którym świat jest bardziej szczegółowy.
Grobowce Atuanu przypadły mi go gustu bardziej niż Czarnoksiężnik z Archipelagu. Być może dlatego, że bohaterka ma wyrazisty charakter. Być może dlatego, że już wiedziałam, czego się spodziewać. Ciężko mi to ocenić. Grunt, że uważam lekturę za wartą zainteresowania, nawet jeśli nie czytaliście pierwszej części cyklu Ziemiomorze.
Ocena końcowa: 4+/6
Polecam: miłośnikom historii fantastycznych, bohaterek o wyrazistym, niekoniecznie pozytywnym charakterku
poniedziałek, 14 marca 2011
"Czarnoksiężnik z Archipelagu" - Ursula K. Le Guin
Tytuł: Czarnoksiężnik z Archipelagu (org. A Wizard of Earthsea)
Autor: Ursula K. Le Guin
Seria: Ziemiomorze, #1
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 5 listopada 2010 (premiera: 1968, pierwsze polskie wydanie: 1983)
Ilość stron: 240
Cykl opowieści o Ziemiomorzu należy do klasyki światowej fantastyki. Długo szukałam pierwszego tomu i wreszcie, około tygodnia temu, udało się! - udało się wypożyczyć książkę!
Młody chłopiec nazywany Krogulcem posiada magiczną moc. Początkowo kształci go ciotka, później trafia pod skrzydła Ogiona. Ten, zgodnie z tradycją, w dniu dwunastych urodzin, nadaje mu prawdziwe imię - Ged - jednak po jakimś czasie wysyła młodzieńca na wyspę Roke, by tam kształcił się dalej. W trakcie nauki nasz bohater wywołuje cień - potężną i przerażającą zjawę, której celem jest... Zabicie Geda? Jego opanowanie? Chłopiec nie chce się dowiedzieć, rozpoczyna się ucieczka. Przynajmniej do czasu, gdy Ogion pomaga mu zrozumieć pewne istotne kwestie...
Nie ukrywam, że miałam spore oczekiwania wobec tej książki. Historia okazała się zaskakująco prosta, a jednocześnie skomplikowana. Bo cóż złożonego jest w podróży czy ucieczce przed złem/przeznaczeniem? Nawet najwybitniejszym pisarzom nic nowego (chyba) ni uda się wymyślić. W tym miejscu muszę wspomnieć o tym "skomplikowaniu": oprócz dosłownej podróży, po morzach Archipelagu, wraz z Gedem doświadczamy podróży wgłąb młodego człowieka. Właśnie o tym jest ta opowieść: o dojrzewaniu, wyzbywaniu się pychy, poczucia wyższości, nabywaniu pokory i szacunku wobec innych, a także o przyjaźni, która przetrwa wszystko.
Chciałabym choć pobieżnie nakreślić sylwetkę głównego bohatera. Kiedy go poznajemy, jest zadufanym w sobie chłopcem, wywyższającym się z powodu nadzwyczajnych mocy - nie zależy mu na przyjaźni. W czasie nauki na wyspie Roke, pod wpływem Jaspera i Vitcha - nowych kolegów - troszkę się zmienia, jednak jego super-ego nie znika (co doprowadza do wywołania cienia). Wtedy poznajemy jego prawdziwą twarz: tchórza, ukrywającego się pod maską "kozaka". Dopiero podróż na rodzinną wyspę i rozmowa ze starym Ogionem (którego zawsze uważał za wzorzec) uświadamia mu jego braki. Lecz czy uda mu się je zwalczyć?
Świat przedstawiony skonstruowany jest, jak na panią Le Guin przystało, bardzo drobiazgowo i dokładnie. Lektura obfituje w opisy przyrody czy mijanych wysp, mnóstwo miejsca poświęcono także emocjom bohatera. Każdy kolejny rozdział to nowy etap podróży Geda, nowe wyzwania. Uważam to za dobry, przemyślany zabieg, który pomaga czytelnikowi skupić się na najważniejszym, przewodnim wątku danego fragmentu.
Czarnoksiężnik z Archipelagu to książka bez wątpienia interesująca i skłaniająca do przemyśleń nad naturą młodego, "lepszego od innych" człowieka. Autorka nie prawi nam morałów, zawarte w opowieści przesłania delikatnie przenikają do świadomości czytelnika. Muszę jednak się przyznać, że po tej pozycji oczekiwałam czegoś innego: bardziej fantastycznego, mniej poważnego czytadła. Mimo to lekturę uważam za wciągającą i wartą przeczytania.
Ocena końcowa: 4/6
Polecam: miłośnikom fantastyki, opowieści o przemianie bohatera
Autor: Ursula K. Le Guin
Seria: Ziemiomorze, #1
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 5 listopada 2010 (premiera: 1968, pierwsze polskie wydanie: 1983)
Ilość stron: 240
Cykl opowieści o Ziemiomorzu należy do klasyki światowej fantastyki. Długo szukałam pierwszego tomu i wreszcie, około tygodnia temu, udało się! - udało się wypożyczyć książkę!
Młody chłopiec nazywany Krogulcem posiada magiczną moc. Początkowo kształci go ciotka, później trafia pod skrzydła Ogiona. Ten, zgodnie z tradycją, w dniu dwunastych urodzin, nadaje mu prawdziwe imię - Ged - jednak po jakimś czasie wysyła młodzieńca na wyspę Roke, by tam kształcił się dalej. W trakcie nauki nasz bohater wywołuje cień - potężną i przerażającą zjawę, której celem jest... Zabicie Geda? Jego opanowanie? Chłopiec nie chce się dowiedzieć, rozpoczyna się ucieczka. Przynajmniej do czasu, gdy Ogion pomaga mu zrozumieć pewne istotne kwestie...
Nie ukrywam, że miałam spore oczekiwania wobec tej książki. Historia okazała się zaskakująco prosta, a jednocześnie skomplikowana. Bo cóż złożonego jest w podróży czy ucieczce przed złem/przeznaczeniem? Nawet najwybitniejszym pisarzom nic nowego (chyba) ni uda się wymyślić. W tym miejscu muszę wspomnieć o tym "skomplikowaniu": oprócz dosłownej podróży, po morzach Archipelagu, wraz z Gedem doświadczamy podróży wgłąb młodego człowieka. Właśnie o tym jest ta opowieść: o dojrzewaniu, wyzbywaniu się pychy, poczucia wyższości, nabywaniu pokory i szacunku wobec innych, a także o przyjaźni, która przetrwa wszystko.
Chciałabym choć pobieżnie nakreślić sylwetkę głównego bohatera. Kiedy go poznajemy, jest zadufanym w sobie chłopcem, wywyższającym się z powodu nadzwyczajnych mocy - nie zależy mu na przyjaźni. W czasie nauki na wyspie Roke, pod wpływem Jaspera i Vitcha - nowych kolegów - troszkę się zmienia, jednak jego super-ego nie znika (co doprowadza do wywołania cienia). Wtedy poznajemy jego prawdziwą twarz: tchórza, ukrywającego się pod maską "kozaka". Dopiero podróż na rodzinną wyspę i rozmowa ze starym Ogionem (którego zawsze uważał za wzorzec) uświadamia mu jego braki. Lecz czy uda mu się je zwalczyć?
Świat przedstawiony skonstruowany jest, jak na panią Le Guin przystało, bardzo drobiazgowo i dokładnie. Lektura obfituje w opisy przyrody czy mijanych wysp, mnóstwo miejsca poświęcono także emocjom bohatera. Każdy kolejny rozdział to nowy etap podróży Geda, nowe wyzwania. Uważam to za dobry, przemyślany zabieg, który pomaga czytelnikowi skupić się na najważniejszym, przewodnim wątku danego fragmentu.
Czarnoksiężnik z Archipelagu to książka bez wątpienia interesująca i skłaniająca do przemyśleń nad naturą młodego, "lepszego od innych" człowieka. Autorka nie prawi nam morałów, zawarte w opowieści przesłania delikatnie przenikają do świadomości czytelnika. Muszę jednak się przyznać, że po tej pozycji oczekiwałam czegoś innego: bardziej fantastycznego, mniej poważnego czytadła. Mimo to lekturę uważam za wciągającą i wartą przeczytania.
Ocena końcowa: 4/6
Polecam: miłośnikom fantastyki, opowieści o przemianie bohatera
środa, 2 lutego 2011
"Opowieści orsiniańskie" - Ursula K. Le Guin
Tytuł: Opowieści orsiniańskie (org. Orsinian tales)
Autor: Ursula K. Le Guin
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 1999 (świat: 1976)
Ilość stron: 192
Czas na ostatnią z książek, które Mama pożyczyła z biblioteki. Kolejny zbiór opowiadań. Tym razem jednak pani Le Guin zabiera nas w podróż po Europie na przestrzeni dziejów.
W tomie znajdziemy jedenaście historii, zupełnie ze sobą nie związanych. Odwiedzimy Francję czy Niemcy, ale głównym miejscem akcji jest Orsinia - kraina fantastyczna, która jednak wygląda jak realna. Przybliżenie wszystkich wątków zajęłoby dość sporo miejsca, napomknę więc tylko o tych najistotniejszych.
Spotkamy tu człowieka w średnim wieku, którego żona odeszła kilka lat wcześniej, doprowadzając go niemal do depresji. W innej historii poznamy dzieje niewidomego Sanzo, którego ciotka, Sara, stara się go na siłę zeswatać, ale rodzina ewentualnej wybranki jest przeciwna temu związkowi. Kolejna opowieść, o dość znaczącym tytule "Bracia i siostry", opowiada o rodzinach Fabbre (najstarszy Kostans - oślepiony w tragedii kamieniarz, Stefan - urzędnik oraz ich siostra Ros) oraz Sachik (Ekata - pokorna córka, Martin - młody kamieniarz oraz ich ojciec - kamieniarz ranny w tym samym wypadku co Kostans), które połączyła nie tylko tragedia w kamieniołomie. Jeszcze inna, "Tydzień na wsi", mówi o innym Stefanie Fabbre (być może wnuku tego wcześniejszego), który na wsi znajduje miłość.
Opowieści reprezentują różne poziomy. Niektóre szybko wciągają, inne tylko męczą czytelnika. Nie różnią się za to zbytnio tematyką - są to w większości historie o zabarwieniu miłosnym. Wyznawanie uczuć nie przychodzi bohaterom łatwo, a miłość w opisywanych realiach wydaje się czymś niemal nierealnym. Czytając, miałam wrażenie ciągłej wtórności - niby każde opowiadanie to coś innego, ale w gruncie rzeczy wciąż to samo. Nie spodobały mi się zakończenia historii: większość urywa się niemal w pół zdania, nie kończąc poruszonego wątku. Teoretycznie takie "niedokończone końce" zmuszają czytelnika do namysłu, ale tutaj pozostawiały po prostu niedosyt i... rozczarowanie?
"Opowieściami orsiniańskimi" kończę na razie przygodę z panią Le Guin. Czekają na mnie inne pozycje, ale do książek tej wybitnej autorki na pewno wrócę. Moje wrażenia po lekturze tego tomu nie należą do najlepszych: ze stron wieje nudą, wtórnością, zakończenia są dalekie od moich ideałów... Szczerze mówiąc, spodziewałam się czegoś lepszego.
Ocena końcowa: 3+/6
Polecam: fanom twórczości autorki
Autor: Ursula K. Le Guin
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 1999 (świat: 1976)
Ilość stron: 192
Czas na ostatnią z książek, które Mama pożyczyła z biblioteki. Kolejny zbiór opowiadań. Tym razem jednak pani Le Guin zabiera nas w podróż po Europie na przestrzeni dziejów.
W tomie znajdziemy jedenaście historii, zupełnie ze sobą nie związanych. Odwiedzimy Francję czy Niemcy, ale głównym miejscem akcji jest Orsinia - kraina fantastyczna, która jednak wygląda jak realna. Przybliżenie wszystkich wątków zajęłoby dość sporo miejsca, napomknę więc tylko o tych najistotniejszych.
Spotkamy tu człowieka w średnim wieku, którego żona odeszła kilka lat wcześniej, doprowadzając go niemal do depresji. W innej historii poznamy dzieje niewidomego Sanzo, którego ciotka, Sara, stara się go na siłę zeswatać, ale rodzina ewentualnej wybranki jest przeciwna temu związkowi. Kolejna opowieść, o dość znaczącym tytule "Bracia i siostry", opowiada o rodzinach Fabbre (najstarszy Kostans - oślepiony w tragedii kamieniarz, Stefan - urzędnik oraz ich siostra Ros) oraz Sachik (Ekata - pokorna córka, Martin - młody kamieniarz oraz ich ojciec - kamieniarz ranny w tym samym wypadku co Kostans), które połączyła nie tylko tragedia w kamieniołomie. Jeszcze inna, "Tydzień na wsi", mówi o innym Stefanie Fabbre (być może wnuku tego wcześniejszego), który na wsi znajduje miłość.
Opowieści reprezentują różne poziomy. Niektóre szybko wciągają, inne tylko męczą czytelnika. Nie różnią się za to zbytnio tematyką - są to w większości historie o zabarwieniu miłosnym. Wyznawanie uczuć nie przychodzi bohaterom łatwo, a miłość w opisywanych realiach wydaje się czymś niemal nierealnym. Czytając, miałam wrażenie ciągłej wtórności - niby każde opowiadanie to coś innego, ale w gruncie rzeczy wciąż to samo. Nie spodobały mi się zakończenia historii: większość urywa się niemal w pół zdania, nie kończąc poruszonego wątku. Teoretycznie takie "niedokończone końce" zmuszają czytelnika do namysłu, ale tutaj pozostawiały po prostu niedosyt i... rozczarowanie?
"Opowieściami orsiniańskimi" kończę na razie przygodę z panią Le Guin. Czekają na mnie inne pozycje, ale do książek tej wybitnej autorki na pewno wrócę. Moje wrażenia po lekturze tego tomu nie należą do najlepszych: ze stron wieje nudą, wtórnością, zakończenia są dalekie od moich ideałów... Szczerze mówiąc, spodziewałam się czegoś lepszego.
Ocena końcowa: 3+/6
Polecam: fanom twórczości autorki
niedziela, 30 stycznia 2011
"Planeta wygnania" - Ursula K. Le Guin
Tytuł: Planeta wygnania (org. Planet of Exile)
Autor: Ursula K. Le Guin
Seria: Ekumena, #2
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 1994 (świat: 1966)
Ilość stron: 127
Konflikty są obecne wszędzie tam, gdzie obecni są ludzie. Na nieznanej z nazwy planecie, w bliskim sąsiedztwie żyją dwa społeczeństwa, bardzo od siebie odmienne. Tewar zamieszkiwany jest przez prymitywny lud, którego przywódcą jest Wold. Drugi naród, z siedzibą w Landinie, przybył na planetę sześćset lat wcześniej i jest wyraźnie lepiej rozwinięty. Tubylcy nazywają ich "farbornami" (od ang. far born - daleko urodzony) albo magami - ze względu na umiejętności. Nie przepadający za sobą ludzie zostają jednak zmuszeni do zjednoczenia sił. Muszą stawić czoła mroźnej Zimie, ghalom - najeźdźcom z północy - a także radykałom sprzeciwiającym się jakimkolwiek zmianom...
Główną bohaterką (pomijając wojnę) jest Rolery - młoda dziewczyna z rodu Wolda. Wbrew wszelkim przeciwnościom związuje się z Agatem - farbornem. Zostaje odrzucona przez swoich rodaków, a także pobratymcy jej wybranka nie patrzą przychylnym okiem na dzikuskę, "wifonkę". Czy miłość przetrwa spiętrzające się konflikty?
Z każdą książką coraz bardziej cenię twórczość pani Le Guin. W "Planecie wygnania" jesteśmy świadkami wielu przemian: zmieniają się bohaterowie, ich podejście do życia, miłości. Tutaj nie ma czasu ani miejsca na czary: powieść opowiada o wojnie. Tylko tyle i aż tyle, bowiem cały mechanizm tego starcia, jego przyczyny i przebieg są na tyle zajmujące, że kolejne strony pochłania się niemal błyskawicznie. Mnie osobiście cieszy niewielka ilość stron: wątki nie są na siłę rozciągnięte, nie ma dłużyzn, akcja płynie wartko, bez gwałtownych zrywów i spowolnień. Mimo to historia trzyma czytelnika w napięciu do samego końca, podobnie jak niepewność co do końcowych losów zakochanych.
"Planetę wygnania" uważam za książkę bardzo dobrą - krótką i wciągającą. Dramatyzm łączy się z miłością, wartka akcja nie pozbawia nas możliwości wniknięcia w psychikę bohaterów, a główny wątek jest wspierany przez (obowiązkowe u tej autorki) nadprogramowe informacje o świecie przedstawionym. Lektura w sam raz na dwa-trzy zimowe wieczory.
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: osobom szukającym sympatycznej, niezbyt wymagającej lektury
Autor: Ursula K. Le Guin
Seria: Ekumena, #2
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 1994 (świat: 1966)
Ilość stron: 127
Konflikty są obecne wszędzie tam, gdzie obecni są ludzie. Na nieznanej z nazwy planecie, w bliskim sąsiedztwie żyją dwa społeczeństwa, bardzo od siebie odmienne. Tewar zamieszkiwany jest przez prymitywny lud, którego przywódcą jest Wold. Drugi naród, z siedzibą w Landinie, przybył na planetę sześćset lat wcześniej i jest wyraźnie lepiej rozwinięty. Tubylcy nazywają ich "farbornami" (od ang. far born - daleko urodzony) albo magami - ze względu na umiejętności. Nie przepadający za sobą ludzie zostają jednak zmuszeni do zjednoczenia sił. Muszą stawić czoła mroźnej Zimie, ghalom - najeźdźcom z północy - a także radykałom sprzeciwiającym się jakimkolwiek zmianom...
Główną bohaterką (pomijając wojnę) jest Rolery - młoda dziewczyna z rodu Wolda. Wbrew wszelkim przeciwnościom związuje się z Agatem - farbornem. Zostaje odrzucona przez swoich rodaków, a także pobratymcy jej wybranka nie patrzą przychylnym okiem na dzikuskę, "wifonkę". Czy miłość przetrwa spiętrzające się konflikty?
Z każdą książką coraz bardziej cenię twórczość pani Le Guin. W "Planecie wygnania" jesteśmy świadkami wielu przemian: zmieniają się bohaterowie, ich podejście do życia, miłości. Tutaj nie ma czasu ani miejsca na czary: powieść opowiada o wojnie. Tylko tyle i aż tyle, bowiem cały mechanizm tego starcia, jego przyczyny i przebieg są na tyle zajmujące, że kolejne strony pochłania się niemal błyskawicznie. Mnie osobiście cieszy niewielka ilość stron: wątki nie są na siłę rozciągnięte, nie ma dłużyzn, akcja płynie wartko, bez gwałtownych zrywów i spowolnień. Mimo to historia trzyma czytelnika w napięciu do samego końca, podobnie jak niepewność co do końcowych losów zakochanych.
"Planetę wygnania" uważam za książkę bardzo dobrą - krótką i wciągającą. Dramatyzm łączy się z miłością, wartka akcja nie pozbawia nas możliwości wniknięcia w psychikę bohaterów, a główny wątek jest wspierany przez (obowiązkowe u tej autorki) nadprogramowe informacje o świecie przedstawionym. Lektura w sam raz na dwa-trzy zimowe wieczory.
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: osobom szukającym sympatycznej, niezbyt wymagającej lektury
piątek, 28 stycznia 2011
"Cztery drogi ku przebaczeniu" - Ursula K. Le Guin
Tytuł: Cztery drogi ku przebaczeniu (org. Four Ways of Forgiveness)
Autor: Ursula K. Le Guin
Seria: Ekumena, #6
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 1997 (świat: 1995)
Ilość stron: 295
"Cztery drogi..." to druga książka pani Le Guin, z którą miałam przyjemność się zapoznać. Tym razem autorka postawiła na krótsze formy wypowiedzi: w tomie znajdziemy 4 nowele i dodatek w postaci "Wiadomości o Werel i Yeowe". Ale po kolei...
Najpierw zapoznajmy się pokrótce z kolejnymi historiami. Pierwsza z nich, "Zdrada", opowiada o Yoss - kobiecie w podeszłym wieku, mieszkającej samotnie na bagnach w Yeowe. Do jej chaty raz na jakiś czas zagląda para młodych ludzi, by się ze sobą kochać. Na skutek różnych wydarzeń, nasza bohaterka postanawia zaopiekować się Abberkamem, który również zamieszkuje mokradła. Czy tych dwoje coś połączy?
Druga nowelka, "Święto Przebaczenia", to opowieść o Solly - młodej ambasadorce Ekumeny, która przybywa na Werelu. Jako osoba publiczna otrzymuje ochronę, ale w czasie obchodów święta Tual zostaje porwana. A wraz z nią znienawidzony, śmiertelnie poważny ochroniarz Teyeo.
Trzecia historia jest utrzymana w innym klimacie: oto Havzhiva, mieszkaniec planety Hain. Człowiek ten różni się od poprzednich bohaterów: najpierw zostaje historykiem (ku zgorszeniu bliskich), a następnie leci na Werel. W czasie podróży umierają jego najbliżsi, zostaje sam. Na miejscu poznaje sympatyczną doktor Yeron, która wprowadza go w sytuację polityczną planety. Ambitny Havzhiva postanawia wesprzeć kobiety w ich walce o wolność.
Ostatnie opowiadanie, czyli "Wyzwolenie kobiet", to wspomnienia Rakam. Kobieta opisuje swoje przeżycia od dzieciństwa do około trzydziestego roku życia. Od najmłodszych lat była świadkiem wielu nieobyczajnych rzeczy, także z jej udziałem. Kiedy wreszcie udaje jej się opuścić ojczyznę, z którą ma raczej niewesołe wspomnienia, trafia w niewiele lepsze miejsce - także na Werelu nie znajduje tak poszukiwanej wolności...
Wszystkie historie łączy pewne podobieństwo. Jak wskazuje sam tytuł książki, są to "cztery drogi ku przebaczeniu" - samemu sobie, a także osobom, które nas skrzywdziły. Autorka osadziła swoich bohaterów w bardzo brutalnym świecie, pełnym seksu i przemocy. Chociaż kobiety załamują się, zawsze udaje im się odnaleźć światełko w tunelu - kogoś komu mogą zaufać. A że najczęściej kończy się to rozkwitem uczucia... Tak to bywa w życiu. Dużo tu przemyśleń, chociaż oscylują one raczej wokół życia, śmierci i miłości widzianych oczami prostego człowieka, a nie wykształconego filozofa.
W książce urzekły mnie język i styl. Nie mogłam pozbyć się wrażenia, że już gdzieś czytałam podobnie skonstruowane historie: pełne opisów zupełnie niezwiązanych z głównym wątkiem, "niepotrzebnych" objaśnień wprowadzających chaos w fabule... Coś zaczyna świtać? Mnie po pierwszym opowiadanku nasunęło się porównanie do Trudi Canavan, która również bardzo drobiazgowo opisuje stworzone przez siebie światy. Obydwie panie bardzo za to podziwiam i cenię: takie zabiegi pokazują, jak bardzo się starają, pisząc swoje książki.
Reasumując, "Cztery drogi ku przebaczeniu" to książka godna polecenia: spójna, ciekawa i wciągająca. Warto nadmienić, że nie trzeba znać poprzednich tomów serii Ekumena, by czerpać radość z lektury. Zdecydowanie zaznaczyć trzeba, że książka to raczej pozycja dla dorosłych: ze względu na agresję i seks. Mnie przygody na planetach Werel i Yeowe wydały się bardzo interesujące - i mam nadzieję, że Wam również się takie wydadzą!
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: osobom lubiącym czytać drobiazgowe opisy światów, nie stroniącym od nienachalnych, przemyślanych romansów; fanom książek Trudi Canavan i Ursuli K. Le Guin.
Autor: Ursula K. Le Guin
Seria: Ekumena, #6
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 1997 (świat: 1995)
Ilość stron: 295
"Cztery drogi..." to druga książka pani Le Guin, z którą miałam przyjemność się zapoznać. Tym razem autorka postawiła na krótsze formy wypowiedzi: w tomie znajdziemy 4 nowele i dodatek w postaci "Wiadomości o Werel i Yeowe". Ale po kolei...
Najpierw zapoznajmy się pokrótce z kolejnymi historiami. Pierwsza z nich, "Zdrada", opowiada o Yoss - kobiecie w podeszłym wieku, mieszkającej samotnie na bagnach w Yeowe. Do jej chaty raz na jakiś czas zagląda para młodych ludzi, by się ze sobą kochać. Na skutek różnych wydarzeń, nasza bohaterka postanawia zaopiekować się Abberkamem, który również zamieszkuje mokradła. Czy tych dwoje coś połączy?
Druga nowelka, "Święto Przebaczenia", to opowieść o Solly - młodej ambasadorce Ekumeny, która przybywa na Werelu. Jako osoba publiczna otrzymuje ochronę, ale w czasie obchodów święta Tual zostaje porwana. A wraz z nią znienawidzony, śmiertelnie poważny ochroniarz Teyeo.
Trzecia historia jest utrzymana w innym klimacie: oto Havzhiva, mieszkaniec planety Hain. Człowiek ten różni się od poprzednich bohaterów: najpierw zostaje historykiem (ku zgorszeniu bliskich), a następnie leci na Werel. W czasie podróży umierają jego najbliżsi, zostaje sam. Na miejscu poznaje sympatyczną doktor Yeron, która wprowadza go w sytuację polityczną planety. Ambitny Havzhiva postanawia wesprzeć kobiety w ich walce o wolność.
Ostatnie opowiadanie, czyli "Wyzwolenie kobiet", to wspomnienia Rakam. Kobieta opisuje swoje przeżycia od dzieciństwa do około trzydziestego roku życia. Od najmłodszych lat była świadkiem wielu nieobyczajnych rzeczy, także z jej udziałem. Kiedy wreszcie udaje jej się opuścić ojczyznę, z którą ma raczej niewesołe wspomnienia, trafia w niewiele lepsze miejsce - także na Werelu nie znajduje tak poszukiwanej wolności...
Wszystkie historie łączy pewne podobieństwo. Jak wskazuje sam tytuł książki, są to "cztery drogi ku przebaczeniu" - samemu sobie, a także osobom, które nas skrzywdziły. Autorka osadziła swoich bohaterów w bardzo brutalnym świecie, pełnym seksu i przemocy. Chociaż kobiety załamują się, zawsze udaje im się odnaleźć światełko w tunelu - kogoś komu mogą zaufać. A że najczęściej kończy się to rozkwitem uczucia... Tak to bywa w życiu. Dużo tu przemyśleń, chociaż oscylują one raczej wokół życia, śmierci i miłości widzianych oczami prostego człowieka, a nie wykształconego filozofa.
W książce urzekły mnie język i styl. Nie mogłam pozbyć się wrażenia, że już gdzieś czytałam podobnie skonstruowane historie: pełne opisów zupełnie niezwiązanych z głównym wątkiem, "niepotrzebnych" objaśnień wprowadzających chaos w fabule... Coś zaczyna świtać? Mnie po pierwszym opowiadanku nasunęło się porównanie do Trudi Canavan, która również bardzo drobiazgowo opisuje stworzone przez siebie światy. Obydwie panie bardzo za to podziwiam i cenię: takie zabiegi pokazują, jak bardzo się starają, pisząc swoje książki.
Reasumując, "Cztery drogi ku przebaczeniu" to książka godna polecenia: spójna, ciekawa i wciągająca. Warto nadmienić, że nie trzeba znać poprzednich tomów serii Ekumena, by czerpać radość z lektury. Zdecydowanie zaznaczyć trzeba, że książka to raczej pozycja dla dorosłych: ze względu na agresję i seks. Mnie przygody na planetach Werel i Yeowe wydały się bardzo interesujące - i mam nadzieję, że Wam również się takie wydadzą!
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: osobom lubiącym czytać drobiazgowe opisy światów, nie stroniącym od nienachalnych, przemyślanych romansów; fanom książek Trudi Canavan i Ursuli K. Le Guin.
niedziela, 23 stycznia 2011
"Dary" - Ursula K. Le Guin
Tytuł: Dary (org. Gifts)
Autor: Ursula K. Le Guin
Seria: Kroniki Zachodniego Brzegu, #1 (Annals of the Western Shore)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: kwiecień 2006 (świat: 2004)
Ilość stron: 152
Ursula K. Le Guin jest doskonale znana chyba wszystkim fanom fantastyki. Wstyd się przyznać, ale z twórczością tej autorki zapoznałam się dopiero teraz.
Narratorem i głównym bohaterem Darów jest Orrec z Casprów, mieszkaniec Wyżyn - terenu uważanego przez mieszkańców Nizin za siedlisko czarodziejów. Kiedy go poznajemy, ma piętnaście lat i nie widzi - jego oczy zostały zapieczętowane przez jego ojca, Caroca. Zastanawiacie się dlaczego? To samo pytanie nurtuje trochę starszego wędrowca z Nizin. Rozmowa z nim stanowi pretekst dla opisania przeszłości Orreca (która jest głównym tematem książki), jego rodziny, przyjaciółki Gry Darr oraz zapoznania czytelnika z ideą darów.
Czym są dary? Jak pewnie się domyślacie, to specjalne umiejętności charakterystyczne dla danej rodziny. W każdym rodzie dary przekazywane są z ojca na syna, z matki na córkę. Darrowie (z których wywodzi się Gry) potrafią przywoływać zwierzęta. Dary nie zawsze są dobre: Casprowie posiadają dar odczyniania, rozwiązywania (nie tylko supłów, ale też żywych istot), a Drummowie powolnego wycieńczania wybranej osoby. Dary uaktywniają się około dziewiątego roku życia - Orrec niestety nie może rozbudzić w sobie mocy. W wieku lat trzynastu, po kilku nieprzyjemnych zajściach, zostaje uznany za dzikiego: obdarzonego, który nie panuje nas swoją mocą. Taka reputacja ma wiele zalet i wad, poza tym zawsze znajdą się ludzie chętni wykorzystać nieokiełznany dar...
Książkę czyta się bardzo dobrze. Główni, nastoletni bohaterowie wzbudzają sympatię, ich przygody bawią, smucą - jednym słowem poruszają. Orrec jest świetnym narratorem, dzieli się z czytelnikami swoimi odczuciami w sposób szczery, prosty, a jednocześnie dojrzały. Poznając jego historię, dostrzegamy także powolną wewnętrzną przemianę: z rozhukanego chłopca pragnącego za wszelką cenę opanować dar staje się rozsądnym, doświadczonym przez życie młodzieńcem. Duży wpływ na jego ewolucję mają rodzice, którzy nie występują tu w roli kogoś, kogo trzeba ratować przed złem tego świata (jak w większości współczesnych powieści młodzieżowych), ale jawią się jako prawdziwi dorośli - mentorzy, nauczyciele życia. Nie mogę nie wspomnieć o bardzo żywym, "plastycznym" języku, dzięki któremu strony wręcz się połyka.
Tom pierwszy kończy się wyprawą. Orrec i Gry wyruszają na Nizinę szukać szczęścia. Jeśli tylko będę miała możliwość, dołączę do nich w drugiej części. Pani Le Guin zasługuje na swoją reputację: Dary uznaję za pozycję bardzo dobrą, a (podobno) do cyklu Opowieści z Ziemiomorza nawet się nie umywa... Czasu spędzonego na lekturze tego tomu nie będziecie żałować!
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: osobom szukającym w książkach nie tylko rozrywki, ale też pewnego przesłania, podanego w lekki i przystępny sposób
Autor: Ursula K. Le Guin
Seria: Kroniki Zachodniego Brzegu, #1 (Annals of the Western Shore)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: kwiecień 2006 (świat: 2004)
Ilość stron: 152
Ursula K. Le Guin jest doskonale znana chyba wszystkim fanom fantastyki. Wstyd się przyznać, ale z twórczością tej autorki zapoznałam się dopiero teraz.
Narratorem i głównym bohaterem Darów jest Orrec z Casprów, mieszkaniec Wyżyn - terenu uważanego przez mieszkańców Nizin za siedlisko czarodziejów. Kiedy go poznajemy, ma piętnaście lat i nie widzi - jego oczy zostały zapieczętowane przez jego ojca, Caroca. Zastanawiacie się dlaczego? To samo pytanie nurtuje trochę starszego wędrowca z Nizin. Rozmowa z nim stanowi pretekst dla opisania przeszłości Orreca (która jest głównym tematem książki), jego rodziny, przyjaciółki Gry Darr oraz zapoznania czytelnika z ideą darów.
Czym są dary? Jak pewnie się domyślacie, to specjalne umiejętności charakterystyczne dla danej rodziny. W każdym rodzie dary przekazywane są z ojca na syna, z matki na córkę. Darrowie (z których wywodzi się Gry) potrafią przywoływać zwierzęta. Dary nie zawsze są dobre: Casprowie posiadają dar odczyniania, rozwiązywania (nie tylko supłów, ale też żywych istot), a Drummowie powolnego wycieńczania wybranej osoby. Dary uaktywniają się około dziewiątego roku życia - Orrec niestety nie może rozbudzić w sobie mocy. W wieku lat trzynastu, po kilku nieprzyjemnych zajściach, zostaje uznany za dzikiego: obdarzonego, który nie panuje nas swoją mocą. Taka reputacja ma wiele zalet i wad, poza tym zawsze znajdą się ludzie chętni wykorzystać nieokiełznany dar...
Książkę czyta się bardzo dobrze. Główni, nastoletni bohaterowie wzbudzają sympatię, ich przygody bawią, smucą - jednym słowem poruszają. Orrec jest świetnym narratorem, dzieli się z czytelnikami swoimi odczuciami w sposób szczery, prosty, a jednocześnie dojrzały. Poznając jego historię, dostrzegamy także powolną wewnętrzną przemianę: z rozhukanego chłopca pragnącego za wszelką cenę opanować dar staje się rozsądnym, doświadczonym przez życie młodzieńcem. Duży wpływ na jego ewolucję mają rodzice, którzy nie występują tu w roli kogoś, kogo trzeba ratować przed złem tego świata (jak w większości współczesnych powieści młodzieżowych), ale jawią się jako prawdziwi dorośli - mentorzy, nauczyciele życia. Nie mogę nie wspomnieć o bardzo żywym, "plastycznym" języku, dzięki któremu strony wręcz się połyka.
Tom pierwszy kończy się wyprawą. Orrec i Gry wyruszają na Nizinę szukać szczęścia. Jeśli tylko będę miała możliwość, dołączę do nich w drugiej części. Pani Le Guin zasługuje na swoją reputację: Dary uznaję za pozycję bardzo dobrą, a (podobno) do cyklu Opowieści z Ziemiomorza nawet się nie umywa... Czasu spędzonego na lekturze tego tomu nie będziecie żałować!
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: osobom szukającym w książkach nie tylko rozrywki, ale też pewnego przesłania, podanego w lekki i przystępny sposób
Subskrybuj:
Posty (Atom)





