Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lauren Beukes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lauren Beukes. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 marca 2014

"Lśniące dziewczyny" - Lauren Beukes

Tytuł: Lśniące dziewczyny (org. The Shining Girls)
Autor: Lauren Beukes
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 21 marca 2014 r. (premiera: kwiecień 2013 r.)
Ilość stron: 416

Koncepcja podróży w czasie to koncepcja niesamowita. Pewnie wielu z Was chciało cofnąć się o kilka dni, miesięcy, lat i coś zmienić na lepsze. Tymczasem w Lśniących dziewczynach skoki w czasie są powszechne - w przód, w tył, a po co...?

Głównym bohaterem i "skoczkiem" jest Harper. W ciekawych okolicznościach wchodzi w posiadanie klucza do Domu, który umożliwia mu przemieszczanie się w czasie. W ramach rekompensaty, mężczyzna musi (?) zabijać kolejne "lśniące dziewczyny". Jedną z nich jest Kirby, niezbyt ambitna studentka, za to oddana reporterka pragnąca poznać tożsamość zwyrodnialca, który próbował ją zamordować. Złapanie mordercy nierzadko bywa trudne, a co dopiero takiego skaczącego w czasie...

Pomysł na fabułę był świetny. Seryjny morderca pojawia się w życiu swoich ofiar niespodzianie, robi swoje, po czym zabiera każdej jakiś drobiazg, podrzucając coś innego, należącego do kolejnej ofiary. Autorka bawi się z czytelnikiem, od samego początku wrzucając go na głębię. Podczas lektury bardzo istotne jest patrzenie na daty rozpoczynające każdy rozdział, umożliwiają one bowiem orientację w czasie. W ten sposób powstaje złożona siatka powiązań między postaciami - zarówno głównym duetem, jak i pozostałymi ofiarami i przyjaciółmi Kirby. Szczególnie samo zakończenie dało mi do myślenia, ponieważ Lauren Beukes przygotowała nam historię podobną do Uroborosa... Niesamowita sprawa :)

Początkowo ciężko sprecyzować głównego protagonistę. Czy jest nim Harper, skaczący po dwudziestym wieku morderca, czy raczej dwudziestokilkuletnia Kirby, jego niedoszła ofiara? Poświęcono im mniej więcej tyle samo czasu. Zbierając ślady na kolejnych stronach, poznajemy szczątkowe dzieje obojga. Kirby to zdeterminowana młoda kobieta, wierząca, że jej przypadek nie był odosobnionym i "jej zabójca" jeszcze uderzy, a może robił to też w przeszłości. Nie zdaje sobie nawet sprawy, jak bardzo w przeszłości działał. Harper to sadystyczny morderca, zabijający właściwie bez określonego powodu, za to z niesamowitym okrucieństwem. Czerpie z tego wręcz ekstatyczną przyjemność, która z czasem zmienia się w obsesję, uzależnienie. Na kartach książki przewijają się także kolejne jego ofiary, przeważnie zastępujące w jednym rozdziale, rzadkiej w dwóch (oczywiście jeden to ten z ich śmiercią) oraz pomocnik Kirby, dziennikarz sportowy i były dziennikarz kryminalny w jednej osobie Dan. Jego życiorys również został zarysowany, choć zdecydowanie mniej wyraziście niż wspomnianego wyżej duetu.

Czytywałam prozę Agathy Christie, w której zabójstwa były ułożone tak, by skierować podejrzenia czytelnika na niewinną osobę (albo byt nadprzyrodzony, bo czemu nie?). Dan Brown przeważnie pozwalał odbiorcy poznać mordercę i towarzyszyć mu, podrzucając jednocześnie pewne niejednoznaczne dowody. Serialowi detektywi, pokroju Monka, ekip NCIS czy CSI, rozwiązywali tajemnice dzięki pedanterii albo nauce. Lauren Beukes postawiła na coś zupełnie innego: odbiorca od samego początku zna mordercę, towarzyszy mu w kolejnych zbrodniach, ale wplotła w to wątek fantastyczny. Myślę, że zagadki tych morderstw nie rozgryzłby żaden ze wspomnianych umysłów analitycznych.

Lśniące dziewczyny nie są może thrillerem ani kryminałem pierwszego sortu, ale na pewno ciekawą pozycją literacką. Autorka przemyślała fabułę, miała fajny pomysł z podróżami w czasie i gubieniem w ten sposób tropu, ale... zabrakło mi konkretnego motywu tłumaczącego zbrodnie. W obecnym stanie to książka o brutalnym psychopacie - czy nie ciekawiej by było, gdyby...? Mimo wszystko myślę, że Lśniącymi dziewczynami warto się zainteresować.
Ocena końcowa: 5-/6
Polecam: miłośnikom opowieści o podróżach w czasie, bez awersji do brutalnej przemocy

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Rebis
http://rebis.com.pl

środa, 19 marca 2014

"Zoo City" - Lauren Beukes

Tytuł: Zoo City
Autor: Lauren Beukes
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 7 sierpnia 2012 r. (premiera: kwiecień 2010 r.)
Ilość stron: 384

Nie wiem, czego oczekiwałam po Zoo City - według okładki, "jednej z najoryginalniejszych powieści 2010 roku". Tytuł udekorowany zarysami zwierząt, ale też jakiś budynków, samochodu... a z tyłu jakiś bocian szczerzący zęby (!). Dziwniej chyba być nie może.

Zinzi December dźwiga na plecach Leniwca, utrzymuje się ze znajdowania zagubionych przedmiotów (zaginionych osób woli unikać) i mieszka w tytułowym Zoo City. Poznajemy ją, gdy wraca do swojej ostatniej zleceniodawczyni, pani Luditsky, z odnalezionym pierścionkiem. Na miejscu zastaje ekipy śledcze i karetkę, kobieta została bowiem zamordowana. Podejrzenie pada na Zinzi, głównie ze względu na jej kryminalną przeszłość. Do panny December zgłasza się też dwójka innych "zoolusów", kobieta z Marabutem i facet z Maltańczykiem. Chcą nająć ją do odnalezienia pewnej osoby. Ignorując złe przeczucia, Zinzi zgadza się na to - i przekonuje, że powinna była trzymać się poszukiwania przedmiotów.

Lauren Beukes wrzuca czytelnika na głęboką wodę, nie oferując wyjaśnień: dlaczego Zinzi ma ze sobą Leniwca (z wielkiej litery), dlaczego niektórzy ludzie mają swoje Zwierzęta (z wielkie litery), co to właściwie za Poprzednie Życie (PZ, z wielkich liter), o którym bohaterka co jakiś czas wspomina, jaki związek z fabułą mają pojawiające się po chwila kawałki artykułów prasowych, internetowych, jakiś mejl, a przede wszystkim - o co w tym wszystkim do licha chodzi?! Na dodatek autorka szybko przedstawia wiele innych postaci - najczęściej męskich - których rozróżnianie sprawiało mi czasami kłopot. Nie zrażając się tym zagmatwanym początkiem i czytając dalej, przekonujemy się, jak drobiazgowo skonstruowany jest ten alternatywny świat. Dowiadujemy się, dlaczego Zinzi ma Leniwca (ale nie doczytałam się powodu, dla którego tak bardzo się o niego troszczy). Wyjaśnia się nawet, gdzie mieszka Zinzi (dla mnie nie było to tak oczywiste, zakładałam, że to jakieś biedne dzielnice miasteczka w Stanach Zjednoczonych...). Uzbrojeni w tę podstawową wiedzę, brniemy przez kolejne strony, wraz z bohaterką rozwiązujemy dziwną i niełatwą sprawę zaginionej dziewczynki, by przy końcu dojść do zatrważających wniosków.

Sama Zinzi to dość typowa protagonistka urban fantasy. Ma swoją mroczną przeszłość, (wisielcze) poczucie humoru i cięty język, a także kilku mniej lub bardziej pomocnych przyjaciół. Rodziny już nie ma, stałego życiowego partnera też nie.W ogólnym rozrachunku wypada jednak nad wyraz dobrze, nie jest przecież kolejna "sierotką Marysią", którą trzeba ratować z opresji. To ona ratuje (choć raczej z marnym skutkiem) i robi za "tego złego",  przed którym trzeba ratować. Dodatkowo wręcz zawodowo oszukuje i... z jakiegoś powodu dorobiła się Leniwca. Dziewczyna na pewno nie jest wzorem do naśladowania, ale niektóre jej przymioty można uznać za pożądane - zarówno w świecie książkowym, jak i realnym. Pozostali bohaterowie, choć też dość charakterystyczni, bledną w porównaniu z Zinzi - przecież to ona jest gwiazdą w tym przedstawieniu!

Napisana przez Lauren Beukes powieść pod wieloma względami pretenduje do miana "powieści sensacyjnej". Autorka urzeczywistniła swoją opowieść, wplatając w nią fragmenty nieistniejących stron internetowych, artykułów prasowych, mejle (z dość swojską, niezrozumiałą listą błędów przy nieudanej próbie dostarczenia), nawet własną wytwórnię muzyczną. Odnośnie tej ostatniej: z ciekawości sprawdzałam, czy takowa istnieje (a wraz z nią niesamowicie charyzmatyczny właściciel, Odysseus "Odi" Huron, oraz wspomniane zespoły muzyczne) - tak umiejętnie autorka wykreowała ten pozornie błahy element świata przedstawionego.

Nie wierzę, by Zoo City przypadło do gustu każdemu odbiorcy. Czytelnik jest rzucany od razu na głęboką wodę, opisy sytuacji są czasami dość chaotyczne, a fabuła ma pewne luki, z których niektóre jakiś się wypełniają. Bohaterka jest typowa, ale - dzięki Leniwcowi :) - na swój sposób urocza. Książka jednak nie jest długa, a historia wciąga - choć nie od początku. Na korzyść utworu może zadziałać też zdobycie przezeń nagrody Arthura C. Clark'a dla najlepszej powieści science fiction wydanej w Wielkiej Brytanii w 2011 roku. Mnie się podobało.
Ocena końcowa: 5-/6
Polecam: miłośnikom "niemłodzieżowj" dystopii

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Rebis
http://rebis.com.pl