Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Geoffrey Huntington. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Geoffrey Huntington. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 września 2011

"Władczyni demonów" - Geoffrey Huntington

Tytuł: Władczyni demonów (org. Demon Witch)
Autor: Geoffrey Huntington
Seria: Kruczy Dwór, #2 (org. The Ravenscliff Series)
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 24 listopada 2005 r. (premiera: lipiec 2003)
Ilość stron: 310

Cykl o Kruczym Dworze, rekomendowany jako połączenie magii i horroru, rozpoczął się raczej nieciekawie - przynajmniej w moim odczuciu. Jednak nie lubię przerywać czytania serii, nieważne jak kiepskiej, sięgnęłam po drugi tom. Żałować czy się cieszyć...?

Od wydarzeń z Czarodziejów Skrzydła Nocy minęło kilka miesięcy, na miejsce zarządcy Kruczego Dworu zostaje przyjęty gnom, Bjorn Forkbeard. Devon podświadomie czuje, że zatrudnienie nie-do-końca-zwyczajnego pracownika nie jest przypadkiem. Co więcej, w rezydencji pojawiają się ojciec ośmioletniego Alexandra, brat pani Crandall - Edward - z narzeczoną Morganą. Kobieta wzbudza wiele emocji w mieszkańcach posiadłości. Poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o pochodzenie, "korzenie" Devona znowu musi poczekać - złe mocne znów chcą zaatakować, czyżby powrócił Jackson Muir...?

W tym tomie oprócz "starej gwardii", poznajemy aż trzy nowe postacie. I żadna z nich nie daje się łatwo zaszufladkować. Autor podsuwa czytelnikom fałszywe tropy, przedstawia nowych bohaterów w różnych sytuacjach, uniemożliwiając jednoznaczne stwierdzenie, kto jest dobry a kto zły. Wątpliwości zaczynają wzbudzać też znane jednostki, ich zachowanie nieraz mnie zaskakiwało. Pod względem nieprzewidywalności charakterów Władczyni demonów zdecydowanie nie zawodzi.

Także fabularnie otrzymujemy pozycję ciekawą. Książka zaczyna się od emocjonującego prologu, w którym jesteśmy świadkami spalenia na stosie czarownicy Isabel Apostaty. Początkowo nie dostrzegałam powiązania między głównym wątkiem a tą historią, ale Huntington w niebanalny sposób łączy współczesność z wydarzeniami sprzed pięciuset lat. I chociaż nie znalazłam tutaj tak "ciarkogennych" momentów jak w pierwszej części (wspomniana w recenzji wspinaczka na wieżę), mroczny klimat jest zachowany. Zdecydowanie nie podobało mi się skupienie na lekko niesmacznym (dla mnie) wątku romantycznym - przynajmniej dopóki autor nie wyjaśnił jego istoty (kolejne pozytywne zaskoczenie). Dodajmy do tego wyjaśnienie kilku pomniejszych zagadnień z tomu pierwszego i banalne (niestety) chwyty, a otrzymamy kompletny obraz tego, co czeka czytelnika. Ach, i jeszcze strasznie (w podwójnym tego słowa znaczeniu) intrygujące zakończenie...

Pan Geoffrey posługuje się prostym językiem, umożliwiając tym samym czerpanie przyjemności z lektury także młodszym czytelnikom. Co prawda trochę irytuje częste powtarzanie imion (Devon to, Devon tamto...), ale można się przyzwyczaić. Odrobiny czasu wymaga też przestawienie na narrację w czasie teraźniejszym, zwiększającą dynamikę. Polskie wydanie nie zawodzi: twarda oprawa, brak (zauważonych) błędów, wreszcie oryginalny obrazek na okładce - taki lekko nawiedzony, ale w gruncie rzeczy fajny.

Czy warto czytać? Myślę, że Władczyni demonów jest lepsza od Czarodziejów Skrzydła Wiatru. Elementy magii i horroru są tu wyraźniejsze, a intryga ciekawsza (a może to moja feministyczna natura?:D). Pozytywnie zaskoczyła mnie dwoistość postaci, czyniąca tę książkę pozycją obowiązkową dla fana nie-czarno-białych-bohaterów. Drugi tom - niespodziewanie - okazał się lepszy od pierwszego: zapoznajcie się z nim, nie pożałujecie! (Lektura "jedynki" nie jest konieczna, autor przywołuje najważniejsze wydarzenia w treści)
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: miłośnikom młodzieżowego horroru; magii; ciekawych, niejednoznacznych postaci

sobota, 3 września 2011

"Czarodzieje Skrzydła Nocy" - Geoffrey Huntington

Tytuł: Czarodzieje Skrzydła Nocy (org. Sorcerers of the Nightwing)
Autor: Geoffrey Huntington
Seria: Kruczy Dwór, #1 (org. The Ravenscliff Series)
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 7 lipca 2005 r. (premiera: kwiecień 1996)
Ilość stron: 325
 
Wszyscy wiemy, że nie ocenia się książki po okładce. Kto jednak, sięgając po tomik, nie zerka z ciekawością na tył, na opis wydawcy? Widząc słowa "cykl z pogranicza fantasy i horroru, swoiste skrzyżowanie książek o Harrym Potterze z serialem Buffy - postrach wampirów", czułam, że nie mogę podarować sobie lektury.

Czternastoletni Devon March po śmierci ojca trafia do małej miejscowości, Biedy. Jego rodzic na łożu śmierci wyznał, że został adoptowany i chce, by syn zamieszkał u pani Crandall, w Kruczym Dworze. Decyzja wydaje się dziwna, ale chłopiec nie sprzeciwia się. Dom okazuje się być ogromną, starą willą, w której ponoć straszy. Devon, od dziecka wyczulony na duchy i potrafiący z nimi walczyć (i wygrywać), chce tu jednak poznać prawdę o swoim pochodzeniu. Niestety, jego plany muszą ustąpić pierwszeństwa innej sprawie: ośmioletni bratanek jego gospodyni okazuje się być opętany przez złego ducha!

Dopiero teraz akcja zaczyna się na dobre rozkręcać. Początkowe rozdziały służą przedstawieniu bohaterów, "wkręceniu" czytelnika w akcję. Stara, gotycka rezydencja skrywa wiele tajemnic, podobnie jak mieszkająca w niej rodzina. W odkrywaniu prawdy naszemu bohaterowi pomaga córka pani Crandall, Cecily oraz stary znajomy, Rolfe. To on odkrywa przed Devonem prawdę na temat jego przeszłości, ale tłumaczenie jest raczej... mętne, stawia jeszcze więcej pytań. Za to ratowanie Alexandra z łapsk demona autor przedstawił emocjonująco. Wykreowane przez niego demony potrafią być przerażające, po trupach idą do celu. Także większość tajemnic, które ujawnia na kolejnych stronach, autentycznie zaskakuje. Szkoda tylko, że ten naprawdę ciekawy wątek trwa tak króciutko, bo gdy emocje zaczynają sięgać zenitu... wszystko się kończy. Ot, w trzech, czterech rozdziałach?

Bohaterowie niestety nie powalają. Właściwie wszyscy wydali mi się "płascy", nieciekawi. Devon ogromnie irytował mnie swoją przesadną dobrotliwością, Cecily sztuczną naturalnością (jakkolwiek dziwnie to brzmi, ale w książkach dla młodzieży bardzo często się to spotyka). Nie polubiłam również Alexandra, jednak autor chyba starał się, by czytelnik poczuł do tej postaci antypatię. Sympatii nie zdobyli również sługa Simon (wredny typek, takich przeważnie lubię...) ani Rolfe, który początkowo był "dobrym kumplem", a potem nagle "poważnym mentorem dla zagubionego Devona".

Książkę mimo wszystko czyta się szybko, lekko i przyjemnie. Skierowana jest raczej do młodszego odbiorcy, najlepiej rówieśnika głównych bohaterów. Autor zastosował ciekawą, rzadko spotykaną trzecioosobową narrację prowadzoną w czasie teraźniejszym. Zabieg ten dodaje dynamiki: na przykład gdy Devon wspina się po schodach w mrocznej wieży i czuje za sobą czyjąś obecność... Dreszczyk emocji gwarantowany, nie tylko u "niewyrobionego" młodego czytelnika.

Cóż mogę napisać na koniec... Czarodzieje Skrzydła Nocy nie umywają się do serii o Harrym czy o Buffy. Jako dreszczowiec dla dzieci i młodzieży książka wypada całkiem nieźle, daje nadzieję na ciekawy cykl dla tej grupy wiekowej. Niestety, pan Huntington chciał chyba za dużo zmieścić w pierwszym tomie, niepotrzebnie "rozgrzebał" przeszłość Devona. Jeśli jednak macie ochotę na coś magicznego, ale pozbawionego wilkołaków, wampirów, wróżek, zachęcam - spróbujcie przeczytać!
Ocena końcowa: 4/6
Polecam: raczej młodszym czytelnikom; poszukującym magicznych historii z dreszczykiem