Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fabryka słów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fabryka słów. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 kwietnia 2023

"Babel, czyli o konieczności przemocy" Rebecca F. Kuang

To nie będzie kolejna laurka pochwalna dla Babla. I mam nadzieję, że nikt nie będzie miał o to wielkiego problemu.

Pamiętasz wspaniałe opowieści o angielskich gentlemanach i ich eleganckim życiu?

Ta książka nie będzie opowieścią o nich, ale o ludziach, na których plecach, spracowanych rękach i krwi zbudowano Imperium Brytyjskie z całą jego zamożnością, elitarnością i dobrym wychowaniem.

Robin, osierocony pół-chińczyk, trafia do Anglii, gdzie ma tylko jedno zadanie: uczyć się. Zdobywać wiedzę, poznawać nowe języki a potem odpracować dług wobec Imperium w oksfordzkim instytucie Babel. Wszystko zmienia się w dniu, a właściwie w nocy, gdy Robin poznaje pewnego człowieka. Bliźniaczo podobnego fizycznie, ale żyjącego według całkowicie innych zasad.

To spotkanie zrujnuje misternie budowany świat Robina. Obróci w niwecz jego poczucie sprawiedliwości, wypali złudne poczucie bezpieczeństwa i zmusi do zadania sobie pytania: komu należy się moja wierność?

W tej historii nie będzie prostych odpowiedzi ani gotowych recept. Będzie za to gorzka opowieść o wyzysku, niesprawiedliwości i bezwzględnej walce o władzę. Będzie nie mniej gorzka opowieść o próbie przywrócenia sprawiedliwości.

Myślisz, że wiesz, co jest słuszne i właściwe? Spróbuj zmierzyć się z tą opowieścią.

Nie nazwałabym siebie czytelniczką "dramową", sięgającą po tytuł tylko dla krążących wokół niego kontrowersji, ani "hitową", czytającą to, o czym akurat mówi się najgłośniej. Mimo wszystko nie oparłam się pokusie i atakującym mnie zewsząd materiałom promocyjnym i za lekturę Babla, ostatnio wydanej w Polsce powieści Rebecci F. Kuang, zabrałam się już w dniu premiery. I tak, wiedziałam, że wokół tytułu pojawiła się pewna kontrowersja. Czy ta świadomość jakoś wpłynęła na mój odbiór powieści? Nie wiem, bo faktycznie zwróciłam uwagę na pewien aspekt tej historii, ale myślę, że rzuciłby mi się on w oczy także bez wiedzy o kontrowersji. Niemniej, zacznijmy od bardziej ogólnych wrażeń.

poniedziałek, 19 grudnia 2022

"Płonący bóg" Rebecca F. Kuang

Zwieńczenie fantastycznej trylogii w orientalnych klimatach. Nie do końca wiem, co o nim myśleć.

Żyć z dawnymi występkami można jedynie, jeśli ukryje się je w głębokich zakamarkach umysłu, w czarnych odmętach duszy.

Rin wciąż żyje.

Mogła przyjąć wyciągniętą dłoń Cesarzowej, zdławić rebelię i poprowadzić wojsko prosto na południe. Tam, gdzie w czerwonym pyle, wśród zapomnianych kapliczek i wykopanych w ziemi grobów czekają cierpliwie jej korzenie, jej Dom. Wolała bawić się w rewolucję, z której wyniosła tylko kolejne blizny i gorycz kolejnej porażki.

Została sama. Z okaleczonym ciałem, rozbitą duszą, łaknąca pokuty i rozgrzeszenia niemal tak samo, jak walki i zniszczenia.

I oto prawdziwy wróg wkracza na scenę. Tym razem Rin nie będzie walczyć w obronie Cesarstwa, Republiki czy życia swoich przyjaciół. Tym razem stawką jest cały znany Rin świat. Ten ludzki i ten boski.

Moja przygoda z Trylogią Wojen Makowych Rebecci F. Kuang dobiegła końca. W tym tekście planuję zawrzeć zarówno wrażenia z lektury ostatniego tomu, Płonącego boga, jak i całości serii. Choć postaram się unikać spoilerów dotyczących zakończenia trzeciej części, tu i ówdzie mogę napisać coś, co zdradzi wydarzenia rozgrywające się wcześniej.

poniedziałek, 12 grudnia 2022

"Republika Smoka" Rebecca F. Kuang

Kontynuacja Wojny makowej wciągnęła mnie jeszcze bardziej niż pierwsza.

Gniew.

Gniew zmieniający duszę w rozszalały ogień, którego nigdy nie da się ugasić. Oto cały świat Rin. Chwyciła los za gardło i wyrwała mu z trzewi swoją przyszłość - dostała się do Akademii Sinegardzkiej a potem dalej, dzień po dniu, walczyła by ją skończyć. Tylko po to, by patrzeć, jak jeden po drugim umierają jej przyjaciele. By oglądać góry usypane z trupów swoich rodaków. By stać się istotą, zdolną spalić cały naród najeźdźców w akcie niewyobrażalnej zemsty.

Teraz nie zostało jej nic, prócz odwetu na ostatniej zdrajczyni - Cesarzowej Su Daji. Oraz ciągłej walki z Feniksem, który nieustająco żąda ofiar. W chwili, gdy mu się podda, jej ciało stanie się ledwie narzędziem i będzie palić wszystko i wszystkich. A gdy cały świat zamieni się w popiół, Rin sama zamarzy o śmierci.

Republika Smoka rozpoczyna się kilka miesięcy po wydarzeniach zamykających Wojnę makową. Rin i niedobitki jej oddziału pracują jako najemnicy, niebawem jednak otrzymują propozycję, którą ciężko odrzucić, biorąc pod uwagę ich nieciekawą sytuację materialną. Całe Nikan powoli podnosi się z kolan po niedawnym konflikcie, ale nie brakuje jednostek pragnących wykorzystać osłabienie władczyni oraz narodu do własnych celów. Na kartach powieści pojawi się kilku nowych bohaterów, powrócą też starzy znajomi. Jedno jest pewne, nie będzie czasu na nudę!

poniedziałek, 5 grudnia 2022

"Wojna makowa" Rebecca F. Kuang

Wreszcie zabrałam się za kultowe w ostatnich latach fantasy! Nie było idealnie, ale... prawie!

Kiedy jesteś sierotą wojenną świat ma dla ciebie głównie pogardę, odrzucenie, brutalność i ból. Czasem, jeśli akurat masz szczęście, obojętność. Jeśli natomiast do tego jesteś dziewczynką, szczęście ma twoja przybrana rodzina. Zawsze może ubić interes i sprzedać cię na żonę jakiemuś zamożnemu staruchowi.

Rin doświadczyła tego wszystkiego. Jest nikim, jej życie nie ma dla nikogo żadnego znaczenia, nikogo też nie obchodzi jej los. Jeśli chce wydostać się z rynsztoka, w którym się wychowała, ma tylko dwie drogi. Pierwsza wiedzie przez łóżko obmierzłego starca. Druga, przez bramę Akademii Sinegradzkiej – elitarnej szkoły wojskowej. Aby podążyć tą drugą drogą, Rin zrobi wszystko, co tylko leży w ludzkiej mocy. A nawet więcej.

To nie jest historia o potędze nauki, sile przyjaźni czy starciach wielkiej magii.

To jest historia o kołach czasu, które nieustępliwie i bezlitośnie mielą ludzkie losy. I o dziewczynie, która zniszczyła cały mechanizm. Kamieniem, bo na miecz była za biedna.

Początkiem 2022 roku założyłam sobie, że zapoznam się z Trylogią Wojen Makowych Rebecci F. Kuang i tym samym nie tylko "odhaczę" choć jedną z wielu serii z moich półek, ale też dowiem się, czemu wokół tych książek jest tyle szumu. Rozpoczynając lekturę, miałam nadzieję, że dołączę do grona wielbicieli twórczości Autorki. Gdy piszę te słowa, jest już początek grudnia. Kilka dni temu zakończyłam lekturę Republiki Smoka, czyli drugiego tomu trylogii, i planowałam pisać właśnie o niej, ale uświadomiłam sobie, że nie dzieliłam się wrażeniami z lektury pierwszego tomu! Wprawiam więc w ruch szare komórki i wytężam pamięć, by podzielić się choćby krótką opinią o Wojnie makowej.

poniedziałek, 19 września 2022

"Dłoń Króla Słońca" J.T. Greathouse

Wciągająca przygoda ambitnego, być może aż za bardzo, młodzieńca osadzona w ciekawym, inspirowanym Chinami, świecie.

Kiedy wszyscy chcą, żebyś był spełnieniem ich oczekiwań, tym czego pragniesz najmocniej jest odnalezienie swojej drogi i życie według własnych zasad.

Nazywam się Wen Olcha. Nazywam się też Głupi Kundel.

Ojciec szykował dla mnie przyszłość w elitarnym gronie Sieneńczyków służących cesarzowi. Babcia, która sama porzuciła wszystko i dołączyła do nayeńskiego ruchu oporu, przygotowywała mnie do walki z cesarskim imperium. Matka, ślepa na okrucieństwo, chciała tylko tego, co bezpieczne i wygodne.

Mogłem spełniać cudze marzenia, mogłem walczyć wraz z jednymi albo przyłączyć się do drugich. Mogłem patrzeć, jak ich wojna pochłania kolejne ofiary. Ale nie mogłem przestać marzyć o magii. Wolnej, przerażającej, fascynującej, dającej moc i potęgę.

Przez całe życie zmagałem się z ograniczeniami na ścieżkach, które zostały wybrane za mnie. Opór był jedyną drogą ku wolności.

Ta historia może skończyć się na tysiąc sposobów – ja mam za nic je wszystkie.

Piękna oprawa, choć zwraca uwagę, to nie wszystko. Pierwszy rzut oka na zamieszczony na okładce opis fabuły upewnił mnie w przekonaniu, że Dłoń Króla Słońca może być jedną z ciekawszych książkowych nowości tego roku. Zapowiadała się magiczna podróż, może nieco podobna do Wojny makowej - nie mogłam odmówić sobie tej lektury!

poniedziałek, 5 września 2022

"Cesarstwo piasku" Tasha Suri

Fantastyka młodzieżowa w pięknej oprawie graficznej. Szkoda, że treść niezbyt ciekawa.

Mehr jest półsierotą, nieślubną córką cesarskiego urzędnika. Jest cicha, na pozór pokorna i ma macochę, która robi co może, by zamienić jej życie w piekło. Ale, wbrew pozorom, to nie jest kolejna wersja baśni o Kopciuszku.

Bo Mehr ma też moc, którą odziedziczyła po wygnanej matce. W jej żyłach płynie pradawna magia, przekazywana z pokolenia na pokolenie od czasów, gdy bogowie stąpali po ziemi między ludźmi. I wcale nie jest pokorna.

Kiedy historia zatoczy koło a ludzka nienawiść sięgnie po krew Mehr, dziewczyna będzie musiała wykorzystać wszystkie swe zdolności, siłę woli i błyskotliwy umysł, by ratować swoje życie i przyszłość ukochanej, młodszej siostry.

W świecie, w którym cierpienie jest nieodłączną częścią życia, w którym nienawiść karmi ludzi niczym chleb a mówienie prawdy wiąże się z nieuchronnymi konsekwencjami, dziewczyna taka jak Mehr ma tylko dwie drogi: może wygrać albo umrzeć. Przy czym w drugim przypadku, nikt nie uroni po niej choćby jednej łzy.

Cesarstwo piasku zapowiadało się dobrze. Piękna oprawa zachęcała do zakupu, zarys fabularny także wydawał się obiecujący. Czytelnik trafia do fantastycznego, na pozór idealnego, świata. Obdarzona wyjątkowymi umiejętnościami Mehr wywodzi się z rasy tępionej na rozkaz cesarza. Opuszcza bezpieczne mury domu i wraz z Amunem, tajemniczym mistykiem, wyrusza w długą podróż przez pustynię, by trafić do świątyni, w której - być może - spotka swoje przeznaczenie.

poniedziałek, 1 września 2014

Promocyjnie ze swiatksiazki.pl

Witajcie!
Dziś ponownie chcę się Wam pochwalić tym, co kupiłam w wakacje. Tym razem jest to skytek zakupów na swiatksiazki.pl. Wszystkie książki wydane nakładem Fabryki Słów :)
Królestwo Słońca (Królestwo Słońca #1.1, #1.2) - Brian D'Amato
Od dawna kusił mnie zakup tych książek. Już sama ich objętość (cienkie nie są, a to dopiero pierwszy tom) mnie kusi. George R.R. Martin też się nie oszczędza, a jego książki są warte zachodu. Mam nadzieję, że i w tym przypadku się nie zawiodę.
Opowieść o 47 roninach - John Allyn
Nie znam książki, ale Japonia od dawna mnie interesuje, lubię książki osadzone w orientalnych klimatach (np Eon. Powrót Lustrzanego Smoka czy Tancerze burzy) - zakup po promocyjnej cenie może okazać się strzałem w dziesiątkę.
Klejnot i wachlarz (Piekło i szpada #2) - Feliks W. Kres
Strażniczka istnień (Piekło i szpada #3) - Feliks W. Kres
Nie wiedziałam, że to druga i trzecia część... No i muszę rozejrzeć się za Piekłem i szpadą - ale dopiero za jakiś czas, bo Mama mnie z tymi książkami z domu wyrzuci ^_^ Fantastyka w realiach XVII-wiecznej Europy to coś w sam raz dla mnie.
Pola Aspho (Gears of War #1) - Karen Traviss
Ostatni z Jacindo (Gears of War #2) - Karen Traviss
Zakup spontaniczny, ponieważ w grę nie grałam. Ale mam nadzieję, że się nie zawiodę :)
Wiedźma naczelna (Wolha Redna #3) - Olga Gromyko
Początek serii czytałam dawno, dawno temu i pamiętam, że uśmiałam się co nie miara. Oby w tym przypadku było podobnie.
Wybór (Olga i Otto #2) - Aleksandra Ruda
Znowu drugi tom (niespecjalnie!). Może znajomość jedynki nie jest konieczna? Czytał ktoś?
Pieśniarz wiatru (Ognisty wiatr #1) - William Nicholson
Niewolni (Ognisty wiatr #2) - William Nicholson
Pieśń ognia (Ognisty wiatr #3) - William Nicholson 
Cała trylogia w promocyjnej cenie. Fantasy, ocena całkiem wysoka. Ach, jestem w siódmym niebie :)

Czytaliście któreś z tych książek? Polecacie?

niedziela, 9 października 2011

"Wiedźma opiekunka tom 2" - Olga Gromyko

Tytuł: Wiedźma opiekunka tom 2 (org. Ведьма-хранительница)
Autor: Olga Gromyko
Seria: Wolha Redna, #2.2
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 10 września 2010 r. (premiera: sierpień 2003)
Ilość stron: 264
 
Mój pierwszy kontakt z Olgą Gromyko zaliczam do raczej udanych. Zawód: Wiedźma autentycznie mnie rozbawił. Po pierwszym tomie Wiedźmy opiekunki mój zachwyt zdecydowanie zmalał, a jak będzie po drugiej części...?

Wiedźma Wolha, najemniczka Orsana i wampir Rolar kontynuują swoją podróż do Arlissu. Wciąż chcą przywrócić Lena do jego ludzkiej (wampirzej) postaci, ale droga usiana jest wieloma przeszkodami. Czy uda im się dotrzeć na czas?

Opis krótki, bo i książka do długich nie należy. Ale i tak zawiera w sobie mnóstwo słabych stron. Po pierwsze, ogromnym utrudnieniem w odbiorze jest brak jakiegokolwiek przypomnienia, co działo się w tomie poprzednim (w oryginale dwie części stanowiły jedną całość, więc nie było to problemem). Ja, zakończywszy lekturę tomu pierwszego jakiś czas temu, zupełnie nie mogłam się połapać w przedstawionej sytuacji. Polski Wydawca, skoro już podzielił oryginał, mógł okazać trochę zrozumienia...

W Zawodzie: Wiedźma urzekł mnie humor. W Wiedźmie opiekunce ten element zawodzi. Autorka pisze lekko, unika wzniosłego i patetycznego słownictwa, ale jej wyluzowanie momentami przeszkadza. Dialogi między postaciami często są pseudozabawnym bełkotem. Natomiast kiedy mówi się o rzeczach istotnych dla fabuły (jakieś okazjonalne wyjaśnienia, logiczne wnioski), postacie nagle zasuwają "poważnym" językiem - i znowu ciężko się doczytać czegokolwiek... Także bardzo luźne opisy (narratorką jest Wolha) z czasem przestają śmieszyć. Każdy wie, że co za dużo to niezdrowo...

Książka nie zaskakuje czytelnika treścią. Najpierw nic się nie dzieje, później akcja (bardzo lekko) przyspiesza, autorka usiłuje zainteresować (albo utrzymać przy sobie) odbiorcę nieciekawym wątkiem metamorfów, po czym jakoś toczy się do przyzwoitego punktu kulminacyjnego (ba - przez chwilę czułam się autentycznie zaskoczona)... A po nim znowu metamorfy, troszkę akcji i bardzo niepodobający mi się finisz. Krótko - wielkie rozczarowanie.

Wiedźma opiekunka ogromnie mnie rozczarowała. Lektura dwóch króciutkich tomów mnie zmęczyła, nie zagwarantowała ani odrobiny relaksu, na jaki liczyłam. Ocenę 3 wystawiam tylko dlatego, że jednak TROSZKĘ się wciągnęłam, coś mnie zaskoczyło. Ale nie polecam - na rynku można dostać wiele dużo lepszych, lekkich czytadeł.
Ocena końcowa: 3/6
Polecam: zdeklarowanym miłośnikom autorki

poniedziałek, 23 maja 2011

"Wiedźma opiekunka tom 1" - Olga Gromyko

Tytuł: Wiedźma opiekunka tom 1 (Ведьма-хранительница)
Autor: Olga Gromyko
Seria: Wiedźma W. Redna, #2.1
Wydawnictwo: Fabryka słów
Data wydania: 25 czerwca 2010 (premiera: sierpień 2003)
Ilość stron: 288

W zeszłym roku zetknęłam się z Olgą Gromyko zupełnie przypadkowo: szukałam książek o czarownicach, a jej dwie książki (seria Zawód: Wiedźma) zdawały się idealnie pasować. W bibliotece natrafiłam na kolejną pozycję i wiedziałam, że muszę ją przeczytać!

Koniec nauki Wolhy Rednej w Akademii zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim egzaminy końcowe. Młoda adeptka sztuki magicznej musi opuścić Dogewę, wampirzego księcia Lena i wrócić do szkolnej rzeczywistości, przynajmniej na chwilę. Kiedy wreszcie zaliczenia się kończą, wyrusza w drogę powrotną. Okazuje się jednak, że Len wyjechał i wróci - najprawdopodobniej - zaręczony (!). Zirytowana W. Redna, podążając jego tropem, poznaje straszną prawdę: książę został porwany. I kto musi go ratować...?


Fabuła jest prosta i nieskomplikowana. Ten cienki tomik z kilku mniejszych epizodów, niepowiązanych ze sobą zadań, jakie na swoje barki bierze Wolha, by nie zanudzić siebie (i czytelnika) na śmierć. Nie mam nic przeciwko takiemu rozwiązaniu, ale kolejne misje wydawały mi się okropnie nudne. Samo poszukiwanie Lena staje się tylko pretekstem do dalszej wędrówki i kolejnych drobnych zadań. Lekko ciekawiej robi się na zakończenie - typowy chwyt marketingowy.

Kreacja głównej bohaterki, podobnie jak pojawiającej się nieco później Oksany (najemniczki chcącej wstąpić do Legii), bardzo mnie zawiodła. Dziewczyny są wygadane i uparte, Wolha należy też do bardzo pomysłowych bestii - to na plus. Do minusów zaliczyłabym Wielce Poważne Rozterki Zakochanej W.Rednej: irytację na Lena z powodu zatajenia zaręczyn jestem w stanie zrozumieć, ale jej desperacji, by go uratować - już nie. Nie prościej było go po prostu kopnąć w rzyć?

Zawodzi również to, co najbardziej ceniłam w Zawodzie...: humor. Wtedy dowcipy mnie bawiły, teraz większość wydała mi się głupia, nieśmieszna i, nieraz, żenująca. Pozycję ratuje lekki styl i prosty język, dzięki którym kolejne strony połykałam błyskawicznie, choć z mniejszą przyjemnością niż wcześniejsze książki.

Mogłoby być fajnie i ciekawie. Pomysł poszukiwania zaginionego księcia, choć mało oryginalny, miał spory potencjał, zwłaszcza dzięki luźnemu podejściu i sporej dawce humoru, których się spodziewałam. Niestety, solidnie się zawiodłam na tej części. Może tom drugi (swoją drogą: w oryginale Wiedźma opiekunka to tylko jeden, grubszy tom) będzie lepszy. Nadzieja umiera ostatnia...
Ocena końcowa: 3/6
Polecam: tym, którzy od książki szukają (raczej marnego) "czasoumilenia"

niedziela, 15 maja 2011

"wiedźma.com.pl" - Ewa Białołęcka

Tytuł: wiedźma.com.pl
Autor: Ewa Białołęcka
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 22 lutego 2008
Ilość stron: 360

Nieuwaga nie popłaca - można zupełnie niepotrzebnie czytać grubą lekturę i dowiedzieć się, że przebrnęło się przez nią zupełnie niepotrzebnie. Ja właśnie tak zrobiłam. Stąd ten brak notek, ale teraz będzie już lepiej. Na pierwszy ogień coś polskiego: wiedźma.com.pl.

Krystyna Szyft jest redaktorką, ma sześcioletniego syna Jeremiego, małe mieszkanie (które współdzieli jeszcze z rodzicami) i całą masę problemów. Pewnego dnia dowiaduje się, że w spadku po niejakiej Katarzynie zamieszkałej w Czcince otrzymała dom. Wyrusza, by ocenić stan nieruchomości. Jak się okazuje, nieortograficzna miejscowość to totalna dziura, gdzie nie ma nawet Internetu, od którego bohaterka jest uzależniona! Także wizerunek "willi marzeń" okazuje się daleki od wyobrażeń. Reszka jednak daje się porwać magii (dosłownie) tego miejsca - zaczyna bowiem widzieć duchy. Sytuacji nie ułatwia również nowy sąsiad - doktor Andrzej - do którego zaczyna ją coś ciągnąć...

Fabuła nie jest skomplikowana. Początkowo obserwujemy życie pani Krystyny, które mogłoby być zupełnie zwyczajne gdyby nie duchy. Wydaje się nudne? Tylko się wydaje, bo perypetie naszej bohaterki, jej rodziny i znajomych wciągają jak wir. Ja nie mogłam się oderwać. Mniej więcej w połowie wkracza wątek kryminalny: jeden z miejscowych zabijaków znajduje czaszkę, Reszka podejmuje się odkopania reszty zwłok i odkrycia tajemnicy śmierci (obiecała to właścicielowi owego szkieletu), a niebawem pojawia się kolejny umarlak z prośbą o odnalezienie szczątków. Ta druga część jest poprowadzona ciekawie: autorka w sposób nieskomplikowany komplikuje (wiem, brzmi to komicznie:)) wyjaśnienie tajemnicy zabójstwa, zachowując cały czas logiczność i spójność.

Bohaterowie dają się polubić (albo znienawidzić). Mnie ogromnie bawiły złośliwe komentarze Reszki, jej niewyparzony język i szalone porównania. Przez większość czasu miałam na twarzy szeroki uśmiech, nieraz zdarzało mi się wybuchnąć śmiechem. Każda postać ma swoje wady i zalety, które szybko poznajmy i z których nieraz się śmiejemy. Autorka z przymrużeniem oka opisała wiejski "półświatek", a choć poznajemy tylko nieliczną jego reprezentację, szybko utożsamiamy się z "prostym" ludem. Także duchy (również w niewielkiej ilość) - wśród nich nie-świętej pamięci Katarzyna Szyft-Kobielak - są dobrze skonstruowane i mają w sobie jakąś "iskierkę życia".


Wspomniałam, że nie mogłam się oderwać. Przede wszystkim magnetyzował mnie język używany przez autorkę. Pani Białołęcka pisze lekko, przystępnie, miesza współczesny slang z nieco starszymi, "patetycznymi" słowami typu "fizys" czy "mimo" (w sensie: obok)... Wypowiedzi bohaterów zapisywane są w sposób fonetyczny (co najlepiej widać w wiejskiej gwarze, np. "pszepani", "doktór", "ino" czy "cofła":D) i życiowy (nie uciekniemy od niecenzuralnych zwrotów, o nie). Lekkim zgrzytem są błędy interpunkcyjne - ciężko stwierdzić, czy celowe czy przypadkowe. Zastosowanie pierwszoosobowej narracji umożliwia utrzymywanie potocznego tonu przez cały tom.

Podsumowując, wiedźma.com.pl to bardzo dobra, lekka komedia z duchowym zabarwieniem. Nie uświadczymy tu wilkołaków, wampirów czy nawet wielkich amerykańskich metropolii: tylko zwyczajnych ludzi ze wsi. Dzięki obecności duchów i zabawnym opisom lektura nie nudzi, mija szybko i przyjemnie. Jeśli szukacie czegoś czysto rozrywkowego - sięgajcie bez wahania!
Ocena końcowa: 4+/6
Polecam: osobom szukającym lekkiej, zabawnej książki na weekend.

Książkę otrzymałam w ramach akcji "Włóczykijka", dzięki uprzejmości Księgarni internetowej Matras. Bardzo dziękuję!

środa, 12 stycznia 2011

"Zoroaster. Gwiazdy umierają w milczeniu" - Rafał Dębski

Tytuł: Zoroaster. Gwiazdy umierają w milczeniu
Autor: Rafał Dębski
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 12 marca 2010
Ilość stron: 372

Nie zamierzałam czytać tej książki. Nawet nie wiedziałam, że istnieje. W moje łapki trafiła tylko dlatego, że wysłałam Mamę po książki do biblioteki, a ponieważ nie było moich typów, bibliotekarka wcisnęła jej To. I co z tego wynikło?

Rok 2487. Odległa galaktyka Taurusa (Byka), planeta Valhalla, a właściwie jeden z jej księżyców - Zoroaster. Właśnie tam trafia Adam Bartold, pięćdziesięcioczteroletni pilot "dalekiego zasięgu". Jego statek uległ awarii, musiał znaleźć jakieś schronienie. Na księżycu znajduje się baza badawcza, a w niej 12 naukowców. Kiedyś było ich szesnastu, ale dwóch zmarło kilka miesięcy wcześniej, kolejnych dwóch zaginęło. Czym zajmują się uczeni? Badają życie spiagotów - wielkich, latających mimo ogromnej grawitacji organizmów.

Nie myślcie jednak, że Adam dołączy do badań. Nie - jako wykwalifikowany pilot zostaje wysłany do naprawy satelity. W trakcie renowacji cudem wymyka się z rąk śmierci - ktoś zamontował na sprzęcie pułapkę, która aktywuje się przy zbytnim zbliżeniu. Nasz bohater wyczuwa, że stacja badawcza wcale nie jest tak spokojnym miejscem jak się wydaje. Jego podejrzenia potwierdza kolejny zgon - kolejny naukowiec opuścił świat. Bartold postanawia rozwiązać zagadkę. Jednak otoczenie mu nie sprzyja: pracownicy sztabu naukowego mają swoje tajemnice, których zazdrośnie strzegą.

Przez większość książki obserwujemy życie stacji badawczej. Wraz z Adamem jesteśmy świadkami trzęsień gruntu, wspaniałych burz oraz nieco bardziej przyziemnych konfliktów międzyludzkich między pracownikami, którzy (podobno) przeszli restrykcyjne testy, także psychologiczne. Niestety, wobec takiego natłoku wątków "pobocznych", wielka tajemnica schodzi na drugi plan. Przytłaczają ją wyjaśnienia działania nowatorskich mechanizmów, wykorzystania różnych technologii... Science fiction dominuje nad wątkiem kryminalnym, co niezbyt przypadło mi do gustu, ponieważ intryga zapowiadała się ciekawie (niemal jak w I nie było nikogo Agathy Christie - mordercą jest ktoś z wewnątrz, ale kto?). Jej rozwiązanie także nie zachwyciło - przynajmniej mnie.

Nie spodobały mi się też rozległe monologi wewnętrzne Adama. Dobrze wiedzieć, o czym bohater myśli, jednak momentami było ich ZA dużo. Dobrze, że tylko nieznacznie spowalniało to akcję. Do dobrych stron mogę zaliczyć psychikę postaci. Bohaterowie nie są "płascy", mają swoją przeszłość, (nie zawsze) racjonalne motywy działania oraz etykę. Niewątpliwą zaletą jest także zdolność autora do żywego opisywania postaci, których biografie niemal niezauważalnie "wchodzą" czytelnikowi do głowy. Ja sama, chociaż nie przywiązuję do tego zbytniej uwagi, szybko zapamiętałam, kto jest czyim mężem i czym się zajmuje.

"Zoroaster" nie jest książką złą. Do najlepszych polskich pozycji bym jej nie zaliczyła, ale czasu spędzonego na lekturze nie uznaję za czas stracony. Zakończenie mogłoby być lepsze, wątek futurystyczno-naukowy mógłby nie przyćmiewać ciekawego wątku kryminalnego, ale w gruncie rzeczy... Fani sci-fi nie poczują się zawiedzeni, a także pozostali Czytelnicy mogą dać powieści szansę. Chyba że nie lubią czytać o odległych galaktykach, gdzie niemal wszystko jest możliwe.
Ocena końcowa: 4+/6
Polecam: fanom science fiction, kryminałów (w tej kolejności).

niedziela, 2 stycznia 2011

"Kolory sztandarów" - Tomasz Kołodziejczak

Tytuł: Kolory sztandarów
Autor: Tomasz Kołodziejczak
Seria: Dominium Solarne, #1
Wydawnictwo: Fabryka słów
Data wydania: wrzesień 2010 (wydanie pierwsze: 1996)
Ilość stron: 376

Zapewne wielu z Was zastanawiało się, co nas czeka w przyszłości. Książka "Kolory sztandarów" przedstawia jedną z wizji świata, wedle której Ziemia podbiła wszechświat (dobrze że w czasie powstania nie znano jeszcze przepowiedni o roku 2012)...

Wiek XXII. Daniel Bondaree mieszka na Gladiusie - planecie położonej w galaktyce Multona. Niestety, planetę najeżdżają korgardzi, których celem jest... właściwie nie wiadomo co. Obcy stawiają sobie kilka fortów, zaczynają porywać ludność. I tak od 15 lat. "Czemu nikt nie pomaga Gladiusowi? Czy mieszkańcy się nie bronią?" zapytacie. Jak to bywa, mieszkańcy nie należą do najodważniejszych, technologia Obcych przeraża szarych obywateli i uniemożliwia armii jakiekolwiek skuteczne działania. Jedyna nadzieja w odległej, położonej w innej galaktyce planecie Dominium. Jej władze stawiają ultimatum: Gladius musi podporządkować się ich władzy, inaczej z pomocy nici. Gladianie nie zamierzają jednak tracić niepodległości.

Wspomniany wcześniej Daniel angażuje się w walkę z najeźdźcami. Wraz z towarzyszami - Forbim, Kleinem (zwanym Puchatkiem) oraz Ritterem - organizuje swego rodzaju prowokację. Kiedy akcja kończy się fiaskiem, a zespół zostaje rozbity, młody człowiek musi uciekać. Na Gladiusie bowiem do władzy dochodzą zwolennicy Dominium.

W pierwszym tomie autor wprowadza czytelnika do wykreowanego świata. We właściwy wątek fabularny wplata wyjaśnienia, wspomnienia. Co niespotykane (ale jakże pożądane!) wcale nie spowalnia to przebiegu akcji. Znacząco ułatwia za to zrozumienie motywów postępowania oraz nowych technologii. Pan Kołodziejczak wykazał się bardzo dużą dawką kreatywności podczas kreowania swojego uniwersum. Nie zrezygnował ze znanych nam praw fizyki: zupełnie nowatorskie technologie, pojazdy i gadżety wręcz wylewają się ze stronic. Tutaj naprawdę widać, skąd wzięło się określenie science-fiction. Mnie osobiście bardzo spodobały się objaśnienia działania technologii - szczegółowe, ale pozostawiające pewne pole dla wyobraźni czytającego.

Trzeba zaznaczyć, że "Kolory sztandarów" to nie historia dla wszystkich. Nie brakuje tutaj brutalnych momentów, bohaterowie niejednokrotnie używają języka dalece nieliterackiego, a korgardzi i ich działania... Fakt, nie ma bardzo drobiazgowych opisów, ale przy odrobinie wyobraźni obraz nabiera barw, bardzo często krwawoczerwonych. Pozytywnym zaskoczeniem okazał się także realizm (również bohaterów): mimo bardzo nowoczesnego zaplecza medycznego postaci odnoszą rany, niejednokrotnie ciężkie, a później potrzebują tygodni lub miesięcy na rekonwalescencję. Czytając o kończynach, które odrastają po odcięciu czy technologii umożliwiającej wskrzeszenie zmarłego, nie mogłam nie myśleć o przyszłości. Czy nasze pra-pra-wnuki będą miały takie możliwości?

Niekwestionowanym plusem jest wielowątkowość i nieprzewidywalność. Chociaż motywem przewodnim jest walka z korgardami, po nieudanej akcji schodzi ona na moment na dalszy plan. Autor nie ucieka także od romansu, chociaż wątek ten został potraktowany raczej po macoszemu. Zwroty akcji, których jest tutaj naprawdę sporo, zaskakują i nie pozwalają oderwać się od lektury na długie godziny.

Podsumowując, "Kolory sztandarów" uznaję za naprawdę świetną historię. Z przyjemnością sięgnę po część drugą, chcąc poznać dalsze losy Daniela, jego walki z korgardami i Dominium. Być może zabrzmi to nierealnie, ale nie znajduję w tej książce żadnych istotnych minusów. Życzyłabym sobie (i Wam także), by na rynku pojawiało się więcej tak wspaniałych pozycji (jeśli zastanawiacie się, dlaczego na początku zawiązałam do przyszłości Ziemi, dowiedzcie się, że Dominium jest "stolicą" Galaktyki Solarnej...)!
Ocena końcowa: 5+/6
Polecam: wszystkim tym, którzy nie mają nic przeciwko fikcji