Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bernard Cornwell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bernard Cornwell. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 maja 2014

Triumf - Bernard Cornwell

Tytuł: Triumf. Bitwa pod Assaye 1803 (ang. Sharpe's Triumph)
Autor: Bernard Cornwell
Seria: Kampanie Richarda Sharpe'a, #2
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Data wydania: 31 października 2011 r. (premiera: luty 1998 r.)
Ilość stron: 414

Historia nigdy nie była moją mocną stroną, a cała moja wiedza ogranicza się do kilku dat, nazwisk, bitew. Mimo wszystko książki z gatunku fikcji historycznej czytuję chętnie. Może to paradoks, ale każdy z nas ma swoje małe skrzywienia :)

Richard Sharpe, sierżant brytyjskiej armii walczącej w Indiach z Mahrattczykami, uchodzi z życiem z krwawej rzezi. W dowodzącym rozpoznaje majora Dodda, o czym donosi swojemu przyjacielowi pułkownikowi McCandlessowi. Imć Dodd jest już poszukiwany za dezercję, więc dwaj zacni dżentelmeni postanawiają go pojmać i postawić przed sądem. Sam Sharpe również jest poszukiwany, oskarżono go bowiem o znieważenie wyższego stopniem oficera. A w międzyczasie ma rozegrać się jedna z bitew Drugiej Wojny Brytyjsko-Mahratckiej: bitwa pod Assaye z września 1803 roku.

Największym mankamentem Triumfu jest wielowątkowość. Poszukiwania Dodda przedstawione i poprowadzone zostały w doprawdy żałosny sposób, ukazując niekonsekwencje bohaterów (lub autora) w dążeniu do celu. Nieco lepiej wypada próba aresztowania Richarda, choć cała uknuta wokół niego intryga to kolejny słaby fabularny punkt. Teoretycznie najistotniejszy wątek, sama bitwa z Mahrattczykami, potraktowany został po macoszemu i niesamowicie chaotycznie. To wielkie stracie, zakończone triumfem Brytyjczyków, opisano całkiem bez polotu. Mamy więc trzy byle jakie wątki - co więcej? Mało istotne, niewiele wnoszące do fabuły epizody. Pod tym względem Bernard Cornwell nie popisał się.

Richard Sharpe, jako postać, również nie przypadł mi do gustu. Posiada nieprzebrane bogactwa (których zdobycie opisano w pierwszej części Kampanii Richarda Sharpe'a, Tygrysie) i teoretycznie jest szczęśliwy. Gdy jednak zasugerowano mu możliwość awansu na oficerskie stanowisko, jest gotów odrzucić swoje ideały, by ów awans stał się rzeczywistością. Do jego "realnych" cech można zaliczyć jeszcze pociąg do niewiast (zwłaszcza że na wojnie jest ich niewiele) - ale to wszystko. Mężczyzna jest niemożliwie naiwny, łatwowierny i skomplikowany jak budowa cepa. Na jego tle nawet pobożny i bogobojny pułkownik McCandless wydaje się niesamowicie barwną postacią.

Nie zgłaszam zarzutów odnośnie zgodności książki z historycznymi faktami. Porównując Triumf z informacjami na Wikipedii, nie dopatrzyłam się większych nieścisłości. Bernard Cornwell wymyślił Richarda, majora Dodda i pułkownika McCandlessa, ale pozostali protagoniści to naprawdę żyjące postacie. Przebieg bitwy również pozostał niezmieniony.

Triumf nie spodobał mi się tak, jak bym sobie tego życzyła. Lektura była monotonna i nieciekawa, główni bohaterowie bezpłciowi, a konstrukcja fabuły pozostawia wiele do życzenia. Owszem, nieco wzbogaciłam swoją historyczną wiedzę (wiem, kiedy odbyła się bitwa, kto dowodził, kto wygrał). Po kolejne tomy Kampanii Richarda Sharpe'a sięgnę - licząc na coś lepszego.
Ocena końcowa: 3/6
Polecam: miłośnikom fikcji historycznej

Czy tylko mi ten pan z okładki przypomina Jaimiego Lannistera z serialu Gra o tron? :)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Instytutowi Wydawniczemu Erica

czwartek, 25 sierpnia 2011

"Nieprzyjaciel Boga" - Bernard Cornwell

Tytuł: Nieprzyjaciel Boga (org. The Enemy of God)
Autor: Bernard Cornwell
Seria: Trylogia arturiańska, #2 (org. The Arthur Books)
Wydawnictwo: Erica
Data wydania: 28 września 2010 r. (premiera: maj 1996)
Ilość stron: 560


Pierwsza część trylogii bardzo mi się spodobała. Było to zupełnie nowe podejście do legendy o bohaterskim, niezwyciężonym i kryształowym Arturze. Jak, w porównaniu z tą książką, prezentuje się drugi tom o dość ciekawym tytule Nieprzyjaciel Boga?

Stary mnich Derfel kontynuuje swoją opowieść o życiu i działalności Artura ap Uther oraz innych postaci znanych z legend. Najpierw jesteśmy świadkami poszukiwań jednego z trzynastu Skarbów Brytanii - Kotła o potężnej mocy magicznej. Zaraz potem dołączymy do armii Artura w starciu z nacierającymi ze wschodu Saksonami, a niebawem później zobaczymy, jak na stanowisku króla radzi sobie młody, kaleki Mordred - prawowity następca tronu. Poznamy jeszcze mocno alternatywną wersję historii Tristana i Izoldy, a na zakończenie ponownie skoncentrujemy się na konflikcie między Brytami i Saksonami.

Wymienione wątki to tylko najważniejsze elementy. Autor zapełnił kolejne strony powieści opisami potyczek, miłosnych intryg (choć romans pełni tu marginalną rolę) oraz życia codziennego Bryta - wojownika, przyjaciela, ojca. Nie ucieka też od religii: chrześcijanie robią się coraz bardziej zuchwali, buntują się przeciw rządom Artura - poganina, tytułowego "nieprzyjaciela Boga". Ciekawym, wprowadzającym zamieszanie elementem jest kult Izydy - obecny od początku serii, ale tutaj zyskujący na znaczeniu. Cornwell serwuje czytelnikom wiele niespodziewanych momentów, nie oszczędza bohaterów, na szczęście nie zagłębia się w brutalne szczegóły tortur/zabójstw. Pisze tyle, by wywrzeć wrażenie, ale nie budzi niesmaku.
Muszę jednak wspomnieć, że ciężko było mi wciągnąć się w lekturę. Początek wydał mi się nudny. Pan Bernard zaczął od mało ciekawych politycznych rozważań, dopiero później "wziął się" za poszukiwanie Kotła. Lepiej późno niż wcale, nudna nie trwała długo, ale wspomnienie pozostało...

Wciąż obserwujemy zmiany charakteru bohaterów. Najlepiej widać to na przykładzie Artura, co do którego mam bardzo mieszane odczucia. Owszem, jest niezwykle słowny i honorowy, ale jego zachowanie zakrawa na fanatyzm. Zmienia się dopiero pod koniec, ale i tak nie wzbudził mojej sympatii. Wszyscy bohaterowie nakreśleni są wyraziście, nie możemy pozostawać wobec nich obojętni, mimo że nasza opinia o nich może ulegać zmianie podczas lektury.

Autor pisze bardzo przystępnie. Tłumacz, kolokwialnie mówiąc, odwalił kawał dobrej roboty, dbając o styl i brak powtórzeń. Zabieg taki pogłębia wrażenie dopracowania, a klimatyczne słownictwo jeszcze bardziej pomaga wczuć się w akcję. Tom, oprócz części zasadniczej, zawiera też małą, przydatną mapkę Brytanii czasów arturiańskich, wykaz występujących postaci i miejsc oraz krótki dodatek od autora, w którym pokrótce wyjaśnia, co jest prawdą, co elementem legendy, a co... czystą fikcją. W tej części znalazłam niestety więcej błędów korektorskich niż w Zimowym monarsze. Najczęściej były to problemy "ł"/"l", nie utrudniały jednak lektury.

Czy polecam Nieprzyjaciela Boga? Jak najbardziej! To wciąż ciekawe, oryginalne podejście do legend arturiańskich, pełne wartkiej akcji, ciekawych bohaterów i pewnej dozy historyczności. Pojawiający się lekki humor autentycznie bawi, wybredny czytelnik zachwyci się barwnym językiem. Dla każdego coś dobrego. Naprawdę warto zawrzeć bliższą znajomość z Derflem i jego kompanami!
Ocena końcowa: 6-/6
Polecam: poszukującym wciągającej lektury (nawet jeśli nie lubicie historii)

Książkę otrzymałam od Instytutu Wydawniczego Erica.
Serdecznie dziękuję!

niedziela, 24 lipca 2011

"Zimowy monarcha" - Bernard Cornwell

Tytuł: Zimowy monarcha (org. The Winter King)
Autor: Bernard Cornwell
Seria: Trylogia arturiańska, #1 (org. The Arthur Books)
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Data wydania: 19 maja 2010 (premiera: maj 1995)
Ilość stron: 600

Na tę trylogię miałam ochotę już od dawna. Okres panowania Artura od zawsze mnie fascynował, więc gdy tylko pojawiła się okazja i dorwałam w swoje zachłanne ręce to tomiszcze, wzięłam się do czytania.

Głównym bohaterem Zimowego monarchy nie jest Artur. Ba, postać legendarnego władcy Brytanii pojawia się po jakimś czasie. Pierwsze skrzypce gra tu podstarzały mnich Derfel. Od królowej otrzymuje iście bojowe zadanie - spisania swoich wspomnień. Wspomnień sięgających przełomu wieków V i VI. Wspomnień, w których - oprócz Artura - pojawiają się dziesiątki innych osobistości, jak choćby Merlin (potężny mag?), Lancelot (szlachetny rycerz?), Ginewra (oszałamiająca piękność?) czy Nimue (brak skojarzeń?). Wspomnień pełnych smutku, radości, łez, miłości, a przede wszystkim przygód.

Derfel (a właściwie autor) snuje swoją opowieść bardzo ciekawie i ekspresywnie. Opisuje nie tylko wielkie i ważne potyczki czy wojnę i jej skutki. Pochyla się także nad codziennością, życiem ówczesnych ludzi, co stanowi przyjemną odskocznię od smutnych i poważniejszych wątków. Pan Cornwell nie prawi morałów, ale i nie idealizuje przedstawionego przez siebie świata: pokazuje jego okrucieństwo, bezwzględność żołnierzy, bezradność ludności cywilnej. Mnie najbardziej poruszały opisy sytuacji kobiet i dzieci - gwałty, tortury, morderstwa...

Spokojnie, nie znajdziecie tutaj szczegółowych opisów tych okropieństw. Derfel nie wie wszystkiego, nie widzi wszystkiego: wspomina o krzykach gwałconych kobiet, ale żadnych detali nie podaje. Podobnie inne dramatyczne momenty - jedynie to, co bezpośrednio dotyczy naszego mnicha, poznajemy bardziej drobiazgowo. Muszę pochwalić bardzo żywy, prosty w odbiorze gawędziarski język: wtrącenia, przemyślenia i zdania typu "Nie wiedział wtedy, jak bardzo się mylił" uprzyjemniają lekturę i jeszcze bardziej wciągają.

Warto napisać też o bohaterach. Daleko im do chodzących ideałów, na jakich kreowani są jako bohaterowie legend. Każdy z nich ma swoje przekonania, którym jest wierny, a ich działania są logicznie (albo i nie, zależy od punktu widzenia) motywowane. Szlachetny Lancelot ukazany zostaje zupełnie inaczej niż w opowieściach - zapałałam do niego zdecydowaną antypatią. Względem samego Artura mam mieszane uczucia: początkowo wydawał mi się ideałem, później jednak zaczęłam dostrzegać jego wady - bardzo problematyczne dla władcy wady. Ogromne brawa dla pana Cornwella za tak realistyczne przedstawienie i powiązanie postaci historycznych, legendarnych oraz zupełnie fikcyjnych.

Muszę jeszcze wspomnieć o wydaniu. Erica stanęła na wysokości zadania. Oprócz pięknej okładki, otrzymujemy potężne tomiszcze pozbawione błędów, nawet interpunkcyjnych! Tłumacz świetnie się spisał, utrzymując gawędziarski ton i lekko anarchiczny język. Dodatkowo w tomie zawarto mapkę oraz krótki spis bohaterów i miejsc - przydatne w przypadku dłuższej przerwy w lekturze czy też zwyczajnej sklerozy ;)

Jak widzicie, ta recenzja to jeden wielki pean pochwalny na cześć Zimowego monarchy. Z czystym sercem polecam ją każdemu, nawet osobom niezainteresowanym historią. Opowieść może stanowić świetne źródło informacji o czasach arturiańskich, trzeba jednak pamiętać, by zachować dystans względem opisywanych wydarzeń - w końcu to nie podręcznik do historii, ale pozycja fantastyczna, o czym autor przypomina na zakończenie.
Ocena końcowa: 5+/6
Polecam: lubiącym porywające powieści przygodowe, szczególnie osadzone w czasach panowania Artura (ale zapewniam, że nie tylko!) 

Książkę otrzymałam od Instytutu Wydawniczego Erica.
Serdecznie dziękuję!