Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasza Księgarnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasza Księgarnia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 maja 2012

"Sklepik z niespodzianką" - Katarzyna Michalak

Tytuł: Sklepik z niespodzianką. Bogusia
Autor: Katarzyna Michalak
Seria: Sklepik z niespodzianką
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 4 lipca 2011 r.
Ilość stron: 320

Po polską literaturę sięgam bardzo rzadko; najczęściej z przymusu (lektury szkolne), ewentualnie po godne polecenia rodzime sagi fantasy (np. Wiedźmin czy Pan Lodowego Ogrodu). Recenzowany dziś Sklepik z niespodzianką. Bogusia to moje pierwsze spotkanie z polską kobiecą powieścią obyczajową.

Bogusia Leszczyńska wraca do Polski po roku spędzonym w pracy w Holandii. Nie wiadomo, co ją podkusiło (może opłaty na bramkach okazały się zbyt wysokie?), by zamiast szybkiej drogi ekspresowej wrócić znad morza do Warszawy ścieżynami podrzędnymi. W ten sposób trafiła do małej mieścinki o nazwie Pogodna. Tam wykupiła kamienicę w centrum i postanowiła otworzyć sklepik z kurzołapkami (czyli bibelotkami służącymi wyłącznie do osadzania na nich kurzu). A cała książka opowiada o tym, jak młoda, wykształcona i wychowana w betonowej dżungli kobieta spędza czas na prowincji. I o tym, jak owa prowincja na nią reaguje.

Powiem szczerze, że dawno nie czytałam tak absurdalnej i naiwnej książki. O ile w ogóle miałam okazję się z takową zapoznać. Po pierwsze: czy na pracy naprawdę można dorobić się takiego majątku, by kupić na własność całą kamieniczkę w centrum? Zaraz potem zaskoczyło mnie podejrzanie przyjazne podejście pogodzian do przybyszki - przyjmują ją z otwartymi ramionami, niemal natychmiast zaczynają traktować jak "swego". Trochę to nienaturalne czy mi się tylko wydaje? Zupełnie przypadkiem w Pogodnej nikt nie zaczyna pałać do bohaterki nienawiścią czy chociaż antypatią - wszyscy ją zwyczajnie kochają. Założenie małego biznesu w miasteczku okazuje się łatwe jak ugotowanie wody w czajniku elektrycznym, podobnie przygarnięcie psa i opieka nad nim. Także rodzice Bogusi przedstawieni są jako tak idealni, że aż nieprawdziwi. Obowiązkowe elementy romansu wypadają troszkę lepiej, ale i tak... irytowała mnie bigamia młodej Leszczyńskiej. Szaleje za jednym, drugi jej się podoba, a jeszcze trzeci wydaje się tak interesujący...

W powieści wiele się nie dzieje. Ot, codzienność w małej, nadmorskiej miejscowości. Autorka skupiła się na Bogusi, pozostałym postaciom poświęcając niewiele miejsca. Udało jej się jednak przedstawić ich charaktery, często przeszłość, co wzbogaca i urozmaica lekturę. Kilka historii uważam za przedramatyzowane, ale ten mankament jestem skłonna wybaczyć. Pani Michalak swoją powieść naładowała też mnóstwem emocji - wzruszeń, radości, smutków - w które jednak nie mogłam się "wstrzelić", nie ruszały mnie one.

Sklepik z niespodzianką to powieść dla kobiet, stąd charakterystyczny sposób pisania. Wiele zdrobnień, "przelukrowane" słownictwo, a do tego (o zgrozo!) interpretacje wyrazu pyska czy oczu psa... Taki styl bez wątpienia ma swoich zwolenników, ale ja do nich nie należę. Preferuję poważniejsze, mniej "słodkie" słowa. Nie podobał mi się też właściwie zupełny brak opisów wnętrz czy otoczenia. Za plus uznaję za to zamieszczenie kilku przepisów na smakołyki przyrządzane przez Bogusię. Nie miałam okazji ich sprawdzić, ale dla amatorów przygotowywania słodkości taki dodatek jest nie lada pokusą :) I największa chyba zaleta Sklepiku... - piękna okładka, od której nie mogłam oderwać wzroku...

Chyba warto pokusić się o podsumowanie... Bogusię jest mi ocenić bardzo trudno. Po pierwsze dlatego, że powieści dla kobiet nie czytuję (lekka awersja do wspomnianego stylu pisania). Po drugie, mimo braku jakichkolwiek ciekawych elementów, książkę czytało mi się przyjemnie i lekko. Do tego przepisy. I te okropne absurdy... Powiem tak: Jest to historia idealna dla miłośniczek lekkich w odbiorze obyczajówek dla kobiet i o kobietach, idealna na wieczór po ciężkim dniu, kiedy brak chęci do życia czy lektury czegoś ambitniejszego. Panom raczej odradzam.
Ocena końcowa: 4/6
Polecam: młodym kobietom przepadającym za romantycznymi obyczajówkami

Książkę przeczytałam dzięki akcji Włóczykijka

piątek, 4 listopada 2011

"Alchemik" - Michael Scott

Tytuł: Alchemik (org. The Alchemyst)
Autor: Michael Scott
Seria: Sekrety nieśmiertelnego Nicolasa Flamale, #1 (org. The Secrets of Immortal Nicolas Flamel)
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 17 października 2008 r. (premiera: maj 2007)
Ilość stron: 320
 
Zaczęłam czytać tę książkę, ponieważ spodobała mi się okładka. Powód trywialny, ale rzeczy najprostsze często są najlepsze. Czy ładne, staranne wydanie skrywa równie pasjonujące wnętrze?

Akcja dzieje się we współczesnej Ameryce. Niemal piętnastoletnie bliźnięta, Sophie i Josh Newmanowie, spędzają wakacje na dorabianiu do (jak zwykle zbyt niskiego) kieszonkowego. Pewnego dnia do księgarni, w której pracuje Josh, wpada tajemniczy człowiek i zaczyna grozić właścicielowi, Nickowi Flemingowi. Jak się okazuje, Nicko i jego żona Perry (pracująca dziwnym trafem w tej samej kawiarni co Sophie) to tak naprawdę Nicholas i Pernelle Flamelowie, słynni alchemicy. Dzieci zostają wplątane w wymyślnie skonstruowaną intrygę, muszą pomóc Flamelom chronić Księgę Maga Abrahama, która skrywa wiele potężnych sekretów, a to wszystko w Ameryce pełnej magii... A może raczej nauki, której nie pojmujemy?

Tak, chodzi o TEGO Flamela, który ponoć poznał sekrety nieśmiertelności. Był jednym z pierwszych alchemików, urodził się w 1330 roku, wielu kojarzy go zapewne z kamieniem filozoficznym, mającym dawać nieśmiertelność. Oprócz niego na kartach powieści spotykamy Johna Dee (ur. 1527 r.) - kolejną jak najbardziej realną postać, doradcę samej Elżbiety I - tym razem w roli "tego złego". Musicie przyznać, że zderzenie dwóch naukowców z różnych epok może skutkować ciekawą historią... Ale to nie oni grają tu pierwsze skrzypce! Chodzi przede wszystkim o rodzeństwo: irytującą Sophie i "strawnego" Josha. Tylko oni mają moc, by powstrzymać zagładę świata i nie dopuścić, by Księga wpadła w lepkie ręce Dee...

Historia naprawdę mogłaby przykuć uwagę na długie godziny, ale z jakiegoś powodu nie bawiłam się przy niej tak, jak tego oczekiwałam. Przygody młodych bohaterów powinny mnie wciągnąć, a jednak... czytało mi się zadziwiająco wolno. Być może winna jest ogromna liczba szczegółów: w trzystustronicowym tomie opisano tylko dwa dni z życia bohaterów, akcja wlecze się niemal niemiłosiernie. Trochę szkoda, można było trochę popracować nad tym elementem.

Mimo utrudnionego odbioru, historia trzyma poziom. Wszystkie elementy są przemyślane, a "zaangażowanie" prawdziwych i znanych postaci (pomimo oczywistych nieścisłości historycznych i czasami naciąganych powiązań) jest akcentem sympatycznym. Autor włożył dużo wysiłku w przygotowania, osobiście odwiedził miejsca, w których rozgrywa się akcja, co uznaję za kolejną zaletę.

Podsumowując, Alchemika nie zaliczam do najlepszych powieści młodzieżowych dlatego, że źle mi się go czytało (i wkurzała mnie Sophie). Pomijając ten aspekt, to kawał świetnej historii. Jeśli nie przeraża Was drobiazgowość - sięgnijcie. Jeśli jednak długie opisy Was zniechęcają, raczej odradzam lekturę.
Ocena końcowa: 4+/6
Polecam: osobom lubiącym interesujące opowieści o magii i nastolatkach
++++++++++
Teraz chwila na reklamę: nowość od Rebisu i całkiem ciekawa zapowiedź od wydawnictwa Prószyński i S-ka:
Dom jedwabny - Anthony Horowitz
Sherlock Holmes - ikona detektywistyki powraca!
Najnowsza część przygód Sherlocka Holmesa dotyczy historii, której wcześniej nie można było ujawnić ze względu na charakter  sprawy i pozycję zamieszanych w nią osób.Gdy doktor Watson przybywa z kilkudniową towarzyską wizytą na Baker Street, nie spodziewa się, że dane mu będzie wziąć udział w kolejnej niezwykłej przygodzie u boku najwybitniejszego z detektywów. I nawet gdy z prośbą o pomoc zjawia się u Sherlocka Holmesa pewien marszand z Wimbledonu, zaplątany w transatlantycką awanturę, nic jeszcze nie zwiastuje rychłego ujawnienia afery z udziałem czołowych postaci londyńskiej socjety. Afery tak ohydnej, że nawet wierny kronikarz Holmesa, doktor Watson, nie pozwolił opublikować swej relacji wcześniej niż po stu latach...
Premiera: 2 listopada 2011 r.
Ilość stron: 304
Cena: 39,90 zł
Wydawnictwo: Rebis
Magia krwi - Anthony Huso
Do bram Księstwa Stoneholdu, w którym nie ma prawowitego władcy, a od dwudziestu lat rządy sprawuje Rada, puka wojna. Następca tragicznie zmarłego króla, Caliph Howl, pobiera nauki w szkole dla magów w Desdae i nie śpieszy się do przejęcia schedy po wuju. W obliczu wojny tron Wysokiego Króla nie może już jednak pozostawać pusty, i Caliph musi opuścić bezpieczne mury Wyższej Szkoły. Czeka go walka o własne dziedzictwo i losy Księstwa. Tymczasem wiedźmy Shradnae poszukują zaginionej księgi Cisrym Ta, która pozwala władać mocą zdolną niszczyć całe światy. Aby uwolnić jej potęgę, będą potrzebowały Calipha.
Huso zwycięża na najważniejszym dla pisarza polu – sprawia, że czytelnik chce więcej. SFF World 
Premiera: 17 listopada 2011 r.
Ilość stron: 656
Cena: 42,00 zł
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

niedziela, 3 lipca 2011

"Desires of the Dead" - Kimberly Derting

Tytuł: Desires of the Dead
Autor: Kimberly Derting
Seria: Ukryte, #2 (org. The Body Finder, #2)
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: ?? (premiera: luty 2011)
Ilość stron: ??

Przed Wami, przedpremierowo, recenzja Desires of the Dead - kontynuacji książki Ukryte. Część pierwsza nie zachwyciła mnie, ale postanowiłam dać autorce szansę i sięgnąć po tom drugi. Czy słusznie?

Minęło kilka miesięcy, związek Violet i Jay'a kwitnie. Do ich szkoły dołączyło nowe rodzeństwo, wzbudzając sensację wśród młodzieży. Panna Ambrose nie interesuje się jednak Mike'iem i Megan Rosse - znajduje kolejne ciało. Jej zdolności wzbudzają zainteresowanie FBI, które próbuje nakłonić ją do współpracy. Dziewczyna musi uporać się jeszcze z problemami osobistymi: tajemniczym prześladowcą oraz Tą Trzecią, która zaczyna zastawiać sidła na ukochanego Jay'a...

Tym razem zacznę od bohaterów. Ich kreacja zasadniczo nie zmieniła się: Violet wciąż "emuje" (ma nad czym myśleć: czy warto wyjawiać swój sekret FBI, czy Jay ulegnie urokowi Tej Trzeciej, kto ją prześladuje), a Jay robi za kochanego, wiernego jak pies misia-przytulankę. Nie mogę nie zgodzić się z Chelsea (przyjaciółka Violet), która stwierdziła, że nie zdziwiłoby jej, gdyby Jay poprosił ją pewnego razu o tabletki na bóle menstruacyjne... Strasznie "babski" ten facet - wolę twardzieli. Tworzą dobraną parę: ona przewrażliwiona na swoim punkcie, on przewrażliwiony na jej punkcie. Dojrzeli jednak od części pierwszej - ich związek wkracza w nowy etap, pojawia się zazdrość...

Fabularnie jest jeszcze gorzej, niż było. Tutaj fabuła właściwie nie istnieje. Ciało znalezione na początku książki "znika", by pojawić się na końcu. Także tajemniczy prześladowca Violet, z którego perspektywy śledzimy część akcji, nie wzbudza takich emocji jak w Ukrytych, ponieważ na wstępie zaznacza, że interesuje go (ją) Jay - tak, to Ta Trzecia (za szybko poznajemy jej tożsamość - duży minus). Brak tu jakiegokolwiek napięcia, bohaterce nic nie zagraża z jej strony. Stronice opisują codzienność naszej parki, zmartwienia i rozterki Violet oraz życie rodzeństwa Rosse. Chyba nie będzie spoilerem, jeśli napiszę, że to właśnie z nimi związany jest najistotniejszy wątek, który i tak - niestety - nie porywa czytelnika.

Muszę jeszcze dopowiedzieć coś o romansie. Idealny związek Violet i Jay'a zostaje wystawiony na próbę, ale osoby, które przeczytały kilka powieści młodzieżowych, bez problemu domyślą się jego zakończenia.

Książkę czytało mi się jednak przyjemnie i szybko. Ogromna w tym zasługa języka: jedna z randek Violet i Jay'a została opisana tak pięknie, że niemal się zakochałam w scenerii... To chyba najlepszy element tej historii.

Cóż więcej mogę napisać... Desires of the Dead oceniam wyżej niż Ukryte dlatego, że nie miałam wobec nich wysokich oczekiwań. Wiedziałam już, że będzie to romans, nie kryminał. Liczyłam jednak na atmosferę tajemniczości, zagrożenia - tego mi tutaj brakuje. Miłość miłością, ale skoro autorka postanowiła "wejść" w kryminał, mogłaby się trochę bardziej postarać. Jeśli jednak spodobało Wam się Ukryte, także Desires of the Dead Was nie zawiedzie. Niepokoi mnie przedłużający się cykl (początkowo Ukryte miało być trylogią, ale zapowiedziano już tom czwarty), który postanawiam kontynuować. Wciąż w nadziei, że pani Derting czymś mnie pozytywnie zaskoczy.
Ocena końcowa: 3/6
Polecam: miłośnikom romansów; tym, którym spodobało się Ukryte
_____________________

A teraz czas na podsumowanie ankiety na książkę maja :)
Bezkonkurencyjna (17 głosów!) okazała się Ja, diablica autorstwa Katarzyny Bereniki Miszczuk - cieszy mnie to, bo książka strrasznie mi się podobała. Mam nadzieję, że nie zawiodła (nie zawiedzie) także Was.

Na drugim miejscu (5 głosów) kolejna polska autorka, Ewa Białołęcka, i jej wiedźma.com.pl. Też niezwykle przyjemna lekturka
I na trzecim (3 głosy) Czyste szaleństwo - ciekawa jestem, czy przygody odważnej, sprzątającej amatorki rozwiązywania zagadek kryminalnych przypadną Wam do gustu.

Jak zwykle dziękuję za udział w ankiecie i już zachęcam do ankiety na książkę z czerwca (troszkę większy wybór lektur :))

piątek, 7 stycznia 2011

"Ukryte" - Kimberly Derting

Tytuł: Ukryte (ord. The Body Finder)
Autor: Kimberly Derting
Seria: Ukryte, #1
Data wydania: 9 marca 2011 (świat: marzec 2010)
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ilość stron: 336

Do sięgnięcia po książkę niewydaną nad Wisłą skłoniły mnie: intrygujący tytuł i ciekawa okładka. Nie mogąc się pohamować, przeczytałam. I oto wnioski...

Violet Ambrose jest licealistką, ale daleko jej do sztampowości. Potrafi wyczuwać zmarłych, których zwłoki nie są pochowane jak należy. Już jako ośmiolatka, w czasie spaceru w lesie, znalazła ciało nastoletniej dziewczyny... Ale "echa" (czyli wyczuwane przez nią impulsy) pojawiają się nie tylko przy ofiarach: także osoba, która przyczyniła się do śmierci jest otoczona specjalną aurą. I tyczy się to nie tylko ludzi: nawet jej kot przyprawia ją o ból głowy, gdy wraca z polowania.

O co chodzi w całej historii? Otóż w mieście, w którym mieszka Violet z rodzicami, zaczynają znikać młode dziewczyny. Nasza bohaterka, przebywając nad jeziorem, znajduje niezidentyfikowane ciało. Jak się okazuje, jest to jedna z zaginionych. Powoli odnajdują się także kolejne... Ups, właśnie zdradziłam Wam niemal połowę książki. Pewnie zastanawiacie się, jak to możliwe? Spieszę z wyjaśnieniem...

Wbrew moim oczekiwaniom główny wątek powieści to nie rozwiązywanie zagadki, kto stoi za morderstwami. Na pierwszy plan wysuwa się wątek... miłosny! Ponieważ Violet ma wiernego przyjaciela, Jaya Heatona, do którego od pewnego czasu zaczyna czuć coś więcej niż przyjaźń. Zapoznając się z tym rysem fabuły, nie mogłam się opędzić od porównań do Zmierzchu S. Meyer. W obydwu pozycjach dziewczyna zadręcza się myślami, jaki to ON jest wspaniały, jaki cudowny, podczas gdy ona taka nijaka, zwyczajna... Tymczasem ON czuje to samo i zastanawia się, czy ONA jest gotowa na poznanie prawdy...
Chyba nie zdziwicie się, gdy napiszę, że koniec końców się ze sobą zejdą i, co irytowało mnie chyba najbardziej, niemal bez końca się całują (żeby było zabawniej, tom pierwszy również kończy się balem w szkole, na który kontuzjowana bohaterka w pięknej sukni się wybiera).

Równolegle do tego harlequina prowadzone jest śledztwo. Ciekawym zabiegiem jest przedstawienie sytuacji z perspektywy mordercy. Kiedy ten typ spod ciemnej gwiazdy zdaje sobie sprawę, że Violet z jakiegoś powodu rozgryzła jego tajemnice (i przyczyniła się do zapuszkowania jego partnera w zbrodni), zaczyna na nią polować. Pomysł bardzo ciekawy, jego zabiegi mogłyby prowadzić do ciekawych i przerażających sytuacji, ale... miłość przede wszystkim. Najlepiej z całej książki wypada zakończenie (ostatnie 3-4 rozdziały): minimalna ilość romansu i maksymalna dawka emocji (nie powiem dlaczego, to byłoby nie fair z mojej strony). Ale koniec to nie wszystko - najpierw trzeba do niego dotrzeć.

Dobrze byłoby nieco przybliżyć Wam głównych bohaterów. Nasza Violet wydaje się całkiem sympatyczną i normalną dziewczyną, jednak jej emo-myśli, emo-wywody oraz dialogi wewnętrzne, gdy zastanawia się, cza kocha Jaya, czy on ją kocha, czy powinna powiedzieć mu to pierwsza... spowodowały, że zaczęła mnie irytować. Także ów "cudny" pan Heaton działał mi na nerwy swoją nadopiekuńczością, "miśkowatością" oraz tekstami typu: "Nieważne, co nas spotka, zawsze będziemy się kochać". Być może amerykańskie nastolatki lubią takich pantoflarzy: ja preferuję facetów z charakterkiem. Sytuację nieco ratuje drugi plan, czyli przyjaciółki Violet oraz jej rodzina, występują oni jednak tak rzadko, że niemal ich nie zauważamy.

Podsumowując, The Body Finder zawiódł mnie na całej linii. Ciekawie poprowadzony wątek kryminalny, elementy dobrze zapowiadającego się thrillera zostały zabite przez ckliwe tudzież namiętne wyznania pary siedemnastolatków. Czytając książki tego typu rozumiem, za co cenię serię Gone czy Igrzyska śmierci: tam wątek miłosny nie służy tylko wydłużeniu książki, zrobieniu trzech tomów (bo na tyle ma opiewać seria) z czegoś, co mogłoby się zmieścić w jednym. To, że ten jeden byłby ciekawszy, nie ma znaczenia - liczy się komercja i tyle. Raczej nie polecam.
Ocena końcowa: 2/6
Polecam: tym, którym spodobał się Zmierzch

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

Jak zauważyliście, piszę o książce niewydanej w Polsce. Takie sytuacje będą się zdarzać: chciałabym zachęcić Was do poszerzania swoich horyzontów. Jeśli bylibyście zainteresowani, mogę zamieszczać tłumaczenia kilku rozdziałów, tak na próbę.
Już niedługo (jeśli wszystko pójdzie dobrze), przedpremierowa (lub tuż popremierowa) recenzja Cienia nocy (ang. Nightshade) autorstwa Andrei Cremer (premiera w Polsce: 11 stycznia).