Tytuł: EON. Powrót Lustrzanego Smoka (org. EON: Dragoneye Reborn; pierwsze wydanie: Two Pearls of Wisdom)
Autor: Alison Goodman
Seria: Eon #1
Wydawnictwo: Telbit
Data wydania: 24 lutego 2010 r. (premiera: sierpień 2008 r.)
Ilość stron: 574
Do lektury Eona przymierzałam się od dawna, ale zawsze coś innego odciągało od niego moją uwagę. Tym razem wzięłam się w garść i wzięłam książkę w obroty. Nie żałuję tej decyzji!
W Imperium Niebiańskich Smoków nadejście nowego roku wiąże się ze zmianą Smoka ascendentalnego oraz wyborem nowego ucznia, który przez 11 lat ma kształcić się u boku odpowiedniego lorda (mężczyzny) Smocze Oko i po tym czasie przejąć jego stanowisko. Niegdyś Smoków było dwanaście, jednak najpotężniejszy, Smoczy / Lustrzany Smok przestał objawiać się pół wieku wcześniej. Dwunastoletni Eon, który naprawdę jest szesnastoletnią Eoną, jest kandydatem na ucznia Szczurzego Smoka. Chłopak wie, że albo wygra tytuł, albo będzie musiał uciekać przed gniewem swojego mistrza. Zasady rytualnego konkursu ulegają zmianie tuż przed jego rozpoczęciem i znacznie zmniejszają szanse Eona...
Początek Eona zapowiada dość przewidywalną historię. Cóż, pozory mylą! Eon. Powrót Lustrzanego Smoka zaskakiwał mnie niemal nieustannie. Zakładałam sztampowy przebieg wydarzeń, nie dopuszczając do siebie alternatywnej wersji - która okazała się tą wybraną przez Alison Goodman. Polski tytuł niestety nieco umniejsza element zaskoczenia (osoba odpowiedzialna powinna ponieść karę z rąk czytelników), niemniej całość satysfakcjonuje. Akcja nie mknie zbyt szybko, ale też się nie wlecze, choć pierwsze kilka rozdziałów dość drobiazgowo opisuje los Eona. Dopiero jakieś ostatnie sto stron to prawdziwa gonitwa wydarzeń
Autorka wzorowała kreowany przez siebie świat na krajach orientu, stąd pojawiający się cesarz, jego harem, mężczyźni uczesani w warkocze i noszący odświętne suknie. Goodman sama przyznaje, że badała starożytne i bardziej współczesne kultury, co Eonowi wyszło na dobre. Koncepcja jedenastu Smoków - protektorów i kontrolujących je lordów Smocze Oko jest dość oryginalna. Samo zakończenie zaś skojarzyło mi się z końcówką W pierścieniu ognia. Nie zdradzę, dlaczego nasunęło mi się takie powiązanie, ale myślę, że może Was to nieco zachęcić do lektury.
Alison Goodman do minimum ograniczyła ilość prezentowanych postaci. Pozbywa się ich raczej niechętnie, ale kilka dramatycznych zgonów się pojawiło. Recenzując Eona, nie mogę nie wspomnieć o tytułowym bohaterze. Mimo że w rzeczywistości jest szesnastoletnią Eoną (tutaj dopatruję się pewnej nieścisłości: czy szesnastolatka, nawet najdrobniejszej budowy, nie powinna być choć trochę wyższa od dwunastolatków?), przez czteroletni trening u swojego mistrza i uszkodzoną w wypadku nogę zupełnie odepchnęła od siebie swoją kobiecość. Jej tajemnicę zna bardzo niewiele osób, bowiem kobietom - w szczególności kalekim - nie wolno nawet ubiegać się o pozycję ucznia lorda Smocze Oko. Wydarzenia relacjonowane są przez niego samego i choć w narracji używa żeńskiej formy czasowników (wybrałam, poszłam), jego wypowiedzi i zachowanie cechują się bardziej męskością niż kobiecością. Aby uniknąć nieporozumień: od początku wiadome jest, iż Eon to tzw. "księżycowy chłopiec" - prawda że brzmi ładniej niż "eunuch" - co jednak nie przysparza mu przyjaciół.
Eona oceniłabym na pełną piątkę, gdyby nie okropnie naiwna i w moim odczuciu beznadziejna scena przy końcu książki. Być może Goodman chciała nieco złagodzić okropieństwo poprzedzających scen i poprawić reputację jednego z ważniejszych bohaterów; może chciała ukazać otwartość Eona; może... Teorie można by mnożyć. Grunt, że owa scena wywołała u mnie niesmak (nie, nie chodzi o scenę seksu, choć pewne aluzje do takowych pojawiają się w książce) i obniżyła notę.
Eon. Powrót Lustrzanego Smoka to naprawdę ciekawa, niesztampowa opowieść o chłopcu (dziewczynie), który pragnie osiągnąć wiele: więcej niż jest mu dane. Lekturę uprzyjemniają ciekawe opisy smoków, konstrukcja systemu magicznej energii oraz otaczające głównego bohatera najprzeróżniejsza indywidua. A przede wszystkim odejście od schematyczności. Polecam.
Ocena końcowa: -5/6
Polecam: miłośnikom fantasy, smoków, klimatów orientu
"Zamknięta książka jest niema; przemówi tylko wtedy, gdy zostanie otwarta." E.E. Schmitt
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Telbit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Telbit. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 20 listopada 2018
niedziela, 29 stycznia 2012
"Gra" - Krystyna Kuhn
Tytuł: Gra (org. Das Spiel)
Autor: Krystyna Kuhn
Seria: Dolina, #1 (org. Das Tahl Season 1, #1)
Wydawnictwo: Telbit
Data wydania: 12 kwietnia 2011 r. (premiera: maj 2010)
Ilość stron: 296
Literatura młodzieżowa to nie tylko paranormalne romanse, o czym przekonała mnie już Sara Shepard swoją serią Pretty Little Liars (recenzja tomu pierwszego). Teraz sięgnęłam po niemiecką pozycję pióra kobiety o niesamowicie swojskim nazwisku. Na czym polega Gra, w którą próbuje wciągnąć czytelnika?
Do położonego wysoko w górach, na przysłowiowym krańcu świata, Grace College przyjeżdża dwójka nowych uczniów: Julia i Robert Frost. O uczelni wiadomo niewiele, nie kursują tu żadne autobusy - studenci mogą skupić się wyłącznie na nauce. Ale nie tym razem. Nowo przybyłe rodzeństwo chyba przyciąga kłopoty: wraz z ich przyjazdem na terenie kampusu zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Na imprezie Robert widzi niebieskowłosą dziewczynę skaczącą do głębokiego jeziora - nikt inny jej nie widział, prawdopodobnie utonęła, ale zwłok brakuje... Niebawem okazuje się, że zaginęła poruszająca się na wózku uczennica. W całej szkole panuje napięcie, wśród uczniowskiej braci krąży pytanie: Czyżby wśród uczniów i pedagogów czaił się zabójca?
Fabuła wciągnęła mnie od pierwszej strony. Mroczny, bardzo tajemniczy klimat panujący w odizolowanej od świata Dolinie i morderstwo przywiodły na myśl powieści Agathy Christie (konkretnie I nie było nikogo/Dziesięciu murzynków). Tym razem bohaterami - z mordercą - są młodzi ludzie, co dodatkowo mnie przykuwało. Niestety, na historii lekko się zawiodłam. Owszem, tajemnica długo tajemnicą pozostaje, a jej rozwiązanie wcale nie jest tak oczywiste jak mogłoby się wydawać. Problemem jest przeszłość głównych postaci, którą autorka za wszelką cenę utajnia. Nie lubię słuchać o Wielkim Sekrecie, którego ujawnienie kreowane jest niemal na narodową tragedię. Na zakończenie otrzymujemy tylko częściowe wyjaśnienie owego Sekretu, ale zostało ono podane bez polotu, nie czuję potrzeby poznania ciągu dalszego.
Nie przypadła mi do gustu kreacja bohaterów. Julia, której towarzyszy wszechwiedzący narrator, wydała mi się niesympatyczna, wyniosła i przesadnie tajemnicza. Z kolei jej brat, wciąż z nosem w książkach, wykreowany został na odludka, zamkniętego w sobie dziwaka i świra. Inne ważne postaci, czyli koledzy z kampusu (Debbie, Katie, Rose, Chris, Robert i Benjamin) to szeroka gama charakterów, z których żaden nie zdobył mojej sympatii. Być może gdybym miała możliwość bliższego ich poznania...
Za największy mankament Gry uznaję jednak język. Przesadnie potoczny, kolokwialny. Często pojawiały się słowa niecenzuralne, które być może miały uwiarygodnić historię (wypowiedzi współczesnej młodzieży...), ale mnie nie przekonywały. Spodobały mi się zwięzłe, ale sugestywne opisy otoczenia. Za to narracja (narrator wszechwiedzący towarzyszący niemal cały czas Julii) to wielki niewypał, panuje w niej chaos, miejscami ciężko się połapać o co właściwie chodzi.
Jakości polskiego wydania nie mogę nic zarzucić. Z wyjątkiem dziwnego tłumaczenia: zdarzają się angielskie, nieprzetłumaczone wstawki. Ich przekład nie nastręcza problemów, jednak skoro książka jest już tłumaczona, to chyba dobrze byłoby przełożyć WSZYSTKO, a nie tylko niemiecki tekst...
Gra to pierwsza część cyklu Dolina, który na dzień dzisiejszy liczy cztery tomy sezonu pierwszego oraz jeden sezonu drugiego. Jestem ciekawa, jak Kuhn zamierza wykorzystać potencjał drzemiący w odizolowanej uczelni. Na razie uznaję tę serię za ciekawie się zapowiadającą. Jeśli spodobało Wam się Pretty Little Liars albo macie "-naście" lat, sięgnijcie!
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: miłośnikom Pretty Little Liars; lubiącym młodzieżowe opowieści z dreszczykiem
++++++++++
Smok Griaule - Lucius Shepard
Minęło z górą ćwierć wieku, odkąd Lucius Shepard wprowadził nas w niezwykły fikcyjny świat, oddzielony od naszego tylko „najcieńszym z możliwych marginesem możliwości”. W tym właśnie świecie, w mitycznej dolinie Carbonales, umieścił akcję Człowieka, który pomalował smoka Griaule’a, opowieści o Mericu Cattanayu, artyście, który podjął trwającą wiele dziesięcioleci próbę pomalowania – i przy okazji zabicia – uśpionego, lecz nie całkiem martwego smoka, mierzącego sześć tysięcy stóp długości i władającego umysłami ludzi. Opowiadanie zostało nominowane do licznych nagród i jest dziś uważane za jedno klasycznych dzieł autora.
Na przestrzeni lat Shepard wracał do swojego zmyślonego świata w kolejnych błyskotliwych opowiadaniach naświetlających historię Griaule’a z różnej perspektywy. Zaskakująca Łuska Taborina stanowiła dramatyczne i widowiskowe ukoronowanie cyklu luźno powiązanych nowelek, które – trudne dziś do odszukania – zostały zebrane w niniejszym tomie. Zwieńczeniem ich zbiorowego wydania (i prawdziwą gratką dla wielbicieli talentu Sheparda) jest Czaszka, zupełnie nowe opowiadanie stanowiące nieoczekiwaną kontynuację znanych wątków, w którym Shepard wplata sagę o prastarym baśniowym potworze w polityczne realia współczesnej Ameryki Środkowej. Smok Griaule to książka absolutnie wyjątkowa, dzieło znakomitego stylisty, obdarzonego ogromną – i zawsze nieprzewidywalną – wyobraźnią.
Numery. Przyszłość - Rachel Ward
Adam widzi w oczach ludzi numery - daty śmierci. Mia także ma dar. Podczas pożaru zmieniła swój numer. Czy to znaczy, że może każdemu ukraść jego numer i życie? I co będzie, gdy znajdzie się ktoś, kto chciałby żyć wiecznie? Jaka czeka ich przyszłość?
Premiera: 2 lutego 2012 r.
Ilość stron: 279
Cena: 29,90 zł
Wydawnictwo: Wilga
Autor: Krystyna Kuhn
Seria: Dolina, #1 (org. Das Tahl Season 1, #1)
Wydawnictwo: Telbit
Data wydania: 12 kwietnia 2011 r. (premiera: maj 2010)
Ilość stron: 296
Literatura młodzieżowa to nie tylko paranormalne romanse, o czym przekonała mnie już Sara Shepard swoją serią Pretty Little Liars (recenzja tomu pierwszego). Teraz sięgnęłam po niemiecką pozycję pióra kobiety o niesamowicie swojskim nazwisku. Na czym polega Gra, w którą próbuje wciągnąć czytelnika?
Do położonego wysoko w górach, na przysłowiowym krańcu świata, Grace College przyjeżdża dwójka nowych uczniów: Julia i Robert Frost. O uczelni wiadomo niewiele, nie kursują tu żadne autobusy - studenci mogą skupić się wyłącznie na nauce. Ale nie tym razem. Nowo przybyłe rodzeństwo chyba przyciąga kłopoty: wraz z ich przyjazdem na terenie kampusu zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Na imprezie Robert widzi niebieskowłosą dziewczynę skaczącą do głębokiego jeziora - nikt inny jej nie widział, prawdopodobnie utonęła, ale zwłok brakuje... Niebawem okazuje się, że zaginęła poruszająca się na wózku uczennica. W całej szkole panuje napięcie, wśród uczniowskiej braci krąży pytanie: Czyżby wśród uczniów i pedagogów czaił się zabójca?
Fabuła wciągnęła mnie od pierwszej strony. Mroczny, bardzo tajemniczy klimat panujący w odizolowanej od świata Dolinie i morderstwo przywiodły na myśl powieści Agathy Christie (konkretnie I nie było nikogo/Dziesięciu murzynków). Tym razem bohaterami - z mordercą - są młodzi ludzie, co dodatkowo mnie przykuwało. Niestety, na historii lekko się zawiodłam. Owszem, tajemnica długo tajemnicą pozostaje, a jej rozwiązanie wcale nie jest tak oczywiste jak mogłoby się wydawać. Problemem jest przeszłość głównych postaci, którą autorka za wszelką cenę utajnia. Nie lubię słuchać o Wielkim Sekrecie, którego ujawnienie kreowane jest niemal na narodową tragedię. Na zakończenie otrzymujemy tylko częściowe wyjaśnienie owego Sekretu, ale zostało ono podane bez polotu, nie czuję potrzeby poznania ciągu dalszego.
Nie przypadła mi do gustu kreacja bohaterów. Julia, której towarzyszy wszechwiedzący narrator, wydała mi się niesympatyczna, wyniosła i przesadnie tajemnicza. Z kolei jej brat, wciąż z nosem w książkach, wykreowany został na odludka, zamkniętego w sobie dziwaka i świra. Inne ważne postaci, czyli koledzy z kampusu (Debbie, Katie, Rose, Chris, Robert i Benjamin) to szeroka gama charakterów, z których żaden nie zdobył mojej sympatii. Być może gdybym miała możliwość bliższego ich poznania...
Za największy mankament Gry uznaję jednak język. Przesadnie potoczny, kolokwialny. Często pojawiały się słowa niecenzuralne, które być może miały uwiarygodnić historię (wypowiedzi współczesnej młodzieży...), ale mnie nie przekonywały. Spodobały mi się zwięzłe, ale sugestywne opisy otoczenia. Za to narracja (narrator wszechwiedzący towarzyszący niemal cały czas Julii) to wielki niewypał, panuje w niej chaos, miejscami ciężko się połapać o co właściwie chodzi.
Jakości polskiego wydania nie mogę nic zarzucić. Z wyjątkiem dziwnego tłumaczenia: zdarzają się angielskie, nieprzetłumaczone wstawki. Ich przekład nie nastręcza problemów, jednak skoro książka jest już tłumaczona, to chyba dobrze byłoby przełożyć WSZYSTKO, a nie tylko niemiecki tekst...
Gra to pierwsza część cyklu Dolina, który na dzień dzisiejszy liczy cztery tomy sezonu pierwszego oraz jeden sezonu drugiego. Jestem ciekawa, jak Kuhn zamierza wykorzystać potencjał drzemiący w odizolowanej uczelni. Na razie uznaję tę serię za ciekawie się zapowiadającą. Jeśli spodobało Wam się Pretty Little Liars albo macie "-naście" lat, sięgnijcie!
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: miłośnikom Pretty Little Liars; lubiącym młodzieżowe opowieści z dreszczykiem
Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Telbit
Smok Griaule - Lucius Shepard
Minęło z górą ćwierć wieku, odkąd Lucius Shepard wprowadził nas w niezwykły fikcyjny świat, oddzielony od naszego tylko „najcieńszym z możliwych marginesem możliwości”. W tym właśnie świecie, w mitycznej dolinie Carbonales, umieścił akcję Człowieka, który pomalował smoka Griaule’a, opowieści o Mericu Cattanayu, artyście, który podjął trwającą wiele dziesięcioleci próbę pomalowania – i przy okazji zabicia – uśpionego, lecz nie całkiem martwego smoka, mierzącego sześć tysięcy stóp długości i władającego umysłami ludzi. Opowiadanie zostało nominowane do licznych nagród i jest dziś uważane za jedno klasycznych dzieł autora.
Na przestrzeni lat Shepard wracał do swojego zmyślonego świata w kolejnych błyskotliwych opowiadaniach naświetlających historię Griaule’a z różnej perspektywy. Zaskakująca Łuska Taborina stanowiła dramatyczne i widowiskowe ukoronowanie cyklu luźno powiązanych nowelek, które – trudne dziś do odszukania – zostały zebrane w niniejszym tomie. Zwieńczeniem ich zbiorowego wydania (i prawdziwą gratką dla wielbicieli talentu Sheparda) jest Czaszka, zupełnie nowe opowiadanie stanowiące nieoczekiwaną kontynuację znanych wątków, w którym Shepard wplata sagę o prastarym baśniowym potworze w polityczne realia współczesnej Ameryki Środkowej. Smok Griaule to książka absolutnie wyjątkowa, dzieło znakomitego stylisty, obdarzonego ogromną – i zawsze nieprzewidywalną – wyobraźnią.
Data premiery: 27 stycznia 2012 r.
Ilość stron: 432
Cena: 45,00 zł
Wydawnictwo: Mag
Numery. Przyszłość - Rachel Ward
Adam widzi w oczach ludzi numery - daty śmierci. Mia także ma dar. Podczas pożaru zmieniła swój numer. Czy to znaczy, że może każdemu ukraść jego numer i życie? I co będzie, gdy znajdzie się ktoś, kto chciałby żyć wiecznie? Jaka czeka ich przyszłość?
Premiera: 2 lutego 2012 r.
Ilość stron: 279
Cena: 29,90 zł
Wydawnictwo: Wilga
piątek, 13 stycznia 2012
"Lodowa pani" - Sally Prue
Tytuł: Lodowa pani (org. Ice Maiden)
Autor: Sally Prue
Wydawnictwo: Telbit
Data wydania: 15 lipca 2011 r. (premiera: luty 2011)
Ilość stron: 208
Sally Prue to brytyjska pisarka, dotychczas wydała osiem powieści (w tym jedna trylogię). W Polsce mamy możliwość zapoznania się z jej najnowszą pracą, Lodową panią. Co kryje w sobie ta cieniutka książeczka?
Współcześnie nikt już nie wierzy we wróżki, niemal od dziecka wiemy, że to istoty występujące jedynie w bajkach. W 1939 roku, dwunastoletni Franz, Niemiec mieszkający z rodzicami w Londynie, ma wrażenie, że jest obserwowany - przez coś, co ciężko mu nazwać. Coś zimnego, groźnego... Tym czymś jest Edrin, wróżka właśnie. Zapomnijcie jednak o sympatycznym wizerunku Dzwoneczka z Piotrusia Pana: tutaj wróżki żywią się mięsem, nienawidzą ludzi i nazywają ich demonami, nie stronią od wulgarnych słów i agresywnych zachowań wobec siebie nawzajem.
Co łączy tę dwójkę? Los. Obydwoje czują się samotni. Franz nie ma kolegów, rówieśnicy przezywają go Szwabem (doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jest Nazistą), cały swój czas spędza na obserwacji małych zwierzątek na błoniach. Edrin także nie jest lubiana przez innych członków swojego Plemienia, krąży po tych samych błoniach zazdrośnie wypatrując schwytanych w sidła zwierząt, które będzie mogła zjeść. Ta dwójka spotyka się raz, drugi, trzeci... Negatywny obraz człowieka w oczach istoty nadprzyrodzonej nie ulega zmianie, jednak dziewczynę coś przyciąga do małego Niemca. To chyba te pnącza, które wystrzeliwują mu z oczu... Także Franz zaczyna otwierać się na obcą istotę, przynosić jej jedzenie. Tworzy się między nimi specyficzna więź. Czy stereotypy zostaną przełamane? A może Edrin uda się złamać małego demona, zjeść go i - wreszcie - naprawdę się nasycić?
Wyczuwacie w powyższym opisie znajomą nutkę? Słusznie, ponieważ Lodowa pani niesamowicie przypominała mi Małego Księcia pióra Antoine'a de Saint-Exupery'ego. Może nie cały utwór (tutaj podróż jest wspomniana jedynie epizodycznie), ale relacja Franz-Edrin jest łudząco podobna do związku Mały Książę-lis. Dwie istoty, które dzieli właściwie wszystko a łączy przeraźliwa samotność. Recenzowana pozycja porusza też inne problemy, jak rasizm, stereotypowe ocenianie ludzi, przymusowe migracje, wreszcie głęboko skrywane rodzinne sekrety i nienawiść wewnątrz grupy, z której się wywodzimy, ale to poszukiwanie zrozumienia w innych jest elementem nadrzędnym. Autorka daje nam do zrozumienia, że mimo różnic - także rasowych - w gruncie rzeczy jesteśmy tacy sami, mamy takie same potrzeby.
Niestety, ta piękna i pouczająca historia cierpi z powodu dziwnego stylu pisania. Na samym początku czytelnik zostaje wrzucony w sam środek sytuacji, z której NIC nie rozumie. Z czasem wszystko się wyjaśnia, fabuła okazuje się spójna i przemyślana, ale pierwsze wrażenie jest raczej marne. Wspomniana już relacja między głównymi bohaterami, mimo kilku ekscytujących momentów, powiela znany z Exupery'ego schemat. Zaskakuje za to zakończenie: Prue postanowiła rozwiązać większość napoczętych wątków i robi to w bardzo niekonwencjonalny sposób. Pozostawia jednak pewną furtkę dla wyobraźni odbiorcy: możemy sami dopisać sobie ciąg dalszy.
Postacie nie zachwycają. Ich zachowanie wydało mi się sztuczne, poglądy zbyt dojrzałe jak na ich wiek. W moich oczach nie usprawiedliwia ich nawet spory bagaż doświadczeń. Dwunastoletni Franz był zbyt nudny, poważny. Polubiłam Edrin - za jej dzikość i nieokrzesanie (z których wynikło kilka zabawnych sytuacji). Pozytywnie oceniam też sposób pisania. Pani Sally stosuje dużo urywanych zdań, które zwiększają płynność czytania. Początkowo trochę irytują, ale szybko je doceniłam.
Jeszcze słówko o polskim wydaniu. Do lektury zachęca piękna, baśniowa okładka. Duże literki, spore marginesy i odstępy między wersami wydłużają książkę, ale nie męczą oczu. No i przede wszystkim - żadnych błędów edytorskich.
Lodowa pani to naprawdę piękna i mądra historia, dużo ważnych treści skondensowanych w krótkiej formie. Szkoda, że nieco toporne wykonanie utrudnia odbiór lektury, a główny wątek został niemal w całości odgapiony z innej książki. Mimo wszystko polecam: nie tylko miłośnikom Małego Księcia...
Ocena końcowa: 4/6
Polecam: miłośnikom Małego Księcia; poszukującym opowieści o rzeczach ważnych w życiu
++++++++++
Monte Cassino. Karny batalion Wehrmachtu - Sven Hassel
Włochy 1944. Żołnierze Karnego Batalionu Wehrmachtu mają nadzieję, że po koszmarze frontu wschodniego, ich kolejne zadanie będzie tylko łatwiejsze. Nie zdają sobie jednak sprawy, że Włochy to nie tylko piękny Rzym, lecz także długie i okrutne walki pod Monte Cassino . Sven i jego kompani zamknięci na szczycie wzgórza będą musieli stoczyć jedną z najkrwawszych bitew II wojny światowej, w której po stronie aliantów wsławili się polscy żołnierze.
Od bezkompromisowych i brutalnych opisów walk na froncie oraz partyzanckich ataków po żołnierskie przygody na przepustkach - Sven Hassel wprowadza nas w koszmar II wojny światowej i przekonuje, że wojna to nie zabawa.
Premiera: 10 stycznia 2012 r.
Ilość stron: 352
Cena: 34,90 zł
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Nieśmiertelność zabije nas wszystkich - Drew Magary
Błyskotliwe, pełne humoru i zaskakująco trafnych spostrzeżeń spojrzenie na koszmar wiecznej młodości.
W 2019 roku ludzkość odkrywa lek, który czyni ich nieśmiertelnymi. No, może nie do końca. Co prawda nikt już się nie starzeje, wciąż można jednak zginąć pod kołami ciężarówki albo zwyczajnie umrzeć na raka wątroby. Do tego wieczne życie ma tylko jedną oczywistą zaletę... i całą masę wad. Wiesz, że wieczna młodość oznacza, że już zawsze będziesz miała okres? Nigdy nie przejdziesz na emeryturę. No i poważnie zastanowisz się, zanim na ślubnym kobiercu przyrzekniesz komuś, że nie opuścisz go aż do śmierci – to może potrwać naprawdę bardzo, bardzo długo.
Wizja przyszłości i rozwoju nauki zawarta w powieści Magary’ego jest niezwykle realistyczna. (The New York Press)
Premiera: 21 lutego 2012 r.
Ilość stron: 464
Cena: 39,90 zł
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Dziedzictwo tom II - Christopher Paolini
Seria „Dziedzictwo”, pierwotnie zaplanowana jako trylogia, od pięciu lat wywołuje histerię zarówno wśród czytelników, jak i księgarzy. Każdy tom przygód Eragona i jego smoczycy, Saphiry, stawał się największym bestsellerem roku i zdobywał 1. miejsce w kategorii Fantastyka. Tyma razem również i ostatni, 4. tom serii „Dziedzictwo”, jest nominowany w tej kategorii jako Bestseller roku.
Premiera: 25 stycznia 2012 r.
Ilość stron: 496
Cena: 39,90 zł
Wydawnictwo: MAG
Zainteresowani którąś z powyższych premier? :)
Autor: Sally Prue
Wydawnictwo: Telbit
Data wydania: 15 lipca 2011 r. (premiera: luty 2011)
Ilość stron: 208
Sally Prue to brytyjska pisarka, dotychczas wydała osiem powieści (w tym jedna trylogię). W Polsce mamy możliwość zapoznania się z jej najnowszą pracą, Lodową panią. Co kryje w sobie ta cieniutka książeczka?
Współcześnie nikt już nie wierzy we wróżki, niemal od dziecka wiemy, że to istoty występujące jedynie w bajkach. W 1939 roku, dwunastoletni Franz, Niemiec mieszkający z rodzicami w Londynie, ma wrażenie, że jest obserwowany - przez coś, co ciężko mu nazwać. Coś zimnego, groźnego... Tym czymś jest Edrin, wróżka właśnie. Zapomnijcie jednak o sympatycznym wizerunku Dzwoneczka z Piotrusia Pana: tutaj wróżki żywią się mięsem, nienawidzą ludzi i nazywają ich demonami, nie stronią od wulgarnych słów i agresywnych zachowań wobec siebie nawzajem.
Co łączy tę dwójkę? Los. Obydwoje czują się samotni. Franz nie ma kolegów, rówieśnicy przezywają go Szwabem (doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jest Nazistą), cały swój czas spędza na obserwacji małych zwierzątek na błoniach. Edrin także nie jest lubiana przez innych członków swojego Plemienia, krąży po tych samych błoniach zazdrośnie wypatrując schwytanych w sidła zwierząt, które będzie mogła zjeść. Ta dwójka spotyka się raz, drugi, trzeci... Negatywny obraz człowieka w oczach istoty nadprzyrodzonej nie ulega zmianie, jednak dziewczynę coś przyciąga do małego Niemca. To chyba te pnącza, które wystrzeliwują mu z oczu... Także Franz zaczyna otwierać się na obcą istotę, przynosić jej jedzenie. Tworzy się między nimi specyficzna więź. Czy stereotypy zostaną przełamane? A może Edrin uda się złamać małego demona, zjeść go i - wreszcie - naprawdę się nasycić?
Wyczuwacie w powyższym opisie znajomą nutkę? Słusznie, ponieważ Lodowa pani niesamowicie przypominała mi Małego Księcia pióra Antoine'a de Saint-Exupery'ego. Może nie cały utwór (tutaj podróż jest wspomniana jedynie epizodycznie), ale relacja Franz-Edrin jest łudząco podobna do związku Mały Książę-lis. Dwie istoty, które dzieli właściwie wszystko a łączy przeraźliwa samotność. Recenzowana pozycja porusza też inne problemy, jak rasizm, stereotypowe ocenianie ludzi, przymusowe migracje, wreszcie głęboko skrywane rodzinne sekrety i nienawiść wewnątrz grupy, z której się wywodzimy, ale to poszukiwanie zrozumienia w innych jest elementem nadrzędnym. Autorka daje nam do zrozumienia, że mimo różnic - także rasowych - w gruncie rzeczy jesteśmy tacy sami, mamy takie same potrzeby.
Niestety, ta piękna i pouczająca historia cierpi z powodu dziwnego stylu pisania. Na samym początku czytelnik zostaje wrzucony w sam środek sytuacji, z której NIC nie rozumie. Z czasem wszystko się wyjaśnia, fabuła okazuje się spójna i przemyślana, ale pierwsze wrażenie jest raczej marne. Wspomniana już relacja między głównymi bohaterami, mimo kilku ekscytujących momentów, powiela znany z Exupery'ego schemat. Zaskakuje za to zakończenie: Prue postanowiła rozwiązać większość napoczętych wątków i robi to w bardzo niekonwencjonalny sposób. Pozostawia jednak pewną furtkę dla wyobraźni odbiorcy: możemy sami dopisać sobie ciąg dalszy.
Postacie nie zachwycają. Ich zachowanie wydało mi się sztuczne, poglądy zbyt dojrzałe jak na ich wiek. W moich oczach nie usprawiedliwia ich nawet spory bagaż doświadczeń. Dwunastoletni Franz był zbyt nudny, poważny. Polubiłam Edrin - za jej dzikość i nieokrzesanie (z których wynikło kilka zabawnych sytuacji). Pozytywnie oceniam też sposób pisania. Pani Sally stosuje dużo urywanych zdań, które zwiększają płynność czytania. Początkowo trochę irytują, ale szybko je doceniłam.
Jeszcze słówko o polskim wydaniu. Do lektury zachęca piękna, baśniowa okładka. Duże literki, spore marginesy i odstępy między wersami wydłużają książkę, ale nie męczą oczu. No i przede wszystkim - żadnych błędów edytorskich.
Lodowa pani to naprawdę piękna i mądra historia, dużo ważnych treści skondensowanych w krótkiej formie. Szkoda, że nieco toporne wykonanie utrudnia odbiór lektury, a główny wątek został niemal w całości odgapiony z innej książki. Mimo wszystko polecam: nie tylko miłośnikom Małego Księcia...
Ocena końcowa: 4/6
Polecam: miłośnikom Małego Księcia; poszukującym opowieści o rzeczach ważnych w życiu
++++++++++
Monte Cassino. Karny batalion Wehrmachtu - Sven Hassel
Włochy 1944. Żołnierze Karnego Batalionu Wehrmachtu mają nadzieję, że po koszmarze frontu wschodniego, ich kolejne zadanie będzie tylko łatwiejsze. Nie zdają sobie jednak sprawy, że Włochy to nie tylko piękny Rzym, lecz także długie i okrutne walki pod Monte Cassino . Sven i jego kompani zamknięci na szczycie wzgórza będą musieli stoczyć jedną z najkrwawszych bitew II wojny światowej, w której po stronie aliantów wsławili się polscy żołnierze.
Od bezkompromisowych i brutalnych opisów walk na froncie oraz partyzanckich ataków po żołnierskie przygody na przepustkach - Sven Hassel wprowadza nas w koszmar II wojny światowej i przekonuje, że wojna to nie zabawa.
Premiera: 10 stycznia 2012 r.
Ilość stron: 352
Cena: 34,90 zł
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Nieśmiertelność zabije nas wszystkich - Drew Magary
Błyskotliwe, pełne humoru i zaskakująco trafnych spostrzeżeń spojrzenie na koszmar wiecznej młodości.
W 2019 roku ludzkość odkrywa lek, który czyni ich nieśmiertelnymi. No, może nie do końca. Co prawda nikt już się nie starzeje, wciąż można jednak zginąć pod kołami ciężarówki albo zwyczajnie umrzeć na raka wątroby. Do tego wieczne życie ma tylko jedną oczywistą zaletę... i całą masę wad. Wiesz, że wieczna młodość oznacza, że już zawsze będziesz miała okres? Nigdy nie przejdziesz na emeryturę. No i poważnie zastanowisz się, zanim na ślubnym kobiercu przyrzekniesz komuś, że nie opuścisz go aż do śmierci – to może potrwać naprawdę bardzo, bardzo długo.
Wizja przyszłości i rozwoju nauki zawarta w powieści Magary’ego jest niezwykle realistyczna. (The New York Press)
Premiera: 21 lutego 2012 r.
Ilość stron: 464
Cena: 39,90 zł
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Dziedzictwo tom II - Christopher Paolini
Seria „Dziedzictwo”, pierwotnie zaplanowana jako trylogia, od pięciu lat wywołuje histerię zarówno wśród czytelników, jak i księgarzy. Każdy tom przygód Eragona i jego smoczycy, Saphiry, stawał się największym bestsellerem roku i zdobywał 1. miejsce w kategorii Fantastyka. Tyma razem również i ostatni, 4. tom serii „Dziedzictwo”, jest nominowany w tej kategorii jako Bestseller roku.
Premiera: 25 stycznia 2012 r.
Ilość stron: 496
Cena: 39,90 zł
Wydawnictwo: MAG
Zainteresowani którąś z powyższych premier? :)
piątek, 12 sierpnia 2011
"Srebrna gałąź" - Rosemary Sutcliff
Tytuł: Srebrna gałąź (org. The Silver Branch)
Autor: Rosemary Sutcliff
Seria: Orzeł, #2 (org. Eagle)
Wydawnictwo: Telbit
Data wydania: 1 marca 2011 r. (premiera: 1957)
Ilość stron: 264
Dziewiąty Legion, pierwsza część serii, mnie nie zachwycił. Pamiętając, że autorzy czasami muszą się "rozkręcić", sięgnęłam po drugi tom. Czy było warto?
Tym razem historia skupia się na Justynie, młodym chirurgu, oraz Flawiuszu, wojowniku. Młodzi mężczyźni wpadają na trop spisku mającego na celu obalenie cesarza Karauzjusza. Ich oskarżeniom nikt nie daje wiary, za kłamstwa zostają wysłani daleko od domu. Niebawem władca ginie, a "wyrzutki" postanawiają odbić tron z niecnych łap zbrodniarza.
W porównaniu z Dziewiątym Legionem, recenzowana dziś książka wypada zdecydowanie korzystniej. Głównie ze względu na nieprzewidywalną, ciekawie zaplanowaną intrygę. Fakt, bohaterowie ponownie cały czas podróżują, ale ich wędrówka obfituje w szczęśliwe przypadki i niecodzienne spotkania. Bitwie o honor Rzymu (do której bohaterowie cały czas dążą), kończącej tom, nie można odmówić rozmachu i emocjonalności. Może nie łkałam w najsmutniejszych momentach, ale humor lekko "siadał".
Na kartach książki przewija się dość sporo postaci, w których każda ma jakiś powód, by pomóc (albo i nie) Justynowi i Flawiuszowi. Cieszyło mnie, że bohaterowie poboczni, wniknąwszy raz, później powracają. Zyskują dzięki temu więcej czasu, lepiej ich poznajemy i łatwiej się z nimi identyfikujemy. Sympatyczną niespodzianką była dla mnie postać Flawiusza, którego polubiłam za zaradność i odwagę. Jego towarzysz tymczasem okazał się okropną płaczką, wciąż narzekał, że jest zbyt słaby - nieraz miałam ochotę go za to udusić. Zwróciłam też uwagę na większe "rozmycie" charakterów, już niemal nikt nie jest zupełnie dobry lub zły.
Teraz nie jestem w stanie powiedzieć, czy styl autorki tak bardzo się ulepszył, czy też fabuła tak mnie wciągnęła, że nie odczuwałam dłużyzn. Tym razem akcja płynęła wartko, opisy nie nużyły, a strony niemal same się przewracały. Co prawda wciąż raziły mnie współczesne zwroty w wypowiedziach bohaterów, ale nie zdarzały się już tak często.
Spieszę (znowu) pochwalić polskie wydanie. Twarda oprawa i nastrojowa fotografia na okładce zachęcają do sięgnięcia po tom. Wewnątrz ponownie znajdziemy ciekawe ilustracje-ryciny, jest ich chyba więcej niż w części pierwszej. Błędów - za wyjątkiem "uwspółcześnień" - nie dostrzegłam.
Podsumowując, Srebrna gałąź okazała się bardzo dobrym i wciągającym czytadłem. Wciąż jest to historia skierowana do dzieci i młodzieży, zawierająca morał, ale nawet starszy, znający życie czytelnik znajdzie w niej coś dla siebie. Może będzie to chwila relaksu, może odskocznia od codziennych zmartwień, a może ciekawa powieść o walce o prawdę? To już zależy od Was - mogę polecić, nawet bez znajomości Dziewiątego Legionu (historie nie łączą się ze sobą).
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: młodzieży; osobom szukającym lekkiej i niegrubej odskoczni od codzienności
Autor: Rosemary Sutcliff
Seria: Orzeł, #2 (org. Eagle)
Wydawnictwo: Telbit
Data wydania: 1 marca 2011 r. (premiera: 1957)
Ilość stron: 264
Dziewiąty Legion, pierwsza część serii, mnie nie zachwycił. Pamiętając, że autorzy czasami muszą się "rozkręcić", sięgnęłam po drugi tom. Czy było warto?
Tym razem historia skupia się na Justynie, młodym chirurgu, oraz Flawiuszu, wojowniku. Młodzi mężczyźni wpadają na trop spisku mającego na celu obalenie cesarza Karauzjusza. Ich oskarżeniom nikt nie daje wiary, za kłamstwa zostają wysłani daleko od domu. Niebawem władca ginie, a "wyrzutki" postanawiają odbić tron z niecnych łap zbrodniarza.
W porównaniu z Dziewiątym Legionem, recenzowana dziś książka wypada zdecydowanie korzystniej. Głównie ze względu na nieprzewidywalną, ciekawie zaplanowaną intrygę. Fakt, bohaterowie ponownie cały czas podróżują, ale ich wędrówka obfituje w szczęśliwe przypadki i niecodzienne spotkania. Bitwie o honor Rzymu (do której bohaterowie cały czas dążą), kończącej tom, nie można odmówić rozmachu i emocjonalności. Może nie łkałam w najsmutniejszych momentach, ale humor lekko "siadał".
Na kartach książki przewija się dość sporo postaci, w których każda ma jakiś powód, by pomóc (albo i nie) Justynowi i Flawiuszowi. Cieszyło mnie, że bohaterowie poboczni, wniknąwszy raz, później powracają. Zyskują dzięki temu więcej czasu, lepiej ich poznajemy i łatwiej się z nimi identyfikujemy. Sympatyczną niespodzianką była dla mnie postać Flawiusza, którego polubiłam za zaradność i odwagę. Jego towarzysz tymczasem okazał się okropną płaczką, wciąż narzekał, że jest zbyt słaby - nieraz miałam ochotę go za to udusić. Zwróciłam też uwagę na większe "rozmycie" charakterów, już niemal nikt nie jest zupełnie dobry lub zły.
Teraz nie jestem w stanie powiedzieć, czy styl autorki tak bardzo się ulepszył, czy też fabuła tak mnie wciągnęła, że nie odczuwałam dłużyzn. Tym razem akcja płynęła wartko, opisy nie nużyły, a strony niemal same się przewracały. Co prawda wciąż raziły mnie współczesne zwroty w wypowiedziach bohaterów, ale nie zdarzały się już tak często.
Spieszę (znowu) pochwalić polskie wydanie. Twarda oprawa i nastrojowa fotografia na okładce zachęcają do sięgnięcia po tom. Wewnątrz ponownie znajdziemy ciekawe ilustracje-ryciny, jest ich chyba więcej niż w części pierwszej. Błędów - za wyjątkiem "uwspółcześnień" - nie dostrzegłam.
Podsumowując, Srebrna gałąź okazała się bardzo dobrym i wciągającym czytadłem. Wciąż jest to historia skierowana do dzieci i młodzieży, zawierająca morał, ale nawet starszy, znający życie czytelnik znajdzie w niej coś dla siebie. Może będzie to chwila relaksu, może odskocznia od codziennych zmartwień, a może ciekawa powieść o walce o prawdę? To już zależy od Was - mogę polecić, nawet bez znajomości Dziewiątego Legionu (historie nie łączą się ze sobą).
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: młodzieży; osobom szukającym lekkiej i niegrubej odskoczni od codzienności
piątek, 5 sierpnia 2011
"Dziewiąty Legion" - Rosemary Sutcliff
Tytuł: Dziewiąty Legion (org. The Eagle of the Ninth)
Autor: Rosemary Sutcliff
Seria: Orzeł, #1 (org. Eagle)
Wydawnictwo: Telbit
Data wydania: 28 lutego 2011 r (premiera: 1954)
Ilość stron: 282
Niedawno miałam przyjemność zapoznać się ze świetnie napisanym Zimowym monarchą opisującym przełom V i VI wieku w Brytanii. Niedawno natrafiłam w bibliotece na inną powieść osadzoną w tych okolicach, tylko jakieś 500-550 lat wcześniej. Co przedstawia sobą bestsellerowy, zekranizowany Dziewiąty Legion?
Młody rzymski centurion, Marek Akwila, marzy, by odnaleźć Dziewiąty Legion - legendarny oddział dowodzony przez jego ojca. Odkąd wyruszyli na północ kilka lat temu, wszelki ślad po nich zaginął. Kiedy młodzieniec ulega wypadkowi i musi zrezygnować ze służby w Legionach, wali się cały jego świat. Do czasu gdy dochodzi do wniosku, że teraz może skupić się na poszukiwaniach. Dzięki pomocy wujka - byłego wojownika - i służącego - pojmanego przedstawiciela dzikich ludów brytyjskich - wyrusza w niebezpieczną, daleką podróż w nieznane. Pragnie odnaleźć zaginiony Legion, przywrócić jego świetność, a przynajmniej dowiedzieć się, w jakim starciu przestał istnieć.
Na kolejnych stronach towarzyszymy więc Markowi i Esce, jego słudze, w podróży na północ. Nie wszystko układa się po ich myśli, nieraz muszą ociekać się do podstępu lub ratować ucieczką, nie wspominając o zwyczajnym szczęśliwym pojawieniu odpowiedniego człowieka w odpowiednim miejscu i czasie. Niestety, większość problemów, podobnie jak ich rozwiązań, nie jest zaskoczeniem dla bardziej wyrobionego czytelnika. Do tego akcja niemiłosiernie się wlecze, dopiero gdzieś w połowie przyspiesza i bardziej wciąga.
Nie przypadł mi do gustu lekko zarysowany wątek miłosny. Uczucie rozkwita między postaciami o dość sporej różnicy wieku i chociaż w tamtych czasach było to coś normalnego, mnie nieporadne zaloty Marka ogromnie irytowały.
Bohaterowie także nie należą do największych atutów tej książki: są albo dobrzy, albo źli, bez odcieni szarości. Do tego naiwni (jak Marek), okropnie słodcy (jak wujek Akwila - uparcie nazywany "wujkiem", nigdy "wujem") albo przesadnie uprzejmi (jak Esca). Być może za dużo wymagam od pozycji dla dzieci i młodszej młodzieży, ale uważam, że autorka poszła na łatwiznę, kreując tak idealne i niezmienne postaci. Nawet Kottia, jedyna istotna w tej opowieści niewiasta, poraża nienormalną w jej wieku dojrzałością i "przelukrowaniem". Jedynym bohaterem, do którego zapałałam sympatią, okazał się Wilczek :)
Negatywnie na odbiór tej historii wpływa też styl pisania. Pani Sutcliff dużo miejsca poświęca opisom otoczenia, co lubię, ale robi to w sposób nieciekawy, męczący. Oszczędność widać przy opisie scen batalistycznych, ale ich zwięzłość pozostawia większe pole manewru dla wyobraźni czytelnika - nie uznaję tego za wielki minus. W początkowych rozdziałach brakowało mi także dialogów, a gdy już się pojawiały, nierzadko ociekały słodyczą lub patosem.
Przejdźmy teraz do jakości polskiego wydania. Telbit przygotował przejrzystą, staranną, twardą okładkę - super. Wewnątrz znajdziemy ilustracje pochodzące z oryginału - fajne, stylizowane na ryciny, chociaż ich wykonanie mogłoby być lepsze. Doczepię się za to tłumaczenia: obok bardzo "epokowych" słów, w rozmowach między postaciami, znalazłam bardzo współczesne zwroty typu "pogadać" czy "łazić" - tego chyba nie było dwadzieścia wieków temu?
Ogólnie Dziewiąty Legion mnie nie zachwycił. Zdawałam sobie sprawę, że to książka dla czytelników trochę młodszych ode mnie, ale oczekiwałam czegoś więcej. Otrzymałam ciekawą historię, podaną w początkowo męczącej formie, z dodatkiem kryształowych bohaterów. Nie moje klimaty, ale niejednemu czytelnikowi może się to spodobać, dlatego nie odradzam lektury - zastanówcie się tylko, czy wymienione przeze mnie cechy Wam nie przeszkadzają.
Ocena końcowa: 3/6
Polecam: raczej młodszym czytelnikom
Autor: Rosemary Sutcliff
Seria: Orzeł, #1 (org. Eagle)
Wydawnictwo: Telbit
Data wydania: 28 lutego 2011 r (premiera: 1954)
Ilość stron: 282
Niedawno miałam przyjemność zapoznać się ze świetnie napisanym Zimowym monarchą opisującym przełom V i VI wieku w Brytanii. Niedawno natrafiłam w bibliotece na inną powieść osadzoną w tych okolicach, tylko jakieś 500-550 lat wcześniej. Co przedstawia sobą bestsellerowy, zekranizowany Dziewiąty Legion?
Młody rzymski centurion, Marek Akwila, marzy, by odnaleźć Dziewiąty Legion - legendarny oddział dowodzony przez jego ojca. Odkąd wyruszyli na północ kilka lat temu, wszelki ślad po nich zaginął. Kiedy młodzieniec ulega wypadkowi i musi zrezygnować ze służby w Legionach, wali się cały jego świat. Do czasu gdy dochodzi do wniosku, że teraz może skupić się na poszukiwaniach. Dzięki pomocy wujka - byłego wojownika - i służącego - pojmanego przedstawiciela dzikich ludów brytyjskich - wyrusza w niebezpieczną, daleką podróż w nieznane. Pragnie odnaleźć zaginiony Legion, przywrócić jego świetność, a przynajmniej dowiedzieć się, w jakim starciu przestał istnieć.
Na kolejnych stronach towarzyszymy więc Markowi i Esce, jego słudze, w podróży na północ. Nie wszystko układa się po ich myśli, nieraz muszą ociekać się do podstępu lub ratować ucieczką, nie wspominając o zwyczajnym szczęśliwym pojawieniu odpowiedniego człowieka w odpowiednim miejscu i czasie. Niestety, większość problemów, podobnie jak ich rozwiązań, nie jest zaskoczeniem dla bardziej wyrobionego czytelnika. Do tego akcja niemiłosiernie się wlecze, dopiero gdzieś w połowie przyspiesza i bardziej wciąga.
Nie przypadł mi do gustu lekko zarysowany wątek miłosny. Uczucie rozkwita między postaciami o dość sporej różnicy wieku i chociaż w tamtych czasach było to coś normalnego, mnie nieporadne zaloty Marka ogromnie irytowały.
Bohaterowie także nie należą do największych atutów tej książki: są albo dobrzy, albo źli, bez odcieni szarości. Do tego naiwni (jak Marek), okropnie słodcy (jak wujek Akwila - uparcie nazywany "wujkiem", nigdy "wujem") albo przesadnie uprzejmi (jak Esca). Być może za dużo wymagam od pozycji dla dzieci i młodszej młodzieży, ale uważam, że autorka poszła na łatwiznę, kreując tak idealne i niezmienne postaci. Nawet Kottia, jedyna istotna w tej opowieści niewiasta, poraża nienormalną w jej wieku dojrzałością i "przelukrowaniem". Jedynym bohaterem, do którego zapałałam sympatią, okazał się Wilczek :)
Negatywnie na odbiór tej historii wpływa też styl pisania. Pani Sutcliff dużo miejsca poświęca opisom otoczenia, co lubię, ale robi to w sposób nieciekawy, męczący. Oszczędność widać przy opisie scen batalistycznych, ale ich zwięzłość pozostawia większe pole manewru dla wyobraźni czytelnika - nie uznaję tego za wielki minus. W początkowych rozdziałach brakowało mi także dialogów, a gdy już się pojawiały, nierzadko ociekały słodyczą lub patosem.
Przejdźmy teraz do jakości polskiego wydania. Telbit przygotował przejrzystą, staranną, twardą okładkę - super. Wewnątrz znajdziemy ilustracje pochodzące z oryginału - fajne, stylizowane na ryciny, chociaż ich wykonanie mogłoby być lepsze. Doczepię się za to tłumaczenia: obok bardzo "epokowych" słów, w rozmowach między postaciami, znalazłam bardzo współczesne zwroty typu "pogadać" czy "łazić" - tego chyba nie było dwadzieścia wieków temu?
Ogólnie Dziewiąty Legion mnie nie zachwycił. Zdawałam sobie sprawę, że to książka dla czytelników trochę młodszych ode mnie, ale oczekiwałam czegoś więcej. Otrzymałam ciekawą historię, podaną w początkowo męczącej formie, z dodatkiem kryształowych bohaterów. Nie moje klimaty, ale niejednemu czytelnikowi może się to spodobać, dlatego nie odradzam lektury - zastanówcie się tylko, czy wymienione przeze mnie cechy Wam nie przeszkadzają.
Ocena końcowa: 3/6
Polecam: raczej młodszym czytelnikom
Subskrybuj:
Posty (Atom)





