
Seria: Furie, #1
Autor: Elizabeth Miles
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 28 kwietnia 2012 r. (premiera: sierpień 2011 r.)
Ilość stron: 240
Nie wiem, ile razy mówiłam sobie, że kończę z romansami dla młodzieży. Zawsze znajduję jakiś powód, by jeszcze raz po nie sięgnąć. Tym razem skusiłam się na Furie - chyba przez wzgląd na mitologiczne skojarzenia, które mogłyby zapobiec katastrofie podobnej do Zmierzchu.

Furie to przez znakomitą większość objętości romans. Poplątany, naiwny, bezsensowny w swej płytkości romans. Emily nie może się zdecydować, czy kocha Zacha czy nie, czy powinna zostawić go Gabby czy nie, czy jej stary przyjaciel stał się kimś więcej czy nie... Ile razy już o tym czytaliśmy (a może raczej czytałyśmy, bo panowie od takich lektur raczej stronią, o ile mi wiadomo)? Związek Chase'a jest jeszcze dziwniejszy i bardziej naiwny. Mimo ewidentnych dowodów, że Ty go oszukuje, on nie widzi świata poza nią, a kiedy już postanawia zerwać tę znajomość - czyli mniej więcej po 4/5 książki - robi się ciekawiej! Wtedy autorce udało się zaskoczyć mnie po raz pierwszy. Później akcja robi się bardziej dynamiczna, tandetny romans schodzi na dalszy plan, a pojawia się coś jakby... thriller. Tak, coś jakby thriller. Samo zakończenie pozostaje otwarte i wręcz woła o kontynuację - choć nie wiem, czy w Polsce się jej doczekamy.
Pasowałoby napisać coś więcej o bohaterach. Emily nie udało się wzbudzić mojej sympatii, podobnie jak jej przyjaciółce Gabby i jej chłopakowi Zachowi. Cała trójka wydawała mi się sztuczna i przerysowana, jakby Elizabeth Miles chciała dopasować ich na siłę do szablonu "typowego licealisty Stanów Zjednoczonych". Chase'owi współczułam: przede wszystkim naiwności i ślepoty, a dopiero potem nieszczęść które go spotkały. Ty oraz jej dwie kuzynki, które pojawiły się znikąd i zaczęły mieszać w życiu protagonistów, odgrywały w tej historii dość istotną rolę, ale zachowywały się sztucznie. Najsympatyczniejszym bohaterem, moim zdaniem, był JD, przyjaciel Emily: taki pozytywnie zakręcony i wyluzowany... no, może trochę za bardzo. Ale i tak był najlepszy.
Względnie wysoką ocenę Furie zawdzięczają ciekawemu i dynamicznemu finiszowi. Bez tego elementu książka by się nie odratowała: większość jest sztampowa, przewidywalna i naiwna. Tak jak bohaterowie. Jest to pierwsza książka w dorobku Elizabeth Miles, jednak nie wiem, czy pokuszę się o lekturę kolejnych - choćby tych kończących trylogię Furii. Jest mnóstwo lepszych powieści, nawet tych o nastoletniej miłości.
Ocena końcowa: 3/6
Polecam: zagorzałym miłośnikom romansów