Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 kwietnia 2022

"Miedziaki" Colson Whitehead

Poruszająca, wciągająca lektura w duchu Skazanych na Shawshank.

Gdy idee ruchu na rzecz praw obywatelskich docierają wreszcie do Frenchtown, czarnej dzielnicy Tallahassee, Elwood Curtis postanawia wziąć sobie do serca słowa dr. Martina Luthera Kinga i nabiera przekonania, że jest „równie dobry jak każdy inny”. Choć rodzice go porzucili, jego babcia dba, by trzymał się z dala od kłopotów, Elwood jest więc na dobrej drodze do dostania się do lokalnego college’u dla kolorowych.

Ale kiedy jest się czarnym chłopcem żyjącym we wczesnych latach 60. XX wieku na amerykańskim Południu, gdzie stosunki społeczne wciąż regulują prawa Jima Crowa, niewinny błąd może przekreślić nadzieje na świetlaną, a nawet jakąkolwiek, przyszłość.

Elwood zostaje skazany na pobyt w poprawczaku nazywanym „Miedziakiem” (The Nickel Academy), którego misją jest „fizyczne, intelektualne i moralne” kształtowanie młodocianych przestępców, tak żeby pod jego pieczą wyrośli na „uczciwe i honorowe” jednostki.

W rzeczywistości Akademia okazuje się groteskową komnatą grozy, gdzie sadystyczna kadra bije i wykorzystuje seksualnie uczniów, korupcja i kradzieże są powszechne, a każdy chłopiec, który odważy się na opór, przepadnie bez wieści.

Ten zakład poprawczy na Florydzie istniał naprawdę – przez sto jedenaście lat przewinęły się przez niego tysiące podopiecznych, których bezlitośnie katowano, poniżono i łamano.

Druzgocąca, porażająca i niezwykle ambitna powieść, która dowodzi, że Colson Whitehead jest pisarzem w szczytowej formie.

Prawa Jima Crowa: regulacje prawne wprowadzone po zakończeniu wojny secesyjnej na szczeblu stanowym i lokalnym głównie w południowych stanach USA, mające na celu utrzymanie i pogłębienie segregacji rasowej. Na Florydzie zasada głosząca, że czarni i biali nie mogą uczyć się razem, była wyjątkowo restrykcyjnie przestrzegana. Stwarzało to pole do niewyobrażalnych wręcz nadużyć.

Miedziaki opowiadają historię Elwooda w sposób bardzo wyważony i subtelny. Autor nie epatuje brutalnymi opisami i nie próbuje wywołać u czytelnika szoku szczegółami. Colson Whitehead skupia się raczej na przestawieniu miejsca akcji, niewesołej codzienności podopiecznych tej patologicznej placówki resocjalizacyjnej. Nie zapomina także o zasygnalizowaniu panującego w niej podziału: biali chłopcy mimo wszystko traktowani są lepiej niż "kolorowi". Buduje napięcie oraz poczucie zagrożenia poprzez opisy strachu odczuwanego przez chłopców na myśl o poniesieniu kary, a resztę pozostawia wyobraźni odbiorcy, co sprawdza się bardzo dobrze - tym bardziej, że odbiorcy towarzyszy świadomość, że "Miedziak" istniał naprawdę.

Sięgając po Miedziaki, spodziewałam się nieco szerszego komentarza na temat nierówności rasowej. Tymczasem jest to raczej powieść demaskująca problemy systemu resocjalizacji dla najmłodszych w Stanach Zjednoczonych minionego wieku. Wątek rasizmu, któremu poświęcono sporo miejsca na początku, schodzi na dalszy plan: chociaż białoskórzy chłopcy mają w "Miedziaku" trochę mniej pod górkę, to nadal wszyscy oni skazani są na podobne traktowanie a do "normalności" wracają z mocno zwichrowaną psychiką.

Mimo że recenzowana powieść okazała się nieco odmienna od moich oczekiwań (co wynikło z mojej słabej pamięci w kwestii opisu z tyłu okładki), i tak bardzo mi się podobała. "Miedziaki" to nie literatura rozrywkowa: kreśli poruszający obraz, wywołuje dreszcze niepokoju, może zdołować - tym bardziej, że nie sposób uciec do pytań, czy podobne sytuacje miały/mają miejsce i w polskich domach poprawczych. Tym niemniej, warto poświęcić kilka godzin na tę lekturę.

Ocena końcowa: 5/6

 

Tytuł: Miedziaki (org. The Nickel Boys)
Autorzy: Colson Whitehead
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 22 czerwca 2020 r. (premiera: lipiec 2019)
Ilość stron: 288

poniedziałek, 16 sierpnia 2021

"Klara i Słońce" Kazuo Ishiguro

Kolejne spotkanie z literaturą azjatycką, tym razem na pograniczu obyczaju, dystopii i science fiction.

Jedna z najbardziej wyczekiwanych książek 2021 roku.

Pierwsza powieść Kazuo Ishigury opublikowana po tym, jak w 2017 roku otrzymał Nagrodę Nobla.

Historia, w której słychać echa jego wcześniejszej książki – Nie opuszczaj mnie.

Świat widziany oczami niezwykłej narratorki.

Rzeczywistość, którą od naszej dzieli tylko krok… a może nawet mniej.

Odwieczne pytania o to, co człowieka jako jednostkę czyni istotą wyjątkową. Czy jest coś takiego jak ludzka dusza? Czy jedną osobę można zastąpić drugą? I wreszcie najważniejsze: czym jest miłość?

Klara to Sztuczna Przyjaciółka, wprawdzie nie najnowszej generacji, ale posiadająca niezwykłe zdolności poznawcze, pamięć i – co najważniejsze – empatię. Z witryny sklepu obserwuje ulicę, czekając na klienta, który ją stąd zabierze. Kiedy wreszcie los się do niej uśmiecha, jest gotowa jak najlepiej służyć nastolatce, dla której zostaje zakupiona.

Jak na japońską literaturę piękną przystało, Klara i Słońce opowiada swoją historię niespiesznie, w mniejszym stopniu koncentrując się na akcji, a większym - na przemyśleniach i obserwacjach tytułowej bohaterki, Klary. To androidka, „Specjalna Przyjaciółka”, której zadaniem jest dotrzymywanie towarzystwa i pomoc dziecku. Co ciekawe, protagonistka nie dysponuje na starcie rozległą wiedzą na wszystkie tematy; dopiero na podstawie własnych doświadczeń uczy się rozumieć świat i emocje. Cały wykreowany przez Autora świat zdaje się balansować na granicy sci-fi a teraźniejszości, gdyż poza droidami i bliżej niedoprecyzowanemu zabiegowi ulepszenia ludzi otoczenie wydaje się być takim, jakim je znamy.

środa, 8 października 2014

"Taniec cieni" - Yelena Black

Tytuł: Taniec cieni (org. Dance of Shadows)
Autor: Yelena Black
Seria: Taniec cieni #1
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 24 lipca 2014 r. (premiera: luty 2013)
Ilość stron: 400

Zamieszczony na okładce Tańca cieni frazes, jakoby powieść miała spodobać się fanom Czarnego łabędzia, wydawał mi się przesadzony. Ale jednocześnie zachęcający. I chyba po raz pierwszy od dawna muszę się z nim zgodzić - bo ja przepadłam!

Vanessa Adler rozpoczyna naukę w prestiżowej Nowojorskiej Akademii Baletu. Zawodowym tańcem interesuje się wprawdzie od niedawna - od chwili zniknięcia jej starszej o trzy lata siostry - ale jej osoba i nieprzeciętny talent szybko zwracają na nią uwagę otoczenia. W otoczeniu trzech wyjątkowych mężczyzn - przystojnego Zeppelina, zgryźliwego Justina i surowego trenera Josefa - oraz grupki przyjaciółek, dziewczyna rozpoczyna treningi. Na jej pobycie w szkole cieniem kładą się jednak dwie sprawy: planowana premiera baletu Ognisty ptak oraz tajemnicze zniknięcia wybitnych tancerek - bo Margaret Adler nie była pierwszą, która bez pożegnania odeszła...

Początek Tańca cieni bardzo przypominała mi Czarnego łabędzia. Główna bohaterka spełniła swoje marzenie o dostaniu się do elitarnej szkoły i zaczyna walczyć o główną rolę w największym wydarzeniu sezonu. Jednocześnie toczy wewnętrzną walkę, stara się poznać sekrety trenera i nie zwariować od nieprzychylnych spojrzeń starszych dziewcząt oraz nieustającej presji otoczenia. Muszę przyznać, że wbrew moim obawom, autorka naprawdę ciekawie opisała taneczne perypetie Vanessy. Spodziewałam się nudy i stagnacji, a dostałam naprawdę interesującą i nienaciąganą historię.
Z upływem kartek zaczęło robić się mroczniej i groźniej. A do tego magicznie; gdzieś za połową w utworze zaistniała magia. Oczywiście - jak na książkę o balecie przystało - głównym medium "magiotwórczym" jest taniec. W Tańcu cieni padło jedno z najbardziej żałosnych stwierdzeń, z jakimi spotkałam się w książkach: "Odpowiednie kroki wykonane przez odpowiednią tancerkę mogą zniszczyć świat" (czy jakoś tak; nie mam książki przy sobie). Ale poza tym, całość niesamowicie mi się spodobała. Nie mogłam się nadziwić, jak z tak "nudnego" (z literackiego punktu widzenia) tematu jakim jest taniec udało się zrobić tak ciekawą i wciągającą historię.

Taniec cieni to utwór dla młodzieży, więc niezbyt zdziwiło mnie pojawienie się trójkąta miłosnego. Do plusów utworu mogę zaliczyć jego "realizację", ponieważ Vanessa - znalazłszy sobie tego jedynego - na drugiego właściwie przestała zwracać uwagę. Pewnie nie zaskoczę Was także informacją, że jeden z nich okazał się Bad Boyem... choć mnie osobiście zaskoczyło to, kto naprawdę był zamieszany w aferę. Okej, może powiem jeszcze coś o głównej bohaterce...
Cóż, Vanessę uznaję za najsłabszy punkt powieści. Po pierwsze: no bez przesady, która z Was, drogie Czytelniczki, poszłaby do szkoły tylko po to, by upewnić się, że na pewno nie ma w niej Waszej starszej siostry oraz by wypełnić jej (nie swoje!) ambicje? Po drugie: nie wiem, czy amatorka (która zaczęła interesować się baletem względnie niedawno) byłaby w stanie przejść wstępne testy na tego typu uczelnię. Pomijając te fabularno-postaciowe grzeszki, dziewczyna była okej; no, prawie, bo czasami zachowywała się nieodpowiednio do swojego wieku.

Taniec cieni już trafił na listę moich ulubionych książek. Okładka mnie zachwyciła, treść wciągnęła i choć nie pokochałam głównej bohaterki, chętnie przeczytam ciąg dalszy jej przygód. Na pewno nie jest to historia dla każdego; przyda się choć odrobina zainteresowania tańcem, odporność na absurdalność pomysłu (wtedy można docenić jego geniusz :D ) oraz sympatia wobec książek młodzieżowych. Jeśli spełniacie te warunki, z czystym sumieniem mogę Wam polecić Taniec cieni. Wierzę, że spodoba się Wam tak samo jak mnie (zaś jeśli spełniacie tylko ostatni, też powinno przypaść Wam do gustu).
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: fanom Czarnego łabędzia; miłośnikom powieści młodzieżowych

czwartek, 31 maja 2012

"Moje życie w haremie" - Jillian Lauren

Tytuł: Moje życie w haremie (org. Some Girls: My Life in a Harem)
Autor: Jillian Lauren
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 16 marca 2012 r. (premiera: kwiecień 2010)
Ilość stron: 368
 
Nie ukrywam, że kultura krajów Orientu - szczególnie Japonii - niezmiernie mnie interesuje. Niedawno zagłębiłam się w realia Brunei, malutkiego kraju, w którym władzę sprawuje sułtan wraz ze swoim... haremem.

Moje życie w haremie to autobiograficzna historia Jillian Lauren. Adoptowana przez nowojorskie małżeństwo, szybko porzuca spokojne życie amerykańskiej nastolatki i wyprowadza się, pragnąc odnaleźć przy okazji swoją biologiczną matkę. Marzy o karierze aktorki, jednak los chce inaczej, musi podjąć pracę "pani do towarzystwa". Tak trafia do Brunei, jako jedna z wielu młodych kobiet w haremie księcia Jefriego (brata sułtana). Wiedzie leniwe, dostatnie życie, ale wciąż czegoś jej brak. Postanawia wrócić do Ameryki. Ale co dalej...?

Na ponad trzystu stronach Lauren zapoznaje czytelników z realiami życia na dworze sułtana, relacjami panującymi pomiędzy dziewczętami oraz pomiędzy dziewczyną a księciem. Ukazuje bezwzględne dążenie do bycia najlepszą w oczach władcy, zawiść pomiędzy "koleżankami", niepewność co do swojej przyszłości, wreszcie ciągłe dążenie do powiększania fortuny. Praca kurtyzany młodego władcy to bardzo intratne zajęcie, dające nieprzebrane bogactwa. Na pewno niejedna czytelniczka pozazdrości jej tych skarbów.
Bohaterka nie odczuwa jednak pełni szczęścia - brak jej prawdziwej miłości. Nie myślcie jednak, że Moje życie w haremie głosi ideę "Miłość to wszystko, czego potrzeba mi do życia". Nie, Jillian początkowo myśli, że klejnoty i piękne suknie są wszystkim, czego jej potrzeba. Dopiero po jakimś czasie uświadamia sobie prawdę.

Autorka pisze w sposób lekki i przystępny, nie unika anegdotek, żartobliwych określeń czy kolokwializmów. Dzięki temu książkę czyta się szybko i przyjemnie. Nawet nieciekawe życie nastoletniej Amerykanki, jeszcze przed wyjazdem do Brunei, nie wydaje się tak przygnębiające. Podstępne zagrywki zazdrosnych kurtyzan także zyskują na... atrakcyjności (?), kiedy patrzy się na nie z pewnym dystansem i uśmiechem.

Wydawnictwo Albatros świetnie spisało się, wydając tę książkę. Biały, sztywny papier, wyraźny druk pozbawiony błędów, ale przede wszystkim... Okładka. Przód całkiem ładny, ale tył... nie mogłam oderwać wzroku (czytając, co chwila zamykałam tomik i patrzyłam :)).

Moje życie w haremie to książka lekka, odprężająca, ale jednocześnie dostarczająca wielu ciekawostek. Nie sugeruję żadnej z Czytelniczek, by poszła w ślady Jillian i wybrała zawód - nie przebierając w słowach - prostytutki. Spójrzcie na tę historię jak na lekko baśniową, wyidealizowaną współczesną opowieść o zwyczajach panujących w odległym, azjatyckim kraiku. Ja sama, z jednej strony chciałabym stanąć na miejscu autorki, na własne oczy zobaczyć te wszystkie wspaniałości. Z drugiej, gdybym musiała ponieść tak wiele wyrzeczeń i znieść tyle upokorzeń, by do tego doszło... muszę się zastanowić, czy byłoby warto.
Ocena końcowa: 3/6
Polecam: miłośniczkom lekkich, romantycznych historii bez elementów fantastycznych
 
Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Albatros
++++++++++
Wrzawa śmiertelnych - Eric Nylund
Ważą się losy wojny Nieśmiertelnych i Piekielnych. Wynik starcia zależy od dwojga młodych ludzi.
W dniu swoich piętnastych urodzin Fiona i Eliot zostają wplątani w odwieczny konflikt między bóstwami. Poznają prawdę o swoich rodzicach, którzy nie byli zwykłymi śmiertelnikami. Ich matką była bogini, a ojcem sam Książę Ciemności, Lucyfer.
Od tysiącleci Nieśmiertelni i Piekielni konkurują o wpływ na ludzi, nie wolno im jednak walczyć ze sobą, ani mieszać się w sprawy tych drugich. Bliźnięta to jednak coś innego, nowa siła. Nie zdecydowali jednak, po czyjej staną stronie.
Błyskotliwa, złożona historia. Publishers Weekly

Niezwykle obiecujące otwarcie serii, która powinna spodobać się szerokiemu gronu odbiorców, od miłośników urban fantasy, po czytelników historii czerpiących z mitologii. Library Journal
Wspaniałe połączenie magii, mitów, dysfunkcyjnych gawędziarstwa. „Wrzawa śmiertelnych” to przyszły klasyk. Fantasy Book Critic
Premiera: 29 maja 2012 r.
Ilość stron: 888
Cena: 49,00 zł
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka