Króciutka historia, o której w sumie nie wiem, co powiedzieć, poza "warto przeczytać".
Kiedy 12-letni chłopiec przenosi się z Seulu do miasteczka na prowincji i zaczyna tam naukę w szkole, jest przekonany, że zaimponuje kolegom i zostanie liderem. Okazuje się jednak, że natychmiast pada ofiarą charyzmatycznego i skorumpowanego zarazem Om Sok-dae – gospodarza klasy. Przemoc, zastraszanie i skomplikowane intrygi zapewniają mu sukces: chłopcy są posłuszni, a jego najwyższa pozycja w hierarchii klasowej pozostaje niezachwiana.
To historia opowiedziana z perspektywy dorosłego już mężczyzny, który wspomina brutalną walkę, jaką musiał stoczyć w poszukiwaniu sprawiedliwości, a także własnego „ja”.
Ta intrygująca alegoria systemu politycznego i władzy, często porównywana do Władcy much, zaczyna się jako prosta opowieść o dominacji w szkolnej klasie, lecz rozwija się w chłodną przypowieść o żądzy władzy i desperackiej potrzebie akceptacji.
Nasz skrzywiony bohater wprost podchodzi do swojego głównego tematu. Towarzysząc głównemu bohaterowi, dwunastoletniemu Byongtae wchodzącemu w nowe środowisko, czytelnik spotyka się z autorytarnym sposobem sprawowania władzy. Mimo że powieść skupia się na niewielkiej grupie uczniów jednej klasy, opisywaną sytuację można bez problemu przenieść na grunt polityczno-gospodarczy.


