Autor: Lisi Harrison
Seria: Monster High, #2
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: 7 września 2011 r. (premiera: kwiecień 2011)
Ilość stron: 264
Ameryka ma to do siebie, że tworzy hity. Kiedy w 2007 roku na rynku pojawiły się pierwsze laleczki z serii Monster High, prawdopodobnie nikt nie przypuszczał, że okażą się tak pożądanym towarem. Niebawem rynek zalały kolejne gadżety, serial animowany, wreszcie książka. Która MUSIAŁA okazać się komercyjnym sukcesem...
Akcja Upiora z sąsiedztwa rozpoczyna się tuż po zakończeniu Upiornej szkoły. W Salem w stanie Oregon pasuje ogromny chaos wywołany niesamowitym "występem" na balu Frankie - potomkini Franka Steina - i Bretta, który niemal natychmiast trafia do szpitala. Media węszą sensację, szukająca zemsty na córce potwora "normalska" Bekka chce wykorzystać zamieszanie i publicznie zdemaskować chociaż część RAD-owców. A to dopiero początek kłopotów, w końcu tożsamości młodych, atrakcyjnych i pewnych siebie nastoletnich potworów nie da się ukrywać wiecznie...
Fabuła książki na pewno nie należy do najbardziej ambitnych czy nieprzewidywalnych na rynku. Mamy tu ogromny wachlarz nastolatków połączonych różnymi relacjami i to na nich opiera się cała intryga. Ktoś kogoś zawiódł, ktoś się w kimś zakochał (z wzajemnością albo i bez...), a kolejna osoba zapragnęła dla siebie całej uwagi... Główną postacią wciąż pozostaje Frankie, ale normalska Melody Carver schodzi lekko w cień i ustępuje miejsca Cleo, potomkini egipskich władców. Z resztą konflikt (o dziwo nie o chłopaka!) między dwiema przedstawicielkami RADu to jeden z głównych wątków historii. W Upiorze z sąsiedztwa nie znajdziemy niespodziewanych zwrotów akcji, co jednak zupełnie nie przeszkadza w lekturze. Zakończenie ponownie daje autorce szerokie pole do popisu, kontynuacja zapowiada się interesująco (choć podobnie jak wcześniejsze części).
Przede wszystkim dzięki bohaterom. Może i są płytcy, dziecinni, aroganccy i irytujący, jednak autorka wprowadziła tyle postaci, że na pewno znajdziemy wśród nich swojego ulubieńca. Ja niestety nie zapałałam szczególną sympatią do żadnej z "głównych" dziewczyn: Frankie zachowywała się zdecydowanie zbyt nieodpowiedzialnie, Melody zbyt szybko zmieniła się z szarej myszki w (niemal) szkolną diwę, a Cleo... w sumie mogłaby być. Bohaterowie przedstawieni są tylko powierzchownie, ale od książki dla młodzieży właśnie tego można oczekiwać.
Kolejną zaletą jest lekki w odbiorze styl pisania. Autorka operuje synonimami, unika powtórzeń. Kreowane przez nią opisy otoczenia są krótkie ale sugestywne i plastyczne, działają na wyobraźnię. Niektórym może przeszkadzać skupienie na odzieży bohaterek - na szczęście nie zostajemy zasypani nazwami marek (jak w Błękitnokrwistych) a jedynie ich wyglądem (kolor, fason...). Cóż, okładkowe hasło "stylowe potwory" ma swoje prawa... Nie najwyższych lotów humor, głównie słowny, mimo wszystko wzbudza niewymuszony chichocik - ja doskonale się bawiłam.
Na zakończenie spieszę pochwalić jakość polskiego wydania. Tłumaczka dobrze poradziła sobie z młodzieżowym slangiem i neologizmami. Błędy zdarzają się bardzo sporadycznie. Podoba mi się pomysł wyróżniania SMSów oraz - przede wszystkim - prosta okładka z czaszką ozdobioną egipską koroną. Bukowy Las ponownie nie zawiódł na tym polu.
Upiór z sąsiedztwa to przykład świetnej pozycji rozrywkowej skierowanej głównie dla nastolatków. Idealna propozycja, jeśli szukacie czegoś relaksującego, niewymagającego skupienia i krótkiego (jeden-dwa wieczory). Nic nowego, kolejne schematy, ale niesamowicie przyjemne w odbiorze. Nie czytaliście Upiornej szkoły? To nic - myślę, że odnajdziecie się w akcji. Ale i tak zachęcam, by zapoznać się z obydwiema częściami. Tymczasem czekam na trzeci tom...
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: zajętym nauką nastolatkom poszukującym "odmóżdżającej" lektury
Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Bukowy Las!

