Mam wrażenie, że pisanie retellingów znanych historii czy bajek stało się ostatnio swego rodzaju modą. Z jednej strony powinno to ułatwić kreowanie świata przedstawionego - autor może oprzeć się na stworzonych przez kogoś innego fundamentach, a i czytelnik prawdopodobnie będzie kojarzył realia czy bohaterów - z drugiej stanowi to jednak poważne wyzwanie. Jak poradziła sobie z tym Anita Grace Howard w swoim retellingu Alicji z Krainy Czarów?
Życie Alyssy nie jest usłane różami: jej matka trafiła do szpitala psychiatrycznego, co stanowi powód do drwin rówieśników, a ona sama słyszy głosy roślin i owadów, co budzi w niej obawę, że i ona powinna zostać zamknięta w zakładzie - dopełniając tym samym klątwy szaleństwa, której ofiarą padają kobiety z jej rodziny. Podczas jednej z wizyt w szpitalu dochodzi do bardzo dziwnego zdarzenia, które każe dziewczynie podejrzewać, że jej matka być może wcale nie oszalała. Poszukiwania pozwalają jej odkryć ważną tajemnicę rodziny: znana z książek Kraina Czarów faktycznie istnieje, a wyprawa do niej może ocalić jej matkę przed "rewolucyjną" terapią elektrowstrząsami. Alyssa przechodzi przez lustro i wskakuje do króliczej nory, by naprawić popełniony przez rodzicielkę błąd i zdjąć klątwę. W podróży przez fantastyczny świat towarzyszyć jej będzie dwóch chłopaków: Jeb, stary przyjaciel i obiekt westchnień, oraz Morpheus, tajemnicza i pociągająca istota z tego "innego" uniwersum.
