Tytuł: Złodziej grobów (org. The Grave Thief)
Autor: Tom Lloyd
Seria: Królestwo zmierzchu, #3 (org. Twilight Reign)
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 13 sierpnia 2009 r. (premiera: styczeń 2008)
Ilość stron: 564
Tom Lloyd zadebiutował stosunkowo niedawno, ale ambitnie. Jego seria Królestwo zmierzchu zdobyła wielu fanów, do których mogę się śmiało zaliczyć. Po trochę długiej, kilkumiesięcznej przerwie (podczas której wiele książek przeczytałam i wiele detali z cyklu zapomniałam...), wreszcie do niego wróciłam.
Po spektakularnym upadku Scree (końcówka Herolda zmierzchu), sytuacja w Krainach powinna się ustabilizować. Powinna, ale przecież książki nie są po to, by opowiadać o czasach pokoju! Bogowie wpadli w gniew, całe nacje ogarnie religijne szaleństwo, a kolejne Kryształowe Czaszki - potężne magiczne artefakty - aż proszą się o ich odnalezienie. To jeszcze nie wszystko: pojawia się ktoś potężniejszy od bogów! Ktoś, kogo moc przekracza wszelkie wyobrażenia. Do tego dochodzi mały chłopiec, którego rola w nadchodzących wydarzeniach politycznych wydaje się niebagatelna... Czy bohaterowie (a wraz z nimi Czytelnik) połapią się w tej plątaninie?
Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Autor w Złodzieju grobów, podobnie jak w poprzednich tomach, nie oszczędza się, knuje, spiskuje, planuje intrygi, wprowadza mylne tropy i niedopowiedzenia. Nie ucieka przed politycznymi czy strategicznymi dywagacjami, które nieraz ciągną się przez kilka stron, co nie każdemu odpowiada. Mimo wszystko postacie w powieści jakoś nadążają za akcją. Gorzej z Czytelnikami - ci mniej uważni zapewne niedługo zgubią się w natłoku faktów, zaczną biernie przebiegać wzrokiem po kolejnych linijkach stwierdzając "I tak nie wiem, o co chodzi, po co się zaczytywać?". Dlatego ocenę fabuły muszę pozostawić każdemu Odbiorcy z osobna - ja sama ten element zaczęłam doceniać dopiero w połowie, kiedy na dobre odświeżyłam sobie wszystkie wątki (z czasem "szufladki" w głowie same się otwierają i podsuwają pewne wskazówki - na pewno to znacie).
Pan Lloyd zdawał sobie jednak sprawę ze złożoności wykreowanego przez siebie uniwersum. Na samym początku książki znajdziemy niewielką, ale czytelną mapkę, a zaraz za nią czterostronicowe streszczenie Herolda zmierzchu. Streszczenie, które i tak nic nie powie osobie, która nie czytała drugiej części albo zrobiła to dawno temu lub nieuważnie. Na końcu tomu znajdziemy jeszcze bogaty indeks postaci: pomocny, gdy nagle pojawi się (niekoniecznie)-trochę-swojsko-brzmiące imię.
Powieści nie można odmówić wielkiej dbałości o bohaterów. Wszyscy z nich skonstruowani są wręcz obłędnie szczegółowo, sprawiają wrażenie żywcem wziętych z "naszego" świata: mają swoje problemy, radości i smutki, do których dochodzi jeszcze fanatyzm religijny jednostek... Majstersztyk! Autor zgrabnie operuje piórem, dba o odpowiedni "charakter" wypowiedzi postaci, nie unika brzydkich słów (występują sporadycznie). Dużo miejsca poświęca na drobiazgowe opisy, co trochę mnie drażniło: niepotrzebnie spowalniało akcję, wydłużało książkę, skłaniało do przeskakiwania wzrokiem kilka wersów poniżej. Nie mogę nie wspomnieć o cudownym wręcz wyczuciu stylu, czyli mnogości synonimów. To miła odmiana po większości książek młodzieżowych, których autorzy operują niewielką ilością wyrazów podobnych.
Na zakończenie składam hołd polskiej tłumaczce oraz korekcie. Drodzy Państwo, jesteście wspaniali. Na ponad pięciuset stronach nie wyłapałam żadnego błędu (choćby interpunkcyjnego), a bez odpowiedniego tłumaczenia nawet najlepsza książka czyta się topornie. Jeszcze raz brawa, oby więcej tak dopieszczonych książek na naszym rynku!
Podsumowując, Złodziej grobów skierowany jest do wąskiego grona Czytelników. Pan Lloyd, gnając z akcją, wprowadzając mylne tropy i coraz więcej postaci, uniemożliwia nadążenie za akcją tym, którzy nie znają poprzednich tomów. Do nich skieruję słowa: czytajcie, bo naprawdę warto, czeka na Was kolejna porcja polityki, spisków, a na koniec - naprawdę niesamowita bitwa! Pozostałym, którzy nie znają jeszcze historii z Krain, odradzam lekturę, zachęcam jednak do tomu pierwszego - bo taką przygodę warto zacząć.
Ocena końcowa: 4/6
Polecam: zaznajomionym z poprzednimi tomami serii
"Zamknięta książka jest niema; przemówi tylko wtedy, gdy zostanie otwarta." E.E. Schmitt
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tom Lloyd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tom Lloyd. Pokaż wszystkie posty
środa, 26 października 2011
czwartek, 30 czerwca 2011
"Herold zmierzchu" - Tom Lloyd
Tytuł: Herold zmierzchu (org. The Twilight Herald)
Autor: Tom Lloyd
Seria: Królestwo zmierzchu, #2 (org. Trilight Reigns)
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 14 listopada 2008 (premiera: sierpień 2007)
Ilość stron: 584
Pierwsza część sagi autorstwa Toma Lloyda mnie zafascynowała. Fakt, nie była idealna, momentami lektura się niemiłosiernie dłużyła, ale postanowiłam sięgnąć po tom drugi. Czy spełnił moje oczekiwania?
Isak jest lordem Farlanu już od jakiegoś czasu. Otacza się zaufanymi towarzyszami, których poznaliśmy w poprzedniej części. Z nieznanego mu powodu jego wierny kompan, król Emin, wyrusza do Scree. Młody władca, myśląc, że Emin wpadł na trop jakiegoś spisku, wyrusza jego śladem. Jednocześnie wysyła dwóch poddanych na poszukiwania nawiedzającej go w snach Xeliath. Przywódca wrogiego obozu, Styrax, także wyrusza w kierunku tego niepozornego państwa-miasta, znajdującego się z rękach żeńskiego Białego Kręgu. Czemu wszyscy zmierzają akurat do Scree? Co z tego wyniknie?
Na początek warto napisać, że znajomość części pierwszej nie jest konieczna, by zrozumieć Herolda zmierzchu. Starych bohaterów można świetnie poznać podczas lektury tego tomu, autor wprowadza też nowe postacie, mniej lub bardziej istotne dla rozwoju fabuły. Wydarzenia śledzimy z kilku perspektyw: przebywamy u boku Isaka, jego doradców, Styraxa, w szeregach Białego Kręgu czy w piwnicach, gdzie kryje się pewien opat-badacz. Możemy docenić, jak drobiazgowo zaplanowany jest świat wykreowany przez pana Lloyda.
Autor zdecydowanie poprawił swój warsztat literacki. Początek - dwa prologi wprowadzające nowych bohaterów - intryguje czytelnika, pierwsze rozdziały utrzymują zainteresowanie. A kiedy kolejne oddziały zaczynają maszerować na Scree - każdy w innym celu - wciągamy się jeszcze bardziej. Bohaterowie nie zdają sobie sprawy, że ich wędrówka nie jest przypadkowa. Także czytelnik odkrywa to stopniowo, ale w ostatecznym rozrachunku wszystkie wątki tworzą spójną i ciekawą całość.
Muszę wyrazić uznanie dla umiejętności wpływania na wyobraźnię czytelnika. Opisy krajobrazów pozwalają wizualizować sobie otoczenie. Sceny batalistyczne, mimo ich "krwawości" i brutalności, czyta się szybko i przyjemnie (nie, nie jestem masochistką xD), także wyobrażanie ich nie sprawiło mi żadnych trudności. Autor używa lekko starodawnego języka, który jeszcze bardziej wprowadza nas w świat przedstawiony. Dziękuję tłumaczom - odwalili naprawdę dobrą robotę, utrzymując klimat (a może nawet go ulepszając).
Lektura Herolda zmierzchu była dla mnie jeszcze lepszą rozrywką niż Siewcy burzy. Być może to dzięki "wgryzieniu" w świat przedstawiony, ale także samodoskonalenie autora nie pozostało bez echa. Dużo lepsze rozplanowanie fabuły, dzięki któremu nie uświadczymy nudnych przestojów, oraz mnóstwo ciekawych pomysłów sprawiają, że książkę oceniam wysoko. Czekam na trzecią część. Mam nadzieję, że także Was uda mi się przekonać do "poważnej" fantastyki, gdzie wampiry nie zadają się z licealistkami, a bitwy toczone są ogniem i mieczem, nie magią i miłością.
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: miłośnikom fantastyki; czytelnikom nie bojącym się czytania o brutalności fantastycznych światów
Autor: Tom Lloyd
Seria: Królestwo zmierzchu, #2 (org. Trilight Reigns)
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 14 listopada 2008 (premiera: sierpień 2007)
Ilość stron: 584
Pierwsza część sagi autorstwa Toma Lloyda mnie zafascynowała. Fakt, nie była idealna, momentami lektura się niemiłosiernie dłużyła, ale postanowiłam sięgnąć po tom drugi. Czy spełnił moje oczekiwania?
Isak jest lordem Farlanu już od jakiegoś czasu. Otacza się zaufanymi towarzyszami, których poznaliśmy w poprzedniej części. Z nieznanego mu powodu jego wierny kompan, król Emin, wyrusza do Scree. Młody władca, myśląc, że Emin wpadł na trop jakiegoś spisku, wyrusza jego śladem. Jednocześnie wysyła dwóch poddanych na poszukiwania nawiedzającej go w snach Xeliath. Przywódca wrogiego obozu, Styrax, także wyrusza w kierunku tego niepozornego państwa-miasta, znajdującego się z rękach żeńskiego Białego Kręgu. Czemu wszyscy zmierzają akurat do Scree? Co z tego wyniknie?
Na początek warto napisać, że znajomość części pierwszej nie jest konieczna, by zrozumieć Herolda zmierzchu. Starych bohaterów można świetnie poznać podczas lektury tego tomu, autor wprowadza też nowe postacie, mniej lub bardziej istotne dla rozwoju fabuły. Wydarzenia śledzimy z kilku perspektyw: przebywamy u boku Isaka, jego doradców, Styraxa, w szeregach Białego Kręgu czy w piwnicach, gdzie kryje się pewien opat-badacz. Możemy docenić, jak drobiazgowo zaplanowany jest świat wykreowany przez pana Lloyda.
Autor zdecydowanie poprawił swój warsztat literacki. Początek - dwa prologi wprowadzające nowych bohaterów - intryguje czytelnika, pierwsze rozdziały utrzymują zainteresowanie. A kiedy kolejne oddziały zaczynają maszerować na Scree - każdy w innym celu - wciągamy się jeszcze bardziej. Bohaterowie nie zdają sobie sprawy, że ich wędrówka nie jest przypadkowa. Także czytelnik odkrywa to stopniowo, ale w ostatecznym rozrachunku wszystkie wątki tworzą spójną i ciekawą całość.
Muszę wyrazić uznanie dla umiejętności wpływania na wyobraźnię czytelnika. Opisy krajobrazów pozwalają wizualizować sobie otoczenie. Sceny batalistyczne, mimo ich "krwawości" i brutalności, czyta się szybko i przyjemnie (nie, nie jestem masochistką xD), także wyobrażanie ich nie sprawiło mi żadnych trudności. Autor używa lekko starodawnego języka, który jeszcze bardziej wprowadza nas w świat przedstawiony. Dziękuję tłumaczom - odwalili naprawdę dobrą robotę, utrzymując klimat (a może nawet go ulepszając).
Lektura Herolda zmierzchu była dla mnie jeszcze lepszą rozrywką niż Siewcy burzy. Być może to dzięki "wgryzieniu" w świat przedstawiony, ale także samodoskonalenie autora nie pozostało bez echa. Dużo lepsze rozplanowanie fabuły, dzięki któremu nie uświadczymy nudnych przestojów, oraz mnóstwo ciekawych pomysłów sprawiają, że książkę oceniam wysoko. Czekam na trzecią część. Mam nadzieję, że także Was uda mi się przekonać do "poważnej" fantastyki, gdzie wampiry nie zadają się z licealistkami, a bitwy toczone są ogniem i mieczem, nie magią i miłością.
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: miłośnikom fantastyki; czytelnikom nie bojącym się czytania o brutalności fantastycznych światów
czwartek, 16 czerwca 2011
"Siewca burzy" - Tom Lloyd
Tytuł: Siewca burzy (org. The Stormcaller)
Autor: Tom Lloyd
Seria: Królestwo zmierzchu, #1 (org. Twilight Reign)
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 31 marca 2008 (premiera: marzec 2006)
Ilość stron: 496
Raz na jakiś czas warto przeczytać coś, co nie jest kolejnym paranormalem ani romansem. Coś dla "poważnego fana fantastyki". Mój wybór padł na Toma Lloyda i jego wciąż kontynuowaną serię (i nie ma to nic wspólnego z obecnością słowa "zmierzch" w nazwie serii ;)).
Isak - siedemnastoletni Białooki - nie ma szczęśliwego życia. Jego współplemieńcy boją się go, odsunęli się od niego, a własny ojciec darzy szczerą nienawiścią i obwinia za śmierć matki. Jedynym sojusznikiem jest stary Carel, były strażnik władcy Farlanu. Chłopak - zupełnie niespodziewanie - zostaje wybrany na kranna (następcę) aktualnie rządzącego Krainą lorda Bahla. Decyzja bogów o wyborze budzi wiele kontrowersji wśród wszystkich klas społecznych, Farlanie muszą jednak zainteresować się polityką. Z nieznanych przyczyn Elfy zaczynają atakować sąsiednie terytoria, także rasa Chetse wdaje się w konflikty zbrojne... Czyżby miało to związek z Wybrańcem i czy miałby nim zostać właśnie Isak? Czy bogowie mają jakieś plany odnośnie swoich śmiertelnych poddanych?
Sięgając po tę książkę, nie wiedziałam, czego się spodziewać. Liczyłam na opowieść pełną wartkiej akcji, niespodziewanych wydarzeń i dobrze przedstawionych bohaterów. W pewnym sensie się zawiodłam.
Fabuła jest spójna, ale płynie nierówno. Autor, zarzuciwszy nas na początku mnóstwem obco brzmiących imion i nazw (wraz z politycznymi koneksjami), po jakimś czasie daje nam czas na oswojenie się z nimi: jesteśmy wtedy świadkami długich dyskusji między bohaterami. Kiedy wiemy już wystarczająco wiele, akcja przyspiesza, postaci coś robią (np. wyruszają w podróż lub oglądają turniej), po czym znów następuje przestój... Muszę jednak przyznać, że pan Lloyd bardzo dobrze i ciekawie opisuje potyczki - czułam się jak obserwatorka starć, których doświadczał Isak.
Postaci nie należą do sztampowych, ich charaktery są wyraźnie zarysowane. Dzięki temu - mimo mnogości imion - nie mylimy bohaterów, pamiętając o choćby jednej (najczęściej tylko jednej) cesze wyróżniającej. Isak jest porywczy, choć stara się nad tym panować, za to Bahl nie dba o swój wizerunek i wścieka się, kiedy mu się podoba. Tila - jedyna ważniejsza postać żeńska - to troskliwa i cierpliwa niewiasta, "opiekunka" młodego Białookiego. Carel, stary wojak, to typowy "oschły mentor" - z zewnątrz nieprzyjemny, w głębi duszy mocno kocha swojego ucznia. Lord Vesna - ostatni z najważniejszej plejady - ma przypiętą łatkę uwodziciela, ale i jego z czasem trafi strzała Amora...
Ogromnym plusem tej pozycji jest język i styl pisania. Autor zgrabnie opisuje krajobrazy, które niemal same formują się w naszej wyobraźni, nie przesadza jednak z nieistotnymi detalami. Być może to zasługa narracji trzecioosobowej: żadna Bardzo Emocjonalna LaLA nie dostrzega tutaj podobieństwa drzewa do JEGO figury ani nie wyobraża sobie zachodu słońca w JEGO ramionach. Nie znajdziemy tutaj również wulgaryzmów - zaskoczyło mnie to, ale na pewno nie zawiodło ;)
Siewca burzy stanowi dopiero wstęp do serii (na dzień dzisiejszy obejmującej pięć tomów), co w pewnym sensie usprawiedliwia nierówny przepływ akcji i chwilową nudę. Zakończenie intryguje, szykuje się pasjonująca bitwa - ale dopiero w kolejnej części. Cała seria zapowiada się interesująco i mam nadzieję, że autor wykorzysta potencjał wykreowanego przez siebie uniwersum.
Książkę mogę polecić fanom klasycznej fantastyki, w której najistotniejsze są polityka i bitwy, romans i magia schodzą na dalszy plan (ale wciąż są obecne). Reszcie Czytelników nie odradzam, ale sumiennie ostrzegam - możecie się zrazić do gatunku.
Ocena końcowa: 4+/6
Polecam: miłośnikom fantastyki, którzy mają ochotę na wielotomową, ciekawie zapowiadającą się serię
Autor: Tom Lloyd
Seria: Królestwo zmierzchu, #1 (org. Twilight Reign)
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 31 marca 2008 (premiera: marzec 2006)
Ilość stron: 496
Raz na jakiś czas warto przeczytać coś, co nie jest kolejnym paranormalem ani romansem. Coś dla "poważnego fana fantastyki". Mój wybór padł na Toma Lloyda i jego wciąż kontynuowaną serię (i nie ma to nic wspólnego z obecnością słowa "zmierzch" w nazwie serii ;)).
Isak - siedemnastoletni Białooki - nie ma szczęśliwego życia. Jego współplemieńcy boją się go, odsunęli się od niego, a własny ojciec darzy szczerą nienawiścią i obwinia za śmierć matki. Jedynym sojusznikiem jest stary Carel, były strażnik władcy Farlanu. Chłopak - zupełnie niespodziewanie - zostaje wybrany na kranna (następcę) aktualnie rządzącego Krainą lorda Bahla. Decyzja bogów o wyborze budzi wiele kontrowersji wśród wszystkich klas społecznych, Farlanie muszą jednak zainteresować się polityką. Z nieznanych przyczyn Elfy zaczynają atakować sąsiednie terytoria, także rasa Chetse wdaje się w konflikty zbrojne... Czyżby miało to związek z Wybrańcem i czy miałby nim zostać właśnie Isak? Czy bogowie mają jakieś plany odnośnie swoich śmiertelnych poddanych?
Sięgając po tę książkę, nie wiedziałam, czego się spodziewać. Liczyłam na opowieść pełną wartkiej akcji, niespodziewanych wydarzeń i dobrze przedstawionych bohaterów. W pewnym sensie się zawiodłam.
Fabuła jest spójna, ale płynie nierówno. Autor, zarzuciwszy nas na początku mnóstwem obco brzmiących imion i nazw (wraz z politycznymi koneksjami), po jakimś czasie daje nam czas na oswojenie się z nimi: jesteśmy wtedy świadkami długich dyskusji między bohaterami. Kiedy wiemy już wystarczająco wiele, akcja przyspiesza, postaci coś robią (np. wyruszają w podróż lub oglądają turniej), po czym znów następuje przestój... Muszę jednak przyznać, że pan Lloyd bardzo dobrze i ciekawie opisuje potyczki - czułam się jak obserwatorka starć, których doświadczał Isak.
Postaci nie należą do sztampowych, ich charaktery są wyraźnie zarysowane. Dzięki temu - mimo mnogości imion - nie mylimy bohaterów, pamiętając o choćby jednej (najczęściej tylko jednej) cesze wyróżniającej. Isak jest porywczy, choć stara się nad tym panować, za to Bahl nie dba o swój wizerunek i wścieka się, kiedy mu się podoba. Tila - jedyna ważniejsza postać żeńska - to troskliwa i cierpliwa niewiasta, "opiekunka" młodego Białookiego. Carel, stary wojak, to typowy "oschły mentor" - z zewnątrz nieprzyjemny, w głębi duszy mocno kocha swojego ucznia. Lord Vesna - ostatni z najważniejszej plejady - ma przypiętą łatkę uwodziciela, ale i jego z czasem trafi strzała Amora...
Ogromnym plusem tej pozycji jest język i styl pisania. Autor zgrabnie opisuje krajobrazy, które niemal same formują się w naszej wyobraźni, nie przesadza jednak z nieistotnymi detalami. Być może to zasługa narracji trzecioosobowej: żadna Bardzo Emocjonalna LaLA nie dostrzega tutaj podobieństwa drzewa do JEGO figury ani nie wyobraża sobie zachodu słońca w JEGO ramionach. Nie znajdziemy tutaj również wulgaryzmów - zaskoczyło mnie to, ale na pewno nie zawiodło ;)
Siewca burzy stanowi dopiero wstęp do serii (na dzień dzisiejszy obejmującej pięć tomów), co w pewnym sensie usprawiedliwia nierówny przepływ akcji i chwilową nudę. Zakończenie intryguje, szykuje się pasjonująca bitwa - ale dopiero w kolejnej części. Cała seria zapowiada się interesująco i mam nadzieję, że autor wykorzysta potencjał wykreowanego przez siebie uniwersum.
Książkę mogę polecić fanom klasycznej fantastyki, w której najistotniejsze są polityka i bitwy, romans i magia schodzą na dalszy plan (ale wciąż są obecne). Reszcie Czytelników nie odradzam, ale sumiennie ostrzegam - możecie się zrazić do gatunku.
Ocena końcowa: 4+/6
Polecam: miłośnikom fantastyki, którzy mają ochotę na wielotomową, ciekawie zapowiadającą się serię
Recenzja napisana dla serwisu Elizjon.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)
