Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Christopher Paolini. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Christopher Paolini. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 grudnia 2011

"Dziedzictwo tom I" - Christopher Paolini

Tytuł: Dziedzictwo tom I (org. Inheritance)
Autor: Christopher Paolini
Seria: Dziedzictwo, #4.1
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 9 listopada 2011 r. (premiera: listopad 2011)
Ilość stron: 400

Spotkaliście się z opinią, że mężczyznę ocenia się nie po tym, jak zaczyna, ale po tym jak kończy? Choć pogląd ten niekoniecznie tyczy się literatury, i w jej przypadku można go przytoczyć. Oto przed nami początek końca, czyli pierwszy tom ostatniej części tetralogii (pierwotnie trylogii) Dziedzictwo.

Szczegółowe opisywanie fabuły tego woluminu mija się z celem, ujawniłoby zbyt wiele tajemnic wcześniejszych części. Przypomnę więc jedynie ogólny rys: piętnastoletni wieśniak imieniem Eragon znajduje w lesie dziwny niebieski kamień. Jak się okazuje, jest to jajo - smocze jajo - z którego niebawem wykluwa się Saphira, ostatnia smoczyca. Młody bohater nagle staje się Smoczym Jeźdźcem, którego przeznaczeniem jest obalenie okrutnego i bezwzględnego władcy Alagaesii, potężnego maga i Smoczego Jeźdźca, Galbatorixa. Czy podołają tej misji? Czy dobro po raz kolejny zatryumfuje?

Dziedzictwo to definitywnie ostatnia część serii, pora pozamykać wiele rozpoczętych wątków. Po mało emocjonującym (właściwie usypiającym) Brisingrze, nadchodzi czas na przyspieszenie tempa wydarzeń. Paolini serwuje wiernym czytelnikom batalistyczną ucztę: znajdziemy tu aż trzy poważne starcia między dobrem i złem. Ich ocena zależy od gustu, bowiem autor opisuje starcia drobiazgowo, każdy unik, machnięcie jest "uwiecznione" na papierze. Wprowadza to pewne ograniczenia (w walce towarzyszymy tylko głównemu bohaterowi, nie znamy działań pozostałych) i może irytować; mnie nie przeszkadzało, ale też niespecjalnie zachwycało.

Oczywiście książka opisuje nie tylko walki i nie tylko dzieje Eragona. Istotną postacią jest też jego kuzyn Roran, który dołączył do plejady najważniejszych bohaterów już w Najstarszym, kiedy to wyprowadził wieśniaków z Carvahall (w tym miejscu na klawiaturę cisnęły mi się słowa "...swój lud z Egiptu" XD). Dopóki krewniacy działają w dwóch różnych miejscach - czyli mniej więcej do połowy tomu - co kilka rozdziałów "przeskakujemy" między nimi, później akcja ogranicza się do jednego obozu. A tam mamy wszystkiego po trochu: miłości, radości, ale właściwie żadnych nowych wątków pobocznych! Najwyraźniej pan Christopher na koniec odpuścił sobie sztuczne wydłużanie powieści - to na plus. Na minus: brak niespodziewanych zwrotów akcji. Tylko raz poczułam się zaskoczona, pozostałych fabularnych zawijasów niespodziankami bym nie nazwała.

Bohaterów zdążyliśmy poznać w poprzednich częściach. Ucieszyłam się, że autor nie uciekł się do praktykowanego przez wielu pisarzy sztucznego "dramatyzowania" przez uśmiercanie ważnych postaci w hurtowych ilościach. Jak to na wojnie, ofiary się zdarzają, ale bez przesady (tak, piję tutaj do siódmego tomu serii o bliznowatym czarodzieju w okrągłych okularkach). Czy drugi tom przyniesie więcej takich zagrań? Oby nie...

Mam jednak przykre wrażenie, że Paolini pisał ten tom niedbale, jak najszybciej, na czym ogromnie ucierpiały język i styl. Częste powtórzenia, ubogie słownictwo (a może to wina tłumacza?), maksymalne ograniczenie długich i drobiazgowych opisów, które tak polubiłam w poprzednich częściach... Ten tom czytało mi się zdecydowanie najtrudniej, mimo ciekawszej niż w Brisingrze fabuły.

Na koniec słówko o polskim wydaniu. MAG podjął kontrowersyjną decyzję i podzielił Inheritance na dwa tomy. Z jednej strony to dobra decyzja: książkę otrzymaliśmy na drugi dzień po światowej premierze, do tego czyta się łatwiej: literki i odstępy między liniami są większe, marginesy (zwłaszcza wewnętrzne) szersze. Z drugiej: czytelnik musi zapłacić dwukrotnie... Tłumaczenie jest bardzo dobre, błędy sporadyczne. Okładka właściwie identyczna z oryginałem - stonowana zieleń, ciekawa jestem co to za smoczek ;)

Pierwszy tom Dziedzictwa niestety nie spełnił moich oczekiwań. Owszem, dzieje się więcej, z kart wręcz wylewa się akcja, ale to już nie to samo. Gdzieś zniknął urok poprzednich części, ulotniły się pobudzające wyobraźnię opisy. Mam nadzieję, że tempo wydarzeń w drugim tomie nie zwolni, a autor przygotował dla czytelników coś ekstra. Szkoda byłoby, gdyby seria zawiodła na samym końcu (Eragon dużo bardziej mi się podobał)...
Ocena końcowa: 4-/6
Polecam: fanom serii; miłośnikom historii o smokach, magii, potyczkach między fantastycznymi rasami

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu MAG
 
++++++++++

A teraz czas na podsumowanie roku 2011, który w dniu dzisiejszym żegnamy!

Odkąd założyłam bloga (23 grudnia 2010 - jakoś umknęła mi ta rocznica :( ) opublikowałam 113 postów. Dzięki Wam przetrwałam pierwszy roczek i mam nadzieję, że w 2012 roku dalej będziecie mnie wspierać :) Bowiem nic tak nie motywuje jak widok kolejnych komentarzy pod recenzjami - szczególnie tych troszkę dłuższych niż "(nie) przeczytam", ale i takimi nie gardzę, bo sama nieraz podobne zostawiam. Ogólnie doliczyłam się 1334 komentarzy - kolejna rocznica zwiała (chciałam jakoś uczcić tysięczny, teraz poczekam na 1500).

W roku pańskim 2011 przeczytałam 92 książki - jestem ogromnie zadowolona z tego wyniku (zakładałam jakieś 60...). Prawdopodobnie wszystkie zostały zrecenzowane, starałam się publikować recenzje po każdej skończonej lekturze.

Nawiązałam też współpracę recenzencką z kilkoma wydawnictwami. Szczególnie blisko związałam się z Wilgą - dziękuję Pani Agato, za wszystko! Każda współpraca bardzo mnie cieszy i motywuje, żeby czytać  więcej i pisać lepsze - ale niekoniecznie pochlebne - recenzje. Taki obowiązek / przywilej recenzenta :D

W nowym roku chciałabym życzyć Wam, drodzy Czytelnicy, szczęścia i spokoju, spełnienia marzeń i wielu przyjemnych chwil. Zamierzam też zorganizować jakąś spóźnioną, urodzinową wygrywajkę - muszę tylko wymyślić, co Wam podarować :)

Do siego roku 2012!!

piątek, 9 września 2011

"Brisingr" - Christoper Paolini

Tytuł: Brisingr (org. Brisingr)
Autor: Christopher Paolini
Seria: Dziedzictwo, #3 (org. Inheritance)
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 14 listopada 2008 r. (premiera: wrzesień 2008)
Ilość stron: 624

Gdy Christopher Paolini zaczynam pisać Eragona, miał piętnaście lat. Trzeci tom jego cyklu ujrzał światło dzienne całą dekadę później. Czy dziesięć lat to dość dużo, by utworzyć dobry, zamknięty cykl?

Po bitwie na Płonących Równinach Eragon i Saphira nie mają czasu na odpoczynek. Roran domaga się pomocy w odbiciu ukochanej z rąk Ra'zaków. Vardeni potrzebują pomocy w starciach z wojownikami Galbatorixa. Krasnoludy muszą wybrać nowego przywódcę. Należałoby znaleźć nową broń. Nie mówiąc już o powrocie do Ellesmery i dokończeniu przerwanego szkolenia. Eragon, składając wcześniej tak wiele obietnic i przysiąg, nie przypuszczał, że ich realizacja może zbiec się w czasie i stać się niemal niewykonalna...

Zaskoczył Was krótki opis fabuły? Z przykrością muszę stwierdzić, że w przypadku tego tomu po prostu nie ma o czym pisać. Po zakończeniu Najstarszego, ta część zapowiadała się na krwawą bitwę (z tego co wiem, seria miała być trylogią) wieńczącą ciekawą, barwnie opisaną historię. Tymczasem niemal cały Brisingr to "fillery", zapychacze, nic nie wnoszące wątki. Całą książkę, bez najmniejszej szkody dla fabuły, można skrócić o pierwsze (około) 500 stron, bo dopiero końcówka wprowadza nieco (NIECO) istotniejsze elementy.

Podobnie jak akcja, także bohaterowie nie ulegają znacznym czy ważnym zmianom. Eragon musi wybierać, komu być wiernym, poza tym gryzie go kwestia jego rodziny - i jest mu źle na duszy. Początkowo dba o wegetariańską dietę (dlaczego? sięgnijcie po Najstarszego), ale później przestaje się tym przejmować. Arya wciąż jest niedostępną, chłodną damą. Nasuada staje się bardziej bezwzględną władczynią, gotową za wszelką cenę bronić swojego narodu i panowania nad nim. Zmiana ta - jednak z nielicznych - jest bardzo dobrze widoczna, choć nie wiem, czy wychodzi tej postaci na dobre. Roran, który w poprzednim tomie wysunął się z cienia na drugi plan, wciąż na nim króluje, walczy, żeni się, walczy i... robi się coraz mniej sympatyczny. Postaci z każdą stroną coraz bardziej traciły w moich oczach.

Styl autora nie uległ zmianie. Wciąż niemal z namaszczeniem opisuje prozaiczne, banalne czynności, mnóstwo miejsca poświęca opisom przyrody i niepotrzebnych szczegółów architektury. Jego drobiazgowość przydaje się za to przy scenach batalistycznych, operuje bogatym słownictwem i niesamowicie pobudza wyobraźnię. Mimo wszystko język uważam za zbyt kwiecisty, dużo porównań, wtrąceń tylko wydłuża (i tak długą) książkę. A gdy w podziękowaniach przeczytałam, że tom przed korektą był jeszcze dłuższy, podziękowałam Bogu za istnienie rozsądnie myślących redaktorów prowadzących...

Polskie wydanie tym razem nie zawodzi. Błędów, tak interpunkcyjnych jak i ortograficznych nie znalazłam. Również odległość tekstu od klejenia jakby się zwiększyła, poprawiając komfort czytania.

Tak, Brisingr ma mnóstwo wad. Mimo wszystko oceniam go wysoko, ponieważ polubiłam ten przesadnie drobiazgowy styl Paoliniego, tkwi w nim jakiś urok. Mała ilość ważnych momentów umożliwiła mi ekspresowe zapoznanie się z treścią (nie musiałam się koncentrować, właściwie tylko pobieżnie przeglądałam kolejne linijki), a sama lektura sprawiła mi mnóstwo frajdy. Fani twórczości pana Christophera na pewno sięgną po tę część, nie znajdując w niej co prawda ważnych dla fabuły elementów, a jedynie kilkanaście godzin rozrywki. Pozostałym radziłabym zacząć od początku - łatwiej wciągniecie się w ten ciekawy, smoczy świat.
Ocena końcowa: 4/6
Polecam: fanom poprzednich części

Odpowiadając na pytanie zadane we wstępie - Dziedzictwo jeszcze się nie skończyło. Już niedługo w Polsce ukaże się czwarta - i ostatnia - część serii (która miała być trylogią).

niedziela, 7 sierpnia 2011

"Najstarszy" - Christopher Paolini

Tytuł: Najstarszy (org. Eldest)
Autor: Christopher Paolini
Seria: Dziedzictwo, #2 (org. Inheritance)
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: 4 listopada 2005 r. (premiera: sierpień 2005)
Ilość stron: 624

Do sięgnięcia po Eragona zachęcił (albo raczej "zainspirował") mnie film. Książka okazała się zupełnie inna, zaciekawiła mnie. Oczywisty skutek: zapragnęłam przeczytać część drugą. Niedawno w bibliotece udało się na nią natrafić...

Akcja Najstarszego rozpoczyna się natychmiast po zakończeniu Eragona. Autor próbuje trzymać się zasady Hitchcocka i na samym początku serwuje nam "trzęsienie ziemi" - napad niedobitków wrogiej armii na niewielki oddział Vardenów. Ginie król Ajihad, Morzan zostaje uznany za zaginionego. Nastoletni Eragon i jego smoczyca Saphira czują, że nie mogą już dłużej zwlekać, ruszają w kolejną Epicką Podróż, tym razem do Ellesmery, krainy Elfów. Równocześnie przedstawione jest Carvahall, rodzinna wioska głównego bohatera, którą próbują zająć poplecznicy złego Galbatorixa. Chodzi im o Rorana - liczą, że zna miejsce pobytu Eragona, przecież są kuzynami...

Fabularnie Najstarszy utrzymuje poziom części pierwszej. Główny wątek, czyli podróż do Ellesmery oraz trening, przedstawiony jest średnio interesująco, banalnie i przewidywalnie. Tytuł i okładka zdradzają za dużo, pojawienie się kolejnego smoka nie zaskakuje - przecież obrazek pokazuje "najstarszego", czerwonego smoka... Wydarzenia w Carvahall wypadają dużo korzystniej, być może za sprawą bardzo dobrej kreacji Rorana, ale o tym za chwilę. Akcję obserwujemy również, chyba najrzadziej, z perspektywy córki Ajihada i nowej przywódczyni Vardenów - Nasuady. Także te momenty mnie nie porwały: dominowały w nich średnio ciekawe dywagacje polityczne, chociaż później zrobiło się ciekawiej.
Pewnie nikogo nie zdziwi, że pod koniec tomu rozegra się bitwa, za to zaskoczeniem może być kilka ostatnich stron - nawet w najśmielszych snach nie przewidywałam czegoś takiego. Brawa dla autora.

Nie mogę nie pisać o bohaterach, przynajmniej tych najistotniejszych. Młodziutka Nasuada okazuje się zaskakująco dobrą władczynią, nie udaje jej się co prawda uniknąć kilku błędów. Dziewczyna jest idealnym uzasadnieniem przeczącej odpowiedzi na pytanie "Czy chcesz być królem?" - trudności związane z panowaniem krajem w czasie wojny potrafią przytłoczyć... Pozytywnym zaskoczeniem okazał się także Roran, starszy kuzyn Eragona. Chłopak stracił ojca, nic nie wie o swoim kuzynie (oprócz tego, ze jest odpowiedzialny za rodzinną tragedię), ale nie poddaje się, nie ma zamiaru oddawać się w ręce Galbatorixa i ginąć. Podejmuje czynny opór, co więcej do aktywności udaje mu się namówić współplemieńców. Fakt, miewałam wrażenie, że jest zbyt "napuszony", patetyczny, ale i tak podziwiałam jego odwagę i determinację.

Na tym tle słabiutko wypadają ci naprawdę główni bohaterowie, czyli Eragon i Saphira. Dorastający chłopak wykazuje wręcz zaskakującą monotematyczność, interesuje się właściwie tylko swoją misją oraz Arią, w której NAGLE zaczyna dostrzegać kobietę. Wątek miłosny rozwija się powoli, zdecydowanie sztucznie (ale to już kwestia charakteru Elfki...). Co do Saphiry: już w pierwszym tomie na nerwy działała mi nadopiekuńczość smoczycy, jej podejście do Jeźdźca, którego traktowała jak dzieciaka. W Najstarszym nic się nie zmieniło, mimo nieco częstszych sporów między tą dwójką. I tak wiadomo, że się pogodzą.

Językowo nie jest najgorzej. Średniowieczny klimat jest utrzymany, nie tylko w opisach, ale także - przede wszystkim - w dialogach. Muszę jednak napisać o stylu opisów, który uznaję za słaby punkt. Paolini zbyt dużo miejsca poświęca na niepotrzebne detale, drobiazgi, nic nie wnoszące wtrącenia. Już wspomniałam, że miałam wrażenie usilnego naciągania, wydłużania - Najstarszy mógłby zmieścić się na połowie stron, jestem niemal pewna.

Wypada mi również napisać o polskim wydaniu, które mocno cierpi z powodu grubości. Tekst jest wydrukowany zbyt blisko klejenia książki, żeby przeczytać niektóre fragmenty ze środka tomu trzeba mocno odgiąć okładki, a tom szybko się niszczy. Czcionka nie należy do największych, ale nie utrudnia czytania. Na początku momentami kuleje tłumaczenie (udało mi się znaleźć kilka kwiatków typu "ciężarne chmury", "w sam czas" czy "gdyby miałoby"), ale później następuje znacząca poprawa.

Nadchodzi czas na podsumowanie. Zerkacie pewnie na ocenę końcową, czytacie powyższe (dłuugie) wypociny i zastanawiacie, czy Was oczy nie mylą. Nie, jakkolwiek psioczę na fabułę, słabych bohaterów i dłużyzny, uważam Najstarszego za ogromnie wciągającą historię. Cykl Dziedzictwo, jakkolwiek przewidywalny, mnie oczarował. I podobnie jak w przypadku Zmierzchu, mimo wielu dostrzeżonych wad i niedociągnięć, nie potrafię tej książki ocenić niżej. Dajcie tej serii szansę, może i Was tak "wessie"?
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: miłośnikom smoków; powieści fantastycznych, którym nie straszne dłużyzny