Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amber. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amber. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 stycznia 2019

"Cienie" - Amy Meredith

Zdejmując tę powieść z regału, zdawałam sobie sprawę, że Cienie to pozycja z gatunku young adult, wydana na fali popularności sagi Zmierzch. Nie stawiałam im wielkich wymagań; liczyłam jedynie, że uprzyjemnią mi luźne grudniowe popołudnia.

Eve Evergold ma niebawem zacząć naukę w pierwszej klasie liceum w niewielkiej miejscowości Ridgewood słynącej z bycia popularnym miejscem wypoczynkowych wypadów amerykańskich gwiazd. Tutejsze dzieciaki przyzwyczajone są do luksusu, a nasza główna bohaterka bez zażenowania przyznaje się do słabości do błyszczyków, drogich butów i torebek. W wakacje poprzedzające rozpoczęcie przez nią nauki w nowej szkole, w Ridgewood pojawia się dwóch nowych nastolatków: tajemniczy Mal, który wprowadził się do posiadłości należącej niegdyś do słynnego piosenkarza, oraz uroczy Luke, syn nowego pastora. Ich pojawienie się wywołuje niemałą ekscytację wśród młodzieży Ridgewood, szczególnie jej damskiej części, ponieważ obydwaj są niesamowicie atrakcyjni. Beztroską atmosferę psuje fakt, że coraz więcej kobiet i dziewcząt z miasteczka trafia do szpitala psychiatrycznego z powodu poważnych zaburzeń. Co jest ich przyczyną?

Największy zarzut, który mogę postawić tej powieści, to jej okładka. Konkretnie, ogromny spoiler umieszczony na jej froncie. O ile do mniej więcej połowy tomiku czytelnik może mieć pewne nadzieje/złudzenia, o tyle później największa "tajemnica" się klaruje, a my zostajemy z pewnym niesmakiem - przecież wiedzieliśmy to z okładki...

Pod pewnymi względami, Cienie kojarzyły mi się z sagą Pretty Little Liars - mamy tu niewielką miejscowość, w której wszyscy się znają, bogatych mieszkańców i młodzież interesującą się głównie błyszczykami, ciuchami i randkowaniem. Motyw mieszkańców masowo trafiających do szpitala psychiatrycznego również wydaje mi się znajomy.
I podobnie jak w przypadku PLL, nie potrafiłam znaleźć w sobie dosyć pokładów dobroci/empatii/wzajemności, by polubić główną bohaterkę Cieni. Uwielbienie do drogich ubrań i kosmetyków może pomaga czytelnikom w utożsamieniu się z Eve, ale jej nagła przemiana i "filozoficzne" rozważania w stylu "On powiedział, że jestem płytka. A to nieprawda! Dbam nie tylko o błyszczyk i włosy, ale też o inne rzeczy" jednak mnie irytowały. 

Pod względem fabuły, nie ma tu niczego odkrywczego ani zaskakującego (patrz: akapit wyżej). Wątek związany z mocami Eve jest naciągany, a rozwój jej umiejętności przedstawiony chaotycznie. Nie potrafiłam odnaleźć przyjemności w czytaniu o kolejnych perypetiach nastolatki, mimo że Autorka wplotła w powieść elementy tajemnicy (taki trochę nieudolny Dan Brown) oraz humoru (niektóre żarty były autentycznie zabawne!).

Mimo sporej dozy zawodu, jakiej dostarczyły mi Cienie, nie poddałam się i sięgnęłam po drugi tom serii. Już teraz mogę stwierdzić, że nie żałuję, ponieważ Polowanie podobało mi się dużo bardziej (myślę, że napiszę o tym przy innej okazji). O ile po Cieniach zaczęłam wątpić, czy gatunek young adult wciąż jest dla mnie odpowiedni, Polowanie dało mi nadzieję, że wciąż mogę czerpać przyjemność z lektury.
Ocena końcowa: 2/6
Polecam: zagorzałym fanom gatunku young adult


Tytuł: Cienie (org. Shadows)
Autor: Amy Meredith
Seria: Dotyk ciemności, #1
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 7 października 2010 r. (premiera: kwiecień 2010 r.)
Ilość stron: 247

środa, 8 lipca 2015

"Zbuntowana" - Veronica Roth

Jakiś czas temu do polskich kin zawitał film Zbuntowana, ciąg dalszy Niezgodnej, na podstawie powieści pod tym samym tytułem. Pamiętam, że pierwsza część wywarła na mnie naprawdę spore wrażenie, ale do lektury drugiego tomu jakoś mnie nie ciągnęło. Jak się okazało, absolutnie słusznie.

Po wydarzeniach z Niezgodnej wiele się zmieniło. Nieustraszeni podzielili się na dwie części, Altruiści właściwie wyginęli, a ich niedobitki próbują jakoś sobie radzić. Tris, Cztery i jeszcze kilka osób szukają pomocy w różnych miejscach, ale nikt nie chce narazić się połączonym siłom Erudytów i Nieustraszonych. Nikt? Cóż, okazuje się, że w mieście sporą rolę odgrywają Bezfrakcyjni i to oni mogą sporo namieszać.

Zbuntowana oparła się klątwie nudnej, nie wprowadzającej niczego do ogólnej fabuły części drugiej. Niemal nieustannie coś się dzieje, Tris i Cztery gdzieś jadą, z kimś rozmawiają, coś planują, realizują swoje zamiary... Autorka popuściła wodze wyobraźni i zasypała odbiorców masą faktów, tajemnic i intryg. Osobiście czułam się nimi przytłoczona. Szczególnie końcówka tomu została tymi elementami przepakowana, wszystko działo się niesamowicie szybko, a dodatkowo wprowadzone zostały zupełnie nowe wątki, których zakończenie poznam dopiero, gdy przeczytam Wierną.
Targają mną jednak wątpliwości, czy chcę kończyć tę trylogię. Odniosłam wrażenie, że autorka usilnie próbowała uczynić ze swojej bohaterki najmądrzejszą, najodważniejszą i najbardziej błyskotliwą postać w swoim świecie, a może w całej literaturze. Z tegoż powodu to Tris wpada na "najgenialniejsze" pomysły, posiada "najważniejszych" krewnych, no i oczywiście jako jedyna jest "naprawdę odważna". Ooo nie, mniej więcej w połowie Zbuntowanej mój umysł mówił stanowcze "nie" takiemu podejściu do sprawy. Przypominały mi się moje pierwsze opowiadania, w których stosowałam ten sam zabieg - za co została surowo zjechana przez nieocenioną w takich sprawach kuzynkę ;).

Bez frakcji? Świat, w którym nikt nie wie, kim jest ani gdzie przynależy? Nie potrafię sobie tego wyobrazić. Jak dla mnie to oznacza tylko chaos i samotność. [str. 83]

Kreacja głównych bohaterów nie wpłynęła pozytywnie na moją ocenę Zbuntowanej. Tris kilkakrotnie wykazała się niekonsekwencją i naiwnością, a także głupotą (nie odwagą, jak twierdzą inni bohaterowie). Męczyły mnie jej rozterki sercowe, usilne próby zrobienia z siebie męczenniczki za Sprawę, nieustanne narażanie swojego życia "bo wtedy innym nic się nie stanie". Powieść naprawdę przekroczyła granice zdrowego rozsądku i racjonalnego postrzegania rzeczywistości. Cztery także mnie drażnił: z jednej strony stawiał Tris (całkiem rozsądne) ultimatum, z drugiej sam się do niego nie stosował; aby zyskać szacunek pobratymców wykorzystał swojego ojca (nie lituję się nad nim, jego też nienawidzę). Marcus, który jakoś w Niezgodnej mi nie przeszkadzał, w Zbuntowanej zyskał nieco na znaczeniu i stał się trzecim, obok wymienionej parki, gwoździem do trumny tej powieści. Autorce zbytnio zależało na uzasadnieniu jego zachowania, przez co wypadł niewiarygodnie ("Czemu mnie nienawidzisz? Ja miałem swoje powody. Ale nie mogę ci o nich powiedzieć, bo to wielka tajemnica. A z resztą... Chodź, zdradzę ci tę tajemnicę. Albo nie, pokażę ci ją, bo w moje słowa nie uwierzysz. Ale najpierw musimy się włamać tu i ówdzie. Chyba nie muszę mówić, że to bardzo niebezpieczne?").

Prawdę mówiąc, rozbawiła mnie rekomendacja Anny Dereszowskiej, którą umieszczono na okładce. Pozwolę sobie zacytować co ciekawsze fragmenty:
  (...)doznania erotyczne - w którym miejscu?
  (...)precyzyjnie wymyślonym świecie - to też nie do końca, chyba że Wierna zawiera w sobie pierwiastek, który udowodni mi tę precyzję,
  Ogromna dawka emocji... - tu akurat mogę się zgodzić, choć chyba nie o TAKIE emocje chodziło pani Dereszowskiej
  ...i psychologii ludzi u progu dojrzałości - jeśli przyszłość miałaby opierać się na młodzieży pokroju Tris, nie mielibyśmy żadnej przyszłości. Takie jest moje zdanie.

Podsumowując, Zbuntowana wybiła się ponad schematy "nudnej drugiej części", ale natężenie wydarzeń i tempo akcji wprowadzają zamieszanie i utrudniają lekturę. Koncentracja wszystkiego wokół głównej bohaterki to z kolei zabieg pozbawiający polotu i raczej nie kojarzący się z profesjonalizmem. Jak dla mnie, powieść absolutnie przeciętna, choć na pewno bardzo istotna dla całej trylogii.
Ocena końcowa: 3+/6
Polecam: miłośnikom powieści młodzieżowych

Tytuł: Zbuntowana (org. Insurgent)
Autor: Veronica Roth
Seria: Niezgodna #2
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 20 listopada 2012 r. (premiera: maj 2012 r.)
Ilość stron: 366
Recenzja realizuje wyzwania:
1. Książkowe wyzwanie 2015 - Film oparty na książce
2. Wyzwanie czytelnicze 2015 - Książka, na podstawie której powstał film

środa, 5 listopada 2014

"Wybrałam ciebie" - Amanda Hocking

Tytuł: Wybrałam ciebie (org. My Blood Approves)
Autor: Amanda Hocking
Seria: Wybrałam ciebie #1
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 2 stycznia 2013 r. (premiera: marzec 2010 r.)
Ilość stron: 256

Do ostatniej chwili (do szukania okładki do zilustrowania recenzji) nie wiedziałam, że na książka została wydana w Polsce. Bo w sumie, co wspólnego ma Wybrałam ciebieMy Blood Approves, czyli Moja krew popiera (uwielbiam ten tytuł xD )? Moim zdaniem zgoła nic - ale ja się nie znam.

Alice Bonham jest licealistką i raczej szarą myszką, nienawykłą do wzbudzania zainteresowania u chłopców. Pewnego wieczoru (czy raczej pewnej nocy), gdy wraca z przyjaciółką z nieudanego rajdu po nocnych klubach, napotykają kilku typów, którzy chcą je zabić (czemu nie zgwałcić? ja pomyślałabym najpierw o gwałcie, a nie o morderstwie). Z opresji wybawia je chłopak w różowej koszulce (!) - oczywiście nieprzeciętnej urody. Tak Alice poznaje dwudziestoczteroletniego Jacka, z którym zaczyna spędzać coraz więcej nocy... ale bynajmniej nie w sposób, o jakim pomyśleliście. Umawiają się zawsze po zmierzchu, a w nieco dziwnych reakcjach Jacka na niektóre sytuacje nasza bohaterka dopatruje się likantropii. Ale nie, przecież wilkołaki nie istnieją...

Amanda Hocking nie wtajemnicza czytelnika, czy wilkołaki istnieją czy nie. Uświadamia nas natomiast (jako kolejna), że wampiry żyją wśród nas. Tym razem nie błyszczą w promieniach słońca, ani nie rozpadają się w pył pod ich wpływem. Nie piją zwierzęcej krwi. Nie zadają bólu gryzionemu człowiekowi; przeciwnie, wprawiają w prawdziwą ekstazę. A po przemianie każdy człowiek pozbywa się nadmiaru tłuszczu, poza tym koniecznym po rozpoznania jego płci (więc kobiece piersi pozostają nienaruszone). Myślicie, że tym akapitem zaspojlerowałam Wam nieco fabuły? Szczerze wątpię, ponieważ Alice okazuje się jeszcze mniej bystra od Belli Swan i nie przychodzi jej do głowy, że jej nowy przyjaciel jest wampirem. Ale czytelnik wie - czy choćby przeczuwa - to niemal od samego początku.
Odejdźmy od wampiryzmu, wszak Wybrałam ciebie posiada jakąś fabułę (posiada?)! W sumie ciężko nazwać to "fabułą". Alice spędza z Jackiem coraz więcej czasu, poznaje jego czarującą rodzinę - Petera, Ezrę i Mae (tylko to ostatnie to kobieta) - i do szaleństwa zakochuje się w Peterze. Nie, to też nie jest spojler. Ten serdecznie jej nienawidzi, a ona cierpi męki z tego powodu. Z czasem Alice dowiaduje się, że została zaakceptowana przez krew wampirzej rodziny (!), więc powinna... Nie, więcej nie powiem. Ale pewnie i tak się domyślicie.

Wybrałam ciebie czytałam na telefonie (w drodze do/z pracy) i nieraz miałam ochotę wyrzucić mój kochany sprzęt za okno pędzącego (powiedzmy) autobusu. Nie tylko z powodu okrutnie przewidywalnej fabuły, ale i samych bohaterów. Alice uznałam za najgłupszą i najdziwniejszą książkową bohaterkę, z jaką miałam ostatnio do czynienia. Bardzo ostrożnie unika podejrzewania Jacka o wampiryzm, woli wierzyć w jego likantropię. Chce olać rodzinę - dziwaczną matkę i uroczego brata - rzucić szkołę i zamieszkać z wampirzą familią (która posiada wielki dom-zamek i garaż na pięć aut). Przypomnę: Peter okazuje jej wrogość, Jack nie chce dopuścić do czegokolwiek pomiędzy nimi, a ona nie może się zdecydować, którego z "braci" woli. Nie polubiłam jej. Z pozostałych bohaterów dość dobrze wypadli wspomniany Peter oraz Milo, młodszy brat Alice, który w sumie zachowuje się jak jej ojciec (a w najlepszym przypadku starszy brat). Matka przedstawiona zostaje w złym świetle, a Jacka, Ezrę i Mae kreuje się na chodzące po ziemi anioły. Mam stanowczo dość takich przesłodzonych wampirów. Wujaszek Drakula w grobie się przewraca!

Wybrałam ciebie nie broni się absolutnie niczym. Zabrakło nawet tego dramatu, który Stephenie Meyer zaplanowała na końcówkę Zmierzchu. Recenzowana książka odtwarza ograne schematy, po raz kolejny próbuje wcisnąć nam nastolatkę, której przeznaczeniem jest miłość do wampira. Nie wiem jak Wam, ale mnie się to przejadło. Zdecydowanie nie polecam.
Ocena końcowa: 1/6
Polecam: nie polecam

środa, 16 lipca 2014

"Spętani przez bogów" - Josephine Angelini

Tytuł: Spętani przez bogów (org. Starcrossed)
Autor: Josephine Angelini
Seria: Spętani przez bogów, #1
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 5 czerwca 2011 r. (premiera: maj 2011 r.)
Ilość stron: 399 

Gdyby nie ankieta, pewnie jeszcze długo zwlekałabym z lekturą Splątanych przez bogów (kiedy zaczynałam, ta książka była na pierwszym miejscu). Miałam wrażenie, że będzie to kolejny młodzieżowy hicior, w którym dwójka nastolatków będzie chciała, ale nie będzie mogła, ale mimo wszystko uratuje świat. Hm...

Helena Hamilton ma niemal siedemnaście lat, roześmianą przyjaciółkę Claire "Chichotę" oraz częste bóle brzucha związane ze zwracaniem na siebie uwagi innych. Wraz z początkiem roku szkolnego na wyspę, na której dziewczyna mieszka, sprowadza się z Europy rodzina Delosów, co wywołuje w zamkniętej społeczności niemałe poruszenie. Zamieszanie wokół nich irytuje Helenę i przyczynia się do nienawiści. Jej nastrój pogarsza się tym bardziej, że zaczyna widzieć zawodzące zjawy, a jej fatalny występ z początku roku szkolnego zwraca uwagę jakby całego świata...

Wszystkie tajemnice, których istnienia domyślałam się jeszcze przed rozpoczęciem lektury, przychodzą niebawem potem. Helena okazuje się półboginią, posiada niesamowite moce, a Delosowie pochodzą z wrogiego rodu. Sukcesorzy, jak nazywa się potomków ludzi i bogów panteonu greckiego, wzmacniają się z pokolenia na pokolenie, odradzają co pewien czas (by zamknąć cykl) i dzielą los swoich poprzedników. Oczywiście Helena, jako imienniczka słynnej panienki z Troi, również zakochuje się w nieodpowiednim facecie, a ich miłość może sprowadzić zagładę na cały świat... czy raczej: doprowadzić do ponownej wojny bosko-ludzkiej.
Chciałabym napisać, że fabuła była zaskakująca. Niestety, wiele elementów jest wtórnych. Miałam wrażenie, że czytam hybrydę Percy'ego Jacksona (mitologia), Zmierzchu (szczegóły niżej) i Alicji w Krainie Zombi (oporne szkolenie z zakresu walki; w ostatnim przypadku to chyba wina Geny Showalter, a nie Josephine Angelini). Autorka na szczęście (?) zadbała o wyjaśnienie większości elementów, do których miałam ochotę się doczepić (niesamowita uroda Heleny to dopiero wierzchołek góry lodowej jej wspaniałości, zapewniam). Przyznam, że samo zakończenie nieco pomieszało mi szyki - ale poczytuję to za zaletę Spętanych przez bogów.

Zdecydowanie najważniejszymi postaciami recenzowanej książki są Helena Hamilton oraz Lucas Delos. Helena od początku mnie irytowała, głównie z powodu niespójności charakteru. Raz jest nieśmiała, unika rozgłosu, a chwilę później wrzeszczy, jakby chciała zwrócić na siebie uwagę całej wyspy. Nie doczepię się potwornego rozdwojenia w sprawach uczuciowych, ponieważ to wymyka się wszelkiej krytyce. Ma za to niezmiernie kochanego tatę... który nieodmiennie kojarzył mi się z Charliem Swanem. Lucas z kolei okrutnie przypominał mi Edwarda ze Zmierzchu: pragnie Heleny, chce z nią być, ale w ostatniej chwili się wycofuje (i doprowadza swoją wybrankę do łez).
Pozostali członkowie rodziny Delosów to doprawdy barwna mieszanka, w której skład wchodzi dwóch ojców (prywatnie braci), jedna matka (żona jednego z nich), ciotka oraz piątka pociech. Każdy z nich ma swoje wady i zalety, ale w większości przypadków ich charaktery nie powalają realizmem. Nie wiem, czy identyczna ze Zmierzchem ilość krewniaków to całkowity przypadek. Więcej: mamy tu do czynienia z trójką panów - w tym jednym osiłkiem i jednym poruszającym się z gracją geparda - oraz dwoma paniami - w tym jedną wyrocznią. Ich ród - tzw. Dom Tebański - ma w swoich szeregach nawet swego rodzaju inkwizycję, Stu Kuzynów. Duużo tych podobieństw...

Autorka popisała się wyobraźnią, jeśli chodzi o genezę swoich postaci. Nie spotkałam się jeszcze z takim podejściem do fatalizmu postaci. Josephine Angelini przekazuje czytelnikom, że przed przeznaczeniem nie można uciec, nawet będąc półbogiem. Jednocześnie zachęca do walki z przeciwnościami losu. Jak wspomniałam, wyjaśniła wszystkie elementy, do których miałam ochotę się doczepić. Wyjaśnienia czasami były lekko naciągane, ale i tak doceniam jej chęci. Wspomnę także o uroczym komizmie, który autorce udało się wpleść pomiędzy bardziej poważne elementy.

Spętani przez bogów to mało innowacyjna, raczej wtórna książka z grecką mitologią w tle. Nie przeczę, że czytało się ją szybko i przyjemnie. Z pewnością sięgnę po kolejną część, ciekawa kontynuacji losów Heleny i Lucasa. Obawiam się, że kontynuacja będzie jeszcze wierniejszą kalką Zmierzchu, ale dam jej szansę.
Ocena końcowa: 4+/6
Polecam: miłośnikom mitologii greckiej i Zmierzchu

niedziela, 9 lutego 2014

"Niezgodna" - Veronica Roth

Tytuł: Niezgodna (org. Divergent)
Autor: Veronica Roth
Seria: Niezgodna, #1
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 20 marca 2013 r. (premiera: maj 2011 r.)
Ilość stron: 352 

Wielkimi krokami zbliża się premiera filmu Niezgodna. Czułam niemal palącą potrzebę, by przeczytać literacki pierwowzór, mając nadzieję za zrozumienie fenomenu tej serii. Jak postanowiłam, tak też uczyniłam i - oczywiście - przepadłam.

Społeczeństwo podzielono na pięć frakcji: Prawość, Altruizm, Nieustraszoność, Serdeczność i Erudycję. W wieku szesnastych lat Beatrice z Altruizmu przechodzi test, do której frakcji powinna należeć - choć wybór i tak należy do niej. Jej wynik nie jest jednoznaczny, okazuje się Niezgodną. Dziewczyna postanawia wyrwać się z rodzinnego gniazda i wstępuje do Nieustraszonych. Aby zostać jednym z nich, Beatrice (już pod imieniem Tris) wraz z pozostałymi kandydatami musi przejść proces inicjacji i ukończyć go na jednej z dziesięciu pierwszych lokat. W zupełnie nowym świecie, do którego trafiła, Tris odnajduje swoją inną stronę - odważną, skłonną do ryzyka, bezczelną - oraz przyjaźń, miłość. Ale czy altruistka będzie w stanie pokonać wrogów, by wspiąć się na szczyt?

Niezgodna zaczyna się dość sztampowo. Ot, nastolatka w nowym świecie, zmuszona do walki o przetrwanie. Nowe podejście do życia, nowe znajomości, cudowny chłopak, do którego czuje pewien afekt, grupka nienawidzących jej rywali. Długo myślałam, że dokładnie znam zakończenie tej książki - czytywałam już podobne! I wtedy następuje niesamowity zwrot akcji. Niesamowity, niespodziewany, ale jakże potrzebny i podnoszący poziom całego tomu! W "przewidywalnej" części nie brakuje napięcia i dreszczyku, ponieważ i w tej części autorka postarała się o pewne niespodzianki (dla mnie niestety przewidywalne), ale dopiero finisz pokazuje, na co Veronicę Roth stać. Choć i w tym cudownym zakończeniu nie obyło się bez pewnej naiwności.

W Niezgodnej przewija się wiele postaci z różnych frakcji, choć najwięcej czasu poświęca się Tris, kandydatom spoza Nieustraszonych oraz ich trenerowi, Fourowi (czytałam wersję angielską i nie wiem, czy tłumacz zdecydował się na pozostawienie jego oryginalnej ksywki, czy zaszalał z odmianą słowa "cztery" przez przypadki). Główna bohaterka przechodzi widoczną przemianę, z szarej altruistycznej myszki zmienia się w nieustraszoną czarną mambę zdolną do wszystkiego. Wewnątrz niej cały czas walczą ze sobą resztki altruistycznego wychowania, masy nauk nieustraszonych oraz niewielkie ilości cech charakterystycznych dla innych frakcji. Takie uroki Niezgodnej. Ale przecież nie w tym tkwi jej niebezpieczeństwo, prawda? Jeszcze nie wiem, na czym ono polega, ale w kolejnych tomach na pewno się dowiem.

Niezgodna rozpoczyna kolejną dystopijną serię, która miała być trylogią. W chwili, gdy piszę te słowa, wydano już sześć książek (w tym Niezgodną z perspektywy innego bohatera - czyżbym skądś już to znała?), kolejne trzy "shorty" są zaplanowane na bieżący rok. Nie wiem, czy autorce udaje się utrzymać tak wysoki poziom przez cały czas. Obawiam się, że Niezgodna stała się "kurą znoszącą złote jaja", z którą pani Roth nie może się rozstać. Poczytamy, zobaczymy, a tymczasem...

Niezgodna to bardzo dobra, wręcz świetna książka. Na okładce porównuje się ją do Igrzysk śmierci - nie mogę się nie zgodzić, ponieważ obydwie historie osadzają nastoletnie bohaterki w ekstremalnych sytuacjach, opowiadają o przyjaźni, dorastaniu, miłości. Jednak w Igrzyskach śmierci nie było wspomnianej wyżej "przewidywanej" części - stąd trochę niższa ocena tej książki. I tak polecam, jeśli jeszcze nie przeczytaliście. Już nie mogę się doczekać filmu!
Ocena końcowa: 6-/6
Polecam: miłośnikom Igrzysk śmierci, powieści dystopijnych

piątek, 10 stycznia 2014

"Furie" - Elizabeth Miles

Tytuł: Furie (org. Fury)
Seria: Furie, #1
Autor: Elizabeth Miles
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 28 kwietnia 2012 r. (premiera: sierpień 2011 r.)
Ilość stron: 240

Nie wiem, ile razy mówiłam sobie, że kończę z romansami dla młodzieży. Zawsze znajduję jakiś powód, by jeszcze raz po nie sięgnąć. Tym razem skusiłam się na Furie - chyba przez wzgląd na mitologiczne skojarzenia, które mogłyby zapobiec katastrofie podobnej do Zmierzchu.

Furie mają dwóch głównych bohaterów, obydwoje w wieku licealnym: Emily Winters, która wdaje się w romans z chłopakiem swojej przyjaciółki Gabby, gdy ta jest za granicą oraz Chase Singer, który uczucia lokuje w tajemniczej i przepięknej Ty. Emily nieustannie walczy ze sobą, bo wciąż czuje, że nie powinna angażować się z związek z tym konkretnym chłopakiem, ponieważ to może złamać serce Gabs. Chase nie ma takich problemów, ale musi borykać się z czymś innym: upokarzającymi fotografiami, które ktoś rozprowadza po szkole. Co łączy tę dwójkę poza wspólnymi znajomymi i miejscowością zamieszkania?

Furie to przez znakomitą większość objętości romans. Poplątany, naiwny, bezsensowny w swej płytkości romans. Emily nie może się zdecydować, czy kocha Zacha czy nie, czy powinna zostawić go Gabby czy nie, czy jej stary przyjaciel stał się kimś więcej czy nie... Ile razy już o tym czytaliśmy (a może raczej czytałyśmy, bo panowie od takich lektur raczej stronią, o ile mi wiadomo)? Związek Chase'a jest jeszcze dziwniejszy i bardziej naiwny. Mimo ewidentnych dowodów, że Ty go oszukuje, on nie widzi świata poza nią, a kiedy już postanawia zerwać tę znajomość - czyli mniej więcej po 4/5 książki - robi się ciekawiej! Wtedy autorce udało się zaskoczyć mnie po raz pierwszy. Później akcja robi się bardziej dynamiczna, tandetny romans schodzi na dalszy plan, a pojawia się coś jakby... thriller. Tak, coś jakby thriller. Samo zakończenie pozostaje otwarte i wręcz woła o kontynuację - choć nie wiem, czy w Polsce się jej doczekamy.

Pasowałoby napisać coś więcej o bohaterach. Emily nie udało się wzbudzić mojej sympatii, podobnie jak jej przyjaciółce Gabby i jej chłopakowi Zachowi. Cała trójka wydawała mi się sztuczna i przerysowana, jakby Elizabeth Miles chciała dopasować ich na siłę do szablonu "typowego licealisty Stanów Zjednoczonych". Chase'owi współczułam: przede wszystkim naiwności i ślepoty, a dopiero potem nieszczęść które go spotkały. Ty oraz jej dwie kuzynki, które pojawiły się znikąd i zaczęły mieszać w życiu protagonistów, odgrywały w tej historii dość istotną rolę, ale zachowywały się sztucznie. Najsympatyczniejszym bohaterem, moim zdaniem, był JD, przyjaciel Emily: taki pozytywnie zakręcony i wyluzowany... no, może trochę za bardzo. Ale i tak był najlepszy.

Względnie wysoką ocenę Furie zawdzięczają ciekawemu i dynamicznemu finiszowi. Bez tego elementu książka by się nie odratowała: większość jest sztampowa, przewidywalna i naiwna. Tak jak bohaterowie. Jest to pierwsza książka w dorobku Elizabeth Miles, jednak nie wiem, czy pokuszę się o lekturę kolejnych - choćby tych kończących trylogię Furii. Jest mnóstwo lepszych powieści, nawet tych o nastoletniej miłości.
Ocena końcowa: 3/6
Polecam: zagorzałym miłośnikom romansów

poniedziałek, 20 lutego 2012

"Dziwna i piękna opowieść o Percy Parker" - Leanna Renee Hieber

Tytuł: Dziwna i piękna opowieść o Percy Parker (org. The Strangely Beautiful Tale of Miss Percy Parker)
Autor: Leanna Renee Hieber
Seria: Percy Parker, #1 (org. Strangely Beautiful)
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 7 lutego 2011 r. (premiera: sierpień 2009)
Ilość stron: 368

Nie miałam zamiaru czytać tej książki. Wyglądała mi na kolejny romans paranormalny, w którym wyidealizowane uczucie między bohaterami pokona całe zło tego świata. Ale los w postaci bibliotekarek jest okrutny i postawił Dziwną i piękną opowieść o Percy Parker na widoku, a moje ręce zawarły z nim jakieś tajemne porozumienie i, nim się zorientowałam, wychodziłam z biblioteki z egzemplarzem...

Prawiedziewiętnastoletnia Percy Parker, rozpoczynając naukę w Akademii Ateńskiej (zwanej w skrócie Atenami), na pewno nie spodziewała się, że czeka ją tak wiele emocji. Od zawsze widząca duchy i wyglądająca jak jeden z nich młoda kobieta na początek zdobywa pierwszą w życiu przyjaciółkę, Mariannę. Niebawem pierwszy raz doświadcza też miłości do mężczyzny. Ale to nie to jest najważniejsze. W tym samym czasie sześciu Strażników toczy walkę o zachowanie ładu na Ziemi. Wszystko to osadzonej w klimacie dziewiętnastowiecznej Anglii, z domieszką mitologicznych odniesień...

Nie ukrywam, że już prolog Dziwnej i pięknej opowieści o Percy Parker mnie zainteresował. Co prawda Percy jeszcze tam nie występuje, ale autorka zagęściła atmosferę, ujawniła dużo i jednocześnie mało. Nie mogłam przerwać w tej chwili. Dalej było już tylko ciekawiej. Chociaż początkowo akcja koncentruje się wyłącznie na rozpoczęciu nauki bohaterki w Akademii, nie nudziłam się, bowiem zarysowana we wstępie historia powoli nabiera rozpędu. Strażnicy poszukują siódmej, która ma do nich dołączyć, a najbardziej zainteresowanym tym tematem jest profesor wykładający w Atenach, Alexi Rychman - mroczny, poważny i potężny. Przepowiadana ma bowiem zostać jego kochanką... Niebawem pojawia się ósma z ważnych postaci, niejaka Lucy Linden, która spełnia wszystkie kryteria siódmej. Rychman czuje jednak podskórnie, że to nie o nią chodzi. A czytelnik jest tego pewien, przecież niejedną podobną książkę już poznał, prawda?

Nie będę Wam wmawiać, że recenzowana pozycja jest oryginalna, niepowielająca schematów, absolutnie prekursorska, bo to nieprawda. Percy, nie radząca sobie z alchemią, pobiera lekcje prywatne u profesora Rychmana - tyle słowem sugestii. Dziewiętnasty wiek, kojarzony z przyzwoitkami, nie pozwala na rozwój jakiegokolwiek uczucia między tą dwójką - ale czyż miłość nie pokona wszystkiego? Opuśćmy zatem miłosne rewiry, przejdźmy do czegoś lepszego... czyli walki o świat. Plus grecka mitologia, duchy i zjawy. Znowu nic oryginalnego, setki pozycji zawiera w sobie te elementy. Skąd zatem moja wysoka ocena...?

Wszystko za sprawą niesamowitego stylu pisania! Pani Leanna wręcz mistrzowsko operuje językiem. Dużo miejsca poświęca opisom, które wcale nie nużą - przeciwnie, przyciągają! Początkowo koncentruje się na mało istotnych detalach, z czasem jednak pisze bardziej ogólnie, ale wciąż urzekająco, jakoś tak swojsko... I w drugim rozdziale - olśnienie! Podobieństwo do Trudi Canavan, jednej z moich ulubionych powieściopisarek, jest naprawdę niesamowite.

Zachwycam się też polskim wydaniem. Tłumaczenie i edycja trzymają bardzo wysoki poziom, błędy interpunkcyjne zdarzały się naprawdę sporadycznie; mam na ich punkcie bzika, często niepoprawnie postawiony przecinek potrafi wprowadzić mnóstwo zamieszania do lektury. Okładka całkiem ładna, nie wiem, która podoba mi się bardziej - polska czy oryginalna...

Dziwna i piękna opowieść o Percy Parker nie jest książką oryginalną, wybitną; przeciwnie, historia jest banalna i przewidywalna. Ale dzięki świetnemu językowi, sympatycznym bohaterom i klimatowi dziewiętnastowiecznej Anglii podbiła moje serce. Jeśli szukacie lekkiej w odbiorze, uroczej i w pewnym sensie magicznej historii, sięgnijcie! Ja zaczynam polowanie na drugi tom...
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: miłośnikom romansów paranormalnych; dziewiętnastowiecznych angielskich klimatów; twórczości Trudi Canavan

++++++++++

Stop prawa - Brandon Sanderson
Brandon Sanderson, najlepiej znany z dokończenia cyklu Koło czasu Roberta Jordana, robi sobie przerwę w Way od Kings i powraca do świata Zrodzonego z Mgły.
Trzysta lat po wydarzeniach opisanych w trylogii Zrodzonego z Mgły, Scadrial unowocześnia się, koleje uzupełniają kanały, ulice i domy bogaczy oświetlają elektryczne lampy, a w niebo wznoszą się pierwsze drapacze chmur o żelaznej konstrukcji.
Kelsier, Vin, Elend, Sazed, Spook i pozostali są teraz częścią historii – lub religii. Jednakże,  choć nauka i technika wznoszą się na wyżyny, stara magia Allomancji i Feruchemii wciąż odgrywa rolę w odrodzonym świecie. Na pograniczu zwanym Dziczą są podstawowymi narzędziami dzielnych mężczyzn i kobiet, którzy starają się zaprowadzić tam prawo i porządek.
Jednym z nich jest Waxillium Ladrian, rzadki Podwójny, który dzięki Allomancji może Odpychać metale, a dzięki Feruchemii zmniejszać lub zwiększać swój ciężar. Po dwudziestu latach spędzonych w Dziczy, Wax został zmuszony przez rodzinną tragedię do powrotu do stolicy Elendel. Z dużą niechęcią musi odłożyć broń i przyjąć obowiązki przynależne głowie arystokratycznego rodu. W każdym razie tak mu się wydaje, do chwili, gdy boleśnie przekonuje się, że posiadłości i eleganckie ulice miasta mogą kryć w sobie większe niebezpieczeństwa niż piaszczyste równiny Dziczy.
Premiera: 17 lutego 2012 r.
Ilość stron: 288
Cena: 29,99 zł
Wydawnictwo: Mag

Przypominam o KONKURSIE
 

wtorek, 3 stycznia 2012

"Strażniczka aniołów mroku" - Kim Harrison

Tytuł: Strażniczka aniołów mroku (org. Early to Death, Early to Rise)
Autor: Kim Harrison
Seria: Madison Avery, #2
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 13 sierpnia 2010 r. (premiera: maj 2010)
Ilość stron: 256

O pierwszej części serii o Madison Avery pisałam miesiąc temu. Dodajmy, że raczej niepochlebnie. Gdyby nie to, że nie lubię zostawiać napoczętych cykli, drugi tom bym sobie odpuściła. Jestem, jaka jestem - oto recenzja sequela - jak wypada w porównaniu z pierwowzorem?

Siedemnastoletnia Madison, zawieszona pomiędzy światem żywych i umarłych (zmartwychwstała, ale nie może w pełni odzyskać ciała, czasami znika; nie czuje głodu, zmęczenia, nie oddycha), na skutek wydarzeń z pierwszego tomu zaczyna pełnić odpowiedzialną funkcję strażniczki. Ma nadzorować żniwiarzy ciemności, dbać, by w odpowiednim momencie zabrali grzeszną duszyczkę z tego świata. Dziewczynie taka rola nie odpowiada, Nakitę (ze strony ciemności) i Barnabę (ze strony "jasności") stara się traktować jak przyjaciół. I w Strażniczce aniołów mroku wcale nie wyjdzie jej to na dobre. Chodzi o nastoletni duet Ace'a i Shoego - jeden z nich musi umrzeć. Który? Nie wiadomo. Grunt, że trzeba się spieszyć, w przeciwnym razie chłopak doprowadzi do katastrofy, śmierci kilku niewinnych ludzi... I może frytki do tego...?

Nie myślcie, że frytki wstawiłam ze złośliwości, bowiem przysmak ten odgrywa w powieści pewną rolę (!). Głównym wątkiem pozostaje jednak chęć unieszkodliwienia potencjalnego młodocianego zabójcy. Na drugim, mało rozbudowanym planie majaczy nam jakiś wątły romansik między główną bohaterką a jej Oddanym Przyjacielem i Wielką Miłością Joshem, do tego odwieczne szkolne i rodzinne problemy nastolatków. Żałuję, że w powieści nie zmieściło się więcej elementów związanych z ojcem Madison - bardzo polubiłam tego gościa.

Dużym minusem Strażniczki aniołów mroku są luki fabularne. Czytając, nieraz miałam wrażenie, że brakuje jakiegoś zdania, akapitu, łączącego ze sobą dwie myśli. Rozbawiły mnie drobne niespójności (np. siedzenie i klepanie się po tylnej kieszeni spodni), za to nad wyraz pozytywnie zaskoczył mnie przebieg historii. Od momentu poznania Madison (i spółki) z Acem i Shoem napięcie wręcz wylewa się z kartek, kilka naprawdę niespodziewanych zwrotów akcji zaskakuje odbiorcę, nie ma czasu na nudę. Wydarzenia zwalniają dopiero pod koniec (jeden z najgorszych finiszy jakie czytałam).

Także strona leksykalno-gramatyczna wypada przeciętnie. Autorka używa naprawdę prostackiego języka, często powtarza słowa. Irytują przesadnie stosowane wtrącenia wszechwiedzącego autora przerywające wypowiedzi bohaterów. Z drugiej strony Harrison dość wiernie oddaje sposób wyrażania się młodzieży, zdarzają się wysoce niecenzuralne słowa oraz przekleństwa. Na tym tle wyróżnia się długowieczna Nakita, która nieraz wyskakuje z jakimś archaizmem lub prośbą o wyjaśnienie znaczenia jakiegoś słowa. U mnie wywoływała tym niewymuszony uśmiech.

Na temat bohaterów mogę napisać tyle: nie polubiłam ich. Poza ojcem Madison. I może Shoem, chociaż początkowo wzbudzał we mnie niechęć swoim chamskim zachowaniem. A najbardziej irytowała mnie - oczywiście - sama Madison, którą pani Kim chyba na siłę chciała udziwnić, wyróżnić z tłumu podobnych do siebie bohaterek romansów młodzieżowych. Udało jej się wykreować postać oryginalną - nawet za bardzo.

Strażniczka aniołów mroku podobała mi się bardziej niż Umarli czasu nie liczą, choć w obydwu przypadkach fabuła przypomina ser szwajcarski. Bohaterowie wkurzają czytelnika, a język woła o pomstę do nieba. Jeśli pominiemy te mankamenty, otrzymamy całkiem ciekawą powieść kryminalną, przerażający thriller niemalże! Książka okazała się pozytywnym rozczarowaniem na początek roku. Do najlepszych pozycji na pewno się nie zalicza, ale jeśli spisaliście serię o Madison na straty po pierwszym tomie, apeluję: spróbujcie sięgnąć po drugi.
Ocena końcowa: 4+/6
Polecam: zagorzałym miłośnikom młodzieżowych romansów z paranormalnym (anielskim) wątkiem

++++++++++
W sylwestra zakończyła się ankieta na najlepszą książkę zrecenzowaną w listopadzie. Bezapelacyjnym zwycięzcą, zdobywając 38% wszystkich głosów, okazał się pierwszy tom serii Nevermore, czyli Kruk Kelly Creagh (nie żebym się dziwiła, na blogach zapanował ogromny entuzjazm względem ten książki). Drugie miejsce (29%) zajęła trzecia część Szeptem - Cisza Becci Fitzpatrick. Ostatnie "medalowa" lokata przypadła pięknemu Zapachowi spalonych kwiatów Melissy de la Cruz (17%).

W ankiecie oddaliście 34 głosy - bardzo dziękuję za wszystkie. Spieszę zachęcić do udziału w kolejnej: na najlepszą książkę recenzowaną w grudniu (trochę mniejszy wybór niż w listopadzie, ale dopadły mnie święta, które zajęły dość sporo czasu...).

Pozdrawiam noworocznie :)!

wtorek, 6 grudnia 2011

"Umarli czasu nie liczą" - Kim Harrison

Tytuł: Umarli czasu nie liczą (org. Once Dead, Twice Shy)
Autor: Kim Harrison
Seria: Madison Avery, #1
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 24 lutego 2010 r. (premiera: maj 2009)
Ilość stron: 272

Kim Harrison kojarzyłam z Empiku, z półki dumnie nazwanej "fantastyką zagraniczną", gdzie można znaleźć jej serię zatytułowaną Zapadlisko. Nie miałam okazji się z nią zapoznać, ale porwałam się na pozycję (teoretycznie) lżejszą, skierowaną do młodzieży...

Nastoletnia Madison Avery nie jest kolejną zwykłą nastolatką, jakich wiele we współczesnych powieściach dla młodzieży. Znaczy... Kiedyś taka była, ale od jakiegoś czasu zalicza się do nielicznie reprezentowanego gatunku "umarłych" - z tą różnicą, że ona w pewnym sensie żyje, bo ma ciało i chodzi do szkoły. Co więcej, wciąż istnieje ktoś, komu zależy na jej śmierci. Jej niedoszły zabójca chce dokończyć dzieła i na dobre się jej pozbyć. Po co? Kim jest ten nikczemny typ? Czy Madison poradzi sobie w starciu z siłami zła i przeżyje?

Nie wiem, jak spodobał Wam się powyższy opis, ale mnie bez wątpienia by zaintrygował. Historia wydała mi się nietypowa, a koleżanka zachwalała: pomysłowe, "nieoblatane"... Rzeczywistość okazała się dużo mniej różowa! Zacznijmy od tego, że Umarli czasu nie liczą to kontynuacja opowiadania zawartego w antologii Bale maturalne z piekła rodem. Pomysł mocno średni, biorąc pod uwagę, że nie wszyscy o tym wiedzą. Ja, nie znając tego prologu, nie mogłam połapać się w sytuacji. Jest dziewczyna, jakiś amulet, jacyś żniwiarze ciemności... Dopiero po jakimś czasie na tyle zorientowałam się w akcji, by móc czerpać z niej jako-taką przyjemność.

Ale tylko jako-taką, ponieważ autorka nie zachwyca warsztatem. Wpadłszy na oryginalny pomysł nieumarłej zmarłej, którą pragnie dopaść obdarzony nadprzyrodzonymi siłami demon, koncentruje się na wątku miłosnym - mdłym, nienaturalnym i wymuszonym. Wybranek Madison zaczyna się nią interesować z dnia na dzień, zrywa ze swoją przeszłością i bezgranicznie oddaje się nowemu uczuciu... Heloł, życie to nie bajka, nastolatki niekoniecznie chcą czytać o takich wydumanych miłostkach!

Co z tego, że pod całą tą warstwą lukru może czaić się fajna opowieść? Nawet język, którym operuje pani Harrison, pozostawia wiele do życzenia. Pamiętnikarska narracja z punktu widzenia Madison nie ułatwiała mi lektury, podobnie jak jej niesamowita powierzchowność, o której niemal cały czas się wspomina. Bohaterowie także leżą, w ogóle ich nie poznajemy - pełnią rolę tła dla paranormalnej historii, która z kolei jest tłem dla historii miłosnej...

Polskie wydanie nie należy do najlepszych (kilka błędów), ale nie jest źle. Nasza okładka jakby lepiej oddaje kolor włosów Madison, ale mam wrażenie, że ten odcień różu/fioletu niezbyt pasuje do całości... Choć to moje osobiste zdanie.

Umarli czasu nie liczą okazali się porażką. Nie liczyłam na wiele: najwyżej kilka godzin mało ambitnej rozrywki przy romansie paranormalnym (przypuszczałam, że to pierwszy - jakby wstępny - tom trylogii). I tak się zawiodłam, bo książkę męczyłam - dosłownie - chyba pięć wieczorów. Już dawno tak często nie przysinałam podczas lektury... Po drugi tom, Strażniczka aniołów mroku, sięgnę z nadzieją na coś lepszego. Ale jeśli nic się nie zmieni, porzucę serię - dość tej męki!
Ocena końcowa: -2/6
Polecam: fanom romansów paranormalnych; znającym i lubiącym "prolog" z Bali maturalnych...

++++++++

Świątecznych okazji ciąg dalszy! Wydawnictwo Czarna Owca do 23 grudnia 2011 roku oferuje wszystkie swoje książki i audiobooki z 30% rabatem! Mnóstwo świetnych kryminałów, cała trylogia Larssona, książki Camili Lackberg aż się proszą o miejsce na Waszych półkach...

Z kolei Wydawnictwo Znak przygotowało specjalną Wyszukiwarkę. Jeśli nie wiecie, jaką książkę kupić bliskim pod choinkę, wejdźcie na stronę i poszukajcie - ceny naprawdę konkurencyjne :))

Mam nadzieję, że wszystkich z Was, Drodzy Czytelnicy, odwiedził już Mikołaj :) I przyniósł wspaniałe prezenty!
Ode mnie dostaniecie jedynie całuski i podziękowania: dziękuję, że ze mną wytrzymujecie!!

poniedziałek, 18 lipca 2011

"Córka burzy" - Richelle Mead

Tytuł: Córka burzy (org. Storm Born)
Autor: Richelle Mead
Seria: Mroczny łabędź, #1 (org. Dark Swan)
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 8 kwietnia 2011 (premiera: sierpień 2008)
Ilość stron: 384


Richelle Mead jest znana dzięki przygodom wampirów oraz sukubów - nic jednak nie czytałam. Widząc w bibliotece kolejną jej książkę, pierwszy tom nowej serii, bez wahania sięgnęłam. „Na pewno będzie warto” myślałam.

Eugenie Markham, zwana też Othelie lub Czarnym Łabędziem, zajmuje się wypędzaniem duchów do Tamtego Świata oraz kontaktami z nimi. Pewnego dnia otrzymuje zlecenie sprowadzenia stamtąd nastoletniej Jasmine – porwanej w Halloween czternastoletniej dziewczynki. Początkowo nie chce się zgodzić, ale – poznawszy swoją przeszłość – zmienia zdanie. Po tamtej stronie poznaje wiele duchów i demonów, spośród których najważniejsi są Ezon (który porwał Jasmine) i Dorian (jego wróg, na którego pomoc liczy bohaterka). Także ziemski żywot Eugenie się zmienia: kobieta poznaje uroczego młodzieńca - czy otworzy się na miłość?

Początkowo fabuła zapowiadała się typowo: bohaterka przechodzi między światami, walczy z demonami, wreszcie – mniej lub bardziej – szczęśliwie odbija porwaną. Takie rozwiązanie może i jest banalne, przewidywalne, ale w pełni by mnie usatysfakcjonowało. Liczyłam na ciekawe, emocjonujące perypetie. Tymczasem otrzymałam...
Romans, nawet więcej: mocny erotyk. Na pierwszy plan wysuwa się dziwna przepowiednia, głosząca, że potomek Eugenie zdobędzie władzę nad obydwoma światami. Dlatego każdy demon chce ją zapłodnić. Chociaż do stosunków nie dochodzi często,  opisywane są one szczegółowo, drobiazgowo, brutalnie… To mnie zniesmaczyło.

Akcja toczy się szybko, co mogę zaliczyć do zalet. Gdyby nie nadmiar obowiązków, pochłonęłabym tę książkę w dwa dni, mimo niesmaku i idiotycznej fabuły. Pierwszoosobowa narracja w czasie przeszłym jeszcze dodaje dynamiki. Chwała autorce za to, że nie wgłębiała się w uczucia towarzyszące bohaterce podczas stosunków – nie strawiłabym (jakże często spotykanych) rozbudowanych metafor i porównań towarzyszącym tego typu scenom.

Także bohaterowie nie dostarczyli mi materiału na pozytywny akapit. Eugenie początkowo zdaje się być zupełnie normalna, poznawszy jednak ważniejsze osobistości Tamtego Świata, zaczyna fiksować. Pozostali także nie powalają – skrywają sekrety, później je ujawniają, czytelnik chwilę się dziwi, po czym przechodzi nad tym do porządku dziennego: ot, znowu „niespodziewany” zwrot akcji.

Córka burzy srodze mnie zawiodła. Oczekiwałam fantastyki, może urban fantasy, a dostałam powieść erotyczną. Gdyby nie ogromna ilość pozytywnych opinii, nie sięgnęłabym po kolejne książki pani Mead, ale renoma Akademii Wampirów nie pozwala mi przejść obok nich obojętnie. Ale dopiero za jakiś czas...
Ocena końcowa: 2/6
Polecam: fanom autorki; lubiącym erotyki

czwartek, 7 lipca 2011

"The Iron Daughter" (Żelazna córka) - Julie Kagawa

Tytuł: Żelazna córka (org. The Iron Daughter)
Autor: Julie Kagawa
Seria: Żelazny Dwór, #2 (org. Iron Fey)
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: ?? (premiera: sierpień 2010)
Ilość stron: ??

Żelazny król bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, stając się w moich oczach jedną z najlepszych (może nawet najlepszą) książek dla młodzieży. Drugiego tomu nie mogłam się doczekać, więc - tak jak "jedynkę" - przeczytałam go po angielsku.

Meghan Chase przebywa w Nigdynigdy. Nie dość że tęskni za domem i rodziną, to jeszcze Ash zachowuje się, jakby jej nie znał. Kończy się lato i czas panowania Dworu Lata, nadchodzi jesień i rządy Zimy. Król Oberon musi przekazać Berło Pór Roku w ręce królowej Mab. Niedługo po ceremonii, oczywiście na oczach naszej bohaterki, Berło zostaje skradzione. Zawistna władczyni dochodzi do wniosku, że winny jest Oberon, postanawia wypowiedzieć mu wojnę. Meghan jednak zna prawdę i chce zapobiec niepotrzebnemu rozlewowi krwi - postanawia odnaleźć artefakt.

Razem z szesnastoletnią dziewczyną wyruszamy w ekscytującą, szaloną podróż, w której całkiem istotną rolę pełni Królestwo Żelaza. Odwiedzamy nowe, ciekawe miejsca, nie tylko w Nigdynigdy, ale też w naszym świecie. Akcja utrzymuje szybkie tempo, podczas lektury nie sposób się nudzić. Czekają nas między innymi potyczki, wyścig z czasem, ucieczka oraz... bal. Taak, obowiązkowy element młodzieżówki musiał się pojawić, ale ma swoje (całkiem uzasadnione i logiczne) uzasadnienie.

Poszerza się także wachlarz bohaterów. Poznajemy choćby dwóch starszych braci Asha (z jakiegoś powodu to trio przywodziło mi na myśl braci z Mojego brata niedźwiedzia...) czy Leanansidhe, królową wygnańców. Powracają również starzy znajomi - co najlepsze, nikt cudownie nie wraca ze świata umarłych. Sami się przekonajcie, jaką rolę pełnią w historii - mogę tylko zdradzić, że właściwie wszyscy są ważni dla rozwoju fabuły.
Tak jak w przypadku Żelaznego króla, autorka nie ucieka od brutalności, momentami krew i cierpienie wręcz wylewają się ze stronic.
Za największy charakterologiczny mankament uznaję Asha. Nie chcę pisać dlaczego, żeby nie zdradzać szczegółów, ale w jego przypadku ilość zaskakujących zwrotów akcji jest zdecydowanie za duża. Czyżbym wyczuwała elementy wymuszonego grania na emocjach czytelników?

Ogromnym atutem tej historii jest lekki w odbiorze język, dzięki któremu jeszcze szybciej pochłaniamy kolejne rozdziały. Narratorką ponownie jest Meghan, mamy wgląd w jej myśli. Cieszy niewielka ilość "och"ów i "ach"ów, które bardzo mnie irytują w paranormalach.

Podsumowując, Żelazna córka to godna kontynuacja Żelaznego króla. Utrzymuje poziom, ekscytuje i wciąga, a przecież o to chodzi. Pani Kagawa umiejętnie połączyła szybką akcję, ciekawy i intrygujący pomysł oraz przekonujące, nastoletnie uczucie. Uważam, że nawet osoby "przejedzone" paranormalnymi romansami powinny skusić się na tę serię - na pewno nie zaszkodzi, może nawet poprawi trawienie ;)
Ocena końcowa: 6/6
Polecam: wszystkim (nawet niezbyt zagorzałym) fanom romansów paranormalnych oraz tym, którzy dopiero chcą zacząć z nimi przygodę

czwartek, 23 czerwca 2011

"Nieświęte duchy" - Stacia Kane

Tytuł: Nieświęte duchy (org. Unholy Ghosts)
Autor: Stacia Kane
Seria: Dolna Dzielnica, #1 (Downside Ghosts, #1)
Wydawnictwo: Amber

Data wydania: 10 czerwca 2010 (premiera: maj 2010)
Ilość stron: 360

Stacia Kane zadebiutowała cyklem o Megan Chase, którego nie czytałam (jeszcze?). Nieświęte duchy to mój pierwszy kontakt z tą autorką. I uznaję to spotkanie za całkiem udane.

Akcja dzieje się około roku 2020. W 1997 roku świat uległ gwałtownym zmianom, wszystkie religie przestały istnieć, ustępując miejsca nowemu Kościołowi Prawdy. Ludzie wierzą, że duchy po śmierci zstępują do podziemnego Miasta, a raz w roku - w tygodniu zwanym Festiwalem - wracają na powierzchnię. I nie zawsze chcą wrócić na dół.

Główną bohaterką jest Cesaria "Chess" Putman, którą można opisać jako wiedźmę, Demaskatorkę pracującą dla Kościoła. Jej zadaniem jest lokalizowanie duchów-maruderów i ich banicja (czy też "egzorcyzmowanie"). Kobieta wplątuje się w nieciekawe towarzystwo, jeden z bossów świata przestępczego zleca jej przebadanie lotniska pod kątem obecności duchów. Na miejscu czarownica znajduje piękny amulet i dziwnego trupa. Postanawia zbadać sprawę morderstwa.

Po fabule wiele sobie obiecywałam. Jakiś horrorek, kryminał, do tego w lekko postapokaliptycznej rzeczywistości. Wykreowany przez autorkę świat jest bardzo rzeczywisty, a Dolna Dzielnica to typowe slumsy - ulubione miejsce wielu twórców. Znajdziemy tutaj elementy horroru: fach Chess powiązany jest z duchami, a ich pojawieniu zawsze towarzyszą różne emocje, które pani Kane świetnie opisała. Także wątek kryminalny nie zawodzi: nie stanowi głównej osi powieści, a dla fascynatów może wydać się banalny i przewidywalny, mnie jednak niektóre rozwiązania i zwroty akcji zaskakiwały.

Slumsy pełne są różnorakich postaci, ja jednak skupię się na kreacji głównych bohaterów. Chess jest pełna sprzeczności (nie jestem przekonana, czy zamierzonych): z jednej strony jest Demaskatorką, dla której duchy to chleb powszedni, z drugiej - panicznie boi się obecności istot nadprzyrodzonych. Obawia się również pająków, węży i tego typu menażerii, ale bossom narkotykowym potrafi (niemalże) napluć w twarz. Wydaje się bardzo realna, za plus uznaję jej uzależnienie od narkotyków (tak, tak - to nie jest kryształowa postać). Drugi ważny bohater to Terrible, podwładny głównego bossa dzielnicy. On także ma dwa oblicza: bezwzględnego gangstera oraz czułego, wiernego przyjaciela. Zdecydowanie największą sympatię wzbudził we mnie nastoletni Mózg - biedny chłopaczyna, zdemoralizowany, ale taki... kochany :)

Nieświęte duchy niesamowicie wciągają. Być może to zasługa realności świata, może ciężka praca tłumacza przy oddawaniu "nieliterackości" wypowiedzi, a może trzecioosobowa narracja dająca nam wzgląd w myśli Chess - ciężko określić. Przymykamy oczy na kilka małych błędów edytorskich - każdemu się zdarzają i otrzymujemy ciekawą, "nieoklepaną" pozycję z gatunku urban fantasy. To coś innego, bardziej mrocznego i dorosłego niż wszystkie romanse paranormalne, które teraz zalewają rynek. Jeśli Was to nie przeraża, sięgajcie!
Ocena końcowa: 5-/6
Polecam: miłośnikom szybkiej akcji, nie bojącym się brutalnych rozwiązań i mroocznej atmosfery

piątek, 15 kwietnia 2011

"Cień nocy" - Andrea Cremer

Tytuł: Cień nocy (org. Nightshade)
Autor: Andrea Cremer
Seria: Cień nocy, #1
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 18 stycznia 2011 (premiera: październik 2010)
Ilość stron: 416

Nie mogłam się doczekać, by sięgnąć po tę książkę. Nie tylko ze względu na zabójczą okładkę, ale też na intrygujący opis na okładce. Zupełnie niedawno przeczytałam. Czy warto było czekać?

Calla Tor jest wilczycą - alfą klanu Cień Nocy. W Halloween, kiedy skończy osiemnaście lat, ma poślubić alfę rywalizującego klanu, Kary Nocy - Rena Laroche (oficjalnie: Reniera). Pewnego dnia łamie zasady wyznaczone przez Opiekunów (nadzorców wszystkich klanów): ratuje życie młodego chłopaka. Co więcej, ukazuje mu się w ludzkiej i zwierzęcej postaci. Musicie sobie wyobrazić jej zdziwienie, gdy uratowany przystojniak dołącza do jej klasy. Co więcej, Shay Doran jest bardzo ważną osobistością - tak przynajmniej myśli bohaterka, wyznaczona przez swoich Opiekunów do opieki nad chłopakiem.

Jak możecie się domyślić, od momentu poznania Shaya życie i poglądy Calli ulegają drastycznym zmianom. O ile wcześniej podporządkowywała się wszystkich zakazom Opiekunów, o tyle teraz coraz częściej chce postawić na swoim. Zaczyna mieć także wątpliwości, czy Renier jest dobrym kandydatem na partnera. Poczucie obowiązku (dobro klanu) walczy w niej z potrzebą wyrażenia siebie, bycia wierną swoim poglądom. Co zwycięży?

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to niesztampowi bohaterowie. Calla, ostra, wyważona przywódczyni i perfekcjonistka, na czterystu stronicach przechodzi wielką przemianę, dorasta do tego, by postawić na swoim, a przynajmniej nie patrzyć biernie na rozwój wydarzeń. Niestety, jak to w młodzieżówkach bywa, zakochuje się nie w tym, w kim powinna. Shay (chyba nie zdziwi Was, że o nim ta mowa) od początku przyprawiał mnie o mdłości: taki słodziutki, kochany i potulny...Zdecydowanie nie w moim typie. Także Ren, mimo mniejszej cukierkowatości, nie przekonał mnie do siebie: ten niewyobrażalnie zazdrosny i samowolny samiec alfa nie byłby dobrym partnerem, zwłaszcza dla Calli, która odznacza się podobnymi cechami. Dużo większą sympatią zapałałam do bohaterów drugiego planu, których jest tu dość sporo: do każdego "młodego" klanu należą jeszcze cztery osoby. Dzięki tak licznej i wesołej menażerii (chociaż początkowo duża ilość imion trochę miesza czytelnikowi w głowie) nie sposób się nudzić. Dialogi brzmią naturalnie, także zachowania nie są sztuczne, chociaż w czasie lektury zastanawiam się, czy to amerykańska młodzież jest taka wyluzowana, czy też ja żyję w takim sztywnym środowisku...

Nie mogę nie zgodzić się z tekstem z okładki, jakoby była to "bardzo seksowna książka, choć nie ma w niej ani jednej sceny seksu". To szczera prawda. Nastoletni bohaterowie, szczególnie Ren, zachowują się wyzywająco, nadając nawet najprostszym czynnościom erotyczne zabarwienie. Niektórym może to przeszkadzać, ja natomiast uznaję to za całkiem miły, zachęcający do lektury element.

Przejdźmy wreszcie do fabuły samej w sobie. Romans, owszem, rozwija się, ale nie zajmuje pierwszego planu. Króluje chęć poznania tajemnicy Shaya - kim jest, dlaczego jest tak ważny dla Opiekunów i co ukrywa jego "wuj"? Także osiemnaste urodziny - dzień zaślubin - zyskują na znaczeniu. Nawet obowiązkowy Bardzo Ważny Bal (np. maturalny) został zastąpiony luźną dyskoteką. Muszę nadmienić, że natkniemy się na kilka ciekawych zwrotów akcji - zaskakujących, intrygujących.

Podsumowując, Cień nocy to książka o wilkołakach godna uwagi. Ukazuje świat tych istot z nieco innej niż zwykle perspektywy, główna bohaterka od dawna posiada swoją moc i zdaje sobie z tego sprawę. Ogólny odbiór nieco psują główni bohaterowie (przynajmniej mi nie podeszli), ale to już kwestia gustu. Niemniej uznaję tę książkę za ciekawą propozycję na kilka wieczorów.
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: lubiącym mieszankę miłości i innych ras (tu: wilkołaków), z kilkoma nowatorskimi ideami i sympatycznymi bohaterami

czwartek, 31 marca 2011

"Żelazny król" - Julie Kagawa

Tytuł: Żelazny król (org. Iron King)
Autor: Julie Kagawa
Seria: Żelazny Dwór, #1 (org. Iron Fey)
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 352
Data wydania: 22 marca 2011 (świat: luty 2010)


Nie wiem, czemu tak ciągnęło mnie do tej książki. Może ze względu na okładkę, może przez trailery - tak, ewidentnie trailery. Z przeczytaniem tej książki nosiłam się od jakiegoś czasu, a teraz - zmotywowana polską premierą - przeczytałam. I nie żałuję.

Główną bohaterkę, Meghan Chase, poznajemy w dniu jej szesnastych urodzin. Jej matka wyszła ponownie za mąż, ponieważ ojciec naszej bohaterki zaginął wiele lat wcześniej, w parku. Kolokwialnie mówiąc, był i wsiąkł. Wróćmy do Meghan: w dniu swojego święta Angie - szkolna gwiazda - zachowuje się w stosunku do niej wyjątkowo podle, a jej czteroletni brat Ethan zachowuje się dziwnie. Między rodzeństwem dochodzi do spięcia, z którego Meg wychodzi w stanie raczej nieciekawym, byłoby jeszcze gorzej gdyby nie Robbie - szkolny (i jedyny) przyjaciel bohaterki.

To dopiero początek. Dowiadujemy się, że Rob to naprawdę Robbie "Puck" Dobroduszek (Goodfellow), znany Wam być może ze Snu nocy letniej Szekspira. Pochodzi on z alternatywnego świata - Nevernever (wybaczcie, nie znam polskiego tłumaczenia, bo czytałam po angielsku) - podzielonego na królestwa. Przedostawszy się do tego tajemniczego miejsca, Meg jest świadkiem jego upadku. Co jest tego przyczyną? Czy niechęć mieszkańców do metalowych przedmiotów ma z tym coś wspólnego? I gdzie jest prawdziwy Ethan, skoro po Ziemi chodzi goblin z jego maską?

Fabuła mnie pozytywnie zaskoczyła. Oczekiwałam kolejnego paranormalnego romansu, w którym poszukiwania brata schodzą na dalszy plan. Okazało się jednak, że wątek romantyczny - obowiązkowy trójkącik: dziewczyna, dobry kumpel oraz mroczny, zły ale pociągający przystojniak - zajmuje tu drugi, nawet trzeci plan. Przede wszystkim chodzi o odnalezienie Ethana. W czasie podróży Meghan i jej towarzysze (wspomniany Puck, mroczny przystojniak Alan oraz kot Grimalkin) spotykają wiele postaci, które chcą pomóc lub przeszkodzić w realizacji misji. Kolejni nieznajomi pojawiają się szybko, jeden po drugim, nie dając czytelnikowi chwili oddechu.

Autorka bardzo żywo i obrazowo opisuje pojedynki, nie zaniedbuje jednak elementów psychologicznych. Głównych bohaterów poznajemy bardzo dobrze, tych pobocznych nieco słabiej, ale o każdym coś wiemy. Ucieszyło mnie, że Meg ma silną osobowość, jest uparta oraz sprytna. Przyznajcie, mało która nastoletnia bohaterka może się poszczycić tymi przymiotami.

Pierwszy kontakt ze światem Żelaznego króla zaliczam do udanych. Myślę, że każda nastolatka lubiąca czytać znajdzie tu coś dla siebie. Również starsze czytelniczki mogą uznać lekturę za interesującą, jednak panowie raczej odpadną. Ja dałam się porwać, niedługo zapoznam się z tomem drugim, bowiem zakończenie "jedynki" jest ze wszech miar... zachęcające.
Ocena końcowa: 5+/6
Polecam: paniom lubiącym wciągające, zaskakujące historie z fantastycznymi elementami

wtorek, 22 lutego 2011

"Nieziemska" - Cynthia Hand

Tytuł: Nieziemska (ang. Unearthly)
Autor: Cynthia Hand
Seria: Nieziemska, #1
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 22 lutego 2011
Ilość stron: 400

"Wzruszająca opowieść o przeznaczeniu, pierwszej miłości i dramatycznej walce między między głosem obowiązku a głosem serca. Tak nieziemska jak pierwszy pocałunek chłopaka ze snów." Te słowa znajdziemy na okładce polskiej edycji. Czy warto dać się skusić "nieziemskiej" historii?

Clara Gardner jest niezwykła - ma szesnaście lat oraz ćwierć krwi anielskiej. Podobnie jak jej dwa lata młodszy brat, Jefferey. Po swoich urodzinach dziewczyna zaczynia mieć wizje, których głównymi bohaterami są płonący las oraz nieznajomy chłopak, którego ma uratować. Matka - półkrwi anielica - nazywa to "celem" (and. purpose) i, aby umożliwić jego realizację, rodzina przeprowadza się do stanu Wyoming. Młodzi ludzie zaczynają naukę. Anielskie moce Clary rozwijają się, zaczynają wymykać się spod kontroli.

Zostańmy jeszcze na chwilę przy fabule. Nasza bohaterka w szkole odnajduje tajemniczego chłopaka - to nieziemsko przystojny Christian Prescott. Fascynacja zmienia się w miłość, przynajmniej tak jej się wydaje. Żeby nie było zbyt nudno, Clara zdobywa nowych znajomych: całkowicie zwyczajną Wendy Avery, jej brata Tuckera oraz Angelę Zerbino - półkrwi anioła, która wprowadza nieopierzoną (niemal dosłownie, bo nie umiejącą jeszcze latać) towarzyszkę w świat tajemnic, do których dostępu wcześniej nie miała dostępu.

Początkowo książka rozwija się jak każda młodzieżówka: szkoła, przyjaciółka, wymarzony chłopak, nauka, kłótnie z koleżankami i rodziną, odkrywanie siebie... Ciekawiej robi się dopiero latem, wraz z nadejściem wakacji, gdy większość ekipy wyjeżdża. Ale to dopiero za połową książki. Muszę jednak napisać, że książkę czytało się przyjemnie. Narracja jest prowadzona w czasie teraźniejszym, z perspektywy Clary. Pani Hand oszczędziła nam zbędnych zachwytów i rozterek miłosnych, którymi niektóre autorki zapełniają kolejne stronice. Tutaj romans nie jest na pierwszym miejscu, co cieszy. Mimo wszystko historia jest nudna i przewidywalna. Akcja przyspiesza kilka rozdziałów przed końcem tomu i wraz z jego nadejściem się kończy. Zakończenie właściwie domyka wszystkie wątki, nie widzę powodu dla powstania kontynuacji (która jest zapowiedziana na przyszły rok).

Niedawno przeczytałam Blask, który również opowiadał o aniołach, nie mogę więc nie porównać tych dwóch pozycji. Nieziemska ma potencjał, którego tom pierwszy nie wykorzystuje, nie zostawia żadnych poruszonych wątków. Blask natomiast kończy się intrygująco, zachęca do sięgnięcia po kolejną część. Wnioski wyciągnijcie sami.

Podsumowując, Nieziemska nie jest tak nieziemską lekturą, na jaką liczyłam. Gwarantuje kilka niespodziewanych zwrotów akcji, momentów do wzruszeń (ale bez przesady), ale na rynku dostępne są lepsze pozycje. Dobrze, że autorka uciekła od typowego szkolnego romansu - gdyby tylko zaplanowała więcej atrakcji...
Ocena końcowa: 3/6
Polecam: miłośnikom pozycji dla młodzieży