Tytuł: Sevile. Magia i miłość
Autor: Marta Dębkowska
Seria: Sevile #1
Wydawnictwo: Novae res
Data wydania: 21 kwietnia 2013 r.
Ilość stron: 176
Uwierzcie mi, pisanie tej recenzji to jedno z najtrudniejszych zadań, jakie przed sobą postawiłam w ostatnim czasie. Nie dlatego, że Magia i miłość to jakaś skomplikowana książka, wymagająca nadzwyczajnego skupienia, a ja nie byłam w stanie poświęcić jej dość uwagi. Sprawa ma aspekt bardziej osobisty, ponieważ autorka jest niemal moją rówieśniczką oraz - podobnie jak ja - grafomanką (ale ja piszę tylko na dysk twardy, ewentualnie męczę rodzinę). A to nieco utrudnia pisanie mało pochlebnej recenzji.
Selena jest sevilem: istotą z innego wymiaru, specjalizującą się w psoceniu i przeszkadzaniu ludziom. Otrzymuje zadanie unieszkodliwienia naukowca - Daniela - który wpadł na trop ich rasy i próbuje udowodnić ich istnienie. Aby usprawnić wykonanie tej misji, Selena zostaje zesłana na Ziemię, prosto w nowojorskie przedmieścia. Sevilka, choć ludzi obserwowała już nieraz, teraz musi stać się jednym z nich. A przy okazji zniszczyć wyniki badań. Oczywiście to tylko w teorii jest proste.
Już okładkowy opis zdradza, że pomiędzy piękną - bohaterka choć raz zdaje sobie sprawę ze swojej nieprzeciętnej urody - sevilką a geniuszem dojdzie do czegoś więcej. Sto siedemdziesiąt stron to naprawdę niedużo, spodziewałam się szybkiego rozkwitu uczucia i dramatycznego finiszu. Ale nie aż tak szybkiego. Do owego "czegoś" dochodzi nazajutrz po pierwszym spotkaniu naszych bohaterów! Oczywiście uczucie jest płomienne, nierozerwalne i wieczne - ale także skazane na niepowodzenie. Wszystko to było już wałkowane setki, tysiące razy... nie pomaga nawet główna bohaterka - ale o tym za chwilę.
Najpierw jeszcze co nieco o kreacji świata. Selena jako istota nieziemska nie zna panujących u nas obyczajów, nie wie jak się zachować - co doprowadza do jednej zabawnej sytuacji - a jedynym znanym jej odzieniem są długie tuniki (w moim wyobrażeniu takie jakby anielskie). Co nie przeszkadza jej posiadać zapasowych ciuchów (kupionych przez Daniela, który w sumie nie wydaje się bogaczem) w swoim świecie, przygotowanych od dawna na czarną godzinę... No przepraszam, coś mi tu nie pasuje. Podobnie domek naukowca: rozklekotana chatka niemal w centrum Nowego Jorku. Od kiedy?!
Dobra, może jeszcze słówko o bohaterach, których w Magii... jest naprawdę niewielu. Selena, jako sevilka - istota pragnąca siać zamęt na Ziemi - powinna mieć "jaja", być odważna i charyzmatyczna. Jak Vincent, jej szef. Ona wprawdzie jest inteligentna i kreatywna, ale także niezdecydowana, wrażliwa, kochliwa (a może po prostu po raz pierwszy zobaczyła z bliska mężczyznę...?) i zdecydowanie nie nadaje się na obrończynię. A przecież miała być "kobietą dbającą o życie nieporadnego mężczyzny". Daniel pasuje do tego opisu, bo jak każdy literacki naukowiec radzi sobie na polu naukowym, ale nie w życiu prywatnym i uczuciowym. Najbardziej żywiołową postacią w tej historii jest młodsza siostra naszego badacza, Alex. Oczywiście nie przepada za Seleną, bo ośmieliła się wtargnąć w ich spokojne życie i przewrócić je do góry nogami. Wiedzie możliwie normalne życie (na ile czytelnik na okazję się dowiedzieć, bo ona jest tylko postacią drugoplanową) i w dość dziwacznej sytuacji... postanawia zaufać Selenie. Słodka naiwności, gdybym nie ufała jakiejś dziewczynie, za Chiny ludowe nie uwierzyłabym w jej tajemnicze słowa i ostrzeżenia o niebezpieczeństwie grożącym bratu! Przez chwilę nawet myślałam, że faktycznie zignorowała sevilkę, ale nie...
Magia i miłość to naprawdę króciutka opowieść: liczy naprawdę mało stron, została wydana w niewielkim formacie i opatrzona piękną oprawą graficzną. Pierwszym, co zwraca uwagę, jest śliczna okładka. Modelka wydaje się odpowiednim "ucieleśnieniem" Seleny. Otwierając tomik, zobaczymy specjalne półprzezroczyste przekładki oddzielające kolejne rozdziały. Niezaprzeczalnie ładne, ale raczej mające tylko zwiększyć objętość książki...
Magia i miłość zdecydowanie mnie nie zachwyciła. Historia - nawet jak na romans paranormalny w swej najczystszej postaci - wypada słabo i nieciekawie, wielka miłość pojawia się za szybko, podobnie jak koniec historii. W tym przypadku wydłużenie opowieści mogłoby przynieść jej jedynie korzyści. Może więcej opisów, więcej czasu na rozwój uczucia, więcej czasu na poznanie Daniela i samych sevilów... Cóż, poczekam na ciąg dalszy, który na pewno przeczytam. Choćby z ciekawości i dla pięknej okładki (oby).
Ocena końcowa: 2-/6
Polecam: zagorzałym miłośnikom romansów paranormalnych
"Zamknięta książka jest niema; przemówi tylko wtedy, gdy zostanie otwarta." E.E. Schmitt
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Novae Res. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Novae Res. Pokaż wszystkie posty
piątek, 5 września 2014
piątek, 17 lutego 2012
"Spalona róża" - Anna Walczak
Tytuł: Spalona róża
Autor: Anna Walczak
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 1 września 2010 r.
Ilość stron: 352
Nieczęsto sięgam po polską literaturę, głównie dlatego, że nie mam do niej zaufania. Teoretycznie każdy autor - polski, amerykański, niemiecki czy japoński - ma takie same szanse, by napisać dobrą powieść, ale znamy nasze rodzime realia... A do sięgnięcia po Spaloną różę zachęciła mnie właśnie... osoba autorki.
Dwudziestokilkuletnia Medison to kobieta uboga, mieszkająca z ojcem-pijakiem, który znęca się nad nią fizycznie. I psychicznie, ale tego nie widać - w przeciwieństwie do siniaków pokrywających jej ciało. Daniel z kolei - jej rówieśnik, "kolega" ze szkolnej ławki - pławi się w luksusie, zamieszkuje ogromny, stary dom, całe dnie spędza na pomnażaniu swego pokaźnego już majątku. Poznali się w podstawówce, ale w szkole niezbyt za sobą przepadali; młodzieniec dowodził bandą wyśmiewającą się z ubóstwa Medison. Po maturze kontakt się urwał, a teraz zostaje ponownie nawiązany. Z inicjatywy Medison właśnie...
Dziewczyna dowiedziała się o zakładzie jej wroga: ma się z nią ożenić, w przeciwnym razie utraci swoje bogactwa. Ona sama ma dość swojego życia, więc wyraża chęć poświęcenia się i zostania jego żoną. Szybko wprowadza się do przepysznej, ale pustej i zimnej willi, w której oprócz Daniela spotkać można tylko jedną z dwóch pokojówek: niesympatycznej Olivii i starszej, kochanej Rebeki. Młodzian skrupulatnie ukrywa tożsamość małżonki, ktoś jednak zdaje się znać prawdę. Medison ma przeczucie, że pewien pozornie sympatyczny mężczyzna skrywa jakiś sekret, który może mieć ogromny wpływ na jej - i Daniela - życie...
We wstępie wspomniałam, że do lektury Spalonej róży zachęciła mnie osoba autorki. Anna Walczak, wydając swoją powieść, miała zaledwie czternaście lat i po prostu byłam ciekawa, co do zaoferowania ma tak młoda osóbka. Jej utwór to historia obyczajowa, w której dużą rolę odgrywa romans a także, ku mojemu zdziwieniu, kryminał - w części późniejszej. To również książka psychologiczna, mamy bowiem dostęp do myśli głównej bohaterki. Moim zdaniem to za dużo; "cierkogenny" wątek morderstwa w ogromnym domu odebrałam jako ogromnie naciągany i przewidywalny. Także zakończenie historii nie zaskakuje, Czytelnik niemal od samego początku zna koniec.
Kreacje bohaterów nie zachwyciły mnie. Medison początkowo wzbudzała we mnie litość, ale z czasem zaczęła irytować. Wciąż robiła Danielowi na złość, nie była szczera wobec swoich uczuć i nie dostrzegała, jak bardzo się o nią troszczy - choć okazywał to na swój, bardzo specyficzny, sposób. Do tego ciągłe rozważania na temat "Boże-jak-ja-go-nienawidzę!-Chociaż-nie-ja-chyba-jednak-go-kocham-ale-to-przecież-niemożliwe-bo-on-jest-taki-wredny", których właściwie od początku miałam dosyć... Nie myślcie jednak, że bronię jej męża, bowiem on także mnie irytował: ten cynizm, perfekcjonizm, dwulicowość i złośliwość... Trzeba jednak przyznać, że autorka wpadła na ciekawy pomysł, opierając relację pomiędzy nimi na istnej komedii pomyłek - chyba tylko rozwiązanie tego wątku mnie zaskoczyło i zainteresowało. Pozostali bohaterowie, szczególnie nowa przyjaciółka głównej protagonistki, Madeline, wydali mi się dużo ciekawsi, godni uwagi.
Co zatem skłoniło mnie do wystawienia tak wysokiej oceny? Spaloną różę czyta się bardzo szybko. Młoda autorka pisze lekko, dialogi (choć jest ich dość niewiele) są realistyczne, opisy krótkie ale działające na wyobraźnię. Odbiór powieści trochę psują częste powtórzenia, ale to drobnostka. Historia sprawia wrażenie przemyślanej, chociaż - jak już pisałam - kryminał na zakończenie został wprowadzony zupełnie niepotrzebnie. Powieść czysto obyczajowa byłaby dużo lepsza.
Czy zatem warto czytać? Myślę że tak. Książka Anny Walczak nie zaskakuje, nie stanowi żadnego przełomu. Jest wręcz oburzająco sztampową historią o dwóch młodych, skłóconych ze sobą ludziach, którzy wbrew sobie decydują się na wspólne życie, ale los "zaskakuje" ich i "niespodziewanie" łączy. A my wiemy, jak to się skończy... Niemniej debiut uznaję za udany. Jeśli szukacie lekkiego w odbiorze, niewymagającego specjalnej uwagi czytadła, Spalona róża stanowi całkiem dobrą propozycję.
Ocena końcowa: 5-/6
Polecam: zwolennikom nieskomplikowanych historii obyczajowych
Autor: Anna Walczak
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 1 września 2010 r.
Ilość stron: 352
Nieczęsto sięgam po polską literaturę, głównie dlatego, że nie mam do niej zaufania. Teoretycznie każdy autor - polski, amerykański, niemiecki czy japoński - ma takie same szanse, by napisać dobrą powieść, ale znamy nasze rodzime realia... A do sięgnięcia po Spaloną różę zachęciła mnie właśnie... osoba autorki.
Dwudziestokilkuletnia Medison to kobieta uboga, mieszkająca z ojcem-pijakiem, który znęca się nad nią fizycznie. I psychicznie, ale tego nie widać - w przeciwieństwie do siniaków pokrywających jej ciało. Daniel z kolei - jej rówieśnik, "kolega" ze szkolnej ławki - pławi się w luksusie, zamieszkuje ogromny, stary dom, całe dnie spędza na pomnażaniu swego pokaźnego już majątku. Poznali się w podstawówce, ale w szkole niezbyt za sobą przepadali; młodzieniec dowodził bandą wyśmiewającą się z ubóstwa Medison. Po maturze kontakt się urwał, a teraz zostaje ponownie nawiązany. Z inicjatywy Medison właśnie...
Dziewczyna dowiedziała się o zakładzie jej wroga: ma się z nią ożenić, w przeciwnym razie utraci swoje bogactwa. Ona sama ma dość swojego życia, więc wyraża chęć poświęcenia się i zostania jego żoną. Szybko wprowadza się do przepysznej, ale pustej i zimnej willi, w której oprócz Daniela spotkać można tylko jedną z dwóch pokojówek: niesympatycznej Olivii i starszej, kochanej Rebeki. Młodzian skrupulatnie ukrywa tożsamość małżonki, ktoś jednak zdaje się znać prawdę. Medison ma przeczucie, że pewien pozornie sympatyczny mężczyzna skrywa jakiś sekret, który może mieć ogromny wpływ na jej - i Daniela - życie...
We wstępie wspomniałam, że do lektury Spalonej róży zachęciła mnie osoba autorki. Anna Walczak, wydając swoją powieść, miała zaledwie czternaście lat i po prostu byłam ciekawa, co do zaoferowania ma tak młoda osóbka. Jej utwór to historia obyczajowa, w której dużą rolę odgrywa romans a także, ku mojemu zdziwieniu, kryminał - w części późniejszej. To również książka psychologiczna, mamy bowiem dostęp do myśli głównej bohaterki. Moim zdaniem to za dużo; "cierkogenny" wątek morderstwa w ogromnym domu odebrałam jako ogromnie naciągany i przewidywalny. Także zakończenie historii nie zaskakuje, Czytelnik niemal od samego początku zna koniec.
Kreacje bohaterów nie zachwyciły mnie. Medison początkowo wzbudzała we mnie litość, ale z czasem zaczęła irytować. Wciąż robiła Danielowi na złość, nie była szczera wobec swoich uczuć i nie dostrzegała, jak bardzo się o nią troszczy - choć okazywał to na swój, bardzo specyficzny, sposób. Do tego ciągłe rozważania na temat "Boże-jak-ja-go-nienawidzę!-Chociaż-nie-ja-chyba-jednak-go-kocham-ale-to-przecież-niemożliwe-bo-on-jest-taki-wredny", których właściwie od początku miałam dosyć... Nie myślcie jednak, że bronię jej męża, bowiem on także mnie irytował: ten cynizm, perfekcjonizm, dwulicowość i złośliwość... Trzeba jednak przyznać, że autorka wpadła na ciekawy pomysł, opierając relację pomiędzy nimi na istnej komedii pomyłek - chyba tylko rozwiązanie tego wątku mnie zaskoczyło i zainteresowało. Pozostali bohaterowie, szczególnie nowa przyjaciółka głównej protagonistki, Madeline, wydali mi się dużo ciekawsi, godni uwagi.
Co zatem skłoniło mnie do wystawienia tak wysokiej oceny? Spaloną różę czyta się bardzo szybko. Młoda autorka pisze lekko, dialogi (choć jest ich dość niewiele) są realistyczne, opisy krótkie ale działające na wyobraźnię. Odbiór powieści trochę psują częste powtórzenia, ale to drobnostka. Historia sprawia wrażenie przemyślanej, chociaż - jak już pisałam - kryminał na zakończenie został wprowadzony zupełnie niepotrzebnie. Powieść czysto obyczajowa byłaby dużo lepsza.
Czy zatem warto czytać? Myślę że tak. Książka Anny Walczak nie zaskakuje, nie stanowi żadnego przełomu. Jest wręcz oburzająco sztampową historią o dwóch młodych, skłóconych ze sobą ludziach, którzy wbrew sobie decydują się na wspólne życie, ale los "zaskakuje" ich i "niespodziewanie" łączy. A my wiemy, jak to się skończy... Niemniej debiut uznaję za udany. Jeśli szukacie lekkiego w odbiorze, niewymagającego specjalnej uwagi czytadła, Spalona róża stanowi całkiem dobrą propozycję.
Ocena końcowa: 5-/6
Polecam: zwolennikom nieskomplikowanych historii obyczajowych
Książkę przeczytałam dzięki akcji Włóczykijka
Subskrybuj:
Posty (Atom)


