Na zakup Kitsune. Pradawnej magii zdecydowałam się pod wpływem przepięknej okładki. Po wnętrzu nie oczekiwałam zbyt wiele, ale nie zamierzałam nastawiać się negatywnie od samego początku. Zakończywszy jednak tę lekturę, czuję pewne... rozdwojenie.
Dwie dziewczyny pozornie dzieli niemal wszystko. Przyszła uzdrowicielka. Kapłanka z lisicą w duszy. Zakazy, czas, odległość... czy przyjaźń będzie ponad tym?
Lata harmonii między magicznymi istotami oraz ludźmi przepadły. Subtelność magii ukazała swoją brutalną stronę, przez co światu grozi utrata równowagi między życiem śmiertelnych a pradawną magią.
Wychowana pośród legend Hana pielęgnowała w sobie żyłkę poszukiwaczki przygód. Jako przyszła Uzdrowicielka jest świadoma wszystkich praw i obowiązków, które niosła ze sobą profesja jej matki. Dziewczyna mimo to w tajemnicy zaprzyjaźnia się z Mei, kapłanką świątyni Inari. Obie wierzą w niezachwianą siłę przyjaźni.
Los, jak to już bywa, testuje wszelkie więzi, gdy rzuca w twarz wyzwania. Nadchodzą mroczne zmiany, gdy chwała i szacunek dla legend odchodzą w zapomnienie. Świat podąża w stronę chaosu. Hana i Mei rozpoczynają walkę nie tylko z zagrożeniem ze strony pradawnych demonów, ale i z własnymi słabościami.
Powieść opowiadana jest dwutorowo. Czytelnik naprzemiennie śledzi losy Hany, aspirującej uzdrowicielki, oraz Mei, mieszkającej w świątyni kapłanki. Zaczynamy od poznania relacji łączącej te dwie młode kobiety, by bardzo szybko przejść do dramatycznego wydarzenia, które pchnie je w dwie długie i potencjalnie niebezpieczne podróże. Wędrując w tym samym kierunku, a jednak osobno, Hana i Mei spotkają niejedną ciekawą istotę i nieraz staną twarzą w twarz z zagrożeniem.




