poniedziałek, 7 grudnia 2020

"Opowieść podręcznej" Margaret Atwood

Przeczytałam Opowieść podręcznej, ponieważ wiele osób ją zachwalało. Liczyłam na objawienie. Po lekturze, oceniam tę powieść jako "okej, ale szału nie ma", bo liczyłam na więcej. Prawdopodobnie jestem w mniejszości, ale to moja subiektywna opinia :)

Podoba mi się poruszany przez Opowieść podręcznej temat, który - mimo że od premiery minęło ponad 30 lat - pozostaje aktualny, a ostatnio wręcz "trenduje". Autorka kreuje dystopijną, bardzo ortodoksyjną Amerykę, w której kobiety są niemal pozbawione praw, a ich pozycję można poznać po kolorze ubrań, które noszą. W tym świecie na pierwszym miejscu stawiana jest religia, łamanie zasad jest surowo karane, a szpiegiem może być każdy, więc na każdym kroku trzeba się pilnować. (To skojarzyło mi się z czasami PRLu, o których opowiadała mi Mama.) Gilead idzie o krok dalej, ponieważ poza ograniczeniem swobody wypowiedzi wszystkich obywateli, atakuje i niszczy psychikę wielu kobiet, których rola zostaje ograniczona do bycia naczyniem, w którym ma rozwijać się dziecko. Ciąża jest w tym ustroju stanem (dosłownie) błogosławionym, jednak nie zapewnia wolności ani większych swobód. Chyba najbardziej uderzył mnie sposób, w jaki płodne kobiety są tresowane (nie uczone) na podręczne; jak wmawia im się, że nowy ustrój jest lepszy, bezpieczniejszy dla nich, a dzięki zachowaniu pokory i skromnym ubraniom stają się jeszcze bezpieczniejsze (przecież to kobieta prowokowała mężczyzn, to przez nią dochodziło do gwałtów...).

Przeszkadzał mi chaos wypowiedzi narratorki, którą jest Freda - jedna z podręcznych. Nie mam zarzutów wobec tego, że kobieta nie przedstawiła wszystkiego od razu - zakłada bowiem, że osoba, która zapozna się z jej opowieścią, będzie zaznajomiona z systemem - wobec czego czytelnik jest wrzucony na głęboką wodę, dopiero z czasem poznaje więcej detali tego dystopijnego ustroju i pełniej pojmuje jego piekielność. Problemem dla mnie są jednak przeskoki pomiędzy "teraz" a "kiedyś" - bohaterka bowiem pamięta życie przed nastaniem reżimu, często wspomina swojego męża i córkę, tęskni za nimi i zastanawia się, czy żyją. Robi to jednak w dziwnych momentach, co nie do końca przypadło mi do gustu, a sposób przedstawienia tego w tekście, czasami bez wyraźnego rozgraniczenia, momentami mocno mnie konfundował.

Za minus uznaję także brak wyjaśnienia, jak do tego doszło. Z narracji można wnioskować, że wszelkie prawa zostały kobietom odebrane z dnia na dzień, zamach stanu i wynikająca z niego OGROMNA reforma rozegrały się w mgnieniu oka i... nikt nie protestował(?!). Rząd został wybity do nogi "ot tak"(?), konstytucja unieważniona(!?) i... nic? Z historii wynika, że przed "przewrotem" kobiety protestowały, walczyły o lepsze życie, a wobec tak drastycznej zmiany nikt nie miał nic do powiedzenia? Z punktu widzenia Opowieści podręcznej może nie ma to dużego znaczenia (koncentrujemy się na "tu i teraz", nie na genezie problemu), ale ten nieco nierealistyczny element mi przeszkadzał, zwłaszcza że Freda co chwila wraca myślami do przeszłości. Nie wykluczam, że ta luka wynika z przyjętego sposobu narracji, niemniej... nie spodobało mi się to.

Podsumowując, Opowieść podręcznej mnie wciągnęła, zafascynowała konceptem, jednak trochę zawiodła na płaszczyźnie wykonania. Brakowało mi konstrukcji świata, wyjaśnienia niektórych rzeczy. Rozumiem, że te braki to efekt wybranego sposobu narracji, ale niedosyt pozostaje.

Ocena końcowa: 4/6

 

Tytuł: Opowieść podręcznej (org. The Handmaid's Tale)
Seria: The Handmaid's Tale #1
Autor: Margaret Atwood
Wydawnictwo: Wielka Litera
Data wydania: 26 lutego 2020 r. (premiera: sierpień 1985)
Ilość stron: 368

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza