niedziela, 14 sierpnia 2011

"Wschodzący księżyc" - Keri Arthur

Tytuł: Wschodzący księżyc (org. Full Moon Rising)
Autor: Keri Arthur
Seria: Zew nocy, #1 (org. Riley Jenson Guardian)
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Data wydania: 17 lutego 2011 r. (premiera: grudzień 2006)
Ilość stron: 440


Wschodzący księżyc to pierwszy tom cyklu Zew nocy - cyklu, który przyniósł autorce niespodziewaną popularność i szeroko otworzył drzwi do międzynarodowej kariery. Po prostu musiałam sprawdzić, w czym tkwi fenomen osławionej serii.

Riley Janson jest rzadko spotykaną hybrydą, ma w sobie coś z wampira i coś z wilkołaka (więcej z wilkołaka). Nie musi się z tym kryć, cały świat zna i akceptuje prawdę o istnieniu "innych". Powszechnie znana jest również pewna przypadłość wilkołaków - niesamowite pobudzenie seksualne zaczynające się tydzień przed pełnią.
Właśnie siedem dni przed pełnią księżyca na progu swojego mieszkania Riley znajduje nagiego wampira: szuka jej brata, Rhoana. Quinn, gdyż tak ma na imię krwiopijca, okazuje się zwiastunem kłopotów. Najpierw Rhoan gdzieś znika, później ktoś próbuje pozbyć się samej Riley, do tego księżycowa gorączka szaleje... Trzeba odnaleźć złoczyńcę, który za tym stoi. Nie obędzie się bez mylnych tropów i ślepych zaułków.

Książka to przede wszystkim kryminał. Razem z bohaterką koncentrujemy się na rozwiązaniu tajemnicy, odnalezieniu brata, szpiegowaniu wroga... Ten wątek trzyma poziom, wiele razy byłam zaskoczona jakimś rozwiązaniem fabularnym. Drugi, choć równie ważny, plan zajmuje miłość i seks. Aparycja Quinna bardzo pociąga Riley, która oprócz niego ma jeszcze dwóch "stałych" partnerów. Rozwój znajomości wampira i naszej hybrydy został przedstawiony realistycznie, niezbyt szybko czy nienaturalnie delikatnie - duży plus. Autorka ciekawie umotywowała wprowadzanie scen erotycznych (których dla mnie było za dużo), co również mogę (mimo wszystko) uznać za zaletę tej pozycji.

Muszę coś napisać o języku. Pierwszoosobowa narracja w czasie przeszłym daje czytelnikom możliwość dogłębnego poznania Riley - jej charakteru, przemyśleń, wreszcie wątpliwości. Książkę czyta się przyjemnie, pani Arthur unika niepotrzebnych wulgaryzmów, których w urban fantasy nie brakuje. Także sceny miłosne, opisywane mniej lub bardziej szczegółowo, potrafią pobudzić wyobraźnię, wzbudzić odrazę lub... podniecenie (?). Ja za nimi nie przepadam, starałam się jak najszybciej je przeczytać, ale doceniam umiejętności autorki.

Bohaterowie wzbudzają emocje i zaskakują czytelników. Riley jest niezależna i twarda, często bezwzględna, ale jej silna wola przegrywa z silną żądzą, jaką odczuwa przy okazji pełni. Podziwiałam jej determinację i umiejętność kombinowania. Quinn wzbudził moją sympatię, chociaż czasami był strasznym "pantoflarzem" (wampir-pantoflarz, dobre sobie...). Żałuję, że mało czasu miałam na poznanie Rhoana - wydaje się ciekawą postacią, mam nadzieję, że autorka poświęci mu więcej czasu w kolejnych tomach. W Wschodzącym księżycu poznajemy też kochanków Riley i Rhoana (samych facetów...), o których szybko wyrabiamy sobie opinię. Okazuje się jednak, że noszą maski, które w końcu zrzucają i ZNOWU zaskakują odbiorców.

Wschodzący księżyc to na pewno książka dobra. Łączy elementy kryminału i romansu, daje również coś do namysłu (czy stworzenie idealnej istoty jest możliwe?). Osobiście nie przepadam za scenami erotycznymi, dlatego obniżam ocenę, ale jeśli Wam one nie przeszkadzają, spokojnie wystawcie tej pozycji ocenę o stopień wyższą i sięgnijcie bez wahania :)
Ocena końcowa: 4/6
Polecam: miłośnikom kryminałów z paranormalnymi postaciami (uwaga: sceny erotyczne!)

Książkę otrzymałam od Instytutu Wydawniczego Erica.
Serdecznie dziękuję!

13 komentarzy:

  1. Zaintrygowałaś mnie scenami erotycznymi znajdującymi się w tej książce. Ja jednak nie mam nic przeciwko temu i dodatkowo elementy kryminału przemawiają do mnie, więc chętnie sięgnę po tę pozycje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Już od jakiegoś czasu na nią poluję ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja, pomimo wielu pozytywnych recenzji tego cyklu, chyba już się do niego nie przekonam. Nie czuję się specjalnie zaintrygowana, zresztą mój stos książek czekających na swoją kolej jest już i tak zbyt duży (a wciąż rośnie :D).

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Również nie przepadam za dużą ilością scen erotycznych; chyba na razie sobie odpuszczę tę serię:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie miałam jeszcze okazji tego przeczytać pomimo tak wielu pozytywnych opinii. Chyba jednak nie przekonam się całkowicie do tych książek.

    Pozdrawiam,
    Darcy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem podobnego zdania, jednak te sceny erotyczne robią swoje i trochę mi przeszkadzały w pierwszej części, jednak w drugiej było już nieco lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się po tej książce tylu scen erotycznych. W zasadzie myślałam, że to jeden z tych lekkich, młodzieżowych paranormal romance'ów. Książkę postanowiłam przeczytać, bo czytałam sporo pozytywnych opinii i podoba mi się okładka. Jak na razie poczekam jeszcze trochę, nie za bardzo przepadam za dużą ilością scen erotycznych ;).

    OdpowiedzUsuń
  8. Och, te sceny erotyczne są chyba coraz częstsze w młodzieżowych książkach. Nie wiem, czy czegoś czasami brakuje tym autorom, że chcą się wyżyć na biednych bohaterach, ale słyszałem, że "Wschodzący księżyc" jest lekko zboczony. No i ta tematyka... Jakoś tego nie zamierzam ruszać ;p

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam ją w planach od jakiegoś czasu. Do tej pory nie udało mi się jeszcze jej przeczytać, a zapowiada się niecodziennie :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam coraz większą ochotę na tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ze scenami erotycznymi radziłam sobie tak, jak Ty - czytałam je bardzo, bardzo szybko ;)) Faktycznie troszkę ich za dużo. Ale wiem, że niektórzy znajomi czuli się zachęceni właśnie przez to, więc... Dla każdego coś miłego ;))

    OdpowiedzUsuń
  12. Kryminał to mi odpowiada, ale ilość scen miłosnych to przesada i z tego powodu raczej nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  13. mimo większości pozytywnych opinii nie mam ochoty na tę ksiażkę. nie sięgnę

    OdpowiedzUsuń