niedziela, 24 lipca 2011

"Zimowy monarcha" - Bernard Cornwell

Tytuł: Zimowy monarcha (org. The Winter King)
Autor: Bernard Cornwell
Seria: Trylogia arturiańska, #1 (org. The Arthur Books)
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Data wydania: 19 maja 2010 (premiera: maj 1995)
Ilość stron: 600

Na tę trylogię miałam ochotę już od dawna. Okres panowania Artura od zawsze mnie fascynował, więc gdy tylko pojawiła się okazja i dorwałam w swoje zachłanne ręce to tomiszcze, wzięłam się do czytania.

Głównym bohaterem Zimowego monarchy nie jest Artur. Ba, postać legendarnego władcy Brytanii pojawia się po jakimś czasie. Pierwsze skrzypce gra tu podstarzały mnich Derfel. Od królowej otrzymuje iście bojowe zadanie - spisania swoich wspomnień. Wspomnień sięgających przełomu wieków V i VI. Wspomnień, w których - oprócz Artura - pojawiają się dziesiątki innych osobistości, jak choćby Merlin (potężny mag?), Lancelot (szlachetny rycerz?), Ginewra (oszałamiająca piękność?) czy Nimue (brak skojarzeń?). Wspomnień pełnych smutku, radości, łez, miłości, a przede wszystkim przygód.

Derfel (a właściwie autor) snuje swoją opowieść bardzo ciekawie i ekspresywnie. Opisuje nie tylko wielkie i ważne potyczki czy wojnę i jej skutki. Pochyla się także nad codziennością, życiem ówczesnych ludzi, co stanowi przyjemną odskocznię od smutnych i poważniejszych wątków. Pan Cornwell nie prawi morałów, ale i nie idealizuje przedstawionego przez siebie świata: pokazuje jego okrucieństwo, bezwzględność żołnierzy, bezradność ludności cywilnej. Mnie najbardziej poruszały opisy sytuacji kobiet i dzieci - gwałty, tortury, morderstwa...

Spokojnie, nie znajdziecie tutaj szczegółowych opisów tych okropieństw. Derfel nie wie wszystkiego, nie widzi wszystkiego: wspomina o krzykach gwałconych kobiet, ale żadnych detali nie podaje. Podobnie inne dramatyczne momenty - jedynie to, co bezpośrednio dotyczy naszego mnicha, poznajemy bardziej drobiazgowo. Muszę pochwalić bardzo żywy, prosty w odbiorze gawędziarski język: wtrącenia, przemyślenia i zdania typu "Nie wiedział wtedy, jak bardzo się mylił" uprzyjemniają lekturę i jeszcze bardziej wciągają.

Warto napisać też o bohaterach. Daleko im do chodzących ideałów, na jakich kreowani są jako bohaterowie legend. Każdy z nich ma swoje przekonania, którym jest wierny, a ich działania są logicznie (albo i nie, zależy od punktu widzenia) motywowane. Szlachetny Lancelot ukazany zostaje zupełnie inaczej niż w opowieściach - zapałałam do niego zdecydowaną antypatią. Względem samego Artura mam mieszane uczucia: początkowo wydawał mi się ideałem, później jednak zaczęłam dostrzegać jego wady - bardzo problematyczne dla władcy wady. Ogromne brawa dla pana Cornwella za tak realistyczne przedstawienie i powiązanie postaci historycznych, legendarnych oraz zupełnie fikcyjnych.

Muszę jeszcze wspomnieć o wydaniu. Erica stanęła na wysokości zadania. Oprócz pięknej okładki, otrzymujemy potężne tomiszcze pozbawione błędów, nawet interpunkcyjnych! Tłumacz świetnie się spisał, utrzymując gawędziarski ton i lekko anarchiczny język. Dodatkowo w tomie zawarto mapkę oraz krótki spis bohaterów i miejsc - przydatne w przypadku dłuższej przerwy w lekturze czy też zwyczajnej sklerozy ;)

Jak widzicie, ta recenzja to jeden wielki pean pochwalny na cześć Zimowego monarchy. Z czystym sercem polecam ją każdemu, nawet osobom niezainteresowanym historią. Opowieść może stanowić świetne źródło informacji o czasach arturiańskich, trzeba jednak pamiętać, by zachować dystans względem opisywanych wydarzeń - w końcu to nie podręcznik do historii, ale pozycja fantastyczna, o czym autor przypomina na zakończenie.
Ocena końcowa: 5+/6
Polecam: lubiącym porywające powieści przygodowe, szczególnie osadzone w czasach panowania Artura (ale zapewniam, że nie tylko!) 

Książkę otrzymałam od Instytutu Wydawniczego Erica.
Serdecznie dziękuję!

15 komentarzy:

  1. Ja również miałam okazję przeczytać, ale mnie aż tak nie wciągnęło.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja jakoś ciągle nie mogę zabrać się z tego autora, chociaż mam naprawdę WIELKĄ ochotę na jego książki. Na półce czeka na mnie zdobyty przez przypadek Zwiastun burzy, ale wypadało by przeczytać najpierw pierwszą część ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię historie z czasów króla Artura, poza tym Twoja recenzja tak zachwala tę książkę, że po prostu trzeba ją przeczytać :) Mam nadzieję, że uda mi się zdobyć ją jeszcze w te wakacje :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja chyba w trzech konkursach brałam udział, by wygrać ten i kolejne tomiki, ale nic z tego. Kupię wiec sobie sama, jestem straszną pasjonatką legend arturiański, a poemat Tennysona o Lady Of Shalott znam już prawie cały na pamięć ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś mocno interesowałam się legendą o królu Arturze, chyba przyszedł czas by znowu wejść w ten temat :)

    OdpowiedzUsuń
  6. miałam tę książkę w łapkach, ale przeraził mnie opis na okładce mówiący coś o polityce, a ja polityki szczerze nie znoszę, więc automatycznie książka wylądowała z powrotem na bibliotecznej półce.. może jeszcze kiedyś się skuszę.. ;)

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytam i wręcz nie mogę się tą książką ucieszyć xD

    OdpowiedzUsuń
  8. Niedługo też będę czytać tę książkę. :) Mam nadzieję, że mi się spodoba. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. O tej serii na blogach było już tyle, że wystarczy mi tylko ją kupić:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam za sobą całą trylogię arturiańską i przyznaję, że to jedno z najciekawszych spojrzeń na legendy o królu Arturze, z jakim się spotkałam. Cornwell kreuje niezwykle ludzkich bohaterów i za to mu chwała :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. książkę w planach mam od dawna, ale wciąż coś staje mi na przeszkodzie i w dalszym ciągu nie mam jej u siebie na półce :(

    OdpowiedzUsuń
  12. Wydaje się ciekawe, ale raczej w najbliższym czasie po nią nie sięgnę (bardziej z braku czasu niż braku chęci, bo chęci znalazłam). Ale gdybym miała okazję... ;))

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam ją na półce od x miesięcy i ciągle nie mam czasu, by się za nią zabrać. ;/ Muszę to koniecznie zmienić.

    OdpowiedzUsuń
  14. Też czytałem tą serię, ale w mojej recenzji spojrzałem na zupełnie inne aspekty. Jednak zapomniałem o bardzo ważnej sprawie, jaką ty poruszyłaś - brak literówek, mapka, spis bohaterów i miejsc... To jest ważne i jeżeli nie masz nic przeciwko wrzucę ten problem do swojej recenzji "Excalibura".

    OdpowiedzUsuń
  15. Co jakiś czas powracam do kompletnej mani na punkcie króla Artura ,a książka już na mnie czeka :)

    OdpowiedzUsuń