niedziela, 30 sierpnia 2015

Gdzie ta polska wersja? #35


Burn - Julianna Baggott


Patridge przejął po ojcu pozycję lidera Czystych. Dotarł tam po wielu trudach i wciąż zależy mu na zniszczeniu Kopuły od środka, z pomocą podziemnych sił oporu. Ale na nowym stanowisku pojawiają się problemy. Chłopaka kuszą wcześniejsze słowa ojca: jeśli świat ma przetrwać, potrzebuje do tego Kopuły - i Partridge'a, który by nim rządził.
Gdy Partrdige się waha, Pressia i Bradwell wciąż zbierają wskazówki pozostawione przez Wybuchem. Mają nadzieję, że uda im się wyleczyć zarażonych oraz uwolnić ich od potwornych deformacji i Kopuły raz na zawsze. To zależy nie tylko od nich, ale też od Partridge'a. Dzieli ich odległość i historia - czy nadal mogą mu ufać? A może świat jest skazany na wieczne wojny i trudności?
Co to jest? Trzeci (ostatni) tom Świata po wybuchu.
Dlaczego? Wcześniejsze książki były naprawdę bardzo dobre. Autorka skazała swoich bohaterów na przeżycie istniej apokalipsy. Trylogia była utrzymana w klimacie podobnym do Więźnia labiryntu czy Lasu zębów i rąk. Wydawnictwo Egmont wydało w Polsce dwa z trzech tomów, najlepsze (?) pozostawiając wyobraźni czytelników.
Szanse na wydanie? Zerowe. Egmont od dawna nie interesuje się tym tytułem - po tylu latach nie dziwi mnie to, ale czemu nie wydano tego od razu...?

Czytaliście Świat po wybuchu? Jakie macie wrażenia po lekturze?
Miłej niedzieli!

środa, 26 sierpnia 2015

"Potop" - Henryk Sienkiewicz

Jednym z moich tegorocznych postanowień było przeczytanie polskiego klasyka literatury, z którym nie miałam okazji zapoznać się w szkole, czyli Trylogii Henryka Sienkiewicza. W tegoroczne ferie przeczytałam Ogniem i mieczem, a na wakacje zaplanowałam sobie Potop, spodziewając się dużo dłuższego posiedzenia. Ale nie AŻ TAK długiego!

Panna Aleksandra Billewiczówna, szlachcianka ze znamienitego roku, na mocy testamentu niedawno zmarłego ojca ma wyjść za mąż za niejakiego Andrzeja Kmicica, którego to wojaka rodzic jej cenił i uznał odpowiednim dla swojej jedynaczki, lub - jeśli taka jej wola - wstąpić do klasztoru. Miłości tych dwojga przeszkadza jednak porywczy charakter pana Andrzeja oraz jego rodaków. Panna Aleksandra zaczyna nienawidzić kawalera wcześniej, niż ten się tego spodziewa. On próbuje odzyskać serce szlachcianki, ale Rzeczpospolitą od północy zaczynają nękać Szwedzi. Młody wojak musi ruszyć w pole, ale czy jeszcze kiedykolwiek ujrzy swoją Oleńkę?

Potop to utwór bardzo obszerny (ja dysponuję wydaniem jednotomowym, liczącym 851 stron wypełnionych drobniutkim tekstem), ale też wiele się w nim dzieje. Proza opisuje wydarzenia z lat 1655-1660. Na kartach tej powieści uwieczniono mnóstwo bitew, liczne wybiegi polityczne, zasadzki, postępy, ale także lżejsze w odbiorze libacje czy słowne przepychanki. Sienkiewicz, jak w Ogniem i mieczem, postawił na dynamiczne i szczegółowe przedstawienie starć, co jest jednocześnie wadą i zaletą; zaletą, bo pozwala wczuć się w klimat starcia; wadą, bo długie opisy momentami nużą, a do tego wydłużają lekturę.
Jeśli natomiast ciekawi Was, co dokładniej znajduje się w kolejnych częściach Potopu, przygotowałam króciuteńką pomoc:
- I - wprowadza czytelnika w ideę konfliktu polsko-szwedzkiego, przedstawia najważniejszych bohaterów i kończy się brzemienną w skutki przemianą Kmicica (czy raczej jej początkiem), którą spokojnie można porównać do przemiany Gustawa w Konrada z Dziadów,
- II - przede wszystkim obrona Częstochowy przed Szwedami, ale też inne zbrojne potyczki obrońców i najeźdźców; no i nie ma panny Aleksandry,
- III - najkrótsza, ale wcale nie najmniej dynamiczna, w której Kmicic jest kimś zupełnie innym, powraca Oleńka, a Szwedzi zaczynają się wycofywać z ziem polskich. Co wcale nie znaczy, że wojny się skończyły.

Przejdźmy może do bohaterów! Ucieszyłam się, że na kartach Potopu spotkałam bohaterów, których pokochałam (bardziej lub mniej) dzięki Ogniem i mieczem. Co prawda Bohun nie brał udziału w bitwach (chociaż kilka razy się o nim wspomniało), ale obecność rubasznego, niesamowicie charyzmatycznego i prześmiesznego pana Jana Onufrego Zagłoby niejako mi to wynagrodziła. Względnie ważną rolę odgrywa tu także pan Michał Wołodyjowski. Zachwycające, jak konsekwentnie Sienkiewicz przedstawia tych dwóch mężów. Jeden przechwala się, jakich wspaniałych czynów dokonał; drugi z niesamowitą finezją wymachuje szabelką. Pierwszy zdobywa przyjaciół sposobem bycia, a wrogów pokonuje dowcipem i podstępami; drugi darzony jest szacunkiem z powodu swoich umiejętności szermierczych.
Okej, to może napiszę co nieco o parce głównych bohaterów Potopu. Panna Aleksandra Billewiczówna od samego początku działała mi na nerwy swoją wyniosłością, chłodnym obejściem, a także nieustającymi wewnętrznymi dylematami "Czy mogę kochać Kmicica, skoro on taki a taki? Nie, nie mogę kochać zdrajcy. Nie zasłużył sobie na moją miłość, pójdę do klasztoru. Ale przecież był taki przystojny, tak bardzo chciałabym go mieć!" Argh! Wobec takich wad jej odwaga i upór wydają się blednąć. No i teraz najważniejszy: Andrzej Kmicic, młody i przystojny wojak z Litwy, bezgranicznie zauroczony Oleńką. Podobało mi się to, jak Autor pokierował jego losami, z jakimi problemami kazał mu się mierzyć i jak go owe wydarzenia zmieniły. Choć drażniła mnie jego przesadna (naprawdę przesadna!) bogobojność, zapałałam do niego sympatią. I wiecie co? Bo przypominał mi Jurka Bohuna - nieustraszonego wodza wzbudzającego postrach wśród nieprzyjaciół, walczącego nie tylko dla kraju i władcy, ale także dla siebie, by się zemścić. Tyle że Bohun był "tym złym", a Kmicic "tym dobrym" (i stracił ukochaną).

Chociaż Potop to utwór bardzo długi, jego końcówka wydaje się niejako... przyspieszona. Trzecia część powieści znacząco różni się od reszty: zbrojne potyczki zostają tylko wspomniane, Autor koncentruje się tylko na kilku większych starciach. Henryk Sienkiewicz chyba uznał, że napisał dość dużo i nie chce przedłużać. Tym sposobem ostatnie kilka stron to przebieżka przez dwa ostatnie lata konfliktu.
Nie mogę nie wspomnieć o stricte obyczajowym obliczu Potopu. Choć utwór koncentruje się na wojnie polsko-szwedzkiej, na jej wojskowym aspekcie, Autor kreśli także precyzyjny wizerunek społeczeństwa tego okresu. Pięknie oddał opieszałość szlachty, jej naiwność, przekupność, a także ogromną wiarę w Boga. To ten ostatni element z jednej strony ogromnie mnie irytował - jak wielką ufność pokładano w wierze! - ale z drugiej mam świadomość, że tak właśnie było w XVII wieku.

Bez bicia przyznaję, że Potop podobał mi się znacznie mniej niż Ogniem i mieczem. (Może to kwestia podejścia początkowego: ekranizację Ogniem i mieczem kochałam, a Potopu w całości nie poznałam.) Utwór okrutnie mi się dłużył, pomimo dynamicznych opisów bitew i przesympatycznych bohaterów. Winą za ten stan rzeczy obarczam długość tej powieści. I Oleńkę. Od bardzo, bardzo dawna żadnej książki nie męczyłam tak długo (dwa miesiące). Niemniej Wam polecam: takiego klasyka nie wypada nie znać!
Ocena końcowa: 4/6
Polecam: każdemu - taką klasykę wypada znać!

Tytuł: Potop
Autor: Henryk Sienkiewicz
Seria: Trylogia #2
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: rok 1998 (premiera: 1886 rok)
Ilość stron: 851
Recenzja realizuje wyzwania:
1. Książkowe wyzwania 2015 - Miałam przeczytać w szkole, ale się nie udało
2. Wyzwanie czytelnicze 2015 - Trylogia

niedziela, 23 sierpnia 2015

30 Day Book Challenge - dzień 29


Dzień 29 - Książka, której wszyscy nienawidzą, ale tobie się podoba
    Witajcie w kolejnym dniu książkowego wyzwania! Dziś temat fajny, chociaż trochę trudny, bo przeważnie to ja hejtuję książki, które wszyscy uwielbiają... Ale może, może coś uda się znaleźć. Pozwólcie, że zagłębię się w swoją biblioteczkę.

Na pewno mogłabym tu wymienić Pięćdziesiąt twarzy Greya E.L. James. Nie, nie pokochałam tej książki - a kontynuacji nie czytałam, bo nie mam chęci - ale też nie jestem jej tak przeciwna, jak większość Blogerek. Mnie też wkurzała wewnętrzna bogini tańcząca salsę i okrutnie bezpłciowa główna bohaterka, ale... Dostrzegłam w tej powieści coś w miarę dobrego, przez co mogę ją określić jako "przeciętną", a nie "złą, be i fuj".
Tyle że chyba nie o to chodzi w dzisiejszym wyzwaniu?

Jedyną inną książką, która spełniałaby dzisiejsze kryterium, jest Ogniem i mieczem Henryka Sienkiewicza. To lektura, a przez to znienawidzona przez wielu (czasem jeszcze przed przeczytaniem) powieść. Ja pierwszą część Trylogii czytałam z własnej woli, bez przymusu, i naprawdę świetnie się przy tym bawiłam. Podobały mi się zachowanie Zagłoby, poruszona tematyka, starodawny język, no i Bohun ;) Potop, który obecnie katuję, nie przypadł mi tak bardzo do gustu. (Ale o tym będzie przy innej okazji.)

A jakie książki Wam się podobały, choć inni wieszają na nich psy? Macie takie w ogóle?
Miłego popołudnia / wieczoru! 

środa, 19 sierpnia 2015

"Pół świata"

Joe Abercrombie to znany pisarz fantasy, z którym spotkałam się przy okazji Połowy króla. Tamta powieść mnie nie porwała, ale mimo wszystko sięgnęłam po ciąg dalszy, Pół świata. Była to jedna z najlepszych decyzji w ostatnich miesiącach!

Pieśni to pieśni, a życie to życie. [str. 200]

Helga "Zadra" Bathu pragnie zostać zaprzysiężonym wojownikiem, ale jako dziewczyna musi mierzyć się z gorszymi przeciwnościami niż pozostali rekruci. Podczas testów dochodzi do nieszczęśliwego wypadku, w wyniku którego zostaje skazana na śmierć. Dzięki interwencji jej rywala, Branda, udaje jej się zachować życie. Niebawem ta dwójka trafia pod protekcję Ojca Yarviego i spotka się na okręcie zmierzającym na południe, do Kalyiv i dalej, do Pierwszego z Miast. Mają szukać sojuszników wobec coraz bardziej realnej groźby wojny w rejonie Morza Drzazg.

Ten, kto myśli wyłącznie o tym, by postąpić dobrze, a nie zastanawia się nad konsekwencjami [...] jest niebezpieczny. [str. 27-28]

Pół świata to powieść fantasy z nastawieniem na przygodę oraz wątek podróży, niosąca także niejedno mądre przesłania (tak jak Pół króla, z którego pochodzi jeden z moich ukochanych cytatów). Podczas wielotygodniowej podróży załoga okrętu - złożonego, tak jak w pierwszej części - z ludzi przeróżnego autoramentu przeżywa wiele przygód, bardziej i mniej szczęśliwych, ale przede wszystkim zacieśniających więzy międzyludzkie. Kiedy akurat nie dzieje się nic niebezpiecznego, Czytelnika zabawiają przekomarzanki pomiędzy członkami załogi lub treningi Zadry, którymi poddawana jest na zlecenie Ojca Yarviego.
Niejakim mankamentem Połowy świata jest nierówne tempo wydarzeń. Podczas lektury kilkakrotnie miałam wrażenie, że utwór lada moment się skończy: akcja zwalniała i kierowała się na tor wyraźnie wskazujący za koniec... Ale nie! Kiedy przebrnęłam przez fragment stagnacji (wierzcie mi, w jego trakcie dziwiłam się, co jeszcze wypełni około 100 stron, które zostały mi do końca), ponownie dałam się porwać emocjom. Wydaje mi się, że właśnie to, co tam przeczytałam, wywarło na mnie największe wrażenie.

Skromność jest dla tych, którzy nie mają się czym chwalić. [str. 42]

Bardzo zadowalającym aspektem Połowy świata jest kreacja głównych, ale także pobocznych, bohaterów. Zadra i Brand jednakowo przypadli mi go serca, obydwoje pokochałam jednakowo. Branda za niesamowite podobieństwo do siebie (a przynajmniej tak mi się wydaje): to spokojny, nieśmiały chłopak, niezbyt wygadany, marzący o karierze wielkiego wojownika, a jednocześnie świadom swoich słabości i przesadnego zamiłowania do Ojca Pokoju. Zadra stanowi jego przeciwieństwo (a tym samym postać, którą po części jestem, a po części chciałabym się stać): jest żywiołowa, odważna, wyszczekana, nie boi się wyzwań, lepiej odnajduje się w świecie mężczyzn niż kobiet, wzbudza postrach, ale także szacunek i została naznaczona przez Matkę Wojnę. Drogie Panie, czy - gdzieś w głębi duszy - nie chciałybyście stać się właśnie taką kopiącą tyłki dziewczyną?
Z przyjemnością muszę wspomnieć, że i inni, drugoplanowi, bohaterowie nie pozostali "niedopieszczeni". Powróciła część załogi znanej z Połowy króla, pojawiły się też zupełnie nowe, charyzmatyczne postacie. Największą zagadką pozostawał dla mnie Ojciec Yarvi. Już we wspomnianej "jedynce" zaskakiwał mnie swoją pomysłowością i przebiegłością, ale tutaj... no właśnie! Słów mi brakuje.

- Wojownik nie zna strachu.
- Ha! Tylko głupiec go nie zna. Wojownik staje do walki pomimo strachu. Ty to zrobiłeś.
[str. 200]

Pół świata, względem Połowy króla, zaliczyło nie tylko przeskok w czasie, ale także odbiorcy docelowym. O ile pierwsza część Morza Drzazg kierowana była do odbiorcy w wieku wczesnonastoletnim, o tyle tom drugi jest raczej dla osób nieco starszych. No powiedzmy, takich szesnasto-, siedemnastolatków i starszych. Głównie przez erotyczne aluzje czy podteksty, o mniej cenzuralnych wyrażeniach nie wspomnę. Ale co się dziwić, przez większość czasu towarzyszymy bandzie nieokiełznanych, bezpośrednich prostaków ciągnących wiosła.

Wszystkich ciosów nie unikniesz, lecz nie możesz pozwolić, aby ich siła tobą zachwiała, aby ból cię spowolnił, aby szok sprawił, że się zawahasz. [str. 282]

Pół świata zachwyciło mnie przede wszystkim bohaterami. Na drugim miejscu fabułą, która przez ponad połowę książki powiela raczej oklepany schemat "załogi w podróży". No i wieloma fajnymi złotymi myślami, które - tak jak w przypadku Połowy króla - urozmaicają recenzję. Niecierpliwie wypatruję trzeciej części, Połowy wojny, i liczę, że ponownie spotkam tam Zadrę i Branda. Z nimi jestem skora udać się w kolejną, nawet najdłuższą podróż.
Ocena końcowa: 6-/6
Polecam: miłośnikom fantasy; fanom powieści drogi oraz akcji

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Rebis
http://rebis.com.pl

Tytuł: Pół świata (org. Half the World)
Autor: Joe Abercrombie
Seria: Morze Drzazg #2
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 11 sierpnia 2015 r. (premiera: luty 2015 r.)
Ilość stron: 450
Recenzja realizuje wyzwania:
1. Klucznik na sierpień - Wakacje na okładce

niedziela, 16 sierpnia 2015

Gdzie ta polska wersja? #34


Altered - Gennifer Albin

Życie. Możliwości. Wybór. Wszystko to odebrała jej Gildia - ale Adelice je odzyskała.
Pośród ruin Ziemi Adelice odkrywa, jak niebezpieczna może być wolność. Uciekając przed Szczątkami wysłanymi przez Cormaca Pattona i  Gildię, Adelice odkrywa niewyludniony świat. Choć szukanie sojuszników na Ziemi jest łatwe, wybór tych wiarygodnych nie. Wszyscy mają swoje sekrety, zwłaszcza ci, których Adelice kocha najmocniej. Sekrety, za które są zdolni zabijać. Sekrety, które każego z zdefiniują od nowa. Rozdarta pomiędzy dwoma braćmi i dwoma światami Adelice musi wybierać, za co będzie walczyć.
W porywającymi sequelu Przędzy Adelice dowie się, jak zagmatwane są jej przeszłość i przyszłość. Jej rodzice uciekli, by ją chronić, ale nic nie mogło ocalić jej przed przeznaczeniem. Gdy odkryje prawdę, wszystko się zmieni.
Co to jest? Drugi tom Przędzy.
Dlaczego? Myślę, że fajnie byłoby doczytać kontynuację tej powieści. Pomysł wydaje się ciekawy i, choć zalatuje mi tu schematycznością rodem z young adult, może być fajnie. No i tak okładka!
Szanse na wydanie? Zerowe. Wydawnictwo Prószyński i S-ka dawno straciło zainteresowanie tą serią.

Czytaliście Przędzę? Podobała Wam się?
Miłej niedzieli!

piątek, 14 sierpnia 2015

"The Red Mohawk" ("Czerwony Czub") - Anonim

Macie czasami tak, że zaczynacie lekturę jakiejś serii nie od początku? Na przykład od trzeciego tomu? Mnie się to zdarzyło. Przeczytałam The Devil's Graveyard, potem The Book of Death, a nawet nowelkę dotyczącą tej serii. Dziś prezentuję Wam inną książkę autora, który popełnił wspomniane utwory. Autora, którego imienia nie znam, a którego cenię za sposób opowiadania historii. I nieprzewidywalność. I brutalność świata przedstawionego. Przed wami... Czerwony Czub!

B Movie Hell to niewielkie miasteczko, w którym pewnego dnia dochodzi do brutalnego morderstwa policjanta na służbie. Zaczynają ginąć kolejne osoby, a władze miasta wyznaczają ogromną nagrodę za złapanie zbója. Czerwonym Czubem - jak nazwano mordercę, bazując na noszonej przez niego masce - interesuje się także FBI. Do miasteczka zmierza parka agentów. Kto kogo zabije najpierw? Agenci FBI mordercę, morderca całe miasto, czy... może prawda będzie jeszcze inna?

The Red Mohawk, bo o tej książce mowa, to kolejna powieść pióra Anonima. Akcja rozkręca się dość niemrawo, z trudem przebrnęłam przez pierwsze rozdziały, ale gdy pojawił się drugi trup, zrobiło się dużo ciekawiej! W tej powieści brakuje chyba tylko romansu, bo poza nim jest wszystkiego po trochu: kryminału, horroru, thrillera, erotyka, sensacji, czarnego humoru, dramatu, psychologii... W sumie nawet wątek romantyczny by się znalazł! Fabuła nie jest skomplikowana - przynajmniej na pozór. Parafrazując znane powiedzenie, im dalej w książkę, tym więcej się dzieje, tym więcej jest zaskakujących zwrotów akcji. Po zakończeniu lektury (a także kilka razy podczas niej) miałam w głowie mętlik i sama siebie pytałam: jak to się mogło tak skończyć?!

The Red Mohawk pojawia się sporo postaci i, co ciekawe, są to bohaterowie istotni dla powieści. Przedstawienie wszystkich mijałoby się z celem, ale uwierzcie - każdy z tej menażerii jest tak niepowtarzalny, tak nietuzinkowy, że nie sposób ich pomylić!

Fajnym zabiegiem i, w moich oczach, atutem tej powieści jest wprowadzenie nawiązań do kultowych filmów z ubiegłego wieku. Jedna z głównych bohaterek, przez wszystkich zwana Baby, uwielbia Dirty Dancing. Wspomina się także o Terminatorze czy Wygranych marzeniach. Nie zapomnę śmiechu, jakim parsknęłam, kiedy na kartach powieści pojawił się Dominic Touretto - niby nie ten z Szybkich i wściekłych, ale i tak non-stop miałam go przed oczami ;) A że znalazł się w takiej, a nie innej sytuacji...

Czy warto przeczytać The Red Mohawk? Moim zdaniem TAK, zdecydowanie TAK. To fajne, nieskomplikowane połączenie wielu książkowych gatunków, choć ze względu na sceny przemocy, tortur i seksualne aluzje polecane raczej dojrzałym czytelnikom. Już czekam na kontynuację, tej powieści - we Francji ma ukazać się 10 września bieżącego roku (tak, już!), a wedle zapowiedzi nastąpi w niej spotkanie Czerwonego Czuba z Bourbon Kidem, bohaterem wzmiankowanej na początku Księgi bez tytułu (której, swoją drogą, jeszcze nie przeczytałam).
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: lubiącym dynamiczną akcję, nie zrażającym się wulgarnym językiem i dużą dawką przemocy


Tytuł: The Red Mohawk (ang. Czerwony Czub)
Autor: Anonim
Seria: The Red Mohawk #1
Wydawnictwo: nie wydano w Polsce (org. Black Shadow Press)
Data wydania: nie wydano w Polsce (premiera: maj 2015 r.)
Ilość stron: 244
Recenzja realizuje wyzwania
1. Wyzwanie czytelnicze 2015 - Książka z kolorem w tytule
2. Klucznik na sierpień - Przeczytana w obcym języku

środa, 12 sierpnia 2015

Albo albo TAG

Witajcie!
Ze względu na praktyki mam pewne opóźnienia w czytaniu, więc dzisiaj - zamiast recenzji - umieszczam post z tagiem książkowym, do którego nominowała mnie Goszam Artist z Cytadela Blog. Bardzo Ci za to dziękuję!

Albo albo tag polega na tym, że muszę wybrać jedną z dwóch sugerowanych opcji. Nie przedłużajmy zatem. Zaczynamy!


1. Trylogie czy jednotomówki?
Lubię serie wielotomowe, niekonieczne trylogie. Powieści jednotomowe czasami pozostawiają niedosyt, chciałabym poczytać więcej na dany temat, na niego dłużej zagłębić się w świat przedstawiony. Nawet polska literatura preferuje trylogie (wspomnijcie Trylogię Sienkiewicza!)

2. Wolisz czytać tylko autorów, czy autorki?
Autorów. George R.R. Martin, J.R.R. Tolkien, C.S. Lewis, Henryk Sienkiewicz, a ostatnio także Koushun Takami mieli (i mają) ogromny wpływ na to, co czytam i (potajemnie) piszę. Jednocześnie troszkę szkoda mi pomijać wspaniałe postaci pokroju Suzanne Collins, J.K. Rowling i Lucy Maud Montgomery, ale mogę wybrać tylko jedno.

3. Wolisz kupować w empiku, czy księgarniach internetowych?
W księgarniach internetowych (i na Allegro). Od pewnego czasu kupuję mniej (spełniam noworoczne postanowienie!), ale rzadziej decyduję się na Empik. Chyba że są większe promocje.

4. Wolisz, by wszystkie książki zostały zekranizowane jako film czy serial?
Tu nie potrafię udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Podobały mi się filmy oparte na trylogii Władca Pierścieni, na jednotomowym Hobbicie (naprawdę! chociaż z książką łączyli je chyba tylko niektórzy bohaterowie) czy ekranizacja powieści the DUFF (książki nie czytałam, ale film uwielbiam). Jednocześnie nie wyobrażam sobie Pieśni Lodu i Ognia - choćby jednego tomu! - ściśniętej w dwugodzinnym filmie kinowym. To pytanie pozostawię więc bez odpowiedzi. Po prostu nie potrafię się zdecydować.

5. Wolisz czytać pięć stron dziennie czy pięć książek tygodniowo?
W sumie obecnie czytam sześć książek (jedną - Reamde - do poduszki, drugą - Potop - odłożyłam ze względu na praktyki i trudności w transporcie tej cegły, trzecią - Pół świata - do recenzji od Wydawnictwa Rebis, czwartą, piątą i szóstą - The Red Mohawk, Battle RoyaleGirl of Nightmares - tłumaczę z angielskiego na polski w ramach swojej chomikowej działalności). Co prawda nie skończę tego wszystkiego w jeden tydzień, ale pytanie nie precyzuje, czy chodzi o czytanie, czy przeczytanie pięciu książek tygodniowo ;) Więc wybieram czytanie pięciu książek tygodniowo

6. Wolisz być profesjonalnym recenzentem czy autorem?
I jedno i drugie wymaga sporego samozaparcia, żeby się wybić, zdobyć popularność i szacunek książkowego półświatka. Oczywiście chciałabym pisać książki (dobre książki!), ale póki co nie potrafię się zmobilizować, żeby jakąkolwiek skończyć. A kilka(naście?) mam zaczętych. Pomysły są, tylko nie ma weny, żeby w satysfakcjonujący sposób doprowadzić całą fabułę do końca :(

7. Wolisz w kółko czytać dwadzieścia książek czy sięgać po nowe?
Sięgać po nowe. Co prawda kupuję książki, żeby kiedyś do nich wrócić, ale, po pierwsze, czasami szkoda czytać książkę, której zakończenie się zna, a po drugie, jest tyle ciekawych, nowych książek, które czekają na przeczytanie!

8. Wolisz być bibliotekarzem czy sprzedawcą książek?
Być sprzedawcą książek. Od kilku lat marzy mi się praca w Empiku / Matrasie / innej, mniej komercyjnej księgarni. Miałabym tam dostęp do nowości. Co prawda pewnie musiałabym użerać się z nieprzyjemnymi klientami, ale... udałoby mi się to znieść.

9. Wolisz czytać ulubiony typ literatury czy wszystko poza?
Gdyby musiała się ograniczyć - tylko ulubiony typ literatury. Myślę, że przeżyłabym na samym fantasy, fantastyce i new adult. W sumie nie wiem, czy podciągać pod to jeszcze young adult.

10. Wolisz czytać książki fizyczne czy e-booki?
Oczywiście książki fizyczne! Nie ma to jak zapach papieru, szelest kartek i piękne grzbiety okładek ustawione na półce!

To już wszystko na dziś! Jeśli to czytacie i chcielibyście odpowiedzieć na te pytania, czujcie się nominowani do realizacji tego tagu!
Widzimy (słyszymy?) się w piątek, na pewno będę miała dla Was jakąś fajną recenzję!

niedziela, 9 sierpnia 2015

30 Day Book Challenge - dzień 28


Dzień 28 - Ulubiony tytuł książki
    Witajcie w kolejnym dniu książkowego wyzwania! Dziś temat troszkę dziwny, bo JAK OCENIAĆ TYTUŁY KSIĄŻEK? Można podziwiać okładki - zdjęcia, obrazki, czcionkę itd. - ale tytuły...?
    Ale spokojnie, nie odprawię Was z niczym! Dość szczęśliwie się składa, że dwa dni temu uraczyłam Was pewną recenzją, w której wspomniałam właśnie o wspaniale dobranym tytule. Nie, wtedy nie wiedziałam, że moje następnie zadanie będzie dotyczyło tej kwestii.

Pawn (Pionek) - Aimee Carter
Tytuł teoretycznie niewiele mówi i gdyby nie opis, na pewno nie sięgnęłabym po tę książkę. Początkowo powód, dla którego wybrano właśnie taki tytuł, pozostaje niejasny. Im dalej w powieść, tym lepiej rozumiemy, skąd taka decyzja.
Główna bohaterka, choć stara się utrzymać niezależność i nie zostać marionetką w rękach wrogiego sobie rodzeństwa, jednak zostaje "pionkiem". Musi grać, jak jej zagrają, bo mają czym ją szantażować. Nawet kroki, które podejmuje dobrowolnie, okazują się efektem zręcznej manipulacji dwóch graczy.
To jeden z moich ulubionych tytułów. Na pierwszy rzut oka nic nie mówi o powieści, ale po zakończeniu lektury jego znaczenie staje się jasne jak słońce.
Na wzmiankę zasługuje też:
seria Harry Potter i... - J.K. Rowling
Wiecie dlaczego? Bo tytuły jasno mówią, czego można się spodziewać po powieści. Mamy Harry'ego Pottera i Kamień Filozoficzny - i to ów cud alchemii jest bohaterem historii. W Harrym Potterze i Komnacie Tajemnic podobnie - wszystko obraca się wokół ukrytego w Hogwarcie pokoju, w którym ponoć mieszka legendarny Bazliszek. Można tak wymieniać aż do samego końca. Ale zasada pozostaje - tytuł ma związek z treścią książki.
Jakie tytuły Wy lubicie? I dlaczego akurat te?
Miłej niedzieli!

piątek, 7 sierpnia 2015

"Pawn" ("Pionek") - Aimee Carter

Aimee Carter miała szanse zaistnieć na polskim rynku dzięki The Goddess Test. Miała, ale nie zaistniała - nie wiem dlaczego. Ja zapoznałam się z pierwszym tomem innej trylogii jej autorstwa, mianowicie Pawn otwierającym The Blackcoat Rebellion. Sprawdźcie, czy było warto.

W dniu siedemnastych urodzin Extra (drugie dziecko z rodziny, nie mające możliwości życia ze swoimi rodzicami) imieniem Kitty Doe zostaje zakwalifikowana do klasy III. Oznacza to, że nie znalazła się na samym dnie społecznej hierarchii, ale może zapomnieć o szacunku i dobrze płatnej pracy. Jeszcze tego samego dnia dziewczyna trafia w ręce premiera Daxtona Harta, a niebawem otrzymuje propozycję nie do odrzucenia. Jej klasa może zostać zmieniona na VII (najwyższą), a ona sama stanie się "tragicznie zmarłą" siostrzenicą premiera, Lilą Hart.

Pawn to dość sztampowa młodzieżówka. Wokół głównej bohaterki obowiązkowo kręci się dwóch uroczych młodzieńców - Benjy, którego Kitty zna od dziecka i z którym pragnie spędzić resztę życia, oraz Knox, narzeczony Lili, z którym ta miała wziąć ślub. Wbrew moim obawom, wątek romantyczny jest utrzymany w ryzach. Autorka skupiła się na przedstawieniu wykreowanego przez siebie świata i tajnej działalności Lili. Kitty, choć jako III żyła ledwie kilka godzin, dostrzega ogromną przepaść pomiędzy tym, czym karmi się "plebs" a tym, co w rzeczywistości ich czeka.
Miejsce akcji to absolutnie typowa dystopijna konstrukcja. Na skutek jakiejś apokalipsy wprowadzono zmiany w ustroju politycznym, miasta oddzielono od siebie grubym murem, poza którym czai się bliżej nieokreślone zło. Występuje tu także frakcja buntowników - wspomniane w tytule serii Czarne Płaszcze - której celem jest, hm, właściwie nie do końca wiem co. Chyba chcą obalić obecnie rządzących i dojść do władzy. (Jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o kasę. Potwierdzone info.)

Największym mankamentem Pawn jest główna bohaterka, Kitty Doe aka Lila Hart. Dziewczyna początkowo trzyma się "kupy", a później jej kreacja staje się niesamowicie niekonsekwentna. Raz jest odważna, zaraz potem tchórzliwa, skora do refleksji, impulsywna, opanowana, płaczliwa... Ja rozumiem, że to nastolatka, że targają nią hormony, ale strasznie mnie wkurzała. Najbardziej sfrustrowałam się mniej więcej w połowie tomu - prawdopodobnie miał to być punkt kulminacyjny tej powieści. Mnie zawiódł do tego stopnia, że rozważałam (wieczne) przerwanie lektury. W Pawn chyba nie znalazłam postaci, którą bym szczerze polubiła. Najbardziej zbliżył się do tego Benjy - być może dlatego, że poświęcono mu niewiele czasu i nie miał okazji, by mi czymś podpaść.

Na koniec pragnę wspomnieć, że podoba mi się wymowa tytułu tej powieści. Pawn - czyli Pionek - doskonale pasuje do roli, jaką Kitty Doe odgrywa w tym utworze. Choć nie mogłam jej strawić (dobrze że nie zaczęła robić z siebie męczennicy dla dobra ogółu - wtedy pewnie przerwałabym lekturę), w roli szachowego piona sprawdziła się znakomicie. Chcę więcej takich dobranych, ale niejednoznacznych tytułów!

Pawn nie porwało mnie. Pomysł był ciekawy, wykonanie troszkę mniej, ale gwoździem do trumny okazała się główna bohaterka. Niemniej jeśli szukacie czegoś lekkiego, utrzymanego w dystopijno-politycznym klimacie, a do tego znacie język angielski, sięgnijcie po tę książkę. Może Wam spodoba się bardziej niż mnie ;)
Ocena końcowa: 3+/6
Polecam: fanom dystopijnych młodzieżówek

Tytuł: Pawn (pl. Pionek)
Autor: Aimee Carter
Seria: The Blackcoat Rebellion #1 (pl. Rebelia Czarnego Płaszcza)
Wydawnictwo: Harlequin Teen
Data wydania: nie wydano w Polsce (premiera: październik 2013 r.)
Ilość stron: 347
Recenzja realizuje wyzwania:
1. Klucznik na sierpień 2015 - Przeczytana w obcym języku

niedziela, 2 sierpnia 2015

Gdzie ta polska wersja? #33


Hero in the Shadows - David Gemmell

Tysiące lat temu miasto Kuan Hador, kolebka zła, zostało zdobyte przez ogromną armię wojowników, a Nieprzyjaciel wygnany poza Bramę pomiędzy Światami. Bramę zapieczętowano potężnymi zaklęciami.
Teraz w Księstwie Kydoru, dwa tysiące mil od ziem Drenaiów, wokół ruin Kuan Hador tworzą się zimne mgły. Bestie zaczynają grasować po wzgórzach i lasach. Zaklęcia słabną, krwawe dni są coraz bliżej. Za Bramą czekają żądne zemsty armie Kuan Hador.
Tam, gdzie kiedyś stawiono opór Nieprzyjacielowi, pozostała ledwie garstka wojowników. Szermierz Kysumu, ostatni z umierającej rasy Yu Yu Liang, kopacz Ustarte, Bestio-Kapłanka i tajemniczy Waylander. Wspólnie muszą rozwiązać starodawną tajemnicę, która może doprowadzić do ostatecznego starcia poza Czasem. Ale najpierw Waylander musi znaleźć sposób na zabicie człowieka, który nie może zginąć.
Co to jest? Dziewiąty tom Sagi Drenaiów.
Dlaczego? Nie jestem chyba jedyną osobą, która narzeka na porzucanie trylogii po jednej czy dwóch częściach. Wyobraźcie sobie oburzenie fanów Sagi Drenaiów, którzy mieli możliwość przeczytania w Polsce ośmiu tomów sagi i potem dowiedzieli się, że trzy ostatnie części nie zostaną u nas wydane!
Szanse na wydanie? Zerowe. Wydawnictwa, które wydawały w Polsce tę sagę, od dłuższego czasu nie dają znaku życia. Pozostaje czytać po angielsku.

Czytaliście Sagę Drenaiów? Podobało Wam się? W ogóle o niej słyszeliście?
Miłej niedzieli!