wtorek, 28 grudnia 2010

"Śmiertelny bóg" - Marcin Wełnicki

Tytuł: Śmiertelny bóg
Autor: Marcin Wełnicki
Wydawnictwo: superNOWA
Data wydania: wrzesień 2010
Ilość stron: 406

II wojna światowa, rok 1944. III Rzesza szykuje się do ataku na Stany Zjednoczone. Świat jest jednak zupełnie inny od tego, który znamy. Ludzkość wynalazła Eskalację: nowoczesny sposób wytwarzania energii, który bardzo niszczy środowisko naturalne. Co gorsza, na Ziemi pojawiły się różne maszkary, których jedynym celem jest sianie zniszczenia i chaosu...

W takim świecie przyszło żyć Reinerowi Erhardowi, oddanemu gestapowcowi. Człowiek ten przez przypadek, w trakcie rutynowanego przesłuchania, zostaje wplątany w spisek mający swe źródła przed wiekami. Szaleniec, z którym rozmawia, kieruje go do pewnego znajomego, który niedługo później ginie. Pozostaje za to jego wierny towarzysz, Aziz, któremu jednak Reiner nie do końca ufa. Później na horyzoncie pojawia się kolejny protagonista, Veller, którego akcje wydają się być zupełnym przeciwieństwem marzeń Aziza. Komu ma uwierzyć Reiner? Co mają z tym wspólnego bogowie-Trójca? I czy Erhard naprawdę został w to zaangażowany przez przypadek?

Te pytania to tylko wierzchołek góry lodowej. W trakcie podróży po stolicach Europy (Londyn, Paryż, Rzym, wreszcie Berlin) nasz gestapowiec musi znaleźć odpowiedź na wiele innych zagadnień. Czytelnik poznaje je wraz z nim. Niestety, wyjaśnienia mało wyjaśniają: bohaterowie wypowiadają się tak, by za wszelką cenę nie podać szczegółów, skomplikować najprostsze kwestie. Wskutek tego otrzymujemy ciężkostrawny bełkot o tajemniczej technologii, którą na dobrą sprawę pojmujemy dopiero pod koniec. Warto nadmienić, że większość informacji o Eskalacji zawarto w chaotycznych dialogach, z których Czytelnik nie rozumie niczego (bohaterowie też raczej nie powinni, ale jakoś się nie skarżą...).

To nie koniec słabości. Bohaterowie wydali mi się niesympatyczni i do bólu dwulicowi - jakby autor na siłę chciał zrobić z nich "prawdziwych" ludzi, którzy ukrywają o sobie absolutnie wszystko, absolutnie przed wszystkimi. Sytuacji nie poprawia ani wprowadzenie nieludzkich postaci, ani ukazywanie ich wspomnień w celu wyjaśnienia ich motywów. Prawdopodobnie gdybym miała opisać protagonistów, użyłabym krótkiego określenia: "dziwaki".

Także elementy science-fiction nie porażają. Pomimo potencjału jaki niesie ze sobą alternatywne źródło energii, pan Wełnicki wprowadził tylko humanoidalne roboty i maszyny latające. Ctany i salgotath, z którymi przychodzi się mierzyć bohaterom, także nie unikają schematyczności. Nieco lepiej wypada drugi świat, ale o nim na razie cii...

Za plus mogę uznać wielowarstwowość. Mnóstwo tu mylących wątków, półprawd i najprostszych kłamstw. Z drugiej strony - ich nadmiar bardzo utrudnia zrozumienie tekstu. Także przeładowanie tajemnicami nie uprzyjemnia lektury.

Podsumowując, "Śmiertelny bóg" niezbyt mi się podobał. Przed wystawieniem niższej noty powstrzymały mnie spójnie skonstruowany świat oraz ciekawy pomysł. Do gustu przypadła mi końcówka - akcja nabiera rozpędu, wszystko ładnie się dopina... Niestety, oceniam całokształt, a nie tylko zakończenie...
Ocena końcowa: 3/6
Polecam: tylko fanatykom science-fiction i alternatywnych wersji historii.

sobota, 25 grudnia 2010

"Mistrz i Małgorzata" - Michaił Bułhakow

Z jakiegoś powodu większość szkolnych lektur to bardzo nudne (przynajmniej w moim odczuciu) pozycje. Sięgając po "Mistrza i Małgorzatę" byłam prawie pewna, że czeka mnie kolejna nudna książka. Ale czy na pewno?
Fabuła

Akcja toczy się w Moskwie. Dwóch literatów - Michał Aleksandrowicz Berlioz i Iwan "Bezdomny" Nikołajewicz - spaceruje, gdy nagle wpadają na dziwnego obywatela. Nie byłoby w tym niczego nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że nieznajomy utrzymuje, że osobiście poznał Poncjusza Piłata (tak, tego Piłata), a także oznajmia, że jeden z pisarzy umrze niedługo, wpadając pod pociąg. Szanujący się Rosjanie lekceważą "wariata". Okazuje się jednak, że dziwny człowiek miał rację: Michał Aleksandrowicz Berlioz ginie pod kołami tramwaju, poślizgnąwszy się na plamie oleju.
Od tego momentu w całym mieście zaczynają dziać się rzeczy przynajmniej dziwne. Wielu powszechnie szanowanych ludzi trafia do szpitala psychiatrycznego, a mieszkanie nieboszczyka Berlioza zostaje zajęte przez niejakiego maga Wolanda i jego "tłumacza", Korowiowa, oraz ich kota - Behemota. Wraz z rozwojem akcji (nie sądzę, by ta informacja mogła zostać uznana za wielki spoiler) okazuje się, że "magik" to tak naprawdę diabeł, a jego towarzysze to także byty piekielne. I to właśnie owo trio jest odpowiedzialne za zamieszanie w stolicy Rosji dwudziestego wieku.
O co właściwie chodzi w tej książce? O ukazanie wad Rosjan. Na kartach powieści przewija się naprawdę pokaźna menażeria: kłamcy, oszuści, oszczercy, skąpcy... Wygląda jak materiał na poważną historię, zakończoną mądrą i patetyczną puentą. Dlatego niezwykle zdziwił mnie kierunek, w jakim rozwinęła się akcja. Autor, zamiast napychać czytelnika napuszonymi i pustymi frazesami, stawia na podejście humorystyczne, dzięki któremu mądrości dużo łatwiej wchodzą do głowy.
Tytuł

Tytuł książki odnosi się do dwóch postaci, które pojawiają się mniej więcej w połowie. Mistrz to ubogi pisarz zajmujący sutereny jednej z moskiewskich kamienic, natomiast Małgorzata to jego kochanka. Kobieta, ignorując to, że jest mężatką, zbliża się do literata i wspiera go w czasie pisania powieści o Poncjuszu Piłacie. Gdy okazuje się, że książka nie ma szans na ukazanie się w druku, obydwoje załamują się: mistrz trafia do zakładu psychiatrycznego, a Małgorzata... spotyka Wolanda i jego kamratów.
Opinia końcowa

Podsumowując, książka "Mistrz i Małgorzata" pozytywnie mnie zaskoczyła. Dzięki zabawnym sytuacjom i elastycznemu językowi lektura płynie szybko i przyjemnie, natomiast wprowadzając wiele wątków autor pokazuje, że dobrze zna wykreowany przez siebie świat. W trakcie czytania zastanawiałam się, na ile na powieść jest autobiografią Bułhakowa - doszłam do wniosku, że tego typu wątków jest raczej niewiele.
Ocena końcowa: 5/6
Polecam: wszystkim - to naprawdę sympatyczny i humorystyczny sposób spędzenia wolnego czasu.

czwartek, 23 grudnia 2010

Początek przygody z blogiem

Książki kochałam, odkąd pamiętam.

Podobno już jako mały brzdąc otaczałam się literaturą. Najpierw zmuszałam rodziców do czytania mi bajek na głos, później udowadniałam, że dzieci wcale nie mają słabej pamięci i recytowałam całe historie. Z wiekiem, chociaż nie miałam już sił (ani czasu) na uczenie się książek na pamięć, papierowi przyjaciele mnie nie opuścili. Towarzyszą mi do dziś. Czuję, że zostaną ze mną na zawsze.

Czy nie mam "zwykłych" przyjaciół? Mam. Część też lubi czytać, jednak nasze gusta są raczej odmienne. Czasami dzielimy się swoimi wrażeniami i pozycjami, które "koniecznie powinieneś przeczytać", ale nie można wymagać, by miłośnik fantastycznych historii nagle pokochał powieści historyczne, prawda?

Właśnie dlatego zakładam bloga. Będę tu umieszczała swoje opinie na temat książek, nie tylko fantastycznych (które uwielbiam), ale także innych. Myślę, że znajdziesz tu coś, co przypadnie Ci do gustu. Ze swojej strony chciałabym zachęcić do wyrażania opinii i dzielenia się swoimi przemyśleniami nt. recenzowanych pozycji.

A ponieważ data otwarcia bloga zbiegła się z kolejnym Bożym Narodzeniem, życzę Ci, drogi Czytelniku...
Aby wszystkie dni w roku były tak piękne i szczęśliwe jak te jeden wigilijny wieczór. 
Aby Twoja twarz i twarze Twoich najbliższych zawsze rozpromieniał uśmiech,
a gwiazda betlejemska prowadziła Cię ku szczytom.

Do napisania!